środa, 30 maja 2018

DAWCA PRZYSIĘGI, TOM: 1 i 2 - Brandon Sanderson [recenzja]

Tytuł oryginału: Oathbringer
Cykl: Archiwum Burzowego Światła (tom: 3.1 i 3.2)
Wydawnictwo: Mag
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Liczba stron: 539 i 642
Gatunek: Fantasy, high fantasy
Moja ocena: 5/6  i 5+/6

"Nadchodzi kolejna burza"

Dalekie i niezbadane są granice ludzkiej wyobraźni, co zwłaszcza widoczne jest wśród pisarzy fantastyki, którzy niejednokrotnie to udowadniają. Brandon Sanderson jest jednym z czołowych autorów fantasy na świecie, o którym wiele można powiedzieć na pewno, ale zdecydowanie nie można stwierdzić, że na pewno jego pomysłowość się wyczerpuje i zaczynają być widoczne granice jego wyobraźni. Od początku kupuje mnie swoimi pomysłami, kreacjami postaci, światów, niesamowitych magii, przygód i wszelkich elementów wspólnie tworzących rewelacyjne historie, które zawsze łykam z niepohamowaną żarłocznością. Ciągle mnie zaskakuje czymś nowym. Przypadł mi do gustu także dlatego, że zwyczajowo tworzy bardzo długie i złożone powieści, a ja uwielbiam w takich światach fantasy 'posiedzieć' nieco dłużej. Pięćset czy sześćset stron to u tego autora standard, więc mi ta proza bardzo odpowiada. Ale gdy przyjdzie zmierzyć się z jego opus magnum, które jest cyklem monumentalnym pod każdym względem, to ten czas 'przebywania' w jego świecie ogromnie się wydłuża i jego granice są zatarte chyba także dla samego Amerykanina. Archiwum Burzowego Światła miało kilka miesięcy temu premierę najnowszej, trzeciej części, która okazała się tak gruba, że polski wydawca musiał ją z konieczności podzielić na dwa tomy i rozdzielić czasowo premiery obu. Niechętnie odłożyłem w czasie sięgniecie po pierwszy tom Dawcy Przysięgi, ale gdy na rynku pojawił się już drugi to na moją reakcję nie trzeba było długo czekać.

Dalinar Kholin i alethyjskie armie po jego dowództwem odnieśli zwycięstwo. Niedługo jednak przyszło im cieszyć się z wygranej, bo Parshendi wywołali Wielką Burzę, która zaczyna teraz niszczyć świat. Na dodatek jeszcze pobudzono spokojnych do tej pory parshmenów, którzy w akcie zemsty ruszyli do masowego ataku. Kaladin Burzą Błogosławiony wyrusza w podróż w swoje rodzinne strony, żeby ostrzec przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Chce za wszelką cenę uratować matkę i ojca, chociaż ma na to bardzo niewiele czasu, a po drodze przydarzy mu się coś nieoczekiwanego. Tymczasem daleko i wysoko w górach, w Wieży Urithiru, Shallan Davar wznawia badania nad twierdzą Świetlistych Rycerzy i odkrywa kolejne mroczne tajemnice. Dodatkowo przybiera postać innej osoby, żeby poruszać się swobodnie po obozach czy barach i zbierać informacje niezbędne do rozwiązania sprawy tajemniczych morderstw, jakie się ostatnio pojawiły. Wszyscy jednak muszą się zjednoczyć, żeby przetrwać wielkie zagrożenie. Cała ludzkość Rosharu musi zapomnieć na chwilę o przeszłości i razem stawić armii Pustkowców i nowemu Spustoszeniu, bo nawet  przybycie Świetlistych Rycerzy może nie zapobiec wielkiej zagładzie, która się zbliża.

To, co było zauważalne w "Drodze Królów" i "Słowach światłości", czyli ewidentne skupienie na danej postaci i jej historii, nieco się w tym tomie zaciera. Z racji na tytuł, którego nazwę nosi miecz Dalinara, świadczyć powinno, że część będzie w większości oparta właśnie na nim. Wcześniejsze tomy opowiadały najpierw o Kaladinie, a potem o Shallan. Natomiast resztę postaci poznawaliśmy nieco mniej gdzieś w dalszym planie lub wplecione w historie głównych bohaterów. W najnowszym tomie właściwie czas został poświęcony ogólnie dwóm postaciom - Dalinarowi i Shallan - i został mniej więcej rozłożony po równo. Chociaż byłbym skłonny stwierdzić, że momentami nawet więcej było Shallan niż samego Dalinara. I w moim mniemaniu zbyt dużo było opowieści o tej bohaterce, o której naprawdę sporo dowiedzieliśmy się w poprzednim tomie. Poznajemy co prawda jej nowe oblicze(a), ale tylko początkowo wydaje się to ciekawe, bo potem bywa nadzwyczaj nużąca i irytująca, co poczuwam za jeden z minusów. 

Historia Dalinara jest za to bardzo interesująca i z ciekawością się o niej czyta. Właściwie to dowiadujemy się o nim w czasie przeszłym i teraźniejszym. Teraźniejszość pokazuje zmagania z aktualnymi problemami. Przeszłość ukazuje wojownika twardego, niezłomnego, niosącego spustoszenie bez mrugnięcia okiem, mającego mnóstwo krwi na rękach i dusz na sumieniu, też tych niewinnych. Poznajemy jego obraz, który fanom tej postaci może się nie do końca spodobać. Jednostka straszna, ale i tragiczna, bo oprócz zniszczenia wycierpiała także własne, osobiste krzywdy. I z jednej strony można być na niego złym, ale z drugiej mocno mu współczuć. Zdecydowanie ciekawy i wart większej uwagi bohater. 

Zaniedbani zostali tutaj nieco Kaladin i Adolin, notabene dwie najciekawsze postaci w Archiwum, o których jest mało. Gdzieś tam się pojawiają, coś robią, ale za mało tego i jeszcze utracili jakby swój blask tak wyraźny w poprzednich częściach, co może trochę zasmucić i dać poczucie niedosytu. Pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnych częściach się to zmieni. Ciekawie za to potoczyły się wątki innych postaci drugoplanowaych np. z Szetha. Ale nie będę tego bardziej rozwijał, bo zepsuję zabawę. Muszę jednak przyznać, że w Dawcy po raz pierwszy daje o sobie znać znużenie. W pierwszym tomie czuć je wyraźniej, bo mniej się dzieje, więcej jest opisów czy rozmów, kosztem pojedynków czy jakichś nieco żywszych akcji. Zdecydowanie więcej dynamiki i akcji pojawia się w drugim tomie, który czyta się już w zbliżonym stopniu jak poprzednie części cyklu. Chociaż i tak momentami było zbyt dużo niepotrzebnej treści i takiego kombinowania, że zdarzyło mi się też odpłynąć, co uważam za kolejny minus tej części, bo wcześniej tak nie miałem. 

Widać w tym tomie też więcej opisów postaci i ich historii niż opisów świata. Wcześniej dość istotną część stanowiły wszelkie opisy fauny i flory, które tutaj zostały nieco zrzucone na dalszy plan i właściwie dowiadujemy się o nich niewiele. Nie żeby w ogóle, bo znowu gdzieś tam się pojawiły jakieś nowe gatunki, ale znacznie więcej jest o sprenach, Świetlistych, bogach, Pustkowcach i poprzednich Spustoszeniach. Zwłaszcza spreny mają tutaj duży udział, bo dowiedzieć się można o nich wiele ciekawych informacji i jak ważną role pełnią w tej historii. Spreny, które widać w świecie materialnym są tak naprawdę jedynie częściowo ukazane, bo to znacznie bardziej skomplikowane istoty, które są częścią większego ekosystemu, o czym się przekonamy w tym tomie. Pojawiają się tutaj też często bóstwa w postaci Odium, Ojca Burz i pomniejszych, co znacznie rozwija sferę boską i mistycyzmu. Ale nie chcę i nie będę pisał więcej, bo znów mogę zaspoilerować, a dla nieobeznanego czytelnika to nie ma żadnego znaczenia i nic mu nie powie. Prawdę mówiąc ja sam znający ten cykl mam czasami problemy z dokładnym zrozumieniem wszystkiego, co tutaj się dzieje i nie do końca jestem pewny czy to ogarniam w pełni. Wydaje mi się, że na koniec będzie trzeba to wszystko jeszcze raz od początku przeczytać, bo coś na pewno umyka przy tej ilości treści. Ważne jest jednak, że historia idzie do przodu i rozwija konkretne kwestie, w międzyczasie dodając coś nowego i angażującego uwagę. 

Trochę bury natomiast należy się wydawnictwu Mag za tę część. Po pierwsze: dzielenie, które co prawda jest zrozumiale ze względu na format, ale nie za bardzo na kwestie czasu wydania. Moim zdaniem zbyt odległe były terminy wydania obu tych tomów, a na dodatek było jeszcze przesunięcie wydania drugiego, co może naprawdę irytować, bo jak to tak, że za granicą pojawia się jeden tom, a u nas podzielony na dwa i to jeszcze trzeba czekać kilka miesięcy na oba. Po drugie: jak już dzielimy to uwzględniamy elementy potrzebne do czytania i je ułatwiające, jak na przykład główna mapka świata, która jest w tomie 1, a nie ma jej już w tomie 2. I tak jeśli czytamy o jakichś wydarzeniach w miejscu X, gdzie nie wiem lub nie pamiętamy, w którym miejscu się to znajduje (a dla wielu czytelników wzrokowców ma to znaczenie) to trzeba mieć tom 1 pod ręką, czyli dwie żargonowe  'cegły', co jest uciążliwe. A wystarczyło tylko 2 dodatkowe strony druku zrobić. Po trzecie: grafiki okładkowe Tomasza Marońskiego, jakkolwiek wizualnie bardzo ładne i estetyczne, jednakże coraz bardziej nijak nie oddają klimatu i treści tego cyklu. Wydają się być dobre do powieści historycznej o krzyżowcach, a nie tak złożonego cyklu fantasy. 

Warto jeszcze zwrócić drobną uwagę na jedną kwestię. Zanim zabierzecie się za najnowszą część polecam najpierw przeczytać opowiadanie „Tancerka Krawędzi”, które znajdziecie w zbiorze „Bezkres magi”,  bo jego akcja - dość istotna dla tego tomu - dzieje się po "Słowach Światłości", a przed Dawcą właśnie. Szkoda byłoby to przez niewiedzę pominąć.

Podsumowując, Dawca Przysięgi trzyma dalej wysoki poziom, mimo że wypada nieco słabiej na tle dwóch poprzednich rewelacyjnych tomów i z pewnością kilku czytelników trochę ponarzeka i powytyka autorowi niedoskonałości. Nie są to jednak kwestie na tyle dotkliwe, aby miały istotnie wpływać na przyjemność płynącą z dalszego zagłębiania się w niesamowitym świecie Rosharu, bo każdy, kto sięga po ten tom najpewniej już wcześniej ten świat i cykl pokochał i wsiąknął bez reszty, więc co najwyżej poczuje 'chwilowe turbulencje' przy nieco bardziej nużących fragmentach czy irytacji związanej ze zbyt często powtarzającą się Shallan. Dla reszty czytelników ta książka nie jest wskazana. Trzeba po prostu sięgnąć po poprzednie części. ;)

Archiwum Burzowego Światła:
1. Droga Drólów
2. Słowa Światłości
2.1 Tancerka krawędzi
3. Dawca Przysięgi


Serdeczne podziękowania Wydawnictwu Mag za podesłanie mi tej książki. ;)







15 komentarzy:

  1. "ale zdecydowanie nie można stwierdzić, że na pewno jego pomysłowość się wyczerpuje i zaczynają być widoczne granice jego wyobraźni"

    Bo sprowadzenie wszystkiego do latających, nieśmiertelnych, kolorowych ludzików to przesuwanie granic wyobraźni, tak ? Prawda jest taka, że Sanderson zrobił z ABŚ kolejną opowiastkę o superbohaterach, do tego momentami pozbawioną logiki, wypraną z większych emocji z kluczowymi wydarzeniami wynikającymi z przypadku pasującego, co najwyżej, do Alcatraza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po prostu wierzę, że ten potencjał jeszcze jest nie w pełni wykorzystany/odkryty, Krzysiu. :D Ale faktem jest, że poziom upadł, i gdyby nie to, że to tom 3 (a świat wcześniej zacząłem uwielbiać), to pewnie oceniłbym niżej jeszcze.

      Usuń
    2. No zauważyłem, że oceny poszły za nazwisko :P ;)))) Ja też, zacząłem ten świat uwielbiać wcześniej ale niestety strona, w którą to poszło totalnie mi nie odpowiada ani nie interesuje. Nie dość, że z tej konwencji wynika masa słabych motywów (sorry, nie mogę się przejmować/emocjonować postacią która np. spada/skacze z wysokości, zostaje zasztyletowana czy zgarnia bełt z kuszy centralnie w twarz i zawsze, momentalnie się leczy) to jeszcze dodatkowo strasznie infantylne to jest samo w sobie (np. zachowanie Stopionych na polu bitwy, jakby byli jakimiś dzieciakami a nie elitarnymi jednostkami dowodzonymi przez bóstwo). No i, nie oszukujmy się, to po prostu jest, w dzisiejszych czasach, zajebiście pospolity pomysł żeby pisać powieść o superbohaterach. Całą oryginalność szlag trafia, ok, świat pozostaje ciekawy, rozbudowany itp ale wypełniające go postaci to zwykłe kopie kopii.

      Usuń
    3. No ja myślę, że dużo zależy od kolejnego tomu, co to dalej będzie. Czy będzie brnięcie w kupę, czy jednak więcej osób mu wytknie i coś tam doszlifuje. BO jeśli nie to ja pewnie też już bardziej rygorystycznie ocenię. Mi jedynie momentami się mdło robiło przez tą nieciekawą Shallan i kilka razy mi się oko przymknęło, co mnie zdenerwowało. Erikson też miał w MKP chwile słabości. ;)

      Usuń
  2. Mam u siebie wszystkie tomy Archiwum Burzowego Światła i nie mogę się doczekać ich lektury.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że ja jednak podeszłam do tego ostrzej. :) Całkowicie się zgadzam w kwestii Shallan, bo jest jej za dużo i za bardzo irytuje, i tego, że występuje tutaj znużenie, bo za dużo jest niepotrzebnej treści i zbędnego kombinowania. Poza tym... no wiesz już, do czego ja się przyczepiłam i bliżej mi tutaj do zdania Krzyśka. Pokochałam ten świat, ale jednak to mocno wpływa na moją przyjemność z czytania Dawcy, z tym że również mam nadzieję, że to tylko jeden, słabszy tom. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też jakoś specjalnie wiele się tych beboków w tekście nie doszukałem. Chyba jestem mniej dociekliwy, albo to ta Shallan mnie tak wymęczyła, że nie miałem nawet głowy o momentami błędnej korekcie. ;)

      Usuń
  4. Tak mi się wydawało, że to już przeczytałeś i zrecenzowałeś, ale mi umknęło :)
    Jak sam przeczytam, to wrócę i przeczytam Twoją recenzję, a na tę chwilę mi wystarczy, że w trzecim tomie coś lekko zgrzyta, ale i tak jest dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ANo. A Ty jeszcze nie, co mnie zaskoczyło bardzo. Ale ciekaw jestem bardzo jak sam ocenisz. Omówimy to u mnie lub u Ciebie. :)

      Usuń
  5. Nie wiem, czy zerkniesz na tego komenta, ale może jednak :) Tyle się już o Dawcy naczytałam, że w zasadzie wiem, czego się spodziewać. I dobrze, bo w sumie mam mieszane trochę uczucia względem twórczości Sandersona, choć suma sumarum ją lubię (nie znosiłabym przecież dalej do domu tych cegieł).
    Zasmuciłeś mnie tym info o mapce tylko w pierwszej części, chyba sobie zrzucę na telefon, żeby mieć pod ręką w czasie czytania. A tego opowiadania raczej przed lekturą Dawcy nie doczytam. Pozostaje mi się cieszyć zgłębianiem postaci Dalinara i tymi wątkami Szetha. Szkoda, że Kaladina jest mało, to mnie zawsze będzie smucić... Pozostaję w uznaniu za Drogę królów i liczę, że jeszcze któraś kolejna część mnie równie zachwyci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu miałbym nie zerknąć? :)
      To prawda, w przypadku tego tomu zaczynają pojawiać się częściej narzekania, a więc i opinie skrajnie różne, więc ocena pewnie nie utrzyma się na podobnym poziomie, co 1 i 2 tom. Ja tam wiesz, miałem chwilowe problemy, ale dalej to świat i postaci, który mnie zauroczyły, więc musi jeszcze się trochę Sanderson postarać, żeby mnie porządnie wnerwić. ;)
      No nie ma, dlatego lepiej zrobić jak sugerujesz./

      Usuń
    2. Oby nie było tendencji spadkowej. Mnie najbardziej zauroczyli właśnie Kaladin i Dalinar, więc przynajmniej Dalinara będę miała wystarczająco.
      Jestem ciekawa jak mi podejdzie Ostatnie imperium. Bo ponoć jest ciut słbsze niż ABŚ, ale skoro według mnie ABŚ nie zrobiło szału to może Ostatnie mi lepiej wejdzie? Mam nadzieję w ciągu nadchodzących miesięcy sprawdzić :)

      Usuń
    3. Ciężko powiedzieć, który cykl lepszy, bo oba mają swoje bardzo dobre strony, a poza tym Mistborn mega sentyment, bo po raz pierwszy czytany. Zresztą to dla mnie bez znaczenia, całą twórczość Sandersona uwielbiam, nie trzeba szufladkować na lepsze i gorsze. :)

      Usuń