Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hard science fiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hard science fiction. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 września 2022

UMIERAJĄC, ŻYJEMY - Robert Silverberg [opinia]

Tytuł oryginału: Dying Inside
Seria: Wehikuł czasu
Wydawnictwo: Rebis
Tłumaczenie: Maria Korusiewicz
Liczba stron: 264
Gatunek: Science fiction
Moja ocena: 5/6






"Umierając, żyjemy" to moje trzecie spotkanie z Silverbergiem, z którego jestem bardzo, bardzo zadowolony. Na tyle mocno, że bez oporów wcielam go w poczet najbardziej lubianych, bo będę starał się przeczytać jak najwięcej jego powieści, które charakteryzuje zawsze oryginalne i bardzo ciekawe rozwiązanie fabularne, głębia psychologiczno-emocjonalna, ideologie, świetnie nakreślone postaci i tło i brak jakichkolwiek niepotrzebnych, żmudnych i nieciekawych wtrąceń. Ogólnie rzecz biorąc, ja się przy Silverbergu jeszcze nie nudziłem ani przez minutę, a czytałem trzy książki traktujące zupełnie o czymś innym. 

sobota, 21 grudnia 2019

STAROŚĆ AKSOLOTLA - Jacek Dukaj [recenzja]

Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 275
Gatunek: Hard science fiction, science fiction
Moja ocena: 4/6

"Mechowa egzystencja"

Starość aksolotla to projekt wspólny Jacka Dukaja z Allegro, który pojawił się cztery lata temu w formie eksperymentalnego e-booka z mnóstwem graficznych dodatków. Jednak w związku z zapowiedzianą przez Netflixa serialową ekranizacją, wydawnictwo Literackie postanowiło wykorzystać sytuację, żeby kilka tygodni temu wydać książkę w tradycyjnej papierowej formie i ponownie zachęcić do sięgnięcia po prozę polskiego autora. Nie sięgnąłem po e-booka, ale jak tylko pojawiła się informacja o planowanej premierze na papierze to zdecydowałem się w końcu nadrobić ten brak i z miejsca za to zabrać. 

piątek, 3 maja 2019

ODTRUTKA NA OPTYMIZM - Peter Watts [recenzja]

Wydawnictwo: Mag
Tłumaczenie: Wojciech Próchniewicz
Liczba stron: 355
Gatunek: Science fiction, hard science fiction
Moja ocena: 5/6









Peter Watts to kanadyjski felietonista, eseista i pisarz science fiction, wielokrotnie nominowany do nagrody Locusa, Nebuli i Hugo - czyli tych najważniejszych dla tego gatunku. Z zawodu biolog morski, który wiele czerpie z nauki pisząc swoje książki, toteż jego literaturę najczęściej i najtrafniej klasyfikuje się jako hard science fiction. Ta mięsista warstwa naukowa zresztą jest widoczna w każdej powieści, z którą miałem do tej pory do czynienia. A z jego zawodem najbardziej chyba można powiązać trylogię ryfterów (przede wszystkim pierwszą część pt. "Rozgwiazda", która rozgrywa się w morskich głębinach i nota bene jest jedną z najbardziej klimatycznych, mrocznych i klaustrofobicznych powieści, jakie czytałem w życiu). 

wtorek, 26 marca 2019

WZLOT I UPADEK D.O.D.O. - Neal Stephenson, Nicole Galland [recenzja]

Tytuł oryginału: The Rise and Fall of D.O.D.O.
Wydawnictwo: Mag
Tłumaczenie: Wojciech M. Próchniewicz
Liczba stron: 829
Gatunek: Science fiction, hard science fiction, fantasy, thriller
Moja ocena: 4/6

"Wiedźmy, magia i tajna organizacja"

Bardzo dobrze znany i ceniony przeze mnie Neal Stephenson, autor świetnych powieści science fiction, postanowił połączyć swe siły z zupełnie nieznaną mi autorką, Nicole Galland, tworząc wspólnie książkę. Wyszła z tego powieść, która niewątpliwie najwięcej ma w sobie uroków fantastyki, ale po głębszym zapoznaniu to tak naprawdę misz-masz gatunkowy, który jednoznacznie nie sposób określić, ale Wzlot i upadek D.O.D.O. z pewnością przypadnie do gustu wielu czytelnikom lubującym się w magii, podróżach w czasie i supernowoczesnych technologiach mogących zmienić świat. 

środa, 28 lutego 2018

WYPALIĆ CHROM - William Gibson [recenzja]

Tytuł oryginału: Burning Chrome
Cykl: Trylogia ciągu, tom: 1.1
Wydawnictwo: Mag
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Liczba stron: 217
Gatunek: Science fiction, hard science fiction, cyberpunk, space opera
Moja ocena: 3/6

"Gibsonowskie wizje świat przyszłości"

William Gibson to autor, który zyskał ogromną sławę, jako najważniejszy przedstawiciel, a nawet ojciec, nowej odmiany science fiction noszącej nazwę cyberpunk, gdzie przedstawia wizje świata przyszłości zdominowanego przez technologie (zwłaszcza technikę komputerową, internet i wirtualną rzeczywistość) na tle zdegenerowanych miast i społeczeństw. Wizje odważne, ciekawe i mocno poruszające szare komórki, które wręcz idealnie pasują do "Uczty Wyobraźni" i "Artefaktów", czyli fantastycznych serii wydawnictwa Mag, gdzie też proza Gibsona już się wcześniej znalazła. Jako jedna z pierwszych książek wydanych w ramach "Artefaktów" pojawiła się jego najpopularniejsza i obsypana prestiżowymi nagrodami "Trylogia Ciągu" (Neuromancer, Graf Zero i Mona Liza Turbo). Najnowsza pozycja wydana przez wydawnictwo w tej serii również dotyka tego samego uniwersum z trylogii i dzisiaj kilka słów właśnie o niej.

środa, 16 sierpnia 2017

BEHEMOT - Peter Watts [recenzja]

Tytuł oryginału:  ßehemoth: ß-Max; ßehemoth: Seppuku
Cykl: Trylogia Ryfterów (tom: 3)
Wydawnictwo: Ars Machina
Liczba stron: 527
Gatunek: Science fiction, hard science fiction, postapokalipsa
Moja ocena: 3+/6








Trylogia Ryfterów to mocne sf, które zacząłem czytać – uwaga! – w 2013 roku. Drugi tom przeczytałem w 2014 i dopiero teraz, po 3 latach postanowiłem wrócić i zakończyć ten cykl. Dlaczego tak? Ano dlatego, że o ile „Rozgwiazda” była dla mnie niemal pod każdym względem fenomenalna, o tyle „Wir” już nie bardzo, bo mimo że obie książki łączy ten sam wątek fabularny, w wykonaniu niemal całkowicie się różnią. W pierwszej części mamy świetną mroczną, gęstą i klaustrofobiczną atmosferę, gdzie akcja dzieje się w morskich głębinach i przypomina coś na zasadzie mocnego thrillera psychologicznego połączonego z techniczno-naukowym zapleczem (bardzo podobna książka do "Kuli" Crichtona, której ekranizacja o tej samej nazwie jest chyba jednak bardziej znana niż jej literacka wersja). Druga zaś rozgrywa się w pełni na lądzie i jest już w zasadzie tylko nastawiona na technikę i naukę mocno opierając się na globalnej sieci i akcie zemsty głównej bohaterki - co już mniej mi się podobało, chociaż nie mogę powiedzieć, że lektura była zła, tylko po prostu mniej emocjonująca i satysfakcjonująca. No i tak jakoś do ostatniej części mnie przez to nie ciągnęło, bo byłem przekonany, że będzie jeszcze gorzej. Ale w końcu sięgnąłem i sprawdziłem. I nawet na początku byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, bo Behemot ma w sobie coś z "Rozgwiazdy", ale potem okazało się, że jednak jest hybrydą obu wcześniejszych książek i ostatecznie dla mnie ta część wypadła najsłabiej.

wtorek, 4 kwietnia 2017

PROBLEM TRZECH CIAŁ - Cixin Liu [recenzja]


Tytuł oryginału: 三体 (z ang. The Three-Body Problem)
Cykl: Problem trzech ciał, tom: 1
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 418
Gatunek: Science fiction, hard science fiction
Moja ocena: 5/6

"Czy ludzkość zasługuje na istnienie?"

Fantastyka naukowa to gatunek literacki, po który bez wątpienia sięgam najczęściej i czerpię z niej najwięcej frajdy i spędzam przyjemnie chwile. Horror, fantasy i science fiction to trzy podgatunki, które się na nią składają i naprawdę nie wiem, którego z nich przeczytałem najwięcej. Ale nie ma to większego znaczenia. Był czas, kiedy potrafiłem czytać horror za horrorem, fantasy za fantasy i science fiction za science fiction jedno za drugim, nawet tego samego autora - bez opamiętania, bez większego zróżnicowania, bo i po co? Przecież mi te gatunki umilają jak najlepiej czas, więc mogę spokojnie przeczytać kilkanaście pod rząd. Dziś już tak maniakalnie nie czytam, bo na dłuższą metę to się nie sprawdza i w pewnym momencie dopada stagnacja czytelnicza, największy wróg każdego czytającego, która zmniejsza przyjemność płynącą z lektury, a czasem nawet i w ogóle jej nie powoduje. Ale i tak fantastyki czytam najwięcej, a ostatnimi czasy staram się wyjść poza obręb amerykańsko-angielski i iść nieco na wschód, gdzie pojawiły się nazwiska cieszące się również sporym uznaniem. Ted Chiang i Ken Liu tutaj bardzo dobrym przykładem. Tego pierwszego jeszcze nie czytałem, ale Kena miałem okazję sprawdzić i bardzo mi się jego książka spodobała. Jego kolega po piórze, Cixin Liu, którego notabene książki przekładał sam Ken z chińskiego na angielski, to kolejny przykład wschodniej fantastyki uznanej przez krytyków, która przykuła moją uwagę. Bardzo dobre noty, nagroda Hugo, ciekawa zapowiedź. To spowodowało, że właśnie po książkę tego autora zdecydowałem się tym razem sięgnąć.

środa, 28 grudnia 2016

7EW - Neal Stephenson [recenzja]



Tytuł oryginału: Seveneves
Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 805
Gatunek: Science fiction, hard science fiction, postapokalipsa
Moja ocena: 5/6

"Siedem Sióstr, które spowodowały kataklizm"

Księżyc został zniszczony. Rozpadł się na 7 kawałków. Siedem Sióstr, czyli dużych odłamków skalnych, i niezliczone ilości mniejszych, które tylko z pozoru wydają się niegroźne, ale doprowadzą do dwóch sytuacji. Po pierwsze do pojawienia się pierścienia wokół Ziemi, przypominającego ten od Saturna. Po drugie, za dwa lata od tego momentu przyczynią się do pojawienia Białego Nieba (roju niewielkich odłamków, które przykryją niebo niczym biała chmura) i Kamiennego Deszczu, który będzie katastrofalny w skutkach, bo te odłamki będą spadały na Ziemię, co doprowadzi do jej zagłady. Ludzkość skazana jest na wymarcie, ale pojawia się ambitny plan uratowania chociaż niewielkiego jej odsetka, który ma być wysłany w przestrzeń kosmiczną, gdzie ma przetrwać, mimo że tam również czyhają kolejne niebezpieczeństwa. Rozpoczyna się odliczania do dnia, kiedy zacznie się kataklizm i będzie można wysłać ostatnie statki z ludźmi, którzy mają przetrwać i uchronić ludzkość przed totalnym wymarciem. Czy uda się wysłać odpowiednią liczbę wykwalifikowanych, inteligentnych i zaradnych ludzi, żeby zacząć nowe życie poza Ziemią? Czy ludzkości uda się w ogóle przetrwać w kosmosie? Czy Ziemia jeszcze kiedykolwiek będzie zdatna do zamieszkania i będzie można na nią wrócić?

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

MARSJANIN - Andy Weir [recenzja]

Wydawnictwo: Akurat
Tytuł oryginału: The Martian
Liczba stron: 382
Gatunek: Science fiction, hard science fiction, thriller
Moja ocena: 6/6








Statkiem kosmiczny 'Hermes' została wysłana na Marsa załoga sześciu astronautów z podjęciem się misji Ares 3, polegającej na eksploracji planety w przeciągu 31 soli (dni). Na miejscu, szóstego dnia, okazało się, że szaleją tam gwałtowne burze piaskowe, które powodują, że zachodzi ryzyko uszkodzenia MAV-a (statku, który znajduje się na Marsie, dzięki któremu można dostać się z powrotem na statek kosmiczny Hermes i zawrócić na Ziemię). Głównodowodzący zarządzili przerwanie misji i ewakuowanie się załogi z Haba (stacji na Marsie, w której załoga mieszkała) do MAV-a, a następnie na Hermes. Przeprawa z Haba do MAV-a była ryzykowna, bo w trakcie burzy piaskowej coś mogło doprowadzić do jej niepowodzenia. I doprowadziło. Na MAV-a  dostało się pięć osób, poza Markiem Watney'em, który podczas przeprawy dostał odłamkiem anteny, który odrzucił go daleko od statku, przebijając skafander, mocno raniąc i pozbawiając go przytomności. Zszokowana załoga nie umiała uwierzyć w to, co się stało, i po krótkich poszukiwaniach, z wielkim trudem postanowiła wystartować bez niego, przekonana, że Mark nie żyje.

niedziela, 25 stycznia 2015

CÓRKA ŁUPIEŻCY - Jacek Dukaj [recenzja]


Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 131
Gatunek: Science fiction, hard science fiction
Moja ocena: 4+/6








Na swoje osiemnaste urodziny Zuzanna Klajn otrzymuje trzy wyjątkowe prezenty: symulator prekoncepcyjny od swojej przedurodzonej przyjaciółki, pierścień ipsacyjny od pośmiertnej prababki, i dostarczony specjalnie przez brukselskiego notariusza tajemniczy amulet od ojca, który nie żyje od 15 lat. Nie wiadomo jak zginął. O nim samym też Zuzanna nic nie wie. Póki co wie tylko, że dawno temu zniknął z jej życia i zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. A teraz dostała od niego w podarku amulet, bez wyjaśnień i bez wskazówek co do jego użyteczności. Postanawia przez to odwiedzić grób ojca, gdzie przed oczyma pojawia się jej niespodziewanie pewne Miasto, które postanawia zwiedzić. Po wejściu objawiają jej się  obrazy tajemniczej, starożytnej metropolii, której nigdy w życiu nie widziała. Miasto ją fascynuje i przeraża, chce je odkrywać, ale ostatecznie ucieka, a gdy się obraca spostrzega, że Miasta już nie ma. Niedługo jednak okazuje się, że jego pojawienie się ma związek z amuletem otrzymanym od ojca. Zuzanna chce ponownie wejść do Miasta i zbadać je, i kryjące się w nim tajemnice, ale najpierw musi rozstrzygnąć w jaki sposób użyć amuletu, aby tajemnicza metropolia pojawiła się ponownie.