poniedziałek, 20 listopada 2017

TAG książkowy, czyli Kasia molestuje mnie pytaniami

Dzisiaj nieco odmiennie. Zostałem zaproszony przez Kasię z Kącika z książką o zdradzenie kilku kwestii dotyczących mojej osoby. Dawno nie odpowiadałem na żadne pytania skierowane do mnie o moją osobę, więc dzisiaj odpowiadam na kilka z nich. :)

1. Jaka jest najstraszniejsza książka, jaką przeczytałaś/eś?


 Najstraszniejsze są dla mnie zawsze książki o dramatach ludzkich oparte na faktach. Kiedyś dużo czytałem o II wojnie światowej i miałem głowę atakowaną niebywale strasznymi obrazami, którymi literatura grozy (czy to horror, czy jakiś kryminał lub thriller) nigdy mnie tak nie zaszokowała i nie dobiła. Najbardziej jednak utkwiła mi w głowie inna książka literatury faktu. To "Dzisiaj narysujemy śmierć". Reportaż Wojciecha Tochmana o ludobójstwie w Rwandzie. Tej masakry, która się tam wydarzyła, nie da się po prostu opisać.

źródło: tochman.eu

 2. Jaka książka była dla Ciebie największym zaskoczeniem (niezależnie od powodu owego zaskoczenia)?

W ostatnich 2-3 latach chyba największym zaskoczeniem był dla mnie Tetragon Thomasa Arnolda, który myślałem, że będzie przeciętnym czytadłem, a okazał się być bardzo dobrym kryminałem. A kolejne książki autora są jeszcze lepsze.

3. Z którym bohaterem najchętniej wybrałabyś/wybrałbyś się na kawę/piwo/pogaduchy?

Z Gimlim. W sumie to mógłbym z wieloma postaciami z "Władcy pierścieni". Ale raz, że krasnoludy wydają mi się świetnymi kompanami do takich uczt z piwem i pogaduchami (przypomnijmy sobie te wesołe odwiedziny u Bilbo Bagginsa w "Hobbicie"). Dwa, że chciałbym zobaczyć jak żłopie piwsko, które potem ścieka śmiesznie na te jego wielkie i grube brodzisko. 

źródło: epicrapbattlesofhistory.wikia.com

4. A z jakim autorem zrobiłabyś/zrobiłbyś to samo?

Stephen King, oczywiście. Drugi Brandon Sanderson. Trzeci John. R.R. Tolkien. Ale to z Kingiem bym się najchętniej napił piwa, bo to mega gawędziarz i wesoły oraz zabawny gość, o którym można pogadać chyba o wszystkim. :)

5. Jaka jest Twoja ulubiona ekranizacja?

Chyba ten tag będzie opierał się w dużej mierze na Tolkienie, bo odpowiem, że "Władca pierścieni". ;)

6. Czy masz ulubione miejsce do czytania?

W sumie to fotel w pokoju, który już ma powoli takie lekkie wgniecenia po półdupkach. Chciałbym zrzucić to na kogoś innego, że to niby nie moje, ale nikt inny poza mną tam nie siedzi. :P

7. Czy jest książka, którą "wszyscy chwalą", a Ciebie jednak nie przekonała?

Nie wiem, czy akurat wszyscy, ale mi się za nic w świecie nie podobali "Bracia Karamazow" Dostojewskiego i cholerne "Dziady" Mickiewicza. Tego Dostojewskiego  męczyłem przeogromnie i nie chce nawet sobie tego przypominać, ani rozmawiać na ten temat, bo nikt mnie nie przekona, że to dobre jest do czytania. A Mickiewicz napisał dziadostwo, jakich mało. I z jednej strony się mega cieszę, że to już za mną i nie będę musiał tego więcej czytać. Z drugiej współczuję wszystkim tym, głównie uczniom szkół, że będę musieli to czytać, interpretować, dyskutować, a potem być może jak się trafi także zdawać na maturze. Niech moc będzie z Wami!

8. O jakiej książce powinno być głośno? Jaka została przemilczana/zapomniana?

W sumie nie zastanawiałem się nad tym. Ale wydaje mi się, że jako fan fantastyki mógłbym wskazać cykl powieściowy Tada Williamsa "Inny świat". Czterotomowe dzieło Amerykanina, które zachwyciło mnie epickością i mnogością wątków oraz mixem-gatunkowym. I jestem pewien, że zachwyciłby niejedną osobę. Nigdy nie czytałem nic tak szalenie oryginalnego w fantastyce, a ten cykl jest u nas jednak bardzo mało znany. Głównie przez to, że wydany dość dawno, a wydawnictwo nie zdecydowało się do dzisiaj tego wznowić, chociaż inny jego cykl "Pamięć, smutek i cierń" był już wznawiany, a ostatnio pojawiła się nawet kolejna książka z tego uniwersum. Wyczekuje dnia, kiedy to wznowią. Bardzo bym chciał to mieć u siebie w twardej, ale raczej się tego nie doczekam, więc w przyszłym roku będę szukał tego w całości na allegro, bo inaczej się tego zdobyć już nie da.

Tak się prezentuje
9. Jeśli nie książki, to co? Jak jeszcze spędzasz wolny czas?

Przede wszystkim sport. Głównie siłownia, przynajmniej te cztery razy muszę być w tygodniu aktywny, bo inaczej energia mnie roznosi. I ta pozytywna, i negatywna. Po prostu trzeba dać jej ujście, bo lepiej się czuje. Jak nie siłownia to pływanie, czasem bieganie, ewentualnie inne sporty. Nie wyobrażam sobie nie ćwiczyć, bo bez tego nie funkcjonuję normalnie. Sport to recepta na wszystko. Na zdrowie, lepsze samopoczucie, na dobrą organizację i systematykę, uwolnienie myśli. Przy okazji wiąże się to u mnie ze zdrowym trybem odżywiania. Jem wszystko to, czego jestem w pełni świadomy. Nie jem syfu bez jego znajomości. Czytam etykiety, artykuły i ogólnie interesuję się kwestiami żywieniowymi. Oczywiście wszystko w miarę rozsądku, bo paluszki, chipsy czy jakieś ciastka ze sklepu też zjem. Ale ogólnie jest tego niewiele, bo jak już mam ochotę na słodkości to na takie, które są zdrowsze (dżemy, masła orzechowe, konfitury, ciasta roboty własnej lub bliskich). Sport towarzyszy mi też bardziej biernie, bo uwielbiam piłkę nożną, którą oglądam od dziecka. Kiedyś sporo też grałem. Dzisiaj z racji wieku i organizacji niestety już bardzo rzadko sam grywam. Jestem fanem ligi angielskiej (Manchester United) i hiszpańskiej (Real Madryt), które oglądam bardzo często. A poza tym lubię i oglądam sporo filmów i serialów, ale to już temat rzeka, więc nawet go nie zaczynam. :P

10. Wymień kilka blogów, które warto odwiedzić.

Nie mógłbym wybrać kilka, więc podaję wszystkie najważniejsza dla mnie. Kolejność przypadkowa i nie ujmuję tam Ciebie, bo to z Twojej strony to pytanie. Ale też lubię do kącika zaglądać. ;)

cuddle-up-with-a-good-book.blogspot.com
wiedzma-czyta.blogspot.com
ksiazkioli.blogspot.com
www.kronikinomady.pl
www.ksiazkolubna.pl
plejbekpisze.blogspot.com
okiemwielkiejsiostry.blogspot.com
pasje-fascynacje-mola-ksiazkowego.blogspot.com
poczytalna-umyslowo.blogspot.com
www.mechaniczna-kulturacja.pl
misieczytaniepodoba.blogspot.com
www.tramwajnr4.pl
papierowemiasta.blogspot.com
wiedzmowa-glowologia.blogspot.com
wielkibuk.com
ztaksiazka.blogspot.com
www.zpiorem.pl/
hrosskar.blogspot.com
czarneespresso.blogspot.com

Ja nie będę nominował nikogo. Ale dziękuję Kasi i mam nadzieję, że odpowiedzi ją zadowoliły, a wszystkich was, którzy chcieli by odpowiedzi na powyższe pytania, serdecznie zachęcam do zrobienia tego w komentarzach. :)

50 komentarzy:

  1. Przeczytałem KASACJĘ Mroza i generalnie mam mieszane uczucia. Stawiam mocną 3 z dużym plusem. Co by nie mówić, facet ma duży talent do pisania, tylko niestety strasznie go marnuje. Powieść jest bardzo dobra, ale tylko w sytuacji w której na czas lektury wyłączy się myślenie. Gdy bierne i bezrefleksyjne podążanie za bohaterami uzna się za męczące i włączy się umysł, natychmiast dostrzec można całą masę niedorzeczności i logicznych zgrzytów. Niestety, wychodzi na wierzch brak doświadczenia zawodowego u autora, który nie jest prawnikiem i nigdy nie pracował w tym charakterze, więc opisywane przez niego konkluzje są naciągane i wzorowane na rozwiązaniach znanych z amerykańskich seriali oraz tych, które autor gdzieś kiedyś usłyszał i niekoniecznie namacalnie zweryfikował. Niestety, nie da się zbudować spójnej i logicznej fabuły jedynie na obiegowych opiniach. Mroza często porównuje się do Grishama, ale to mocno życzeniowe przyrównanie, ponieważ Grisham jednak jest prawnikiem i przez niemal 10 lat był adwokatem, więc pisał o rzeczach które zna od strony praktycznej. Mróz za to wymyśla i to w dość nieudolny sposób. Podejrzewam, że wielu prawników nieźle się uśmiało przy lekturze :) Braki w wykształceniu, a zwłaszcza w problematyce wykładni prawa widać gołym okiem. Mróz nie do końca rozumie sens opisywanych przez siebie przepisów, niewłaściwie je tłumaczy, co w konsekwencji sprowadza się do tego, że przypisuje im nieodpowiednie znaczenie, lub jak w przypadku wspomnianego w powieści orzeczenia Sądu Najwyższego (na którym Chyłka i Oryński oparli tytułową kasację) - w sposób nieuprawniony przekroczył zakres znaczeniowy tezy zawartej w tym wyroku. Oczywiście, to wszystko "wyłapie" tylko prawnik, reszta czytelników nie mająca odpowiednich kwalifikacji w tym zakresie przyjmie to za pewnik i przejdzie z tym do porządku dziennego. Natomiast, jak już dobrze wiesz, ja cenię tych autorów, którzy dobrze odrobią pracę domową i starają się jak najpełniej dostosować fabułę do rzeczywistości, a nie na odwrót.
    Ponadto, autor niebędący prawnikiem powinien mocno zainwestować w research (czego się obawiałem i o czym ci wspominałem wielokrotnie wcześniej). Aplikant adwokacki, który jest Kordian Oryński, ma swoje obowiązki wynikające zarówno z ustawy, jak i z programu aplikacji. Mróz tę kwestię potraktował po macoszemu, bo mu przeszkadzała w fabule. Autor nawet się nie zająknął na temat obowiązkowych zajęć, praktyk, czy nauki na kolokwia aplikacyjne i przedstawił życie aplikanta jako "high life" - wytworne towarzystwo prawników, wielki świat korporacji, pieniędzy i medialnych spraw. To również obraz wzorowany na amerykańskim systemie prawnym i niemający w zasadzie nic wspólnego z polską rzeczywistością. Gdyby autor był prawnikiem, to podejrzewam, że inaczej by skonstruował fabułę.
    Do minusów, ale niewielkich zaliczyłem niektóre głupawe teksty, np. "Jest winny jak ocet". Żenada.
    Plusem są ciekawe postaci, choć niestety mało wiarygodne pod kątem psychologicznym, jak również ciekawe i śmieszne momentami rozmowy pomiędzy dwójką głównych bohaterów. To, oprócz ogólnego klimatu, najlepsze co wyszło autorowi w tej powieści. Fabuła jest mocno naciągana, ale finał zaskakujący, co w pewnej mierze rekompensuje braki w spójności i logice. Ogólnie czytałem książkę dwa wieczory i - jak wspomniałem na początku - jak się wyłączy myślenie, to czyta się dobrze i książka wciąga. Zdradzę ci, że obecnie mam taki okres, że trochę rzeczy mi się nawarstwiło i nie mam głowy do trudniejszych pozycji, więc Mróz mi się trafił idealnie. Już zarezerwowałem kolejne części cyklu. Mam nadzieję, choć nikłą, że może autor z czasem zaczął nieco poprawiać niektóre rzeczy, do których mam zastrzeżenia... a jak nie, to wyłączę myślenie i się trochę pośmieję :)
    Generalnie książka na jeden raz, najlepiej na plaży albo do pociągu, aby tylko oczy się ruszały. Wtedy daje pewną satysfakcję, w pozostałych przypadkach już o tę satysfakcję dużo trudniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to właśnie chodzi, że nie każda książka ma eksploatować Twój mózg doszczętnie go penetrując, a potem w konsekwencji być może również i rozwijać. Pisząc o Mrozie nie wspominałem, że to literatura wybitna, ale że bardzo dobrze się czyta. A o to w czytaniu głównie chodzi. Żeby mile spędzać czas i na chwilę odrzucić problemy codzienne na bok. Do podróży też dobrze się nadaje.
      Co do wspomnianych przez Ciebie braków, nieprawidłowości prawniczych czy językowych kwiatków nie będę się odnosił. Ciebie to razi może na tyle, że nie sięgniesz więcej po Mroza. A może nie, jeśli już jesteś świadom? W każdym razie mnie nieszczególnie razi, bo liczy się dobra zabawa, a taką od "Kasacji" dostałem.

      Usuń
    2. Nie chodzi o eksploatację mózgu, nie spodziewałem się tego. Bardziej mam pretensje, że autor nie szanuje czytelników - każdą książkę pisze około jednego miesiąca (takie adnotacje są na końcu każdej kolejnej części cyklu). W takim tempie nie da się dobrze napisać książki. Wspomniany przeze mnie Grisham pisze średnio 1 książkę rocznie, a ma wiedzę praktyczną, więc jeżeli w ogóle nagina rzeczywistość, to w stopniu minimalnym. Mróz konfabuluje, co jest rażące, także dlatego, że wielu czytelników na podstawie radosnej twórczości wyciąga zbyt daleko idące wnioski dotyczące otaczającej nas rzeczywistości... Dla przykładu podam, że już wielokrotnie spotykałem się z opiniami, że skoro skończyłem prawo, to będę zgarniał kasę, pracował w wielkiej korporacji, bzykał swoje klientki, zdradzał żonę itp. Dwukrotnie moja żona dostała dobrą radę, że "jest głupia że w ogóle pozwoliła mi studiować prawo, bo teraz jako prawnik będę ją zdradzał, bił, a potem puszczę ją przed sądem w samych skarpetkach, zabierając córkę" :/ I to nie były rady od jakieś patologii, tylko od teoretycznie wykształconych ludzi na poziomie, którzy wzorce i opinie czerpią właśnie z książek rozrywkowych. Dlatego uważam, że albo naginamy rzeczywistość i piszemy sf, albo piszemy prawdę.
      Jak pisałem, mam teraz ciężki okres, więc wchodzą mi tylko gówna do głowy, więc wziąłem z biblioteki kolejne 4 tomy i będę czytał, a potem pastwił się :)

      Usuń
    3. Ja uważam, że przesadzasz pisząc, że autor nie szanuje czytelników. Przecież on pisze dobre książki. Sam stwierdziłeś, że dobrze się czytało, mimo tych minusów. Czy to oznacza, że nie jest dobra? Ja się nie zgodzę, że nie szanuje. Zobacz jaki on ma kontakt z czytelnikiem, w mediach, na spotkaniach. To bardzo skromny i przyjemny facet jest. Nie gbur, nie wywyższa się. A to, że wychodzą mu takie niedociągnięcia nie podpinałbym pod brak szacunku, bo każdy ma większe lub mniejsze kwiatki w literaturze jak pisze częściej. No chyba że czytujesz autorów, którzy piszą 1 książką kilka lat. To wtedy co innego. Takie jest moje zdanie. A jak Ty chcesz się przekonać jak z tym Mrozem jest w istocie to odezwij się do niego na fejsie. Zawsze odpisuje. Możesz z nim pogadać na temat szacunku do czytelników, pisarstwa, researchu itp. ;)

      Usuń
    4. Ciastek, mylisz niedociągnięcia ze świadomym wprowadzaniem w błąd, a to już jest nieszanowanie czytelnika. Spójrz na to z tej strony - załóżmy, że piszesz książkę. Wymyślasz fabułę - thriller lekarski, bo (wymyślam :D) w końcu skończyłeś podyplomowo zarządzanie w służbie zdrowia, więc coś wiesz na temat medycyny. I piszesz, że bohaterem powieści jest np. lekarz który skutecznie leczy pacjentów zarażonych wirusem HIV za pomocą witamy C... ;) To oczywista bzdura i ty albo:
      1) nie zdajesz sobie z tego sprawy, bo nie zrobiłeś researchu,
      albo
      2) doskonale sobie zdajesz z tego sprawę i świadomie wprowadzasz czytelników w błąd, bo ci to pasuje do fabuły, płynności akcji itp.
      Rozumiesz?
      Nie chodzi tylko o to czy się dobrze czyta, bo to muszę przyznać - wciągnęło mnie i mam już kolejne 4 tomy w plecaku. Dzisiaj wieczorem jadę z koksem :) Chodzi o to, żeby jednak zaprezentować w książce świat jak najbliższy naszej rzeczywistości. Nie mówię, aby to następowało w skali 1:1, bo się to często nie uda. Dla przykładu powiem ci, że nie wymieniłem w minusach książki kwestii terminów odbywania się spraw sądowych. Dobrze wiesz, że gdyby idealnie odwzorować długość postępowań sądowych w Polsce, to Chyłka i Oryński nie czekaliby na tytułową kasację 2 czy 3 tygodni, ale długie, naprawdę długie miesiące, jak nie lata. Tylko że wtedy nie dałoby się czasokresu fabuły zmieścić w jednej książce, więc spoko - nie jest to rażące. Dlatego pisałem, że niedociągnięcia są do przyjęcia, gorzej gdy chodzi o celowe wprowadzanie w błąd na potrzeby fabuły. Mróz wymyślił dość karkołomną intrygę i próbował ją uzasadnić w sposób prawno-proceduralny, co - delikatnie mówiąc - mu nie wyszło, bo też nie miało prawa wyjść, bo autor jest z przepisami na bakier. Widzisz, ja jestem zwolennikiem tego, aby autor był zawsze perfekcyjnie przygotowany do pisania książek: miał kwalifikacje w danej materii, rozpracowaną materię merytoryczną i zarys fabuły, która w sposób spójny i logiczny wplata się z warstwą merytoryczną. Tak jakiś pisarz kiedyś w wywiadzie czy felietonie opisywał, że tak właśnie powinien wyglądać prawidłowy początek pracy nad tekstem. Odstępstwa od tej zasady z reguły przynoszą opłakane skutki, bo trzeba później „dorabiać”, aby fabuła grała ;)
      Zobaczymy, co będzie dalej. Mroza nie skreślam, ale chyba będę wyłączał mózg ;)
      A co do kontaktu Mroza z czytelnikami, to właśnie jest jeden z efektów tzw. McDonaldyzacji literatury. Pisze szybko, daje produkt niedorobiony i niedopracowany, bo już musi dać następny i następny, rzucić fotkę na fejsa, odpowiedzieć na X postów itd. Byle szybko, byle szybko, byle jak, byle gdzie.

      Usuń
    5. Rozumiem. No ale to musisz wtedy zadać sobie pytanie, czy mam to w dupie, bo nie zależy mi na lubieniu autora, ale pisze dobrze, więc czytam. Czy irytuje mnie to jego postępowanie mówię o tym jasno i nie czytam książek. Ty stosujesz jednak trzecią, czyta się dobrze i mówię głośno. :D Tyle że, Martinus, po co? Co to zmieni pisząc w każdym miejscu, gdzie mowa o Mrozie? Jemu to wytknij. ;) Bo jeśli chcesz iść ciągle tą samą drogą, że przy każdej książce będziesz to wytykał, ale nie jemu, tylko na blogach, forach itp to jak walka z wiatrakami. :)
      To o skróconym postępowaniu wiem bardzo dobrze, no ale w popkulturze to są inne zasady, bo to samo można by powiedzieć o filmach, czemu w 30 minut się nagle cała sprawa toczy - i to żeby jeszcze w filmie była mowa głośno i wyraźnie, że minęło tyle i tyle czasu. No ale tak to już jest w biznesie, stary. Pamiętaj, że dzisiaj nie pisze się tak jak kiedyś, kiedy utrzymanie się z tego bez innych zajęć było równe zeru, więc pisało się naprawdę wiele konkretnych książek, bo miało się konkretne wartości do przekazania. Dzisiaj przy tej masówce to jest wyścig szczurów i trzeba po prostu albo wybierać tych faktycznie najlepszych, albo przymykać na wiele rzeczy oko.

      Usuń
    6. Nie do końca czyta się dobrze. Czyta się szybko, nawet smakuje, a potem zapomina się o czym było ;)
      Podejrzewam, że już mu to ktoś na pewno wytknął. Ale jak widać, gość jest nastawiony na robienie kasy i tyle w temacie. Nikt go nie zawróci z obranej drogi.

      Usuń
    7. Ale zarabia bajecznie pewnie. I na rynek zewnętrzy wychodzi. Pewnie zadowolony jest i śpi dobrze. ;)

      Usuń
  2. U ciebie najwięcej Tolkiena, u mnie pół Tagu zajął King :)
    Dziady też mnie wymęczyły, ale mam w planach do nich powrót, więc może teraz opinia mi się zmieni.
    Czyli czytasz na siedząca jak rozumiem. Ja niestety nie potrafię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystkie, bo bodaj 3 i 4 takie koszmarne. Ale pamiętam jak nad tym ślęczałem. Masakra.
      Na siedząco lub pół leżąco. Czasem jak idę zrobić jakąś prostą czynność jak zalać kawę czy coś to też na stojąco i idąc przez chwilę. :P Na leżąco bardzo rzadko, bo mnie szybko spanie łamie.

      Usuń
  3. Teraz to mnie Williamsem zaintrygowałeś. Nigdy bym nie pomyślała, że napisał coś nadzwyczaj interesującego, jak wnioskuję po Twoich słowach, chyba pora się zainteresować...
    A na piwo bym poszła z Kingiem też, to pewne, a może i z Martinem, ale w tym drugim przypadku byłoby słabo, bo mógłby nie skończyć swojego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisał szalenie zajebisty ten cykl. W przyszłym roku będą na to polował na allegro. Jest z wysyłką za mn 160-200 zł.
      A z Martinem pewnie też, ale wnioskuję po kilku filmikach i wypowiedziach z nim. Literatury nic nie czytałem.

      Usuń
    2. Potwierdzam wielkość cyklu. W ogóle Williams to bardzo ciekawy autor, a na uwagę zasługują także cykle "Pamięć, Smutek i Cierń" oraz "Marchia Cienia", a także samodzielne książki: "Pieśń Łowcy" (o kotach) i "Wojna Kwiatów" (obie można kupić za grosze na Allegro).

      Usuń
    3. A czytałeś już "Serce świata utraconego"?

      Usuń
    4. Tak. Przeciętne niestety, ale traktuję tę książkę jako swego rodzaju pomost pomiędzy cyklem "Pamięć, Smutek i Cierń", a nowym który Williams pisze.
      W "Sercu świata utraconego" jest fragment kolejnej książki- na zachętę :) Robi lepsze wrażenie niż "Serce...", ale chyba będzie słabsze od "Pamięci...". Dodatkowo kiepskie tłumaczenie :(

      Usuń
    5. Toteż sprawdzę w bibliotece tego Williamsa :)

      Usuń
    6. Martinus - ale że niby jak, "Serce świata utraconego" to jest jak pierwszy rozdział, który będzie za x lat w grubszej książce, czy po prostu na zasadzie prologu, tyle że wydanego wcześniej i zupełnie osobno?

      Carmen - ten "Pamięć, Smutek i Cierń" to mocno bazuje na "WP". Tak mocno, że jak ktoś kiedyś wypisywał na forum GothamCafe podobieństwa to było ich od cholery, więc jak komuś się podobało "WP" w klasycznej odsłonie Tolkiena,to od Williamsa ma współczesne. :)

      Usuń
    7. Nie. Tad napisze nową trylogię (chyba ze mu się coś rozrośnie i znowu będą 4 tomy :P). "Serce..." nie ma z nią nic wspólnego. To osobna powieść, której akcja dzieje się ok. pół roku po zakończeniu I trylogii ("Pamięć, Smutek i Cierń", czyli "Smoczy tron", "Kamień rozstania" i "Wieża Zielonego Anioła") i stanowi jakby dopełnienie cyklu. Ma wyjaśnić genezę zdarzeń, która będzie miała miejsce w nowym cyklu. Sama w sobie powieść nie jest zła i daje do myślenia, że Nornowie wrócą pałając żądzą zemsty :D
      Natomiast w książce "Serce..." na końcu Rebis dał na zachętę 2 rozdziały kolejnej książki "Korona z Czarodrzewu" - I tomu nowej trylogii, której fabuła obsadzona jest ok. 40-50 lat później. Zapowiada się nieźle, natomiast radość z czytania w ogóle popsuło mi tłumaczenie. Janusz Szczepański to nie jest Paweł Kruk, który umiał wręcz perfekcyjnie przedstawić klimat twórczości Williamsa. No ale niestety, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma ;) Ważne, że Rebis wydaje kolejne książki.

      P.S. Jeszcze wracając do cyklu. W chwili obecnej wygląda to tak:
      - opowiadanie "Człowiek z płomieni" (akcja w zamierzchłych czasach Osten Ard)
      - trylogia "Pamięć, Smutek i Cierń":
      SMOCZY TRON
      KAMIEŃ ROZSTANIA
      WIEŻA ZIELONEGO ANIOŁA
      - "Serce świata utraconego" (akcja pół roku po zakończeniu WIEŻY...)
      - trylogia "The Last King of Osten Ard" (akcja ok. 40 lat po WIEŻY...)
      KORONA Z CZARODRZEWU (wakacje 2018)
      EMPIRE OF GRASS
      THE NAVIGATOR'S CHILDREN

      Usuń
    8. Ja Ci powiem, że ogólnie wolałbym osobną rzecz. Nie lubię odcinania kuponów. Podobnie jak to zrobił King czy Sapkowski. Dla mnie cykl skończony w danym momencie to cykl skończony. A nie że za x lat wpadnie na pomysł, żeby znowu dalej pisać. Nie lubię.

      Usuń
    9. A King pisząc na nowo "Rolanda" czy po czasie "Przez dziurkę od klucza" co robi? A Sapkowski z wydaniem "Sezonu burz"? Bez jaj, traktujmy wszystkich jednakowo.
      Ale koniec złośliwości. Tad tłumaczył na Pyrkonie w 2014, że generalnie nie planował powrotu do Osten Ard. Zdecydował się po latach, gdy za pośrednictwem facebooka i mediów społecznościowych zaczął otrzymywać coraz większą liczbę próśb o kontynuację. Po kilku latach się złamał i zaczął rozważać, a potem ostatecznie się zdecydował. Dla mnie to wiadomość rewelacyjna. Jestem wielkim fanem, a dodatkowo cykl "Pamięć, Smutek i Cierń" traktuję mocno osobiście, bo to jedna z moich pierwszych tak cudownych podróży w świat fantasy, więc traktuję tę opowieść z dużą dozą melancholii. Wielokrotnie rozkminiałem jak by się mogły potoczyć dalsze losy głównych bohaterów cyklu. A teraz się dowiem. Na pewno żyją Simon i Miriamele, którzy jako szczęśliwe królewskie małżeństwo rządzi w zamku Hayholt. Ich syn Morgan będzie następcą tronu, ale chwilowo ma większe problemy z alkoholem i dziewczynami niż z myśleniem o objęciu tronu. Według zapowiedzi ważną rolę w historii odegrać mają bliźniaki księcia Josui i lady Vorzhevy, których narodziny zwiastowały proroctwo, które kończyło "Wieżę Zielonego Anioła". Po lekturze "Serca... " wiadomo też, że duże znaczenie na pewno będą mieli Nornowie z bractwa mędrców, którzy jako nieliczni przetrwali opisaną w książce wojnę z ludźmi Isgrimnura. Zapowiada się ciekawie. Mam nadzieję, że trochę poprawią tłumaczenie i odmiany nazw własnych krain Osten Ard, bo widać niestety zmianę tłumacza. Napisałem dziś w tej sprawie do Rebisu, może coś mi odpiszą.

      Usuń
    10. Rolanda poprawiał. To co innego. I chyba teraz Ty nie przeczytałeś ze zrozumieniem, bo właśnie wspomniałem w poprzednim komentarzu, że nie podobało mi się to u Kinga i Sapkowskiego. ;) Mi to nie pasuje, bo MW ma 7 tomów, Pamięć 3(polskie 4). I tak to powinno zostać. No ale jak się pojawi to przeczytam, wiadomo.

      Usuń
    11. Faktycznie, miałem zaćmienie umysłu.

      Usuń
  4. A ja mam zamiar "Braci Karamazow" przeczytać. Kiedyś. Może... Choć najpierw za "Idiotę" się chyba wezmę. Obecność Kinga mnie nie dziwi, Tolkiena zresztą też nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zniechęcam. Dostojewski jest bardzo dobry. Jego "Zbrodnię i karę" wspominam bardzo pozytywnie. Po prostu ta książka nie dla mnie. I po kolejne, jak "Biesy" czy właśnie "Idiotę", też na pewno sięgnę jeszcze.

      Usuń
  5. U mnie też na pewno będzie i King i Tolkien☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no, Kasia zaprosiła do zabawy większość tych, co ja bym zaprosił, więc sobie kontynuację odpuściłem. :D :P

      Usuń
  6. Haha, Gimli zdecydowanie byłby świetnym kompanem do picia :D Muszę się wziąć za tego Tada Williamsa w końcu :) Właściwie nie planowałam, za jaki konkretnie jego cykl się wezmę na początek. Sprawdziłam opis obu i oba brzmią bardzo fajnie, ale chyba bardziej kusi mnie ten wznowiony z racji tego, że to high fantasy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ten "Inny świat" to też high. Tylko, że to nie jest 100% fantasy. To jest mix gatunkowy: sf, fantasy high, thriller, wojenny, mitologia, przygodówka. A to wszystko opiera się na jednym, ja to nazywam silniku sf. Wiesz do czego to jest podobne? Do Matrixa. Ludzie się podpinają do urządzenia i przebywają w różnych światach (i te światy różne są między innymi dlatego, że to inne gatunki) i to wszystko fajnie, pięknie do czasu, jak się mogą wydostać. Ale potem tam są uwięzieni i muszą stamtąd uciec. I mega świetnych i różnorakich przygód.

      Usuń
    2. Tak? Hm. Teraz sama nie wiem :P W ogóle po tym, co napisałeś, skojarzył mi się "Inny świat" z "Idealnym Stanem" Sandersona :)

      Usuń
  7. Co do "Dziadów" też miałam mieszane uczucia i raczej poza polonistką nikt się nimi w moim otoczeniu nie zachwycał. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Haha, od razu molestuje :P Ale fajnie, że tak szybko się uwinąłeś :)
    Ad.1. Skończyłam kilka dni temu reportaż o dzieciach osób, które przeżyły tamtą masakrę oraz dzieci morderców. Wstrząsające... naprawdę ciężko aż sobie wyobrazić to, co się działo.
    Ad. 3 i 4. Gimli i King brzmią dobrze :D Nawet bardzo :D
    Ad. 7. Generalnie lubię Dostojewskiego, ale Braci jeszcze nie czytałam, wiec nie wiem, czy mi się spodobają. Ale za to "Dziady" też mnie wymęczyły. Tak szczerze mówiąc, to cały romantyzm mnie męczył...
    Ad. 8. O, nie znam, tytuł zanotowany :)
    Ad. 10. No ja myślę, że lubisz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem wolne w pracy to szybko machnąłem. :P
      Rwanda to jest masakra masakr. Jeszcze mnie po literaturze strice o II wojnie tak Wołyń wstrząsnął.
      Tobie może i się spodobają. Może i mi by się spodobali, gdybym sięgnąłem potem, na przykład teraz. Ale jak już się raz zraziłem to na pewno po to nigdy nie sięgnę. Podobnie jak z "Lalką" i "W pustyni i w puszczy" - z tym, że tych w ogóle nie czytałem i nie zamierzam.

      Usuń
    2. Jak masz tyle wolnego, to wpadaj do centralnej Polski, sprzedam Ci Młodego na kilka spacerów, a sama sobie w końcu bloga ogarnę, bo mam zaległości jak stąd do Helsinek :(

      Usuń
    3. Hehehe, obawiam się, że marna ze mnie niańka. :P

      Usuń
  9. Chciałabym zobaczyć tę kawę i pogaduchy z Gimmlim;) Powiedz, kiedy to planujesz, to chętnie wpadnę;)
    ...Sięgam czasem po książki o ciężkiej tematyce, ale teraz wiem, że z Tochmanem będzie trzeba ostrożnie... A właśnie jestem na jakimś zakręcie, bo zaczynam myśleć, że przyszłość - to zdecydowanie reportaż literacki.
    I dziękuję...Za wymienienie w zacnym gronie:) Pozdrawiam:) Też lubię do Ciebie wpaść:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Gimmlim to piwko, z Kingiem zresztą też. ;)
      Ja tylko tą książkę Tochmana czytałem, ale nie wykluczam, że po coś jeszcze sięgnę. Tę wziąłem kiedyś spontanicznie z biblioteki.
      Nie ma co dziękować, sama prawda. Ale dzięki za odwiedziny, zawsze zapraszam. :)

      Usuń
  10. >>A Mickiewicz napisał dziadostwo, jakich mało<<

    Oooo, tu się w pełni zgadzam :D

    >>"Pamięć, smutek i cierń" był już wznawiany, a ostatnio pojawiła się nawet kolejna książka z tego uniwersum<<

    Hmmmm... Kupiłem to i jest nieco wkurzony na Rebis. Bo to nie powieść, lecz nowelka, a Rebis odpowiednią ilość stron nabił wrzucając reklamę kolejnej części w postaci jej obszernego (40 stron) fragmentu. Przez to słowniczek wylądował nie na końcu woluminu, tylko w środku, co nieco komplikuje korzystanie. A i pewnie ta reklama nie pozostaje bez wpływu na cenę.
    Bez niej + podziękowań, map, słowniczka itp. książka ma jakieś 230-240 stron.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że znalazłem u Ciebie poparcie, bo przy każdym takim sławnym i wychwalanym dziele, które jest dla mnie beznadziejne, zastanawiam się, czy to kwestia mojej inteligencji, kiepskiego gustu, czy faktycznie beznadziejna jest ta książka.

      Ja też już to mam i zdążyłem się zorientować. Pytanie, czy skok na kasę, czy chęć załagodzenia niecierpliwych czytelników na jakiś czas. W każdym razie przeczytam i ocenię, co to za mini-powieścisko wyszło.

      Usuń
    2. Po prostu nie znoszę romantyzmu, a do tego za barbarzyństwo uważam katowanie dzieci literaturą tego okresu - ani to ciekawe, ani dobrze się czyta, ani przystające do naszych czasów. Ciekawe jaki wpływ na skandalicznie niskie czytelnictwo w Polsce (o miano najmniej czytatego narodu w Europie rywalizujemy z Rumunami, Albańczykami i Portugalczykami) ma własnie dobór lektur.

      Usuń
    3. A co do Williamsa, to zamiast tych 40 stron bezsensownej reklamy, mogli włożyć nowelkę "Człowiek z płomieni", prequel do "Pamięć, smutek, cierń" - akurat Rebis ma prawa do tej nowelki i dwa razy ją puszczał w antologiach.

      Usuń
    4. Ja też tak uważam. Zdecydowanie zbyt poważna i mocna książka dla osób, które nawet jeśli już są pełnoletnie, to jednak niekoniecznie na tyle dojrzałe, żeby czytać wszystko to, co uznane zostało przez krytyków za mega wartościowe i konieczne do przeczytania. U każdego z nas ta wrażliwość i gust literacki wyrabiają się latami, a nie ukrywajmy, że jednak wiele osób dopiero po szkole, na studiach i dalej przeciera wyższe szlaki. Niewiele osób, chyba że namiętnie czytających już od dziecka, jest na tyle oczytane, żeby takie :dziady" przeczytać i docenić, nawet jak się nie podobają.

      Może nie miał im kto tego pomysłu podrzucić, bo to zdecydowanie lepsza opcja niż ta, którą sami zastosowali.

      Usuń
  11. Haha kolejna ofiara "Dziadów" i tego niecnego Mickiewicza, którego nazywa się naszym narodowym wieszczem ;). Też nie lubię, a wyobraź sobie, że cierpiałam mocniej niż Ty, bo miałam to jeszcze na studiach :p
    Fajnie, że wspominasz o Tochmanie - jego nazwisko zawsze gdzieś mi umnknie w wyborze lektur, a nie wątpię, że jego książki to mocne reportaże, które warto byłoby znać. Więc zapisuję w pamięci :).
    No i oczywiście dziękuję za dołączenie mnie do tego zacnego grona :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki stwórcy nie miałem tego na maturze. Ale i tak miałem porąbaną "Lalkę", która była jedną z trzech-czterech jedynych lektur, które nie przeczytałem. Tutaj nawet streszczenia, a akurat się na egzaminie dojrzałości trafiła, cholera, i o mało co bym nie poległ.
      Tylko tego Tochmana czytałem, ale na pewno do jego książek wrócę, bo są cholernie mocne, sugestywne i zapadające w pamięci.
      Jakby to powiedzieć, my, zajebiści, trzymamy się razem. :D

      Usuń
  12. O Twoim podejściu do "Dziadów" Mickiewicza pamiętam bo chyba już kiedyś gdzieś o tym wspominałeś. Ja od siebie dorzuciłbym "O czym szumią wierzby" - masakra!

    O Tadzie Williamsie słyszałem jednak sam nic nie czytałem. Teraz widząc co o nim napisałeś, żałuję że po niego do tej pory nie sięgnąłem zwłaszcza, że kiedyś miałem okazję kupić go po bardzo atrakcyjnej cenie, jednak odstąpiłem od kupna na rzecz osoby bardziej napalonej na jego ksiażki :).

    ManU i Real. Powiem tylko tyle: witaj w klubie! Też im kibicuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, o tym to ja akurat nie raz wspominałem, i zawsze będę. Teo drugiego nie kojarzę.

      O "Innym świecie" mówisz? Teraz jest jakoś za 150-180 na allegro. Trzeba by przeglądać dziennie.

      No i tak trzymaj, bo jest z Ciebie gość! :D

      Usuń