czwartek, 27 sierpnia 2015

STUDNIA WSTĄPIENIA - Brandon Sanderson [recenzja]


Tytuł oryginału: The Well of Ascension
Cykl: Ostatnie imperium (tom: 2)
Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 800
Gatunek: Fantasy, high fantasy
Moja ocena: 5+/6

"Słowa w stali i magiczna studnia"

Ostatni Imperator nie żyje. Brutalne rządy zostały obalone i skaa po tysiącu lat są wreszcie wolni. Jednak obalenie okrutnego władcy nie obyło się bez strat; Kelsier, jedyny Ocalały z Hatsin i przewodnik grupy allomantów, również  nie żyje. Teraz przewodzić i zarządzać będzie Elend Venture, mianujący się królem Środkowego Dominium, a jego najważniejszą bronią będzie Vin - kochanka i najpotężniejsza Zrodzona z Mgły. Mija rok od obalenia Ostatniego Imperatora, kiedy wracamy do Luthadel. Stolica Ostatniego Imperium zostaje otoczona przez dwie złowrogie armie. Pod murami Luthadelu na północy znajduje się armia Straffa Venture, który chce zabić syna i opanować miasto. Na zachodzie zaś umocnił się król Zachodniego Dominium, Aschweather Cett, który pragnie dostać się do bogactw miasta. Jednak do miasta zbliża się jeszcze jedna armia, najpotężniejsza z nich, która w swych szeregach ma potężne kolossy. Król Elend i mieszkańcy Luthadel znajdują się w bardzo ciężkim położeniu. Nawet potężna Vin nie jest wstanie pokonać trzech armii. Jedyna szansa to odnalezienie legendarnej Studni Wstąpienia, która podobno zawiera ogromną moc. Nikt nie wie jednak, gdzie ona się znajduje, jak ją odszukać i jaką naprawdę moc w sobie skrywa.

Kontynuacja Z mgły zrodzonego zaczyna się bardzo ciekawie. W poprzednim tomie głównym zadaniem było obalenie Ostatniego Imperatora, co wydawało się być trudne, a w drugiej części już na samym początku pojawiają się trzy potężne armie przeciwko jednej i wychodzi na to, że pokonanie brutalnego władcy wcale nie było najtrudniejszym wyzwaniem dla Vin i Elenda. Nie może się obyć bez strat, poświęceń i łez. Sanderson jednak bardzo pomysłowo to wszystko wykombinował i osoby, które zachwyciły się pierwszym tomem, mogą bez obaw sięgać po kontynuację, bo trzyma ona równie wysoki poziom i nie będziecie się na pewno nudzić.

W Studni wstąpienia oprócz dotychczasowych bohaterów pojawiają się nowe jednostki, którym warto się przyjrzeć. Nie będę opisywał wszystkich, jednak na szczególną uwagę zasługują cztery z nich: Straff Venture - ojciec Elenda, który nienawidzi swojego syna i chce go zabić, druga po Ostatnim Imperatorze najczarniejsza postać, bezwzględna, krwiożercza i opętańczo żądna władzy; Zane - mroczny, tajemniczy, pewny siebie i kolejny potężny Z mgły zrodzony, który da popalić swoim przeciwnikom; Tindwyl - członkini Synodu, terrisańska opiekunka i znajoma Sazeda, która stanowczo i bezwzględnie naucza Elenda odpowiednich manier i zachowań, żeby był szanowanym i przykładnym królem; kolossy - nowa rasa, wysokie, osiągające nawet dwanaście stóp, chude, agresywne i ciężkie do zabicia istoty, które żyją niewiele ponad 20 lat. Oprócz nich są jeszcze inne, mniej lub bardziej istotne postaci, ale ta czwórka zdecydowanie przoduje w tej części. Jeśli zaś chodzi o Vin, Elenda i resztę znanej już nam grupy, to ich charaktery, chociaż już nam niejako znane, przejawiać będą w niektórych przypadkach nowe cechy (lepsze i gorsze), a relacje między nimi znacznie bardziej się pogłębią (dotyczy to zwłaszcza allomantki i króla, których związek jest dosyć chwiejny, bo oboje są przekonani, że na siebie nie zasługują, mimo iż pasują do siebie idealnie).

Warto jeszcze zaznaczyć, że ta część została wzbogacona o słowniczek, którego zdecydowanie brakowało w pierwszym tomie, a który oprócz poszczególnych mocy przybliża też konkretne miejsca, jednostki i niektóre zagadnienia, o których chcielibyśmy doczytać. Książka liczy sobie również więcej stron niż podane zostało na stronie wydawnictwa. Nie jest to sześćset siedemdziesiąt dwie strony, a osiemset, które przełożone zostały przez Annę Studniarek. 

Bardzo często zdarza się, że pierwszy tom jakiegoś cyklu jest bardzo dobry a wraz z kolejnymi poziom niestety zaczyna się obniżać. Zapewniam jednak ze spokojem, że w przypadku Ostatniego Imperium nie ma czegoś takiego miejsca. Wszystko to, co zachwyciło w Z mgły zrodzonym, i co uczyniło cykl bardzo dobry już na samym wstępie, znajduje się również i tutaj. Książkę od początku do końca czyta się z zainteresowaniem i wypiekami na twarzy, śledząc poczynania Vin, Elenda i reszty bohaterów, i stosunkowo szybko, pomimo ilości stron, których jest dosyć sporo. Osobiście czekam z niecierpliwością na kolejną, ostatnią już część tego cyklu, a te osoby, które jeszcze nie miały okazji się z nim zapoznać odsyłam do pierwszego tomu, który zdecydowanie polecam. ;)


Bardzo dziękuję Wydawnictwu Mag za tę książkę. ;)

17 komentarzy:

  1. Dzisiaj dopiero zaczynam, ale już od samego początku zapowiada się bardzo ciekawie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I do samego końca jest ciekawie. Czytaj, czytaj. ;)

      Usuń
    2. Po Bastionie teraz mi tak idzie, że ledwo pojechałem do Poznania busem w tą i z powrotem i chwilkę w domu a tutaj nagle ponad 200 stron przeczytane i takie "Za szybko czytam, zaraz mi się skończy a kolejny tom dopiero w październiku" :D

      Usuń
    3. No to ostro pojechałeś. Szybko czytasz. Ile Ty stron na dzień czytasz?

      Usuń
    4. Staram się 100 dziennie - od jakiś prawie 3 lat i względnie mi to wychodzi bo zawsze na koniec miesiąca jest jakaś nadwyżka :) Wiesz może dlatego, że Bastion to była mała czcionka, gigant objętość a u Sandersona większa czcionka i miałem akurat wczoraj troszkę czasu to wciągnęło mnie i się zaczytałem :)

      Usuń
    5. No to nieźle. Ja 100 przy Sandersonie też dałbym radę, bo w miarę mi to szło, ale nie z każdą książką tak idzie. Ty widocznie szybciej czytasz. Dobra cecha. :)

      Usuń
    6. Powiem Ci, że jak masz 40 minut busem w jedną i w drugą stronę codziennie czyli 80 minut plus jakieś okienko czy czekasz chwilkę na zajęcia to robi się troszkę czasu :) A zawsze też staram się godzinkę wieczorem zanim zasnę poczytać, żeby odpocząć po całym dniu - więc bardzo łatwo przeczytać te 100 stron, ale dużo zależy od książki :) MKP bardzo ciężko było mi przeczytać 100 dziennie, ale jakoś udawało się, ale za to Sandersona tego co teraz czytam bardzo łatwo, bo dosyć duża czcionka :)

      Usuń
    7. Ja zawsze miałem problem poczytać w komunikacji coś dla siebie, bo mi się spać chciało, wiec wolałem muzykę, szczególnie wracając, kiedy nie potrafiłem kompletnie nic przeczytać, bo te huśtanie w tramwaju mnie niemożliwie usypiało. :P Ja tam wolę wygodniej, ale jak idzie w ruchu to spoko. Tylko z głową. Kiedyś widziałem (i to dwa razy), jak człowiek stał w jednej rurka, w drugiej książka, puszcza rurkę, żeby przerzucić stronę, autobus hamuje a czytelnik leci kilka metrów w jedną ze stron... Także najlepiej na siedząco. :P A teraz podobno są jakieś akcje czytania w komunikacji.

      Usuń
    8. Ja zwykle busami i na moim przystanku rzadko się zdarza by ktoś stał więc miejsce siedzące jest. Podobnie jak jadę z pętli :) Nie zawsze się udaje, ale chociaż coś do przodu. W LO bywałem zmęczony rano śpiący a po południu padnięty i nic tylko muzyka i drzemka w busie. Ale na studiach to jakoś inaczej już było. Gdyby nie czytanie w busach to czytałbym może połowę :)

      Usuń
    9. ja gdyby nie komunikacja miejska to być może wcale bym tych studiów nie ukończył, bo tam się w większości uczyłem. :P Na szczęście było, minęło. Nigdy więcej powrotu do tych czasów.

      Usuń
  2. Według mnie takie coś jak słowniczki czy opisy postaci i miejsc powinno znajdować się na końcu każdej obszerniejszej książki. Ułatwia to wczucie się w atmosferę książki i głębsze poznanie świata. Często również pomaga w tym aby się po prostu nie pogubić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowniczek, glosariusz i mapki to wg mnie też powinien być nieodłączony dodatek do większych książek, zwłaszcza fantastyki i powieści historycznych. Ale nie zawsze tak, niestety, jest. Jak sprawdzisz Eriksona kiedyś to zobaczysz, co znaczy obszerny dodatek do książki. :P A ja teraz czytam właśnie powieść historyczną i tam autor już pojechał konkretnie, nie jedna, a 5-6 mapek na wstępie. :)

      Usuń
  3. No masz! Udało Ci się tak zgrabnie opisać całą fabułę, a ja się plątałam co zdanie :D
    Początkowo myślałam, że Zane + Vin i w ogóle, ale cóż - wyszło jak wyszło. :D Elend mnie denerwuje :x Zdziwił mnie bardzo koniec i czekam na więcej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem, czy zgrabnie? Nigdy mi się dobrze nie pisało recek do cykli, bo o ile w pierwszym tomie możesz napisać o świecie, postaciach i ogółem wszystkim nowym, o tyle w kolejnych już tylko mniej więcej o tym, co się dzieje dalej z fabułą + ewentualnie nowe postaci. Ale staram się to przystępnie napisać i przybliżyć potencjalnym czytelnikom oraz ich zachęcić. :)
      Mnie irytowali oboje, ona kocha jego, ale myśli, że na niego nie zasługuje, on kocha ją, ale myśli tak samo jak ona...blebleble.... Na szczęście się to rozwiązało w pewnym momencie, i w sumie to przez to nie dałem maks oceny. :P

      Usuń
    2. Powiem Ci, że też zacząłem się zastanawiać jak napisać reckę o 2 tomie. Bo co opiszę a raczej zaspojleruje 1 tom plus zarysuje fabułę z grubsza drugiego tomu i co dalej? Nie widzę sensu, by cała recka była streszczeniem bo nie o to chodzi :) Będę musiał pomyśleć jak to opisać no i Bastion bo dzisiaj zabiegany dzień i ciągle coś :)

      Usuń
    3. Ja zawsze mam problemy z tymi opisami i nawet zastanawiałam się, czy z nich nie zrezygnować. Ale, kurczę. Napisać 'idźcie sobie gdzieś poczytać o czym jest książka i wróćcie, by zobaczyć jak mi się podobała' to nie brzmi za fajnie :D
      Ten miłosny wątek to sobie Sanderson mógł darować - tak myślę :D Albo chociaż nie babrać tak się w tych wątpliwościach...

      Usuń
    4. Najgorzej to jest zacząć, jak już zacznę pisać to jakoś idzie. Od jakiegoś czasu to ja sobie coś notuję w trakcie czytania, jakieś złote myśli albo chwytam coś z lektury, żeby potem łatwiej szło pisanie. :)
      Ta, ale może już nie będą dalej smęcić. Myślę, że teraz nastąpi pewna konkretna zmiana po tym, co się stało z Elendem. ;)

      Usuń