poniedziałek, 14 sierpnia 2017

MIECZ PRZEZNACZENIA - Andrzej Sapkowski [recenzja]

Wydawnictwo: superNOWA
Liczba stron: 397
Gatunek: Fantasy
Moja ocena: 5+/6










Wracam do przygód najsławniejszego rodzimego bohatera fantasy, stworzonego przez Andrzej Sapkowskiego, i znowu jestem urzeczony! Drugi tom opowiadań z wiedźminem Geraltem nie ustępuje poziomem pierwszemu, co bardzo mnie ucieszyło, chociaż tym razem widać drobne różnice: przede wszystkim brak tutaj opowiadania przewodniego "Głosu rozsądku", który był poprzednio, przez co opowiadania w tym tomie są już nieco dłuższe i bardziej rozwinięte. Druga kwestia, to że widać jakby większe powiązanie pomiędzy tymi poszczególnymi opowiadaniami i tomami - wcześniej widać było, że wydarzenia po prostu dzieją się po sobie, ale wiedźmin nie za bardzo o nich wspomina. Tutaj natomiast w kolejnych opowiadaniach są jakieś drobne wzmianki o poprzednich o tym, co zaszło, kogo się spotkało, co z tego wynika teraz. Ale motyw przewodni został zachowany: Geralt z Rivii dalej sobie wędruje, bo w miejscu za długo nie posiedzi, więc bez większego celu w życiu i bez wyznaczonej drogi po prostu ciągle się przemieszcza i przeżywa przygody, posługuje wiedźmińską magią, niejednokrotnie miesza się w brudne i nieinteresujące go sprawy, zabija potwory, ratuje ludzi przed złem, czyli to, co do tej pory ciągle robił, a wszystko to opisane w kolejnych sześciu opowiadaniach.

Zbiór otwiera "Granica możliwości ", gdzie spotykamy Geralta po raz kolejny walczącego z potworem, tym razem z bazyliszkiem. Zaraz po tym poznaje tajemniczego rycerza, Borcha Trzy Kawki, i jego dwie wspólniczki, terrańskie wojowniczki. Po wspólnie spędzonej nocy cała czwórka nazajutrz postanawia podróżować dalej, ale w pewnym momencie napotykają przeszkodę. Droga jest nieprzejezdna, bo w okolicy znajduje się smok, który jest podobno osłabiony a skrywa jakiś skarb, który wielu chce zgarnąć. Pojawia się kilka osób, w tym król Niedamir z Caingon, kilku rycerzy, krasnoludy, Jaskier czy czarnoksiężnik. Szykuje się wspólna wyprawa na legendarnego zwierza, którego Geralt specjalnie nie chce atakować, bo nie obchodzą go smoki, ale rusza z orszakiem, który chce to zrobić dla zdobycia skarbu. Na miejscu sprawa jednak nabiera większych kształtów i w obronie smoka stają niespodziewani sprzymierzeńcy.

Drugie opowiadanie to "Okruch lodu". Miasto Aedd Gynvael jest kolejnym miejscem, które odwiedza Geralt i od początku mu się ono nie podoba. Duszne, brudne i denerwujące, od razu zaczyna się od walki ze śmierdzącym potworem. Potem słyszy legendę o przerażającej Królowie Śniegu, która atakuje bogu ducha winnych ludzi, a na domiar złego przyjdzie mu stoczyć spór z drugim adoratorem o Yennefere. Tym razem jednak nie będzie to potwór, a ktoś bardziej ludzki i potężny.

W "Wiecznym ogniu" wiedźmin wybiera się do Novigradu, gdzie znowu spotyka swojego przyjaciela. Na miejscu Geralt i Jaskier dopadli dopplera (postać potrafiącą w pełni zmienić strukturę materii, przemienić się w drugą postać o podobnych gabarytach z zachowaniem wszystkiego, nie tylko wyglądu fizycznego, ale tez umysłu, charakteru, ubrań itp.), przez którego są same kłopoty. Doppler Tellico Lunngrevinkiem Letorte podszywa się pod różne postaci i bawi na całego wyrządzając szkody i problemy osobom, pod które się podszywa. Niestety bohaterowie długo go nie mieli w garści, bo cwaniacko im uciekł przybierając postać niziołka Daintego, i teraz trzeba go znaleźć. Tylko czy zda się to zrobić w mieście, które liczy sobie kilkanaście tysięcy mieszkańców?

Następnie mamy "Trochę poświęcenia" i lądujemy w księstwie nad morzem Bremervood, gdzie rządzi książę Agloval. Geralt, jako tłumacz, pomaga mu w rozmowach z piękną syreną Sh’eenaz, w której książę jest zakochany. Ale żeby z nią żyć albo książę musi przybrać formę trytona, albo syrena przemienić się w ludzką kobietę. Niestety to zadanie przerasta wiedźmina i nie udaje mu się go wykonać. Książkę zleca mu jednak drugie zadanie, teraz wiedźmin musi sprawdzić co takiego nęka poławiaczy pereł księcia i wyeliminować niebezpieczeństwo, żeby umożliwić dalszy połów. Geralt zdaje się mieć wielkie trudności z potworami z morza, więc i tym razem nie przyjdzie mu łatwo wykonać te zadanie.

Tytułowy "Miecz przeznaczenia" to pierwsze moje ulubione opowiadanie. Geralt udaje się z poselstwem do Brokilonu, terenu driad, gdzie rządzi Pani Eithne. Ale zanim dotrze do Duen Canell (serca Brokilonu, gdzie znajduje się Eithne) spotka na swej drodze pewną małą i zagubioną dziewczynkę,Ciri, która okazuje się być cintryjską księżniczką. Wiedźmin mimo woli dowiaduje się, że dziewczyna to jego przeznaczenie i od tego momentu ich losy mają być już na zawsze splecione.

Na koniec zostało "Coś więcej" - drugie z moich ulubionych opowiadań, które stanowi kwintesencję tego zbioru i pięknie kończy wieńczy ten zbiór. Podróżujący po Brugge Geralt pomaga jednemu z kupców, który ugrzązł swoim wozem spiesząc się i wybierając krótszą i cięższą drogę. Wiedźmin wyciąga wóz, chociaż wie, że szykuje się na nich atak i wie, że nie zdążą przez to przed nimi uciec. Wiedźmin pokonuje wszystkich wrogów, ale ponosi przy tym straty na zdrowiu. Na szczęście chłop go nie opuszcza, tylko bierze na wóz i jedzie do najbliższego miasta, żeby mu pomóc. W drodze opatruje go zgodnie z zaleceniami Geralta aplikując mu dziwne mikstury na rany i do połknięcia, co wywołuje różne wizje, gdzie widzi doradzającą mu Yennefer, wyprawę do Cintry i Myszowora, który prosi go o jedną rzecz. Rany wiedźmina się nie goją i konieczne jest sprowadzenie czarodziejki, a po przybyciu do domu kupca Geralt spotyka pewną dziewczynkę i przeznaczenie już zostaje definitywnie wypełnione.

W cyklu Sapkowskiego od początku pierwsze skrzypce grają dla mnie humor i dialogi. Dialogi są bardzo dobre, żywe, mądre, zabawne, wesołe. A humor jest po prostu świetny, zwłaszcza kiedy w opowiadaniach pojawia się Jaskier, taki komiczny, kabaretowy, rubaszny, czasem nawet i wulgarny, ale naprawdę pozytywny i wywołujący jeśli nie parsknięcie, to przynajmniej szeroki uśmiech. I zaraża cholernie tą wesołością! Zamierzałem nawet przytoczyć tu kilka cytatów z takich rozmów Jaskra z Geraltem i innymi, ale ostatecznie zaniechałem tego pomysłu, bo tych fragmentów tak wiele mi się spodobało, że ciężko byłoby mi tutaj wybrać konkretne. Zawierzcie mi jednak na słowo, że przy tych opowiadaniach ubawicie się momentami po pachy.

Świat wiedźmina nie jest mocno opisany, autor nie przywiązuje do niego dużej uwagi i myślę że to się zmieni w dalszym ciągu cyklu. Ale to nie tak, że tutaj nie opisany jest wcale, po prostu jest go mniej, bo autor wydaje się bardziej skupiać na postaciach. A te są bardzo barwne, różnorodne, ciekawe, złe, dobre, występuje wiele ras, w większości tylko napomkniętych, ale to też się pewnie z czasem zmieni i przyjdzie nam poznać je bliżej. Jednak najważniejszy jest wiedźmin i przyznam, że od początku jestem nim zaskoczony, ale i zachwycony. Przystępując do tego cyklu myślałem, że to postać, która jak Herkules ze słynnego serialu, gdzie główną rolę gra Kevin Sorbo, będzie wędrować i wszystkim pomagać dookoła jednocześnie zabijając bez opamiętania, bo nic i nikt go nie załatwi. A tymczasem tutaj mamy bardzo chłodno kalkulującego wiedźmina, który z wielką pokorą podchodzi do wszystkiego, co żyje i co go otacza, każdego przeciwnika traktuje poważnie, niejednokrotnie czytamy jego myśli, gdzie stwierdza, że z pewnością by zginął, gdyby się z nim zmierzył albo na przykład zgubił, gdyby nie miał odpowiedniego przewodnika. Jest pewny siebie i swoich umiejętności, ale nie zaślepiony, bo wie, kiedy i komu zejść z drogi, gdzie się nie udawać, korzysta z pomocy innych, ma dylematy moralne, kodeks, zasady, przemyślenia, ciążące na nim przeznaczenie. Jest bardzo wiarygodny i bez wątpienia to jedna z najlepiej skonstruowanych postaci, jakie poznałem.

Ciężko przyrównać Wiedźmina jednoznacznie do jakiegoś fantasy, chociaż jest to bez wątpienia high fantasy. Niby współczesne, ale pod względem świata i postaci to klasyka jak u Tolkiena, humor i dialogi  jakby od Pratchetta, chociaż sienkiewiczowski Zagłoba też mi tutaj gdzieś przemykał przez myśli. Wiele elementów zaczerpniętych z różnych baśni (o smoku, o Królewnie Śnieżce, krasnoludkach itp.), dodatkowo wzbogacone o słowiańskie elementy. Bardzo nietypowe i oryginalne. Ogólnie cały cykl do tej pory jest dla mnie cholernie pozytywny, ciepły, wesoły, mądry, przemyślany i maksymalnie pochłaniający moje myśli podczas czytania, co jest najlepszym dowodem na to, że po prostu świetnie się przy nim bawię. Podczas  czytania zastanawiałem się na co ja, cholera, do tej pory tyle czekałem z sięgnięciem po niego? Może obawiałem się, że będzie dla mnie przestarzałe, albo że ten słowiański charakter mi nie podpasuje? Nie wiem, ale pomimo upływu lat cykl na pewno nie traci na wartości i fantastycznie się to czyta. Jestem bardzo ciekaw, jak będzie teraz wyglądało to przejście z opowiadań na pełnokrwiste powieści, bo nie każdy autor potrafi pisać równie dobrze w obu formach. Ale jakoś jestem spokojny, bo wydaje mi się, że będzie podobnie jak u Roberta M. Wegnera, którego wcześniej poznałem i też mnie zachwycił od początku zaczynając opowiadaniami, a potem kontynuując powieściami. Nie wiem kiedy, ale myślę, że jeszcze w tym roku sięgnę po Krew elfów i przekonam się w autopsji. 

Wiedźmin:
1. Ostatnie życzenie
2. Miecz przeznaczenia

PS: Które serie okładek macie, uważacie za najlepsze i wam się najbardziej podobają? :) Osobiście mam te najnowsze, co widać po wklejkach grafik do recenzji, i te grafiki bez wątpienia podobają mi się najbardziej. Zwieńczeniem ideału byłaby do tego twarda oprawa, no ale cóż, idealnie jednak nie ma. Nie mniej jednak bardzo mi się podobają dlatego bez zastanowienia postawiłem właśnie na to wydanie. Poza tym myślę, że wydawnictwo też będzie ewentualne kolejne tomy wydawać w ten sposób, więc seria będzie jednolita, bo na te poprzednie wydania (doprodukowane) raczej nie można liczyć.

48 komentarzy:

  1. Jakby ktoś był ciekaw to tak oceniałem poszczególne opowiadania:
    1.Granica możliwości – 6/6
    2.Okruch lodu – 5+/6
    3.Wieczny ogień – 5/6
    4.Trochę poświęcenia – 4+/6
    5.Miecz przeznaczenia – 6/6
    6.Coś więcej - 6/6

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do okładek - to nowe wydanie jest prześliczne, ale jakość fatalna... Sezon burz poobdzierał mi się od samego stania na półce, więc zdecydowałam się kupić stare wydanie tzw. białe okładki:

    http://img2.wikia.nocookie.net/__cb20110717121253/wiedzmin/images/c/cd/10000.jpg

    chociaż ze względu na wartość sentymentalną było ciężko je dostać (np. mój mąż pierwszy raz czytał Wiedźmina właśnie w tym wydaniu i bardzo chciał je mieć), przez co ceny dochodziły nawet do 80 zł za ostatni tom.

    Co do samych opowiadań: nie pamiętam ich zbyt dobrze, bo wolę Sagę i to ją wałkowałam parę razy. Ale teraz mam już cały komplet i powoli przymierzam się do powtórki całości - zwłaszcza, że byłam ostatnio na koncercie Percivala, gdzie grali głównie muzykę z gry, na ekranie leciały klimatyczne fragmenty z gry, a do tego mieli jeszcze tańczących aktorów poprzebieranych za sukkuba, demony, wampirzyce, Geralta, Yennefer... Generalnie strasznie polecam ten koncert, na jesieni Percival jeszcze będzie występował w całej Polsce ze swoją trasą Wild Hunt, więc jeśli ktoś będzie mieć okazję zobaczyć, to nie powinien wahać się ani chwili, warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie spotkałem się z wieloma opiniami, że ta farba się wyciera, że brudzi, a ja nic takiego u siebie nie spotkałem. Czyżbym był AŻ TAKIM PEDANTEM? Hm...

      Tak, te wydanie chyba najwięcej osób lubi i spodziewam się, że też najwięcej tutaj o tym wspomni. Ale teraz do dorwania całości pewnie trzeba mnóstwo cierpliwości i trochę pieniędzy.

      Może po zakończeniu sagi się dam namówić. Póki co skupiam się na czytaniu. Ale mimo wszystko zawsze popieram takie fandomowe akcje, specjalne wydarzenia oscylujące wokół danego cyklu, mające zrzeszone fanów. Super to jest. :)

      Usuń

    2. Hmm, ja jakoś specjalnie nie torturuję książek, ale też nie obchodzę się z nimi jak z jajkiem. Po trzykrotnym przeczytaniu ta czarna farba po prostu się wyciera. Szkoda, że wydawnictwo nie zdecydowało się na półtwardą okładkę albo chociaż skrzydełka, wtedy byłby to murowany hit sprzedażowy. A tak to ludzie zobaczyli co się dzieje z Sezonem i część już nie chciała kupować całej sagi. Chociaż niedługo później wyszło to wydanie w twardych okładkach

      http://ecsmedia.pl/c/14711946371287549-jpg-gallery.big-iext43636243.jpg

      i gdybym nie zaczęła już kompletować mojej archiwalnej kolekcji to na pewno bym je kupiła, jest prześliczne.

      Usuń
    3. Możliwe. Ja czytałem po raz pierwszy. Ale z opinii wnioskowałem, że tak po jednokrotnym czytaniu już się dzieje.

      Wizualnie ładnie, ale osobiście mam zarzut, że na każdym jest postać wiedźmina. Trochę to monotonne. Ale i tak najpaskudniejsze to te okładki z gry...

      Usuń
    4. Te czarne wydania wycierają się różnie - najczęściej po 2-3 krotnym czytaniu, ale np. branie książki do plecaka/torby przyspiesza ten proces.

      To "one man show" w twardym wydaniu, przy zmiennych pozach mnie też nie przekonuje. W końcu Wiedźmin nie modelka... :D
      Dodatkowo gorszy fakt, że wszyskie te wiedźminy na okładkach to grafiki z gier.

      Czerwonookładkowe wydanie najlepiej pominąć łaskawie milczeniem...

      JYL

      Usuń
    5. A drugie czytanie to mnie czeka na pewno najwcześniej za 8-10 lat, więc wtedy się będę tym ewentualnie przejmował. :P Ale ogólnie całą serię chciałbym machnąć przed serialem Netflixa, bo ostrzę sobie na niego mega pazur. Tym bardziej że Tomek tam macza palce

      Usuń
    6. Mój Sezon zosatał użyczony znajomym, więc przeżył kilka czytań co mu dobrze raczej nie przysłużło.

      Przed serialem to jestem raczej zaniepokojny. Bagiński ma tam być reżyserem tylko 1 odcinka w sezonie co jest raczej plusem (twórcą animacji jest świetnym, reżyserem po obejrzeniu LA raczej średnim/miernym). Dodatkowo Amerykanie zarzucali rasizm Dzikiemu Gonowi za brak czarnych czy azjatów w świecie Wiedźmina :D Choć Sapkowski porusza temat rasizmu w sadze dość obszernie (po lekturze Krwi Elfów się o tym przekonasz),ale Amerykańscy odbiorcy niezbyt inteligetni. Z pewnością dla ocieplenia wizerunku i ogólnej amerykańskiej, filmowej tendencji będzie jakiś czarny/azjatycki bohater. Pytanie tylko kogo nam przefarbują ? :P

      JYL

      Usuń
    7. Z problemem reprezentacji różnych kolorów skóry w serialu twórcy mogliby sobie poradzić robiąc z Nilfgaardczyków czarnoskórych (albo czerwonoskórych, to by mi nawet bardziej pasowało). To dość kontrowersyjne, ale wykonalne. Wtedy Ciri byłaby mulatką i wyróżniałaby się jeszcze bardziej na białej Północy. Wiem, że części widzów podobałoby się to mniej więcej tak, jak czarny Roland w Mrocznej Wieży, ale gdyby scenariusz był logiczny, a aktorzy dobrzy, to wszystko trzymałoby się kupy.

      Usuń
    8. Osobiście lubię trzymanie się w jak największym stopniu pierwowzoru literackiego podczas jakichkolwiek ekranizacji/adaptacji (zmiany względem książek wprowadzane od ok. 2 sezonu Gry o Tron, niezbyt przypadły mi do gustu dla przykładu) i jestem za tym by wygląd wszystkich narodów ludzi i innych ras był zgodny z wizją Sapka. Myślę jednak, że zmiany zajdą w pojedyńczych jednostkach i tak obstawiam: Dijkstra będzie czarny, a przynajmniej jedna z czarodziejek będzie miała azjatyckie rysy twarzy. :D

      Żeby nie było, że rasista i szowinista ze mnie to dodam, że nie jest to dla mnie serialowy piorytet, a po prostu zdaje sobie sprawę, że przeciętny amerykańscy odbiorca (to on jest docelowy, a nie polska widownia niestety) jest do tego przyzwyczajony i tego oczekuje.

      Popieram za to nowego Doktor Who jako kobietę, bo to jak najbardziej logiczne. :)

      JYL

      Usuń
    9. @JYL
      Tylko jednego? To mnie zaskoczyłeś, bo nic takiego nie wynikało z zapowiedzi, które czytałem. Ale chyba ma być obecny przy kręceniu całości, jako konsultant?
      No, to takie typowe dla Amerykanów. Pokazywać jacy-to-oni-są-tolerancyjny! Mnie to osobiście irytuje, ale chyba bardziej śmieszy. A co do wiedźmina to wiesz, on tam coś ma z oczami, że niby pionowe, to równie dobrze mógłby go grać jakiś azjata, bo oczy też ma inne, tylko że skośne poziomo. :P

      @Vesper
      Ja akurat do czarnego Rolanda nic nie mam, bo dla mnie jedyna idealna osoba do zagrania tej roli już niestety zagrać jej nie może ze względu na starość. A każdy następny mógł być tylko nieco lepszy od innych lub gorszy. Chociaż najbardziej obstawiałem Mortensena i Bardema. Elba – nie wiem jak się prezentuje na ekranie, bo jeszcze nie byłem w kinie – mi też pasował, z tych czarnoskórych, więc nie marudziłem, jak się dowiedziałem.

      Usuń
    10. Bagiński (zamiast Sapkowskiego, który filmowego doświadczenia nie ma) wywalczył taki sam deal jak Martin przy Grze o Tron - reżyser jednego odcinka w sezonie. Poza tym pewnie będzie pracował przy kręceniu całości w innej roli. Nie zdziwiłbym się też gdyby za efekty specjalne odpowiadało Platige Image (współtwórcy Legend Allegro i większości trailerów do wiedźmińskich gier), czyli główny pracodwaca Bagińskiego.

      Postępowanie Amerykańów jest częśto trudne do zrozumienia. Nawet gier, które np. temat rasizmu poruszały na swój sposób nie potrafili zrozumieć i zaakceptować.

      JYL

      Usuń
    11. No, ale o to chodzi, że będą mocno związani z tą produkcją, więc okej. Ja bardzo lubię produkcje Netflixa i jestem spokojny.

      Usuń
  3. Jak najbardziej sobie Miecz przeznaczenia przeczytam. Nie wiem jeszcze kiedy, bo mam opory przed kontynuowaniem lektury, ale dam jeszcze jedną szansę autorowi. Jak dla mnie to dobrze napisane opowiadania i... no właśnie, i co jeszcze? Mi humor wiedźmina aż tak bardzo do gustu nie przypadł, ale może zmienię zdanie właśnie po Mieczu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty chyba skończyłaś w zeszłym roku właśnie na opowiadaniach, dobrze pamiętam?
      Mi humor bardzo podpasował. No ale to w przypadku Jaskra, bo sam wiedźmin to poważny. I w sumie zapomniałem zaznaczyć, że to fajnie wyważone jest, że nie ma przesytu tego humoru, więc fantasy to ciągle fantasy, a nie kabaret.

      Usuń
    2. Tylko Ostatnie życzenie przeczytałam Ciastek i to dwa lata temu :O. I może miałam trochę za duże oczekiwania, po prostu na kolana mnie nie rzuciło i jak się nieco rozczarowałam, to nie chciało mi się za bardzo sięgać po kolejne teksty o Wiedźminie. Tak się teraz zastanawiam, czy tylko opowiadania doczytać, czy sprawdzić książki. Albo po prostu inne tytuły Sapkowskiego spróbować.

      Usuń
    3. Aha, myślałem, że opowiadania całość. A znam kilka osób, które to właśnie opowiadania uznają za kwintesencję tego cyklu.

      Usuń
    4. Ja też, dlatego mam dylemat, czy brać się później za tomy wchodzące w skład sagi, żeby sprawdzić, czy przypadkiem to mi do gustu nie przypadnie, czy sobie darować. Rozważę po lekturze Miecza.

      Usuń
  4. Ogólnie Supernowa to wydawnictwo, które nigdy nie słynęło z jakości wydania swoich książek. Ogólnie to wygląda obecnie, że wydawnictwo wegetujące do czasu kolejnych wznowień Sapkowskiego zatrzymało się na etapie wydawania w stylistyce i jakości lat 90-tych, co nie jest wcale komplementem. :D


    Muszę się zgodzić z @ Vespera Verril.
    Sam posiadam to białe wydanie z okolic lat 2002-2003 (3 wydanie w kolejności jeśli dobrze pamiętam) i jedyne spełniające moje oczekiwania, choć wcale nie idealne. Klimatyczne okładki, skrzydełka, lekkość i odpowiadający mi rozmiar czcionki to główne plusy. Minus to niezbyt dobrej jakości użyty papier, ale dzięki temu, że lekki to często towarzyszył mi w plecaku w szkole i na studiach. Także długo szukałem tego wydania w rozsądnej cenie, aż znalazłem w antykwariacie Domu Książki cały cykl w idealnym stanie w rozsądnej cenie. Polecam odwiedzać antykwariaty i małe księgarnie (szczególnie dla Wieży Jaskółki i Pani Jeziora, które osiągają niedorzeczne ceny na Allegro), bo trafiają się czasem w idealnym stanie w dobrej cenie.

    Czarne wydanie z pewnością ma najbardziej klimatyczne okładki ze wszystkich, ale jakość zdecydowanie nie zadowala. Grzbiety strasznie się w moim Sezonie Burz wycierają po kilkukrotnym czytaniu i dodatkowo powiększona czcionka niezbyt mi pasuje (wybieg Supernowej w stylu FS - sztucznie powiększyć książkę i drożej wycenić okładkowo). Wydanie na twardo to przede wszystkim etui, w końcu dobry papier i spójne grzbiety na plus, ale okładki z gier oraz niewspółmierna cena do jakości (średnio blisko 50 zł za jeden tom to kpina) jak dla mnie zniechęcają do kupna.

    Co do oceny poszczególnych opowiadań to nie jestem w stanie sobie przypomnieć co mi najbardziej przypadło dogustu, bo sagę czytałem zbyt dawno. :(
    Pamiętam tylko, że 2 tom opowiadań bardziej przypadł mi do gustu, a same opowiadania wspominam z większym uczuciem niż sagę.

    Dobrze, że jako następną chcesz czytać Krew Elfów a nie Sezon Burz (chronologicznie akcja mędzy Mieczem Przeznaczenia a Krwią), bo jednak z ciężkim sercem to przyznać, ale powrót po latach był niezbyt udany w wykonaniu Sapka i czytając Sezon po sadze można to najlepiej odczuć.

    Wisznuję Ci też znajomości 2 czołowych nazwisk polskiego fantasy (Sapkowskiego rosnącej, a Wegnera całościowej na ten moment). Poza nimi zostaje Ci jeszcze 2 naprawdę godna uwagi i niegorsza (wg niektórych nawet lepsza) od wspomnianych wyżej autorów - Feliks W. Kres (Księga Całości) i Anna Brzezińska (Saga o zbóju Twardokęsku).

    JYL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to prawdę mówiąc nie kojarzę od nich żadnego innego tytułu poza tą serią. Dlatego też nie dziwie się wcale temu, co piszesz. A szkoda. Na pierwszy rzut oka można by to samo pomyśleć o Media Rodzinie i HP, ale poszli za ciosem i dostali kolejne, dobre tytuły, jak Collins. Myślę, że dla wydawnictwa najważniejsze to mieć przede wszystkim taką wiodącą serię lub autorów, którzy "trzymają wydawnictwo", a każdy pozostał tytuł to po prostu urozmaicenie oferty i niewielkie dodatki do budżetu. O tym zresztą kilkukrotnie wspominał już AM na forum MAGa, że im brakuje takiego jednego konkretu. Ale zdaje się, że go po części znaleźli w postaci Sandersona.

      Ja się nie będę rozwodził nad tym, co w środku pod względem wydania, bo mnie nie dziwą takie zabiegi, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co pisałeś na wstępie. Ale bez wątpienia ideałem byłoby dla mnie wbicie tej najnowszej serii w twarde okładki.

      Nie, nie. Nie ma opcji. Ja idę tokiem chronologicznym jak było pierwotnie, bo ja nie uznaję takiego "dopisywania" serii. Tak samo jak jest z Mroczną Wieżą Kinga. Dla mnie to tomy 1-7, a 8 to jest dodatek do tego świata - dobry, przyjemny i chętnie przeze mnie przyjęty, ale jednak dodatek poszerzający wiedzą o tym świecie. Tak samo z "Sezonem burz", dlatego przeczytam to na końcu, chociaż prawdę mówiąc nie zgłębiałem się dokładnie, co powodowało ASem, że zdecydował się napisać (czy coś mu brakowało tam, czy ku uciesze fanów chciał dopisać coś więcej).

      I o Kresie, i Brzezińskiej już czytałem nie raz, i natykałem się na ich książki w antykwariatach, ale to jeszcze nie teraz. I w sumie chyba bardziej Kres do mnie przemawia. Ale na pewno sprawdzę oboje, prędzej czy później. Z fantasy polskim jeszcze nie ma tyle tych starszych tytułów. Jak tak spojrzeć na sf to tam jest tego znacznie więcej.

      Usuń
    2. Supernowa w latch 90-tych miała mega pakę: Sapkowski, Huberath, Ziemkiewicz czy świetni debiutanci jak Dukaj, Białołęcka czy właśnie Brzezińska. Jednak kiepskie wydawanie (szczególnie okładki to wyjątkowe paskudy były; "Tkacz iluzji" to wyjątkowe ochydztwo, choć treść bardzo dobra) czy niecne praktyki (Brzezińska i BIałołęcka musiały odchodząc do Runy jeszcze raz napisać 1 tomy swoich cykli, bo Supernowa chciała za prawa do książek horrenadalne, nawet 20000 dolarów) pieniądze ich zgubiły. Zostali tylko z Sapkowski do dzisiejszych czasów (choć chyba jeszcze Zajdla można od nich dostać obecnie, ale to mały zysk).

      Kresa raczej wznowienia paieroego nie będzie (pisarz emerytowny, stracił wenę, a chłamu wydawać nie chciał za co chylę czoła), ale całkiwem niedawno cała Księga Całości była na BookRage w kuszącej cenie. Może się powtórzy za kilkanaście miesięcy, warto obserwować czy się nie pojawi.

      Co do Brzezińskiej to liczę, że Twardokęska wznowi Wydawnictwo Literackie. Za miesiąc wydadzą po 8 latch milczenia autorki, powieść historyczną "Córki Wawelu" (Brzezińska mam nadzieję pokaże Cherezińskiej jak się historyczne kawałki pisze), a jej zbiory opowiadań pojawiły się w kioskowych "Światach równoloegłych", także WL. Przy sukcesie "Córek..." wznowienie ma dużą szansę.

      JYL

      Usuń
    3. Jak ja bym chciała nowe wydanie Sagi o zbóju Twardokęsku, to jest takie świetne i niedocenione fantasy... Kupiłabym w dniu premiery.

      Usuń
    4. Ciacho, SuperNowa wydaje jeszcze Jabłońskiego ("Słowo i miecz" jest świetne!), ale okładki to naprawdę mają masakryczne i takie mocno zakorzenione w poprzedniej epoce.

      Co do "Sezonu burz" to ja przeczytałam i od razu się pozbyłam. Jak kocham całą sagę, tak ta książka to zupełnie nieudany powrót Sapkowskiego do Wiedźmina. SPokojnie mógł go sobie odpuścić.

      Usuń
    5. @Vespera Verril

      To Wydawnictwo Literackie ma już dwójkę potencjalnych kupców. :D

      Miło poznać kogoś o takim samym zdaniu na temat Twardokęska i braku należnego mu rozgłosu. :) Dla mnie Brzezińska swoją sagą przebija Kresa jak i Sapkowskiego (Wegnera przed końcem cyklu nie oceniam całościowo, ale na ten moment to do pozostałej trójki musi jeszcze doskoczyć). Mimo tego, że mam sentymentalne, Runowe wydanie to z checią bym przytulił wznowienie, a najlepiej w Dukajowym formacie na twardo ;) Raczej płonne marzenia :(

      Na początek przygody z Brzezińską polecam dla zainteresowaych zbiór związanych ze sobą opowiadań "Wody głębokie jak niebo" w świecie stylizowanym na renesansowe Włochy. Już po tej lekturze można dojść do wniosku, że tytuły "Polska Królowa fantstyki" czy "Polska Le Guin" nie są przesadzone. Z osobistych wrażeń dodam, że "Wody..." to drugi utwór wraz z "ET" Sbielberga, który wzruszył mnie do łez. :) Można też wziąć na rozkład wrześniowe "Córki Wawelu" od WL, co też serdecznie polecam.

      Jeśli kogoś do "Wód..." zachęciłem to na Allegro można znaleźć w dobrym stanie klimatyczne okładkowo wydanie Runy lub kioskowy tomik z serii "Światów Równoległych" za ok. dyszkę. W antykwariatach też z pewnością do wyhaczenia. ;)

      @ Katarzyna Abramova

      Właśnie dlatego niezwykle szanuję Kresa, że przyznał się do wypalenia/braku motywacji do pisania i tego, że g...a wydawać nie chce by fanów nie oszukiwać/zawodzić pisarsko miernotą.

      Sapkowski za to odcinał kupony od sławy już dwukrotnie: najpierw "Żmiją", potem "Sezonem...", a jeszcze na konwentach odgraża się, że ostatniego słowa nie powiedział. Doceniam za wszytko aż po "Lux Perpetuę" i mam nadzieję, że już sobie odpuści Sapek pisanie na dobre by legendy dalej nie plamić.

      JYL

      Usuń
    6. @JYL
      Dukaja faktycznie kojarzę po okładkach, teraz mi przypomniałeś. Reszty już nie bardzo. To ich wina i sobie tylko mogą pluć w brodę, że to zrąbali.
      Nie musi być nowe, ja mam sporo książek w starych wydaniach, które niejednokrotnie bardziej mi odpowiadają niż obecne (np. Masterton, Herbert, Koontz). A Kresie w ogóle ani jednej wzmianki, że miałoby się coś w przyszłości wznawiać.

      Właśnie widziałem na Katedrze jak niektórzy pisali „o konkurencji do Cherezińskiej”, tylko że spojrzałem na oceny i opinie do obu na LC i tam niestety wygląda to na odwrót. I w ogóle Brzezińska bardziej fantastyka niż powieść historyczna. Ja nie mogę bronić ani jednej, ani drugiej, bo żadnej nie czytałem, ale na pewno obie poznam. Ale zapamiętam te „Wody głębokie jak niebo” i będę miał na uwadze. 

      @Kasia
      Nic mi Jabłoński nie mówi. Przyjrzę się. 

      Usuń
    7. I co Twoim zdaniem powinien robić ? Iść na kurs szydełkowania ? Jakie odcinanie kuponów od sławy "Żmiją" ??? Na Boga, pisarz pisze książki. Wyszła wtopa, zgoda ale dlaczego ma przestać pisać ? Czy Ty zmieniasz zawód jak masz gorszy dzień w robocie ?
      Sezon burz to typowy przykład polskiego piekiełka. Najpierw pytania co wywiad/konwent przez kilkanaście lat o nowego Wiedźmina a jeszcze zanim się pojawił to już był skokiem na kasę, odcinaniem kuponów itp itd. Książka nierówna, dla fanów ma momenty, wątek z Lisicą to stary dobry AS, palce lizać. Wygląda jak zbiór opowiadań, z którego zrobiono powieść i to jest największy problem.
      Co do "odgrażania" się, tak, Sapkowski na Polconie w zeszłym roku powiedział, że musi coś napisać bo mu się kasa na życie kończy. Szczerość uwiera, co ?

      Usuń
    8. Post wyżej to odpowiedźna post JYLa :P

      Usuń
    9. Bez agresji proszę. :P Ciekawi mnie stwierdzenie, że mu się kasa kończy. To on przez te gry i wykupione prawa do serialu nie dostaje odpowiednich środków?

      Usuń
    10. Jakiej agresji? Gdzie? Poza tym może nie wiesz ale Sapkowski za nazywanie go Sapkiem ponoć otwarcie groził waleniem po pysku :P
      Co do kasy, za gry dostał grosze i nie zagwarantował sobie % ze sprzedaży. A prawa sprzedał dawno temu, pierwsza część gry ukazała się w 2007. Odnośnie serialu to nie wiem ale to dość świeża rzecz, rok temu była mowa tylko o filmie Bagińskiego. Podejrzewam, że ma z czego żyć ale po co się ograniczać :P

      Usuń
    11. @ Krzysiek

      Pisarz pisze książki, ale nie robi tego wiecznie. Każdy z nich w końcu przechodzi na emeryturkę, tylko część wiekowo wcześniej (jak choćby Kres) czy później (np. Le Guin).

      Żmija miała być początkowo opowiadaniem, a z tego kokosów nie ma, więc po zmianach wyszła mierna mikropowieść. Co do Sezonu faktycznie cześć winy można by zwalić na fanów i ich jojczenie o więcej. Osobiście Sezonowi wiele zarzucam: wrażenie zlepka osobnych historii, wymuszona fabuła i brak dawnej narracji Sapkowskiego (humor to już nie ten poziom. Przeczytałem, bo wyszło, ale przed samą lekturą stwiedziłem, że na 7 tomach powinno się skończyć i zdania nie zmieniłem.

      Nie bronie pisania Sapkowskiemu, bo na pewno potrafi to robić, ale wolałbym gdyby wydawał coś przynajmniej na zbliżonym poziomie co wcześniej. Dodatkowo przypomnę, że Sapkowski często stwiedzał, że fantastykę w Polsce tylko on umię pisać, a reszta to chłam (wypowiedzi głównie z przełomu wieków, a w latach 90-tych choćby Kres udowadniał, że tak nie jest). Jak na ironię to do tego chłamu Sapkowski na końcu kariery dorównał.

      Co do kasy to rzecz niezwykle ciekawa i tajemnicza, ale podybać można. Wśród fandomu wyrosła opinia, że Sapkowski był i podobno nadal jest jedynym z twórców fantastyki utrzymującym się wyłącznie z pisania (obecnie jeszcze "postfantastów" można do tego grona zaliczyć tzw. Twardocha i Orbitowskiego). Ile w tym prawdy? Jedynie Sapkowski i jego księgowa to pewnie wiedzą... ;)

      Jednak Wiedźmin nadal się w Polsce sprzedaje, w Rosji było kilka wydań (nawet piękne omnibusy) a marka Sapkowskiego jest tam bardzo wysoka, na zachodzie też można książki dostać, a premiera Dzikiego Gonu czy zbliżająca się serialu na wzrost sprzedaży najprawdopodobniej wpłynęła. Z tego wszytkiego pieniążki Sapkowskiemu wpadają. Za grę faktycznie kokosów nie zbija, bo prawa odsprzedał (procentu sprzedażowego nie dostaje, a jedynie dostał jednorazową wpłatę za prawa lata temu). Z serialem to nie wiadomo, ale ma pełnić funkcję konsultanta honorowego, więc może nawet pensyjkę sobie załatwił. Jeśli nie to pewnie za możliwość ekranizacji powieści kaskę jakąś dostał. Podsumowując głodem raczej nie przymiera i ma się dobrze. Hipotetycznie oczywiście. Chyba, że hazardzista z niego, więc wszystko wyżej można wrzucić między bajki... :D

      I na koniec ostatnia i chyba najważniejsza rzecz czyli wypowiedzi Sapkowskiego. Jest niezwykle barwną postacią naszego fantastycznego poletka wśród pisarzy z czego zawsze słynął. Często też mówił dużo rzeczy kontrowersyjnych (jak np. nazywanie reszty polskiej fantastyki lat 90-tych gównem) czemu później zaprzeczał i twiedził, że lubi sobie pożartować. Dlatego jego wypowiedzi, także tych zeszłorocznych z Polconu 100% na poważnie bym nie brał. On po prostu lubi rozgłos i szum wokół swojej osoby. Co do tego, że musi coś nowego wydać z braku kasy - dawanie fanom nadziei uwiera, co ? :P

      @ Ciacho

      Tylko Brzezińska ma nad Cherezińska na starcie przewagę:
      - z wykształcenia jest mediewistką, więc historykiem piszącym o czasach, które świetnie zna,
      - potrafi pisać staropolszczyną (Twardokęsek), czego brak strasznie mnie u Cherezińskiej uwierał,
      - "Córki Wawelu" mają opowiadać o polskiech królewnach XVI wieku, a praca doktorska Brzezińskiej miała tytuł... "Wizerunek królowej polskiej w XVI wieku" :D

      Tylko brak ewentualnego rozgłosu i sukcesu Brzezińskiej mnie nie zdziwi. Jej wcześniejsze pozyzje, głównie Twardokęsek do lekkostrawnego fantasy nie należą i trzeba dużo motywacji by przeczytać i docenić. Za to Chereźińska pisze lekko i bardzo przestępnie (trochę grafomani też da sie wyczuć niestety) co daje jej rzesze wielbiceli.

      Co do różnicy ocen na LC, nie mogę się wypowiedzieć, bo nie zaglądam i nie korzystam. Fantasta.pl mi wystarcza i zazwyczaj po opinię zaglądam właśnie tam.

      JYL

      Usuń
    12. @ Krzysiek
      Wiem, mówiłeś mi już o tym Sapku. Tyle że on mi w pysk nie przywali za bardzo, bo:
      A - na co dzień się nie widujemy
      B - stary, ja to jestem kocur i jakbyś widział te kocie ruchy to byś w mig pojął, że mnie byle kto w szczenę nie trafi. :D :D :D

      Albo po prostu mu mało, i tyle. Pazerność w końcu wychodzi. ;)


      @JYL
      W porządku. Sprawdzę i tak na pewno obie, to sobie zdanie wyrobię, bo do tej pory nie czytałem nic. :) Cherezińską akurat już na półce mam.

      Usuń
  5. Świetna recenzja. Osobiście z całego uniwersum wiedźmińskiego wolę własnie opowiadania od sagi (a już "Sezon burz" rozczarował mnie strasznie), choć wszystko czytałam z przyjemnością - do opowiadań jednak wrócę chętniej.

    Pozdrawiam i pozwalam sobie zaobserwować bloga :)
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cześć Ewelina. :) Dzięki. Już kilka osób mi pisało, że opowiadania woli od powieści. Ale ja jeszcze powieści nie czytałem, więc dopiero zweryfikuję. :)
      Spoko. Wpadaj kiedy chcesz. ;)

      Usuń
  6. Wiedziałem, że Wiedźmin Cię oczaruje. Sapkowski wykonał kawał dobrej roboty - piękny język, słowiańskie klimaty i świetni bohaterowie :)
    Tak patrzę na moje książki Sapka i wypadałoby przypomnieć sobie całą sagę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, kawał dobrej roboty. :)
      A które Ty masz wydanie?

      Usuń
  7. Fajnie, że w końcu nadrabiasz zaległości z "Wiedźminem" :) Dla mnie to była jedna z pierwszych przygód z poważniejszym fantasy i jestem wielkim fanem książek. Co prawda w mojej opinii najlepsze masz już za sobą (opowiadania są moim zdaniem lepsze od sagi) ale myślę, że saga też Ci podpasuje :) Osobiście uwielbiałem krasnoludy i ich dialogi z Wiedźminem, które były po prostu epickie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w końcu trzeba było, to już niemal klasyka. :) Ale jak taki miałeś początek to z góry wysoka półka, z której potem resztę mierzyłeś. :) No i jesteś kolejną osobą, która twierdzi, że krótka forma najlepsza. Tylko że te dialogi z krasnoludami to chyba dopiero w powieściach, bo w opowiadaniach kojarzę tylko z "Granicy możliwości". :)

      Usuń
  8. Takie przygody czytelnicze zapamiętuje się na długi czas, bardzo przyjemne zaczytanie. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. A jeszcze kilka tomów przede mną. :)

      Usuń
  9. Wiedźmin! Uwielbiam Wiedźmina, chociaż nigdy nie doczytałam go do końca :D Nie wiem, czemu... chyba mi zbrzydła ta seria, bo czytałam wszystkie tomy na raz, albo byłam już znudzona? Nie pamiętam dokładnie, ale coś kojarzę że nie byłabym zadowolona w jakim kierunku to wszystko idzie. W każdym razie to chyba świadczy o tym, że początkowe tomy z opowiadaniami podeszły mi lepiej :) Co się tam działo, też już nie pamiętam. Wszystko wskazuje na to, że wypadałoby odświeżyć cykl i wreszcie doczytać go do końca. Też uwielbiam Sapkowskiego za humor i dialogi, za kreację Wiedźmina i za Jaskra, ale też za krasnoludy i późniejszego wampira Regisa :) Polecam też gry :D

    Co do wydań, sama miałam jeden tom w tych starych, białych okładkach ale pozbyłam się go bo chciałam zdobyć nowsze wydania. Podobają mi się te, do których wkleiłeś okładkę, ale z kolei nie podoba mi się jakość tego wydania. Skłaniam się bardziej ku tym białym okładkom w twardej oprawie z monotonnym Wiedźminem na każdym tomie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Których nie czytałaś już? Hehehe, niecodzienna sprawa, uwielbiasz jako postać, ale seria już "znudzona" i "zbrzydła". Jeszcze się chyba nie spotkałem z takim odbiorem. :) Gry bym chętnie ogarnął, ale nie mam sprzętu, nawet do W1. Kiedyś w przyszłości na pewno kupię porządną stacjonarkę i nadrobię, ale nie wiem kiedy. Ogólnie czasy gier mi minęły kilka lat temu. Teraz jak już po coś sięgam to po stare, sprawdzone tytuły.

      Usuń
    2. Ostatniego albo ostatnich dwóch tomów. No i Sezonu Burz też nie czytałam, ale to dosyć świeża sprawa :) Wiem, że to dziwne :D Tylko nie chodzi o postać, a ogólnie o Wiedźmina :) Od długiego już czasu obiecuje sobie przeczytać wszystko raz jeszcze od deski do deski jak skompletuje serie, ale coś mi nie idzie :)

      Usuń
    3. To może przyjdzie kiedyś czas, że nadrobisz. :P Ja może jeszcze w tym roku zdołam sięgnąć po pierwszą powieść i porównać obie formy. Hehehe, dziwne nie dziwne, tak to odbierasz i to Twoja sprawa. Dla mnie w tym nic dziwnego, oryginał z Ciebie. :)

      Usuń
  10. Aż mnie naszła ochota, żeby sobie ten cykl odświeżyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A odśwież, co się będziesz powstrzymywać. :P

      Usuń
    2. Haha, jasne :) Tylko może mi kolega Ciastek powie kiedy? Na półkach leżą już dłuuugo książki, które wołają: przeczytaj mnie! :) A ja jakoś się ogarnąć nie mogę, choć powoli zaczynam wychodzić na prostą :) A na poważnie, na takie smakowite kąski na pewno znajdę czas :)
      Piąteczka!

      Usuń
    3. No właśnie, kiedy. Stał problem czasowy czytelników. :) Ja też bym sobie nie jedną książkę odświeżył, ale raczej nie ma za bardzo szans na wszystko, tylko część co jakiś czas oczywiście. Myślę, że gdybym nie był taki łasy na książki to teraz przez ekranizację łaknąłbym po raz trzeci Mroczną Wieżę, ale za dużo innych, nowych rzeczy mnie zainteresowało, żeby je odkładać na potem.
      Piąteczka w piąteczek. ;)

      Usuń