czwartek, 15 września 2016

OSTATNIE ŻYCZENIE - Andrzej Sapkowski [recenzja]

Wydawnictwo: superNOWA
Liczba stron: 330
Gatunek: Fantasy, high fantasy
Moja ocena: 5+/6










Każdy z nas, czytelników, na zakończenie danego roku robi sobie rachunek sumienia podsumowując całoroczne wydarzenia dotyczące literatury; ile przeczytał, ile kupił, na ilu konwentach, targach czy innych imprezach literackich się pojawił, zdobył autografów, poznał innych czytelników, autorów itp. itd. Zakończenie takiego podsumowania najczęściej kończy się wyznaczeniem sobie planów literackich na przyszły rok, czyli co przeczytam, co kupię, ile będę czytał. Jednym z moich książkowych planów tegorocznych było w końcu zapoznać się chociaż odrobinę z dwoma niezwykle popularnymi cyklami fantasy. Jednym był zagraniczniak, którego uwielbiają rzesze fanów w przeróżnym wieku na całym świecie, czyli Harry Potter, którego miałem okazję już poznać i polubić, a nawet napisać kilka recenzji. Drugi to nasze rodzime poletko, na którym wyrosło wiele pokoleń ( i wyrośnie jeszcze niejedno) i dzięki któremu powstało wiele innych dobrych książek i cykli fantasy. Mowa oczywiście o słynnym Wiedźminie, który był drugą pozycją na mojej planowanej liście cykli fantasy w planach tegorocznych, którą koniecznie trzeba było odhaczyć. No i w końcu się stało. Pierwszy tom o słynnym wiedźminie zaliczony, wielkie oczekiwania i presja otoczenia (bo to przecież klasyka, zajebiste, najlepsze polskie fantasy itp. itd.) skonfrontowane z rzeczywistością. I co? No i muszę powiedzieć, że zaczęło się ELEGANCKO. :D

Pewnie większość czytelników wie - bo przeczytała sama, bo przeczytała tysiące recenzji, bo usłyszała od innych czytelników, bo podczas spania ktoś tajemniczy otworzył główkę i wstrzyknął do móżdżku taką informację albo w inny sposób trafiło to do jego świadomości - kto to jest ten wiedźmin. Ale jest taki niewielki odsetek nieświadomych, którym JAKIMŚ CUDEM udało się żyć w niewiedzy i ja takim osobom śpieszą z pomocą krótko wyjaśniając. Wiedźmin Geralt, czyli nasz główny bohater, to istota, która niegdyś była człowiekiem, ale trafiła do Kaer Morhen (wiedźmińskie siedlisko), gdzie za sprawą sztuki magicznej, ciężkiego treningu i licznych prób przeszła mutację i zdobyła nadludzkie zdolności. Cechami charakterystycznymi Geralta są białe włosy, srebrny i żelazny miecz oraz Znak Szkoły Wilka. Potrafi perfekcyjnie posługiwać się bronią, używać eliksirów i zaklęć, jest bardzo szybki, silny i zabójczo skuteczny w eliminowaniu potworów. Otrzymuje różne zlecenia na zabijanie lub pozbywaniem się potworów, za co otrzymuje odpowiednie wynagrodzenie, najczęściej w formie pieniężnej. 

"Ostatnie życzenie" to książka, na którą składa się zbiór kilku opowiadań przedstawiających losy wiedźmina Geralta i przybliżających nam jego postać. Składa się ona z opowiadania przewodniego "Głosu rozsądku", od którego się zaczyna i na którym się kończy. Podzielone jest ono jednak na 7 krótkich części, które na przemian pojawiają się z innymi sześcioma historiami o wiedźminie. 

Pierwsze z opowiadań zatytułowane po prostu "Wiedźmin" jest wprowadzeniem, które przybliża nam postać Geralta i pojawia się jego pierwsze zadanie. Obiecano mu nagrodę w wysokości 3 tysięcy orenów za dorwanie tyranizującej okolicę strzygi, którą na dodatek nie może zabić, tylko odczarować. Nie jest to łatwe zadanie, bo zdecydowanie łatwiej zabić, niż schwytać i ściągnąć zły urok, tym bardziej jeśli po drugiej stronie stoi nieobliczalne i bogate w ostre kły i pazury stworzenie, ale jakoś sobie wiedźmin musi radzić.

Drugie to "Ziarno prawdy", gdzie wiedźmin wyrusza do zamku potwora, żeby go zabić. Potwór był niegdyś niebrzydkim młodzieńcem, na którego rzucono urok i się przemienił. Ale nie ubolewał nad tym za bardzo, bo miał powodzenie u kobiet. Poznał nawet jedną, w której się zakochał, ale niestety okazała się ona nie mniej groźna od niego, wobec czego Geralta czeka zadanie trudniejsze niż początkowo przypuszczał. 

"Mniejsze zło"  opowiada o czarodzieju, którego chce za wszelką cenę dorwać i zabić pewna krwiożercza księżniczka. Zwrócił się on z pomocą do Geralta, aby ten ją unieszkodliwił, a najlepiej odesłał na tamten świat. Jednak waleczny wojownik nie kwapi się do wykonania tego zadania.

"Kwestia ceny"  rozpoczyna się ucztą królewską, na którą wiedźmin został niespodziewanie zaproszony i posadzony po prawicy królowej, co jest niezwykle wysokim przywilejem i wyróżnieniem. Uczta została zwołana, żeby ściągnąć do zamku najważniejszych dostojników i osoby o wielkich wpływach, czyli najlepsze partie, które mają otrzymać rękę księżniczki Pavety.  Jej matka, królowa Calanthe z Cintry, zwołała jednak wszystkich adoratorów mając pewien niecny cel, które narzędziem ma być nie kto inny jak Geralt.

Następne opowiadanie, czyli "Kraniec świata" opowiada o mieszkańcach pewnej wioski, w której pojawił się silvan - psotny diabeł, który im dokuczał we wszelaki sposób. Wieśniacy zwrócili się do wiedźmina o pomoc, żeby ten go przepędził, ale nie zabijał. Okazało się, że za pojawieniem się diabła stoi pewna rasa, która jest wielce wrogo nastawiona do ludzi i w ten sposób chciała się częściowo na nich zemścić, co znacznie skomplikowało sytuację. 

Na koniec mamy "Ostatnie życzenie", gdzie odnajdujemy Geralta i jego przyjaciela Jaskra razem łowiących ryby w jednej z okolicznych rzek. Jaskier walczy z wielkim sumem, który złapał haczyk, ale walka nie trwa długo i ryba się zrywa. Sprawdzają drugą wędkę i ku im zdziwieniu widzą, że coś złapali zaczepionego w wodorosty. Po wyciągnięciu z wody okazuje się, że to dzbanek. Ale nie zwykł dzbanek, o czym przekonują się lada moment po otworzeniu, kiedy pojawia się dżinn. Jak wiadomo  z wielu baśni dżinn to istota powietrzna, która uwolniona spełnia trzy życzenia swojemu wybawcy. Ale czy na pewno to tego rodzaju dżinn, który chętnie spełni życzenie Jaskra i Geralta

Nie ukrywam, że podchodziłem do tej lektury z DUŻĄ rezerwą i dystansem, jaki na ogół trzymam względem osławionych dzieł, wielce wychwalanych przez wszystkich i wszędzie. I nie ukrywam, że mimo to od samego początku spodobała mi się postać wiedźmina i humor Sapkowskiego, na tyle, że wiedziałem, że TO JEST TO. Szalenie lubię samotnych tajemniczych wojowników o wyjątkowych umiejętnościach, aparycji, wysokim sprycie i inteligencji. A jeśli na dodatek taka postać jest dobrze nakreślona przez autora i sprawia wrażenie autentycznej, to już w ogóle jest świetnie. A tak jest właśnie z wiedźminem Geraltem. 

Druga sprawa to humor. Nie ma żadnej "językowej przyprawy", która tak jak humor wpływa u mnie na pozytywny odbiór tekstu, niejednokrotnie ratując przy ostatecznej ocenie książki ewidentnie słabej. Humor u autora jest specyficzny, nieco ironiczny, zgryźliwy, wynikający z niefortunnych wydarzeń i sytuacji czy dokuczania sobie nawzajem bohaterów. Dialogi w tej książce są kapitalne, wprost naładowane pozytywną energią i mocno udzielają się czytającemu w postaci pojawiającego się często uśmiechu albo parsknięcia. Pomaga w tym też niewątpliwie tło wydarzeń, niby fantasy, ale takie w mocno baśniowym charakterze, które daje czytelnikowi takie poczucie obcowania z bezpiecznym i znanym dobrze miejscem, kolorowym, pozytywnym, dającym spokój i relaks. Zresztą z samych tekstów wynika, że autor opierał się na niektórych baśniowych utworach (np. Królewna śnieżka, Księżniczka na ziarnku grochu) i sprytnie je u siebie wykorzystał. 

Oprócz tego książka przekazuje pewne wartości i w lekkim sposób pokazuje te wyraźnie pozytywne i negatywne cechy i zachowania bohaterów. Geralt to najemny wojownik, który nie tylko zwalcza zło w postaci fizycznej, czyli różnych strzyg, brux, kikomór, silvanów, mrocznych elfów i różnych innych potworów. On zwalcza też zło, które znajduje się wewnątrz ludzi czyniących źle i nie zabija w tym przypadku, ale stara się je po prostu przepędzić albo wybić z głowy delikwentowi. Z kolei Nenneke, kapłanka bogini Melitele, która pojawia się w "Głosie rozsądku" przejawia wszystkie typowe cechy kochającej matki,  opiekunki i jednocześnie przyjaciółki, która pomaga w każdy sposób. Bohaterowie są dzięki temu realni, przekonywający i wywołujący konkretne reakcje u czytelnika, czy to pozytywne, czy negatywne. 

Ogólnie rzecz biorąc rozpisałem się i nie wiem o czym będę pisał po przeczytaniu następnych tomów, ale to nie ważne. Grunt, że się podobało - a podobało się bardzo, i że z wielką chęcią sięgnę po następny tom - a sięgnę szybciej niż myślicie. Cieszy mnie też, że to może być kolejny po Dukaju, Grzędowiczu i Wegnerze autor fantastyki z rodzimego podwórka, który da mi zajebiście dużo przyjemnej rozrywki, satysfakcji, energii, wiele emocji, stanie się być może ulubionym i wywoływać będzie  niepohamowaną chęć sięgnięcia po kolejne jego książki. Cholernie liczę, że się z tym przeczuciem nie pomylę!


PS: Tak przy okazji. Poczta Polska zapowiedziała emisję znaczków i kopert z wizerunkiem Geralta W dniu 16 września tego roku ma być wprowadzony do obiegu znaczek pocztowy o wartości 6,00 zł emisji "Wiedźmin" w formacie 31,25 x 39,5 mm, format bloku: 70 x 90 mm, w nakładzie 180 000 szt. Autor projektu: CD Projekt S.A. Informacja z: www.filatelistyka.poczta-polska.pl  

59 komentarzy:

  1. Wiedziałam, że Ci się spodoba.
    Humor całej sagi jest niesamowity. Nie wiedzieć czemu mi po latach utkwił w głowie dowcip o ślimakach, ale to jeszcze musisz do Pani Jeziora dotrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię taki humor, to jest dla mnie mega pozytyw, dlatego o poziom opowiadań z drugiego tomu się nie obawiam. Ale zobaczymy jak poszło AS jeszcze z powieściami, bo rzadko kiedy pasują mi obie formy u tego samego autora. To jest co prawda cykl, ale mimo wszystko. :)

      Usuń
  2. No w końcu! No żeś machnął nie recenzję, ale cały artykuł zaraz, ale najważniejsze, że się podobało :)
    Ja sam Wiedźmina poznałem za sprawą znajomego z LO, który zrobił wielkie oczy, że nie znam Tolkiena ani Sapkowskiego - następnego dnia dostałem całą torbę książek do przeczytania :D Jednakże od tego zaczęło się między innymi moje czytanie cokolwiek poza lekturami i koniecznie muszę wrócić kiedyś do tego Wiedźmina :D

    Tak w ogóle to nie lubię tego wydania co czytasz - ta czarna farba tak schodzi, że to jakiś dramat. Mam w tym wydaniu Sezon burz - po jednym czytaniu na grzbiecie są białe fragmenty powstały w wyniku starcia farby... A i skoro już napisałem o Sezonie burz - radziłbym Ci go przeczytać po 2 tomie opowiadań, albo nawet pierwszym. Jak skończysz całą sagę i wówczas go przeczytasz, to gwarantuję Ci, że nie będzie Ci się podobał. Jak dla mnie ta książka to taki fanfic samego autor, który miał troszkę pomysłów, nienadających się nigdzie, to napisał Sezon burz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no w końcu, w końcu. Zabierałem się ze 3 lata na pewno. Ale podobnie z HP. Teraz już systematycznie do końca. :)

      No właśnie Michał mnie też o to pytał. Mi farba nie zeszła w żadnym miejscu. Lekko przetarty miałem grzbiet, ale to już tak dostałem.

      A dlaczego tak? "Sezon" się toczy po opowiadaniach a przed powieścią pierwszą?

      Usuń
    2. Sezon burz to takie coś pomiędzy opowiadaniami, zwłaszcza z 2 tomu opowiadań a właściwą sagą. Generalnie to jedna, dłuższa historia - takie nazwijmy to duże opowiadanie ;)

      Usuń
    3. Rozumiem. W takim razie wezmę to pod uwagę po przeczytaniu opowiadań. :)

      Usuń
    4. Ja bym tego nie robił, troszkę smaczków Ci ucieknie a zakończenie będzie zupełnie niezrozumiałe.

      Usuń
    5. Mówisz? No też się właśnie zastanawiam, czy to aby nie będzie jak z "wiatrem" Kinga, który jest niby tomem 4,5 i można to tam czytać, ale najlepiej i tak po. :)

      Usuń
    6. Formalnie "Sezon burz" jest prequelem ale wydanym kilkanaście lat po ostatnim tomie sagi. Myślę, że warto poznać Wiedźmina w kolejności w jakiej ukazywały się książki. Tym bardziej, że są w "Sezonie burz" smaczki i odwołania do sagi, których nie wyłapiesz bez jej znajomości. Jeśli lubisz takie mrugnięcia okiem ze strony autora to warto zaczekać. No i literacko ta ostatnia książka jest dość nierówna. Osobiście nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to jest zbiór opowiadań przeredagowany na powieść i stąd te różnice.

      Usuń
    7. Lubię, dlatego się posłucham i zostawię to jednak na koniec. Dzięki. :)

      Usuń
  3. Ha! A ja właśnie skończyłam całą sagę :) Tylko teksty będą się pewnie pojawiać z opóźnieniem, bo po pierwsze, muszę jakoś ogarnąć wrażenia, a po drugie, nie chcę codziennie pisać o tym samym cyklu.
    Bardzo się cieszę, że Wiedźmin Ci się spodobał, sama go uwielbiam, a dodatkowo cieszy mnie też fakt, że doskonale wytrzymał próbę czasu i dawny sentyment - po raz pierwszy przeczytałam pierwszy tom jakieś 15 lat temu. To teraz pora rozejrzeć się za Mieczem przeznaczenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to cieszy, bo miałem obawy, czy właśnie to nie jest zbyt stare i nieaktualne, a ja współczesnego fantasy naczytałem się już sporo. Ale jednak nie. Czytało się bardzo dobrze. No przynajmniej ten pierwszy tom. Zobaczymy, co z resztą. Myślę jednak, że będzie dobrze. :)

      Usuń
  4. Mam ochotę jeszcze raz te przygody przeżyć, tylko jak wygospodarować czas. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Ten czas. Ale kiedyś pewnie do tego wrócisz. ;)

      Usuń
  5. I gitara! Bardzo się cieszę, że Ci Sapkowski przypadł do gustu. Przyjemnie czytało się Twój tekst. Od pewnego czasu mam wielką ochotę, żeby odświeżyć sobie Wieśka ale o tym już Ci pisałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. I w sumie dość lekko mi się go pisało, mimo że recenzować zbiorów nigdy specjalnie nie lubiłem, w tym roku jednak jakoś mi idzie. :)

      Niedługo zabieram się za tom drugi, więc znowu coś nakreślę od siebie.

      Usuń
    2. Kiedyś myślałem o tym, aby powrócić do lektury "Wiedźmina", ale jakoś tak nigdy nie ma na to czasu. Poczekam jeszcze kilka lat, może w końcu cykl zostanie wznowiony w szacie graficznej i jakości odpowiadającej poziomowi samej opowieści... bo na razie to za gówniane wydanie na najgorszej jakości papierze toaletowym to żądają zbyt wygórowaną kwotę.

      Usuń
    3. Kilka wydań jest na rynku, więc jest w czym wybierać. Jakbym miał hajs to bym kupił kolekcjonerskie w twardej, te czarne wydania. Ale nie mam, więc kupuję pojedynczo te, najładniejsze chyba graficznie.

      Usuń
    4. Kolekcjonerskie to jest tylko z nazwy. To jest tylko twarda oprawa, a jakość papieru tak samo kiepska jak w innych wydaniach. Niestety, u nas w kraju nie ma tradycji wydawania serii w edycjach kolekcjonerskich...

      Usuń
    5. Ja cały czas się łudzę, że pokaże się coś fajnego na trzydziestolecie Wiedźmina choć superNOWA to wybitnie słabe wydawnictwo. Pewno dawno by nie istnieli gdyby nie Sapkowski. Ostatnie tzw. kolekcjonerskie wydanie (to białe) ma bardzo paskudne okładki z modelami postaci z gier i to dodatkowo wyglądającymi jak jakieś odrzuty. Ja kupiłem swego czasu to czarne wydanie ale tylko dlatego, że to był jedyny Wiedźmin w twardych oprawach dostępny na rynku. Oprócz tego mam jeszcze komplet poskładany dawno temu z pierwszych wydań. Te obecne, czarne nie jest tragiczne pod względem grafik ale nie dla mnie. Z wszystkich polskich wydań najbardziej podobają mi się grafiki ze starej, tzw białej edycji ale cały czas się zastanawiam czy powinienem wydać ~300 na kolejne, trzecie wydanie Wiedźmina ;)
      Niestety w temacie wydań Wiedźmina jest czego zazdrościć Rosjanom.

      Usuń
    6. Te z gier to nieporozumienie jakieś. Bardzo rzadko kiedy popieram okładki filmowe, a z gry to już w ogóle nie kumam. No ale powiedzmy, że jakiś target tam jest, bo może jakiś gracz przez to sięgnie.
      No właśnie te najstarsze ładne, ale mega trudne do zdobycia, więc się nawet nie podejmowałem.

      Usuń
  6. Jak skończysz Wiedźmina i będziesz szukał kolejnego autora polskiej fantastyki to polecam Ci Annę Brzezińską i jej sagę o zbóju Twardokęsku. Dla mnie jej cykl stoi na równi z cyklem wiedźmińskim Sapkowskiego i Meekhanem Wegnera, jedyny problem to dostępność pierwszego i drugiego tomu, które ciężko złapać tanio na Allegro i trzeba się posiłkować biblioteką.

    Polecam Ci też recenzje trzech z czterech tomów serii Wronki i Wodyka na katedrze dzięki którym sięgnąłem po tę serię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W porządku. Będę pamiętaj o Brzezińskiej. Dzięki. :)

      Usuń
    2. Brzezińska jest niezła jak się jest pryszczatym nastolatkiem, który dopiero odkrywa literaturę. W wieku czytelnika bardziej wyrobionego jest kupą chłamu niewartego czasu na czytanie.

      Usuń
    3. Hehehe, cały Martinus. :D

      Usuń
    4. Cała prawda, całą dobę ;-)

      Usuń
    5. Grunt to być sobą. Ja też wolę jak ktoś mi szczerze dowali tekstem bez zamiaru obrażenia mnie jako takiego, aniżeli smarować tyłek, a za plecami pękać z zawiści i zazdrości.

      Usuń
    6. Żeby kogoś obrażać, trzeba mieć taką chęć. Ja nigdy nie mam zamiaru kogoś obrazić, po prostu jestem jak Mariusz Max Kolonko: "Mówię jak jest" :D
      Owszem, czasami takie zdanie może kogoś wkurzyć, ale nie dbam o to. Prawda czasem musi boleć. I to nie jest też tak, że jestem jakiś wyniosły czy coś w tym stylu. Po prostu nie znoszę zbędnego pierdolenia, zwłaszcza w sytuacji gdy ktoś nie ma pojęcia o tym, co wyraża w publicznych postach...
      Długo by gadać ;)

      Usuń
    7. Kolonko jest dobry. :)
      Da się zauważyć. :P Ja jestem bardziej tolerancyjny na pierdolenie, pod warunkiem, że ktoś nie stara się udowodnić, że jest mądrzejszy, a w istocie nie ma pojęcia o czym pisze. Jeśli pierdoli bez sensu nie będąc tego świadom, ale nie cwaniakuje, to nie mam problemu - po prostu z przymrużeniem oka na takiego. ;)

      Usuń
    8. Martinus może rzucisz jakieś argumenty dla poparcia swojej tezy o mierności Brzezińskiej ?

      Trochę jak na zwykłego czytelnika fantastyki czytam od ładnych kilku lat i ciężko mi wymienić kogoś z autorów fantastyki w Polsce. Oczywiście brak w jej prozie polotu oraz humoru na poziomie Sapkowskiego. Rozumiem, że kogoś może odrzucić stylizacja językowa lub wolno rozkręcająca się akcja, ale doświadczony czytelnik doceni wysoką klasę literacką Brzezińskiej.

      Kto piszę według ciebie bardziej nastawioną na dorosłego odbiorcę fantastykę w Polsce? Oprócz Sapkowskiego oraz Wegnera (choć tutaj wstrzymuję się z oceną do czasu dokończenia przez autora całego cyklu) i Kresa nikt w Polsce nie pisze lepszego dorosłego fantasy na przyzwoitym poziomie. Grzędowicz i jego Pan Lodowego Ogrodu nie trzymają poziomu pierwszego tomu, Kossakowska i Białołęcka piszą fantastykę dla młodszego odbiorcy, Achajii Ziemiańskiego nawet nie skomentuje bo nie warto, a o np. Piskorskim, Ćwieku, Baniewiczu, Komudzie czy Piekarze się nie wypowiadam, bo jeszcze z ich tekstami się nie zapoznałem.

      Ciekawi mnie też kto z zagranicznych autorów przypadł do gustu tobie. Novik, Sanderson czy Abercrombie którymi ostatnio najbardziej się zachwycają zagranicą piszą głównie fantasy young adults i nie są to pozycje wysokiej jakości. Natomiast prozie Brzezińskiej najbliżej z zagranicznych autorów do Le Guin czego najlepszym przykładem są "Wody głębokie jak niebo", które doceniam nie tylko ja, ale też recenzenci z Katedry czy też czytelnicy, którzy za tytułowe opowiadanie ze zbioru nagrodzili autorkę Zajdlem.

      Oczywiście Martinusie liczę, że zachęciłem ciebie i każdego zainteresowanego do merytorycznej dyskusji i czekam na odpowiedź.

      Usuń
    9. Mała korekta: w drugim zdaniu mojej wypowiedzi brakuje na końcu słów - wartych zapoznania i docenienia ich książek.

      Usuń
    10. Piszesz na przemian fantasy i fantastyka, a to nie to samo. Każde fantasy to fantastyka, ale nie każda fantastyka to fantasy. Polskiego autora fantasy lepszego od wymienionych faktycznie chyba już u nas nie będzie - aczkolwiek pewności nie mam, bo ja za dużo rodzimej literatury nie czytam. Ale jakbyśmy mówili o fantastyce ogółem, czyli także sf to Dukaj i Lem się kłaniają. :)

      Nie wiem co napisze Martinus, może on ma jakieś nazwiska z fantasy, godniejsze poznania od ww. Chętnie się dowiem. :)

      Usuń
    11. Drogi Anonimowy, z chęcią podejmę rękawicę i podyskutuję. Na początek jednak ponarzekam trochę na system blogowy, który niestety nie jest kompatybilny z systemem używanym na forach internetowych. Na forach każdy post, każda wypowiedź są niejako przypisane do konta każdego użytkownika, co pozwala na niemal bezproblemowe odnalezienie poprzednich wypowiedzi. Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że dyskusja która właśnie się rozpoczyna, odbywała się już na tym blogu co najmniej kilka razy i szczerze mówiąc, ciężko jest mi teraz używać po raz kolejny tych samych argumentów. Ale nic to, spróbujemy.

      Piszesz "Ciekawi mnie też kto z zagranicznych autorów przypadł do gustu tobie" i w tej wypowiedzi tkwi sedno problemu, gdyż podejrzewam, że nie będziemy w stanie się porozumieć w zasadniczych zagadnieniach. Po wnikliwej analizie twojego całego posta jestem święcie przekonany, iż różnimy się w fundamentalnej kwestii spojrzenia na literaturę. Nie chodzi o czysto subiektywny odbiór danego utworu literackiego, ale o obiektywne umiejscowienie przeczytanego utworu w spójnej strukturze innych przeczytanych książek, co pozwala m.in. na posiadanie pewnego spektrum literatury danego gatunku, powiązań między utworami, ciągu przyczynowo-skutkowego itp. Posiadając taką wiedzę jest się w stanie ocenić obiektywnie czy książka jest:
      a) dobra, ambitna, przełamująca schematy, tworząca uniwersum obligujące czytelnika do zmiany sposobu postrzegania świata i dostarczająca wielu sytuacji do głębszych przemyśleń i intelektualnych podróży (książka do zapamiętania i wielorazowych powrotów);
      b) jest odtwórcza, a autor skopiował wiele schematów i rozwiązań z innych utworów literackich bądź "zautoplagiatował" sam siebie z poprzednich pozycji (książka ewentualnie na raz, ale to tylko wtedy gdy da się bezboleśnie ją przeczytać);
      c) badziewiem niewartym papieru na którym została wydrukowana, czyli autor jest cwaniakiem piszącym pod czytelnika lubiącego niezbyt wyrafinowaną rozrywkę i lubi zarabiać pieniądze za pisanie chłamu, który obraża jego inteligencję, ale jak wiadomo pieniądze nie śmierdzą, więc za cenę własnego kiepskiego samopoczucia tworzy gnioty, które doświadczony czytelnik pcha niczym zatwardzonego kloca (książka nadaje się tylko na podpałkę w piecu u teściów, a i to nie do końca, bo "Fakt" czy "SuperExpress" są zdecydowanie tańsze).

      I przechodząc do sedna. Czytam od około 16 lat i większość autorów z gatunku szeroko rozumianej fantastyki już mam na rozkładzie, zresztą nie tylko ich, bo czytałem też gro utworów z literatury współczesnej, klasyki, jak i książek stricte naukowych. Ze względu na powyższe, jak i na fakt, iż z czasem zaczyna się czytać coraz mniej (obowiązki związane z pracą, rodziną, studiami), człowiek zaczyna wybierać sobie książki na które warto przeznaczyć resztki swojego mocno ograniczonego wolnego czasu. I wybacz, ale na Brzezińską zdecydowanie szkoda tego czasu. Poszukuję pozycji wymagających wysiłku umysłowego, takich, które zostawiają trwały ślad w głowie, a nie zostają zapomniane równie szybko jak zostały pochłonięte. Czyli książek np. poruszających ważną problematykę, ocierających się o zagadnienia naukowe lub kwestie moralne, zmuszających do refleksji czy intelektualnych podróży itp., albo ze złożoną fabułą nad której zawiłościami można rozmyślać i dzięki temu zauważać kolejne dna albo nawiązania. Takie elementy tworzą dla mnie wartość dodaną, której nie można uświadczyć podczas lektury szeregowych pozycji dostępnych na rynku księgarskim. U Brzezińskiej też tego nie ma, choć jej utwory są warsztatowo interesujące, nigdy umiejętności rzemieślniczych Brzezińskiej nie ujmowałem. Wręcz przeciwnie - uważam, że w Polsce to jedna z lepiej piszących pisarek. Ponadto, ładnie zaczyna - interesująco formalnie i estetycznie, ale generalnie treść banalna: trochę truizmów, trochę niemrawej filozofii. Brzezińska pisze rzeczy ciekawe, ale na początek przygody z literaturą, natomiast dla doświadczonego czytelnika to pozycje nudne i mało rozwojowe.

      Usuń
    12. Ciacho - oczywiście rozróżniam pojęcia fantastyki oraz jej składowych czyli fantasy i science fiction. Pisałem mój post na szybko z telefonu i nie zwróciłem uwagi na popełniony błąd. Dzięki za wyłapanie ;)

      Polskich trzech autorów fantasy godnych uwagi już wymieniłem, a co do Lema i Dukaja (osobiście bardziej doceniam pana Stanisława, ale i lekturą dzieł młodszego autora nie pogardzam) to do towarzystwa dorzuciłbym im jeszcze Zajdla, a z młodszego pokolenia Kosika i Pawła Majkę(obu może trochę na wyrost).

      Martinus - dzięki za odpowiedź i od razu pogratuluję Ci stażu czytelniczego. Sam czytam regularnie o połowę krócej od Ciebie, więc duży szacun :)

      Twój system podziału książek na trzy grupy jest dosyć podobny do mojego (myślę, że większość czytelników stosuje podobny) z jednym zastrzeżeniem. Ja często łagodniejszym okiem spoglądam na rodzimą twórczość i nawet jak jakaś książka polskiego autora kwalifikuje się do typu c) bądź jest na granicy między b), a c) daje jej szansę. Często przytaczana zasada mówiąca o tym, że nie ma czasu na czytanie złych książek jest według mnie niemiarodajna, ponieważ lektura słabych pozycji pozwala jeszcze bardziej docenić te bardzo dobre i pozwala nabrać dystansu w trafnym ocenianiu książek i ich jakości.

      Własnie dlatego doceniam twórczość Sapkowskiego, Wegnera czy Brzezińskiej, ponieważ są to polscy autorzy. Przykładowo często porównuje się Wegnera i jego Meekhan do Malazańskiej Eriksona, jednak polski autor według mnie odstaje jakościowo. Z ciężkim sercem, ale nawet Sapkowski nie jest według mnie w czołówce światowych autorów fantasy.

      Co do mojego zachowania mającego na celu obronę Brzezińskiej i jej twórczości to głównie nie zrozumiałem twojego zarzutu wobec autorki iż jej książki są dobre tylko dla początkujących czytelników tzw. "pryszczatych nastolatków".
      Sam przyznajesz, że warsztatowo Brzezińska prezentuje jakość co jak dla mnie znaczy dużo, bo u większości autorów (szczególnie niestety polskich) to własnie leży. Natomiast co do banalnej treści to ten zarzut jest nie na miejscu gdyż większość książek fantasy się tym charakteryzuje i raczej nie znajdziesz tam treści "poruszających ważną problematykę, ocierających się o zagadnienia naukowe". Natomiast treści poruszających "kwestie moralne, zmuszających do refleksji czy intelektualnych podróży" u Brzezińskiej nie brakuje, a na tle polskich tytułów fantasy wybija się wyraźnie.

      Ciekawi mnie też co Brzezińskiej masz na rozkładzie, bo jestem w stanie zrozumieć jeśli przeczytałeś "Zbójecki gościniec" i dlatego masz takie zdanie na temat tej autorki, bo sam odpadłem po ok. 50 stronach i dopiero po kilku latach sięgnąłem po "Plewy na wietrze" i różnica w jakości była ogromna.

      Odniosę się jeszcze do fragmentu twojej wypowiedzi mówiącego - "Poszukuję pozycji wymagających wysiłku umysłowego". Z pewnością lektura książek science fiction czy pozycji naukowych idealnie pasuje do tego kryterium natomiast książek fantasy już nie. Przykładowo lektura np. "ślepowidzenia" czy "Accelerando" wymaga pewnej wiedzy własnej pomagającej zrozumieć treść oraz wytężenia mózgownicy, a lektua takich książek fantasy jak np. "Władca pierścieni" nie stanowi problemu przeciętnemu czytelnikowi. Tu następuje swoisty podział na science fiction - lektura "ciężka" w odbiorze oraz fantasy - lektura "lekka" w odbiorze. Ja osobiście staram się zachować równowagę pomiędzy oboma kategoriami i raczej nie jestem osamotniony w tej postawie.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    13. Z mojej strony nie było uszczypliwości przy rozróżnieniu fantastyki i fantasy. Po prostu pisałeś raz tak, raz tak, więc nie wiedziałem czy chodzi Ci tylko o fantasy, czy jako fantastykę widzisz tylko gatunek fantasy (a horror i sf Cię nie interesują albo nie widzisz odpowiednich autorów polskich dla siebie). ;)

      Usuń
    14. Nie mam do Ciebie żadnych pretensji Ciacho i nie traktowałem twojej uwagi jako uszczypliwości. Wręcz przeciwnie jestem wdzięczny za zwrócenie uwagi na mój błąd, bo nawet nie zdawałem sobie sprawy, że go popełniłem. Mam nadzieję, że nie zinterpretowałeś mojej poprzedniej wypowiedzi jako ironiczną bądź chamską w stosunku do twojej osoby, bo moją myślą było szczere podziękowanie za twoją czujność.

      Czytam dużo science fiction i fantasy, z lekką przewagą na tę pierwszą opcję i cenię sobie oba gatunki. Staram się tez zachowywać równowagę pomiędzy pozycjami zagranicznymi oraz polskimi w obu gatunkach, choć powoli zbliżam się do impasu związanego z brakiem wartych uwagi polskich tytułów science fiction (dużą ilość Lema, Dukaja, Majki i Zajdla oraz całość Kosika już za mną, a teraz zamierzam zapoznać się z twórczością W. Podrzuckiego i Apostezjonem Wnuka-Lipińskiego) i fantasy (zabieram się za Opowieści Piasków Piskorskiego i postaram się dać szansę nowej serii Patykiewicza).

      Natomiast co do horroru to ciężko mi cokolwiek mówić, bo nie mam praktycznie żadnego doświadczenia czytelniczego w tym gatunku oprócz kilku książek, których już nie pamiętam. Jednak doceniam ten gatunek i ostatnio myślałem żeby może coś ruszyć w tym kierunku, ale ciężko mi się zmusić i wybrać coś na początek. Ostatnio zastanawiałem się czy nie przytargać sobie z biblioteki "Zgrozy w Dunwich...", ale nie byłem pewien czy Lovecraft to dobry krok na początku przygody z gatunkiem. Z polskich autorów to nie kojarzę nikogo, więc mam nadzieję na to, że mi kogoś polecisz godnego uwagi :)

      Usuń
    15. W porządku. Ja tam w wolę od razu wyjaśnić, żeby nie było nieporozumień. Bo co innego jak mnie ktoś zna,a co innego jak nie. :) A nie wiem czy Ty byłeś już tutaj czy jesteś nowy u mnie?

      Ja też czytam sporo fantastyki, najwięcej chyba, ale zagranicznej. Polskiej niewiele - Wegner, Dukaj, Grzędowicz, Sapkowski. Coś tam od Ćwieka, Lema i inne pojedyncze. Ale generalnie mało. Ja mam to do siebie, że nie lubię czytać książek z nazwami polskimi bohaterów, miejsc itp, dlatego że ja to gdzieś znam i nie porusza mnie. Ale ww robią właśnie tak, że akcja i bohaterowie osadzeni są gdzie indziej niż w Polsce, mają inne nazwy własne, a poza tym bardzo dobrze piszą i mi pasuje. Pewnie są jeszcze inni autorzy polscy, którzy by mi pasowali, ale jak szukam nowych to w 9na10 przypadkó zagranicznych, bo taką prozę po prostu lubię.

      "Zgroza" jest kapitalna. Płaza zrobił świetną pracę i nie można tego nie docenić. No a środek to już piłeczka HPL, i opowiadania czyta się bardzo dobrze.

      Usuń
  7. Życzę Ci miłej lektury z Wiedźminem lecz niestety z pewnością krótkiej. Z własnego doświadczenia i znajomych po wciągnięciu się w lekturę wiem, że większość osób bardzo szybko pochłania kolejne tomy i przygoda z Geraltem szybko się kończy.

    Też miałeś ten stan, że po wciągnięciu się w świat wiedźmina bardzo szybko skończyłeś resztę opowiadań?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie będę łykał jednego po drugim, bo te czasy, kiedy tak potrafiłem już dawno minęły. Ale wierzę, że same tomy będę czytał szybko, bo ten zbiór w zasadzie błyskawicznie przeczytałem. :)

      Usuń
  8. Pokażcie mi kogoś komu się "Wiedźmin" nie podobał :) Muszę sobie kiedyś ten cykl odświeżyć, bo warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A znalazłbym takiego jednego. I to w gruncie rzeczy związane jest z przemijaniem, w sensie, naczytał się dużo współczesnego fantasy, głównie zagranicznego i to polskie go niczym nie zafascynowało. Ja w każdym razie też naczytałem się sporo, a jednak nie czuję, aby był to stary lub nowy cykl. Po prostu bardzo dobra książka, którą przyjemnie się czytało i ani przez chwilę nie nudziło. :)

      Usuń
  9. Aaaaa "Wiedźmin"! :D Super, że zacząłeś w tym roku, jak sobie postanowiłeś. I jeszcze lepiej, że Ci się spodobało. Mówiłam, że nie ma innej opcji ;) Sama zbieram się z zamiarem, żeby sagę odświeżyć, bo najpierw naczytałam się recenzji u Kasi na Kąciku z książką, a teraz u Ciebie. Może chociaż do opowiadań wrócę, bo nic już z nich nie pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, i kolejna, która się cieszy, że w końcu przeczytałem. Ja to przez to czytanie HP i Wiedźmina zyskuje sobie samych zwolenników. :D Ano podobało się, podobało, i tak jak piszę na końcu recenzji, czuję, że będzie tak do końca, co mnie wprawi w bardzo dobry nastrój. :)

      Usuń
  10. Powiem tak - nie miałem okazji czytać powieści o Wiedźminie, ale zbiory opowiadań odhaczyłem już dawno, dawno temu. I po prostu nie miałem okazji ruszyć dalej, a bardzo bym tego chciał. Polubiłem i tego bohatera i jego przygody. "Ostatnie życzenie" ma w sobie masę humoru, którego przed zapoznaniem się z Sapkowskim, nigdy bym się nie spodziewał. Z Twoją recką zgadzam się w pełni, a znaczki - super pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to może jak przeczytam powieść to zachęcę i ruszysz też niedługo. Ja generalnie rzadko kiedy trafiam na autorów, którzy mnie kupują i opowiadaniami, i powieściami - wyjątek to na ten moment King, Bradbury, Wegner i Dick. Liczę, że podobnie będzie z AS, ale zobaczymy. :)

      Usuń
  11. To ja jestem w mniejszości i to zdecydowanej, bo przejrzałam komentarze i jedna jedyna nie ekscytuję się Wiedźminem. Co prawda rozważam drugie podejście, nie wiem tylko czy czytać ponownie Ostatnie życzenie czy zabrać się za ten drugi zbiór - Miecz przeznaczenia. Generalnie wydaje mi się, że Wiedźmin trochę jest przereklamowany, a humor o którym pisałeś i który dla mnie też ma duże znaczenie u Sapkowskiego prawie w ogóle mnie nie ruszył. Opowiadania były pryjemne i nic poza tym. Chcę sięgnąć po inne książki autora, ale do serii o Geralcie jestem conajmniej sceptycznie nastawiona i nie przekonam się, jeżeli w ogóle, szybko.
    Koniec herezji, teraz będzie pochwała za recenzję, któą bardzo dobrze się czytało i bardzo mi się podobała ;) Widać, że Ci Sapkowski bardzo przypadł do gustu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ile Ty czytałaś, bo nie pamiętam? Chyba 3 pierwsze tomy czy nie? Coś mi przez głowę się przewinęło, ale nie jestem pewien.
      No póki co tak, ale zobaczymy, co dalej. ;)

      Usuń
    2. Tylko Ostatnie życzenie czytałam ;>

      Usuń
    3. No to może warto spróbować jeszcze z 2 i3, albo chociaż z samą powieścią?

      PS: Jedziesz w tym roku na Targi do Ktc?

      Usuń
  12. Nie czytałam nic Sapkowskiego, choć jednym z moim planów na ten rok jest właśnie zapoznać się chociażby z "Wiedźminem". Co do HP... Ciastuuuniu, jestem gotowa w październiku na kolejną część współpracy, działamy dalej razem? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To sięgaj śmiało, sądząc po HP myślę, że "Wiedźmin" jest BARDZO dla Ciebie. ;)
      Asiuuuuuniu, ok, możemy startować w październiku z tomem: 4. Daj znać PW, kiedy konkretnie, żeby to siebie jakoś poukładać. ;)

      Usuń
  13. To cię powinno zainteresować: http://www.newsweek.pl/nauka/hms-terror-i-hms-erebus-odnalezione-zagadka-polarnych-ekspedycji-rozwiklana,artykuly,396974,1.html :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano pewnie, że interesuje. A wiesz, że ma serial powstać?

      Usuń
    2. To poczekamy obaj. Przy okazji ostatniego wznowienia - bogatszego o posłowie i fotografie (co do mnie szczególnie przemawiało) - nabrałem chęci na ponowne zapoznanie się z "Terrorem", ale przez tą cenę odpuściłem. W sumie może i dobrze, bo jak powstanie serial to machnę wtedy, żeby być na świeżo. A jest to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałem.

      Usuń
    3. Też chciałem kupić nowe wydanie, ale niestety cena mnie skutecznie odrzuciła. Może jak się serial ukaże, to Vesper zdecyduje się na wydanie w twardej oprawie? Wtedy bym kupił.

      Usuń
    4. Może, oni podobno rozważali twardą tego niebieskiego wydania, ale ostatecznie zrezygnowali albo to była plota, nie wiem. Ja też bym kupił w twardej.

      Usuń
    5. Zobaczymy, może ewentualny sukces serialu spowoduje wzmożone zainteresowanie i wydawnictwo zdecydowałoby się na krok w stronę wydania twardookładkowego. Kupowałbym ;)

      Usuń
    6. Może i tak. Chociaż Simmons chyba ma dobrą popularność u nas. Tylko ten "Terror" mniejszą, bo chyba ludzie myślą, że to mało ciekawe.

      Usuń