piątek, 26 października 2018

RÓŻA I CIERŃ - Michael J. Sullivan [recenzja]

Tytuł oryginału: The Rose and The Thorn
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Kroniki Riyrii, tom: 2 (Uniwersum Riyrii, tom: 2)
Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec
Liczba stron: 338
Gatunek: Fantasy, low fantasy
Moja ocena: 4/6

"Piękna i bestia"

Royce Melborn, złodziej i morderca, próbuje, ale nie potrafi zapomnieć o Gwen DeLancy, która przed ponad rokiem uratowała życie jemu i jego towarzyszowi. Postanawia w końcu wrócić do Medford, w którym przebywa kobieta, żeby się z nią ponownie spotkać. Ale na miejscu dowiaduje się, że Gwen nie chce się z nim widzieć. Zaskoczony Royce odchodzi, ale nie daje za wygraną. Za chwilę dowiaduje się, że kobieta została wcześniej pobita przez jednego z arystokratów i dlatego nie chciała się pokazać, żeby się o tym dowiedział, aby zapobiec zemście. Złodziej nie zamierza jednak tak zostawić tej sprawy i postanawia dopaść sprawcę.

W tym samym czasie Reuben, młodziutki chłopak z zamku w Medford i syn sierżanta królewskiej armii, zakochuje się w księżniczce Ariście. Wie, że nie może liczyć na wzajemne uczucie ze strony królewskiej córki, dlatego pozostaje mu trzymać się od niej z daleka i prowadzać dalej spokojne życie stajennego i pomocnika dworskiego. Wszystko jednak się zmienia, kiedy nieoczekiwanie zostaje wplątany w spisek przeciwko królowi i całej jego rodzinie. Reuben będzie musiał szybko stać się mężczyzną i zmierzyć się z problem. 

Róża i cierń to drugi tom "Kronik Ryyrii" z Roycem Melbornem i Hadrianem Blackwaterem w roli głównej. Dwaj złodzieje stanowią całkiem niezłą parę bohaterów o przeciwnych biegunach charakterów, które jednak coraz bardziej zaczynają się wzajemnie rozumieć i zbliżać do siebie. Jednakże to ciągle Royce jest tym najbardziej tajemniczym i nieprzewidywalnym, po którym Hadrian można spodziewać się wszystkiego. Hadrian to ciągle prawy, ułożony i rycerski typ, który podtrzymuje milsze stosunku i lepszą atmosferą w towarzystwie. Ale przebywanie w towarzystwie drugiego kompana widać oddziałuje na obu, bo u łagodniejszego widać częstą chęć walki, a u ostrzejszego można zauważyć łagodniejsze uczucia skierowane w stronę pewnej kobiety.

Fabuła książka widać dobrze zaplanowana i poprowadzona od początku do końca. Ponownie pojawiają się dwa wątki, główny ze złodziejami i poboczny z rodziną królewską i Reubenem. Czyta się to dobrze, akcji jest sporo, bohaterowie ciekawi i raczej nie ma powodów do nudy, ale jednak muszę przyznać szczerze, że spodziewałem się po tym cyklu nieco więcej. Czego? Więcej świata. Więcej magii. Więcej fantastycznych postaci. Więcej fantasy, ogólnie rzecz ujmując. W pierwszym tomie było tego niewiele. W drugim nic się nie zmieniło, a miałem nadzieję, że tak będzie. Nie jest to ani high, ani epic fantasy, a bardziej low, takie nieco w stylu Abercrombiego, ale zdecydowanie bardziej uboższe w detale, mało zaskakujące i ogólnie niższy poziom. Dużo przygód i akcji, mało świata i magii. Zadowolenie będą Ci, którzy oczekują tego pierwszego, a poważnie powinni rozważyć czy warto czytelnicy pożądający tego drugiego. Nie żałuję, że sięgnąłem i za chwilę sprawdzę trzeci tom, ale cykl mocno nie zakorzeni się w mojej pamięci i raczej będę bardziej polecał inne książki fantasy.

Podsumowując, Róża i cierń nie wnosi nic nowego do fantasy i fani gatunku, którzy oczekują potęgującego eskapizmu, epickości i szukają jakichś powiewów świeżości, raczej nie znajdą tutaj niczego dla siebie. Jeśli jednak ktoś oczekuje niezobowiązującej, lekkiej i przyjemnej lektury, obfitującej w akcję, ciekawych bohaterów i wiele przygód lub po prostu bardzo dobrego czytadła fantasy na wypełnienie wolnej chwili to książka zadowoli takich czytelników. Ta pozycja i cykl to też dobre rozwiązanie na początek przygody z gatunkiem.

Kroniki Riyrii:
1. Wieża koronna
2. Róża i cierń



Za książkę dziękuję księgarni Tania Książka.
Więcej nowości znajdziecie na ich stronie.



11 komentarzy:

  1. Hm... kolejne tytuły, któe lepiej wypożyczyć niż kupować...? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyjaciółka ostatnio dorwała się do tej serii i już drugi tydzień nie robi nic innego, tylko siedzi i czyta Sullivana. Zostały jej już chyba dwa tomy do zakończenia całej serii z Riyrii. Mówi to samo, co Ty, ale jako taka niezobowiązująca, lekka i przyjemna seria z fajnymi bohaterami bardzo się to u niej sprawdza. ;) Sama też będę czytać, teraz już nie mam wyjścia, bo mam wręcz przykazane Sullivana przeczytać. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, to jest dobry cykl, ale po prostu nie urywa tyłka. Nie ma takiego wow jak u Sandersona, Tolkiena, Williamsa i innych wielkich gości fantasy. To jest po prostu dobra, przyjemna i lekka seria do poczytania. :) Wydaje mi się - z tego, co wywnioskowałem po opiniach innych - że bliżej do 'wow' może być w tej drugiej serii Sullivana z tymi bohaterami, którą napisał wcześniej, czyli "Odkrycia Riyrii", którą zresztą miałem ochotę przeczytać już kilka lat temu, jak wspominałem w pierwszej recenzji. I ona jest pewnie lepszym cyklem od tego. I na pewno t też łyknę za jakiś czas, po zakończeniu "Kronik". :)

      Usuń
    2. Wystarczy, że to dobra i przyjemna seria, tyłka urywać nie musi. :) Zresztą nie nastawiam się też na nic specjalnego, wolę być potem mile zaskoczona niż rozczarowana. :D "Odkrycia Riyrii" też chciałam czytać, ale podobno lepiej nawet zacząć "Kronik", więc... :)

      Usuń
    3. No takie stricte rozrywkowe i proste, ale nieco krótsze fantasy jest dla mnie osobiście lepsze od przeintelektualizowanego sf, które czasem zdarza mi się czytać. Głowę też trzeba czasem odmóżdżyć. :)

      Usuń
  3. Czytając dwa pierwsze akapity, miałam wrażenie, że będziesz recenzował Harlequeena ;) :p

    OdpowiedzUsuń