piątek, 29 stycznia 2016

STOP PRAWA - Brandon Sanderson [recenzja]


Tytuł oryginału: The Alloy of Law
Cykl: Ostatnie imperium (tom: 4)
Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 298
Gatunek: Fantasy, high fantasy
Moja ocena: 5/6


"Metale i rewolwery"

Brandon Sanderson od dwóch lat cieszy się sporą i niesłabnącą popularnością, odkąd na naszym rynku pojawiły się dwie części jego najnowszego cyklu - Archiwum Burzowego Światła (Droga królów i Słowa światłości). Jego pozycję bardzo umocniła pierwsza trylogia Ostatniego Imperium, która zaczyna się od bardzo często recenzowanej przez blogerów książki Z mgły zrodzony. Jak się okazało, autor nie chciał za szybko rozstawać się z tym światem i postanowił, że będzie pisał o nim dalej. Tylko już bez bohaterów znanych nam z pierwszych trzech tomów tego cyklu. Zdecydował się na stworzenie zupełnie nowej trylogii, z nowymi postaciami i innymi pomysłami, ale wszystko to osadzone na tej samej planecie - Scadrial. I w efekcie tego pojawiła się książka "Stop prawa", rozpoczynająca nową trylogię, którą miałem przyjemność przeczytać.

Akcja powieści toczy się 300 lat pod wydarzeniach, w których brali udział Kelsier, Vin, Elend, Sazed i inni bohaterowie pierwszej trylogii Ostatniego Imperium. Przyczynili się oni do tego, że ludność nie żyje już w niewoli, nie ma rządzącego tyrana i przede wszystkim planeta nie jest szara, ponura i pokryta często padającym pyłem. Roślinność zaczęła ożywać, rozwinęła się ludzkość, pojawiły koleje, pierwsze drapacze chmur i elektryczność. Ale dawne sztuki magiczne dalej istnieją i są w użyciu. I niestety posługują się nimi zarówno dobrzy - dla właściwych celów, jak i źli - którzy wykorzystują je do swoich niecnych planów. Jeden z tych dobrych to Waxillium Ladrian, który jest stróżem prawa i pilnuje, aby wszyscy w Dziczy go przestrzegali. Jednakże na skutek osobistej tragedii postanawia zerwać ze stróżowaniem i powrócić do swojego rodzinnego miasta Elendel, gdzie czeka go objęcie najważniejszej funkcji - głowy arystokratycznego rodu Ladrianów.

Wszystkie posiadłości i ulice Elendel są jednak niewiele bardziej bezpieczne od surowych terenów Dziczy. W mieście pojawił się nieznany nikomu gang Znikaczy, który napada i rabuje pociągi oraz porywa bezbronne kobiety, które przetrzymuje jako zakładniczki. Porywacze i rabusie natykają się na Waxa na jednym z przyjęć weselnych, gdzie okradają wszystkich gości i chcą porwać dwie kobiety, w tym Steris, która została przeznaczona na przyszłą żonę byłego stróża prawa. Wax nie należy jednak do tych, którzy stoją bezczynnie i wraz ze swoim wiernym przyjacielem Waynem interweniują. Na szczęście mieli przy sobie rewolwery, rozprawili się z kilkoma rabusiami i odzyskali jedną z porwanych. Nie była to jednak Steris. Teraz Wax i Wayne muszą ją odzyskać i rozprawić się z tajemniczym gangiem.

Osoby, które przeczytały całą bardzo dobrą trylogię Ostatnie Imperium, po pojawieniu się wieści o kolejnym tomie, zaczęły zadawać sobie  dwa główne pytania: "Czy dostanę tam coś nowego i na poziomie?" i "Czy warto wracać do tego samego świata?". Byłem jedną z tych osób, ale zdecydowałem się to sprawdzić. I teraz na oba te pytania odpowiadam: Tak i Tak. Amerykański autor, który jest zdecydowanie moim największym zeszłorocznym odkryciem, potrafi pisać bardzo dobrze i ma sporo świetnych pomysłów. Kilka rzeczy w nowym tomie jest oczywiście takich, które znamy. Też mamy rody arystokratyczne, które są ponad zwykłymi obywatelami w mieście podzielonym na dzielnice (Oktanty), których jest 8 i w każdym przoduje inny ród, i najważniejszy element tego cyklu, czyli magiczne moce: allomancję, feruchemię i hemalurgię. Ale cała reszta jest inna.

Przede wszystkim liczą się bohaterowie. Nie ma Kelsiera. Nie ma Vin. Nie ma Elenda i innych. Ale autor potrafi kreować ciekawe postaci i stworzył zupełnie nowe: Waxillium 'Wax' Ladrian - to 42-letni główny bohater, który jest 16 najwyższym lordem rodu Ladrianów w 4 Oktancie, podwójnym (używa dwóch mocy magicznych) i stróżem prawa, który bardzo dobrze posługuje się rewolwerem, Wayne - jego największy przyjaciel, również stróż prawa i podwójny, który potrafi się uleczyć, wesołek i momentami błazen, najlepsza postać książki, Steris - przyszła narzeczona Waxa, bardzo opanowana, poważna, sztywna i zdystansowana, Marasi  - jej kuzynka, młoda, inteligentna i nieśmiała allomantka, która mocą posługuje się rzadko,  Miles Dagouter - były stróż prawa i kompan Waxa w Dziczy, który przeszedł na złą stronę i zarządza gangiem Znikaczy. Problem z nim jest taki, że jest najsilniejszym podwójny i ciężko go unieszkodliwić, a jego cwaniactwo, nieobliczalność i duża pewność siebie czynią go najczarniejszą postacią tej historii, Pan Garnitur - szef Milesa, najbardziej tajemnicza z postaci, o której nie wiadomo za wiele, bo zawsze pojawia się niespodziewanie jak mroczna postać wychodząca z cienia i wszyscy czując przed nim respekt.

Druga sprawa to rewolwery i moce metaliczne. Autor zdecydował się wprowadzić nowość, czyli rewolwery, które oczywiście są skuteczniejsze przy użyciu mocy i zrobione są z różnych stopów metali. Więcej nie zdradzę, ale pomysł ten bardzo mi się spodobał, bo dzięki wprowadzeniu broni i wymiaru sprawiedliwości mamy nie tylko fajny nowy pomysł. Powieść przez to nie jest już tylko samym fantasy, ale fantasy z elementami westernu i kryminału, które zwyczajnie dobrze się czyta. I do tego Sanderson urozmaicił też kwestię dotyczącą mocy metalicznych. W poprzedniej trylogii bohaterowie używali przede wszystkim jednej takiej sztuki magicznej. Tutaj już nowi protagoniści są podwójnymi, którzy mogą korzystać na przykład z allomancji i feruchemii. I to nie tylko na zasadzie korzystania z właściwości jednej konkretnej mocy (na przykład Odpychania lub Przyciągania używając allomancji). Obie moce można połączyć, co w efekcie daje kolejne nowe właściwości. Nie ma sensu pisać o tym więcej, bo zagmatwałbym strasznie, a i tak zdecydowanie lepiej przekonać się samemu. Jakby komuś było ciężko to wszystko zapamiętać to Sanderson zamieścił na końcu Ars Arcanum, czyli pełną listę metali i ich właściwości oraz dokładny opis wszystkich trzech sztuk metalicznych, żeby od razu wiedzieć, jakie dają możliwości bohaterom. 

Fabuła książki nie jest tak rozbudowana jak w poprzednich książkach, czego można się spodziewać po liczbie stron, których jest zaledwie trzysta. I to jest w zasadzie największy minus tej książki, bo opisy dotyczące tajemniczej i surowej Dziczy oraz mocno rozbudowanego miasta Elendel (pochodzenie nazwy samo się narzuca do głowy), zostały bardzo oszczędnie przedstawione, a porachunki stróżów prawa z gangiem Znikaczy kończyły się zbyt szybko i zbyt łatwo. To w efekcie przyczyniło się do tego, że samą książkę również szybko się kończy. A chciałby się więcej. Ważne jest jednak zakończenie, gdzie pojawia się taki mały przerywnik, czy też scena dodatkowa, która jest fajnym mrugnięciem oka autora do czytelników, którzy czytali poprzednie tomy, dzięki czemu można spodziewać się, że w kolejnych tomach będą działy się jeszcze ciekawe rzeczy. I ja na te tomy czekam z niecierpliwością. :)

Ostatnie Imperium:
1. Z mgły zrodzony
2. Studnia wstąpienia
3. Bohater wieków
4. Stop prawa

Serdeczne podziękowania za książkę ode mnie dla Wydawnictwa Mag.

57 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. To bierz się za to. Czytaj to. I ciesz się tym. A potem napisz mi maila, jaki ze mnie fajny Ciastek, że Ci taką dobrą książkę poleciłem. :P

      Usuń
    2. Ale nie jestem pewny czy Ci się spodoba. Jeśli tak to możesz napisać i o tym porozmawiamy. :)

      Usuń
  2. Osobiście, w kwestii twórczości Sandersona, zalecam daleko idącą ostrożność. Facet jest mocno przereklamowany. Oczywiście nie oznacza to, że nie można czerpać radości z lektury. Nic z tych rzeczy!
    Uważam tylko, że pełne entuzjazmu opinie i recenzje obiecują dzieła światowego formatu, a w rzeczywistości otrzymujemy jedynie sprawnego rzemieślnika piszącego książki dla tłuszczy. Coś jak Stephen King :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałeś wszystko Sandersona po polsku? :P Bo o ile trylogia Z Mgły Zrodzony jest dobra o tyle jego dzieło życia jak on sam to nazywa czyli Droga Królów to już światowy poziom i to ten najwyższy.
      Zawsze jest tak, że ulubionego autora przeczytamy nawet nieco gorszą książkę i będziemy mieć z tego satysfakcję. Podobnie jest chociażby w rodzinie. Jak brat nam coś zrobi to obrazimy się, ale koniec końców pogodzimy się. Z obcą osobą już by tak nie było.
      W takim razie czekam na Twoje propozycje dzieł światowego formatu ;)

      Usuń
    2. Zdefiniuj "światowy poziom" :-)

      Usuń
    3. Sam użyłeś takiego wyrażenia, więc ja się pytam co miałeś na myśli pisząc je - konkretne tytuły.

      Usuń
    4. Ale ale, kolego... Ja napisałem, że recenzje obiecują dzieła światowego formatu. Ty napisałeś, że 'Droga królów' to światowy poziom. Chciałbym więc poznać czym jest ten światowy poziom, bo w chwili obecnej nie wiem :-)

      Usuń
    5. Skoro obiecują światowy poziom, to musisz mieć o nim jakieś pojęcie prawda? Inaczej nie użyłbyś takiego wyrażenia, bo nie miałbyś o nim pojęcia.
      Poza tym nie odpowiedziałeś na moje pytanie, więc ciężko tutaj rozmawiać o Drodze Królów.

      Usuń
    6. Zabrzmiałem wyżej, jakbym pisał o dziele światowego formatu? :P Książka bardzo dobra, moim zdaniem, ale słabsza od poprzedniej trójki. :)

      Usuń
    7. Łukasz, nie rozumiesz. Przeczytaj np. recenzję "Czarnych oceanów" Dukaja, która obiecuje teorię psychomemeów. Czy będziesz miał o tym pojęcie? :-)
      Wyjaśnij jak rozumiesz pojęcie "dzieła światowego formatu", bo ty użyłeś go w odniesieniu do konkretnego utworu literackiego. Chciałbym się dowiedzieć wiecej.

      Usuń
    8. Martinus to Ty chyba nie rozumiesz. Zapytałem czy czytałeś Drogę Królów i później każesz mi coś wyjaśniać. Jeśli jej nie czytałeś to moje argumenty są nie do sprawdzenia przez Ciebie, co za tym idzie i tak nie zrozumiesz.

      Usuń
    9. Nie jest istotne czy czytałem "Drogę Królów" czy nie czytałem. Skoro napisałeś, że jest to dzieło światowego formatu, to chciałbym to zweryfikować. Wyjaśnij co rozumiesz przez pojęcie "dzieła światowego formatu". Każdy może takie banały pisać, pytanie czy jesteś pryszczatym nastolatkiem który wychował się na Harry'm Potterze, czy jednak coś sensownego w życiu przeczytałeś. Dlatego pytam i naiwnie wierzę, że jesteś w stanie odpowiedzieć.

      Usuń
    10. Delikatniej, stary. Nie wyzywać mi się tutaj. Kulturalna wymiana zdań, bez obrażania. ;)

      Usuń
    11. Wiesz Martinus, ja Cię nie zacząłem wyzywać, tylko zapytałem, czy czytałeś Drogę Królów. Ty się najwidoczniej uchylasz od odpowiedzi. Dyskutować z Tobą już więcej nie zamierzam - nikt Cię tutaj nie trzyma.
      Wiesz po tonie Twoich wypowiedzi mam wrażenie, że cokolwiek bym napisał Twoja racja i tak była najlepsza. Skoro kulturalnie nie umiesz dyskutować i odpowiadać, to znajdź swoje zabawki i idź pobaw się samemu :)

      Usuń
    12. 1. W którym miejscu Cię wyzwałem?
      2. Dlaczego nie chcesz napisać co rozumiesz przez pojęcie "dzieło światowego formatu"?
      3. Nie ma znaczenia czy znam "Drogę Królów" czy jej nie znam. Chciałbym się dowiedzieć jak rozumujesz i co czytałeś w życiu, skoro uważasz powyższą książkę za najwyższy top. To by wiele wyjaśniło.
      Dla twojej informacji - nie czytałem "Drogi Królów" i raczej nie zamierzam. Znam inne utwory tego pisarza i nie zachęcają do lektury. Stąd moje pytanie... bo istnieje cień szansy, że mocno przeciętny pisarzyna jednak napisał coś lepszego niż dotychczasowe wypociny dla ćwierćinteligentnych indyków. Dlatego zadałem pytanie, na które nie chcesz odpowiedzieć.
      Rozumiem, że mój ton nie każdemu odpowiada, ale uwierz mi - dyskusja nie polega na poklepywaniu się po plecach, tylko na wymianie poglądów i nie jest tak, że celne pytania są atakiem personalnym.

      Usuń
    13. "pytanie czy jesteś pryszczatym nastolatkiem który wychował się na Harry'm Potterze, czy jednak coś sensownego w życiu przeczytałeś" - nie, to wcale nie jest obraźliwe. Zresztą nie tylko ja to tak odczułem.

      Mogę napisać owszem. Ciebie też zapytałem o dzieła światowego formatu - przykłady i nie otrzymałem odpowiedzi.
      Ciekawi mnie kto w takim razie wg Ciebie nie jest mocno przeciętnym pisarzyną :P Bo Sanderson moim zdaniem do nich nie należy. Co udowadnia Droga Królów i Słowa Światłości.
      Dla mnie dzieło światowego formatu to książki, w których świat przedstawiony oszałamia swoją oryginalnością. Jest mnóstwo elementów nieznanych, które autor stopniowo ujawnia w trakcie rozwijania się akcji książki. W Drodze Królów bardzo ciężko odnaleźć jakiekolwiek nawiązania do innych wykreowanych światów w fantastyce, czy do rzeczywistego - cała fauna i flora to nowe gatunki, nowy wygląd. Przy tym jest to świat z niezwykle ciekawymi zjawiskami pogodowymi, które mają ogromne znaczenie dla całego ekosystemu.
      Poza tym pisarz odwołuje się do tysięcy lat przed obecnymi wydarzeniami - świat z rozbudowaną historią, zwyczajami, tradycjami.
      Również bohaterowie są dobrze przedstawieni - nie sposób ich nie polubić, znienawidzić. Mają swoje rozbudowane historie, przeżycia, doświadczenia, które rzutują na ich obecne życie a także na rolę w dalszych wydarzeniach.
      Jeszcze wiele, wiele ciekawych elementów. W kilku słowach po prostu jest to dzieło, które zachwyca swoją oryginalnością i rozbudowanych, magicznym światem. Nie jest to tylko moja opinia, ale również osób zdecydowanie bardziej otrzaskanych z fantastyką pod różnymi postaciami.

      Mam wrażenie, że masz mnie za osobę jaką nie jestem i próbujesz mi coś udowodnić na siłę. Czekam więc na Twoich pisarzy - im więcej tym lepiej.

      Usuń
    14. Widzisz Łukasz, od razu inaczej można porozmawiać :-) Wystarczy trochę konkretów.
      Powiem ci tak, mam zupełnie inny pogląd na pojęcie "dzieło światowego formatu". Ja osobiście nie zaliczę do tego grona książki która tylko sprawiła mi przyjemność. Zaliczę za to pozycję, która mogła się nawet nie podobać, ale zmusiła mnie do wysiłku.
      Widzisz, ja postrzegam literaturę jako spektrum możliwości i staram się sięgać głównie po pozycje ambitne, pozostawiając literaturę niewymagającą dla innych czytelników.
      Myślę, że każdy czytelnik ustala sobie podobne kryteria określające czym jest dla niego literatura ambitna. To jest oczywiście czysto subiektywne, gdyż generalnie należy do osobistej interpretacji każdego osobnika, jego wiedzy, umiejętności wnioskowania, inteligencji, oczytania i innych czynników.
      Dla mnie osobiście literatura ambitna to literatura wymagająca wysiłku umysłowego, taka, która zostawia trwały ślad w głowie, a nie zostaje zapomniana równie szybko jak została pochłonięta. Czyli książki np. poruszające ważną problematykę, ocierające się o zagadnienia naukowe lub kwestie moralne, zmuszające do refleksji czy intelektualnych podróży itp., albo ze złożoną fabułą nad której zawiłościami można rozmyślać i dzięki temu zauważać kolejne dna albo nawiązania.

      Moje dotychczasowe doświadczenia z twórczością Sandersona nie nastrajają optymistycznie i pozwalają ulec smutnej konstatacji, że jest to raczej literatura stricte rozrywkowa i (tu największy zarzut) dodatkowo nie budząca żadnych emocji. Zresztą podobnie jest z Neilem Gaimanem. Trzeba zwrócić uwagę, że coś co jest popularne niekoniecznie jest dobre jakościowo. Obaj panowie są w naszym kraju znani i lubiani, ale niekoniecznie jest to wysmakowana lektura dla koneserów.

      Pisarze z mojego topu? Tak na szybko z głowy: Dukaj, Egan, Kosmatka, Joyce, Dickens, Stross, Stephenson, Simmons, Crowley, McDonald, Swanwick, Chiang, Liu, Nabokov, Mieville, Barker, Bacigalupi, itd.

      Usuń
    15. No widzisz :) Bacigalupiego znam i uwielbiam - głównie za Nakręcaną dziewczynę z UW. Pozostałe mniej lub bardziej nazwiska kojarzę i gdzieś są na mojej liście do przeczytania.

      No widzisz, tylko dla Ciebie literatura ambitna to tematyka zdecydowanie bardziej s-f niż fantasy - być może stąd bierze się to rozczarowanie Sandersonem. Mi jeszcze się podoba, co będzie za ileś lat? Nie wiem... Ale już teraz widzę u siebie tendencję do sięgania po sprawdzonych autorów, cykle które są dobrze oceniane. Także powrót do klasyków różnej maści.

      Jednakże jestem chyba dużo młodszy od Ciebie (w tym roku będę miał 24) i czytam tak coś więcej niż lektury jakieś 6-7 lat, przy czym te pierwsze lata to nie były ilości jak teraz, raczej 10-20 książek :)

      Usuń
    16. Już niemal ramol z Martinusa, ale za to gust ma dobry. :P

      Usuń
    17. Oj tam zaraz ramol, starszy pan w średnim wieku :-) W kwietniu 34 lata :-(

      Bacigalupi pisze lepsze opowiadania niż powieści, ale jestem dopiero przed "Wodnym nożem", więc może mnie jeszcze zaskoczy.
      Łukasz, generalnie literatura fantasy czy z gatunku horroru jest, w mojej ocenie, raczej należąca do tej stricte rozrywkowej i niezmiernie ciężko jest w tym gatunku stworzyć coś nowego czy ambitnego. Poza Barkerem (genialna "Imajica"), Mieville'em (miażdżące "Dworzec Perdido" czy "Blizna") czy Swanwickiem ("Córka Żelaznego Smoka") nie przypominam sobie niczego świeżego czy ożywczego w tym gatunku. Reszta jest w większym czy mniejszym stopniu kalkami użytych wcześniej schematów i motywów. Pisałem to kiedyś Ciastkowi na jego blogu, więc się nie będę powtarzał. W związku z tym, w sf jest łatwiej o "ambitność". Stąd więcej tego gatunku czytam. Zauważ, że w topie nie wymieniłem swojego ulubionego pisarza - Tada Williamsa. A to dlatego, że on jest bardziej jednak rozrywkowy, niż ambitny... ale budzi emocje, których u Sandersona nie znalazłem. Smuteczek.

      Usuń
    18. Zdaje sobie sprawę, że fantasy jest bardziej rozrywkowe. Zaskoczyć jest więc trudno pisząc coś w tym gatunku - W Drodze Królów moim zdaniem Sandersonowi się to udało o czym pisałem wyżej. Ja osobiście nie dostrzegłem zbyt wielu znanych schematów, ale mogę się mylić ;)

      S-f zdecydowanie mniej czytam, co nie znaczy że go nie lubię. Zdecydowanie łatwiej w tym gatunku zmuszać czytelnika do zastanowienia się niż w fantasy, ale to już kwestia możliwości danego gatunku :)

      Tada Williamsa czytałem tylko cykl Pamięć, Smutek, Cierń - fajny cykl, ale jak już kiedyś z Kamilem dyskutowaliśmy niezwykle podobny do Władcy Pierścieni :)

      Usuń
    19. Dyskutowałem kiedyś na forum o twórczości Tada i nawiązaniach do Tolkiena. Niewątpliwie Tad wzorował się mocno na Tolkienie, co zresztą zauważyłeś, głównie dlatego że chciał to zrobić. Z jego wielu wypowiedzi rozsianych w różnych wywiadach wynikało jasno, że nawiązywał do "Władcy pierścieni" zafascynowany twórczością Tolkiena. Po sukcesie cyklu "Pamięć, Smutek i Cierń" spadła na niego fala krytyki, głównie ze strony tolkienowskich purystów, tym większa, im większy Tad odniósł sukces. Myślę, że z jednej strony był to rezultat ich przesadnej czci dla mistrza, a z drugiej cała krytyka opierała się na fałszywych przesłankach. Tad był krytykowany jako naśladowca i "zżynator", który zrobił wszystko, aby zarobić mnóstwo forsy na napisaniu drugiego "Władcy pierścieni". Tymczasem Tad, jak już wspominałem, wielokrotnie powtarzał, że wychował się na literaturze fantasy i rozumie ten gatunek, gdyż czyta go od dziecka. Nawet trylogię zadedykował matce, która w dzieciństwie podsuwała mu lektury do czytania. Dzięki niej odkrył "O czym szumią wierzby", "Alicję w krainie czarów", czy właśnie "Władcę pierścieni". Tad się na dziele Tolkiena wychował i książka była mu ona na tyle droga, że jako miłośnik książek i gawędziarz, chciał opowiedzieć podobną historię. Jak mu to wyszło, doskonale wiesz, ale na pewno nie zrobił tego z założeniem, że jacyś biedni idioci zapłacą mu za coś, co jest podobne do "Władcy pierścieni".
      (część powyższej wypowiedzi skopiowałem - taki autoplagiat) :-)

      Usuń
    20. Ja pamiętam jak Master na Gotham Cafe wynotował wszystkie te podobieństwa między cyklem Tada a Tolkiena. To była dosłownie taka cała długa lista, gdzie postać Williamsa, wyglądała jak postać Tolkiena, gdzie inna postać zrobiła to i tamto, co wyglądało analogicznie u Tolkiena. Ale ja tego bynajmniej za problem nie odebrałem. Mi się to podobało. :)

      A pamiętasz te dyskusje o Innym Świecie? Kurde! To było coś. Ja już wiele rzeczy przeczytałem do dzisiaj, ale takiego czegoś jak w tym cyklu to ja jeszcze nie przeżyłem. Williams odbierdzielił taki miszmasz gatunkowy w takim stylu, że z największą przyjemnością się to czytało.

      Usuń
    21. Niewyobrażalnie żałuję, że ten cykl nie został odpowiednio doceniony przez krytykę i fanów. To dzieło niewątpliwie zasługuje, aby trafić do świadomości czytelników tego gatunku.

      Usuń
    22. Myślisz, że w dobie Sandersona i Abercrombiego, czyli mocno popularnego fantasy, takie wznowienie by teraz było bardzo dobre? Ja uważam, że owszem. Inny Świat powinni teraz wznowić, bo mógłby być tak samo doceniony, jak ten Sanderson, który za pierwszym razem przeszedł bez echa.

      Usuń
    23. Ciastek, powiem ci tak - wznowienia Tada są pożądane zawsze i wszędzie :-) Najlepiej w twardej oprawie :-)
      Niemniej, wydaje się, że czytelnicy Sandersona czy Abercrombiego to nie jest odpowiedni target na "Inny Świat". Z całym szacunkiem, ale zalatujące młodzieżowymi schematami dość rozrywkowe fantasy ma się nijak do skrupulatnie zbudowanej intrygi fabularnej, której nici łączą spektakularnie co najmniej kilkanaście wątków i motywów gatunkowych. Owszem, cyklowi Tada daleko do rozmachu Dukaja czy Stephensona, ale pomimo "rozrywkowości" swojego dzieła, jest to jednak coś, czego moim zdaniem nie udźwignie przeciętny czytelnik Abercrombiego.
      Mam jednak nadzieję, że dożyję czasów, kiedy "Inny Świat" znajdzie się ponownie w księgarniach. Obecnie da się pojedyncze tomy kupić w antykwariatach i na Allegro, choć ostatnio widziałem 2 i 3 tom w Dedalusie we Wrocławiu. Za jakieś śmieszne grosze.

      Usuń
    24. Powiedz mi Martinus, to Dukaj czy Stephenson tak napompował Ci ego, że niemal co wypowiedź lżysz pisarzom lub czytelnikom ich książek ?

      Usuń
    25. Widzisz kolego, nikogo nie obrażam, po prostu nazywam rzeczy po imieniu. Rzeczywistość jest brutalna - ktoś kto zajada się ziemniakami, nie potrafi w pełni docenić smaku Bordeaux.

      Usuń
    26. E, myślę że przesadzasz pisząc, że czytelnicy Sandersona czy Abercrombiego to nie osoby, które mogłyby docenić i dobrze odczytać "Inny świat". Zresztą skąd Ty wiesz, co to są za osoby? TO mogą czytać profesorowie w cholerę inteligentniejsi od Ciebie i ode mnie razem wziętych. Nie zaczynajmy znowu tej rozmowy prowadzącej donikąd. ;)
      W ogóle zakończmy już najlepiej tą rozmowę tutaj. ;)

      Usuń
    27. Wiem, Ciastek. Po prostu odpowiedziałem na wyjątkowo prymitywną zaczepkę.
      Sorry za zgryźliwość, z żoną się pokłóciłem.

      Usuń
    28. Dobra, ale zostawmy to już. :) Będę inne tematy do rozmów. Ten się skończył. ;)
      A żonie kup czekoladki albo coś. ;)

      Usuń
  3. Wspominałam już, że bardzo lubię czytać Twoje opisy fabuły z książek Sandersona? :D Zawsze wtedy mam takie: cholera, mogłam to napisać podobnie... :D Masz rację z tym największym minusem. Ale co poradzić... Trzeba tylko czekać i czekać na kontynuacje :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, nie, nie wspominałaś. Ale dziękuję bardzo, Kyou. To miłe wiedzieć, że komuś się podobają. :)
      Ano, czekamy, czekamy, bo bracik Pana K się tam chyba znowu pojawi. Nie sądzisz? :)

      Usuń
    2. Hehehehe, to dobrze, że jesteśmy zgodni. :P

      Usuń
  4. Ciacho, zdaje mi się, że druga seria jest zaplanowana na 4 książki ;)
    Bardzo się cieszę, że Sanderson na naszym, trudnym rynku "zaskoczył". Czasem tylko boję się, że sam autor rozmieni się na drobne bo otwartych projektów ma naprawdę sporo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co wiem, to ma być trylogia i osobno kolejna książka, co owszem wtedy daje 4. :) W ogóle to Sanderson planował ten świat na dwie nowe trylogie, a ta ze Stopem prawa to jest "taka sobie poboczna". :D

      Usuń
  5. Ja się na razie delektuję innym Sandersonem. Jak się wezmę za tą serię, całkiem prawdopodbne, że w tym roku, to zobaczymy, co jest lepsze :) Z tego, co widzę, to Ostatnie imprerium jest popularniejsze.
    Uprzedzam, że recenzji nie przeczytałm z obawy o dowiedzenie się czegoś, czego wiedzieć nie powinnam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przeczytasz ABŚ to sprawdź sobie Ostatnie imperium. Myślę, że na pewno Ci się spodoba. :)

      Usuń
    2. Właśnie nie wiem, czy nie zrobię tak, że między Drogą Królów i Słowami światłości nie przeczytam sobie Zrodzonego ze srebra (dobrze pamiętam, że to pierwszy tom?). Bo OI szybciej się ukazuje i jak mam czekać na to, aż przeczytam Słowa światłości, to mogę się nie wyrobić później z OI. WIęc sam rozumiesz, będzie sprawniej po prostu :)

      Usuń
    3. Już, poprawka: Z mgły zrodoznego a nie ze srebra. Człowiek tyle serii czyta, już sam nie wie, kto z czego się zrodził ;_;

      Usuń
    4. Przyznam Ci się szczerze, że przez tego "Zrodzonego ze srebra" dosłownie parskłem śmiechem. :D Rozbawiłaś mnie, ale poprawiłaś się już dobrze. :) Spoko, liczę, że CI się spodoba. :)

      Usuń
    5. To miło mi, że rozbawiłam :P No serio, nie pamiętam kto z czego się zrodził, jak się wejdzie na LC na wyszukiwarkę i wpisze "Zrodzony" to wyskakuje pięć propozycji. Ta oryginalność w nadawniu tytułów...

      Usuń
    6. Hehehe, nie ma problemu przecież. Zdarza się. :P A ja przynajmniej trochę się rozbawiłem. :P

      Usuń
  6. Przede mną jeszcze trzy wcześniejsze części. Ciągle nie mam okazji się za nie zabrać, chociaż stoją na mojej półce i dzielnie czekają na swoją kolej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fest, że leżą na półce i jeszcze się za nie nie zabrałaś...Nie mam słów. :P

      Usuń
  7. 300 stron jak na Sandersona to tak jakoś dziwnie mało :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie? Cały cykl to jak jeden tom poprzedniej trylogii. :P Ale co tam. Dobra książka.

      Usuń
    2. Ty masz jeszcze "Bohatera" przed sobą. Może po nim Ci się zachce. :)

      Usuń
    3. Bohatera też mi się nie chce. Sanderson mi podpadł w tej Studni :D Mało brakowało a bym się utopiła, czujesz to? :D Albo jego :P

      Usuń
    4. Eeee, przestań. Jak można zerwać z cyklem w takim momencie? Toż najlepsze przed Tobą. Studnia to lekkie obniżenie poziomu. ;)

      Usuń
    5. LEKKIE chciałeś chyba napisać :P

      Usuń