środa, 5 stycznia 2022

MESJASZ DIUNY - Frank Herbert [opinia]

Tytuł oryginału: Dune Messiah
Cykl: Kroniki Diuny (tom: 2)
Wydawnictwo: Rebis
Tłumaczenie: Marek Marszał
Liczba stron: 272
Gatunek: Science fiction, space opera
Moja ocena: 4+/6





Nie ulega wątpliwości, że wraz z ekranizacją "Diuny" cała seria "Kronik..." zaczęła przeżywać drugą (albo kolejną już) młodość i falę zainteresowania. Wystarczy zerknąć do neta, żeby zauważyć top sprzedażowe czy liczne recenzje. Sam zacząłem czytać cykl, więc tym razem przyszła kolej na drugą cześć, czyli Mesjasza Diuny

Po wojnie zwanej dżihadem Muad'Diba, która przyniosła śmierć ponad sześćdziesięciu miliardów ludzi, Paul Muad'Dib zasiadł na imperialnym tronie i pojawiła się nowa religia sterowa przez fremeńskich kapłanów. Jednak minęło tylko kilka lat spokoju. Wkrótce Paul dzięki swoim zdolnością jasnowidzenia dostrzegł, że mimo śmierci tylu ludzi spirala przemocy jeszcze się nie zakończyła. Zawiązał się bowiem spisek przeciw nowemu Imperatorowi. Połączone siły Bene Gesserit, Gildi Kosmicznej i Bene Tleilax chcą zniszczyć młodego władcę czczonego niczym bóg. Niestety Paul w swoich wizjach nie widzi pomyślnej dla siebie przyszłości.

Kilka osób w rozmowach ze mną twierdziło, że jest znaczna różnica między tomem pierwszym i drugim, podkreślając że sequel nie jest już tak emocjonujący i epicki jak pierwsza część. Cóż, nie sposób się z tym nie zgodzić, bowiem jest wyraźnie odczuwalna różnica, mimo zachowania znanego z poprzedniej części blasku i dobrego poziomu. Druga część jest przede wszystkim znacznie bardziej przegadana, co jest spory minusem biorąc pod uwagę, że to powieść licząca sobie zaledwie dwieście sześćdziesiąt stron. Więcej psychologii i filozofowania - przemyśleń, jasnowidzenia i ogólnie wersji dialogowej - aniżeli samej żywszej akcji akcji. Mniej świata i działań, więcej gadania o systemie i władzy Paula Muad'Diba oraz jego nieuniknionej przyszłości. To taka powieść przedstawiona i utrzymywana w pewnym uniesieniu - czuć podniosłość tego wszystkiego, taką wielkość i ważność.

Jakbym miał przedstawić jak wygląda różnica między tymi tomami to najlepiej to pokazać na przykładzie różnicy między Hyperionami a Endymionami, jeśli ktoś czytał. Niby poziom bardzo dobry obu i pewien system wspólnych znaczeń, ale pod względem emocji i czystej przyjemności no to jednak "Diuna" znacznie przeważa. Mesjasz Diuny jest trochę w stylu powieści Dicka z głównego nurtu. Niemniej jednak osobiście nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie, bo to ciągle wysoki poziom i bardzo ciekawa historia. Nie mniej liczę, że ten tom to po prostu taki chwilowy przestój na wzięcie oddechu przed czymś mocniejszym, co być może pojawi się w kolejnym tomie.

Kroniki Diuny:

1. Diuna
2. Mesjasz Diuny

7 komentarzy:

  1. Lepiej nie bedzie ...czekam na kolejne recenzje

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam wrarzenie ze tomy po diunie pisal ktos inny ,,,, smutne bo diuna jest genialana a potem to wssyscy wracaja klon w klonie w klonie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no można by odnieść takie wrażenie, bo to jakby dwie całkiem inne rzeczy. :)

      A co z kontynuacjami od syna? czytałeś? on też tak filozofuje?

      Usuń
  3. Tu nie chodzi o filozofowanie ale poprostu plaskie sa dziela synalka. Chociaz ma wysc duke of caladan i podobno krotka duzo sie dzieje i najlepsza z tego co syn z kumplem wypocili podobno. Wszytstko po diunie to mieliłem mozgiem ale to jest papka klasy b. Diuna wciagnela byla jakas stawka namacalna bohaterowie z krwi i kosci a potem jak juz leto jest czerwiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, ok. No to pomyślę czy będę chciał kontynuować czytanie uniwersum po 6tym tomie.

      Usuń
  4. To nie ma napiecia bo nie maja juz o co walczyc fabula sie rozmywa. Cztaj czekam co napiszesz o kolejnych tomach

    OdpowiedzUsuń