piątek, 7 czerwca 2024

DOM NA KRAŃCU ŚWIATA - Dean Koontz [recenzja]

Tytuł oryginału: The House at the End of the World
Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczenie: Cezary Frąc
Liczba stron: 398
Gatunek: Horror, science fiction
Moja ocena: 3+/6

"Tajny projekt badawczy"

Trochę wody upłynęło od momentu, gdy ostatnio sięgnąłem po książkę Deana Koontza. A jakiś czas temu potrafiłem czytać pod rząd nawet kilkanaście książek Masterton i Koontza jako alternatywę do Stephen Kinga. Nadarzyła się jednak ostatnio okazja sięgnąć po książkę pana Deana, i to najnowszą, bo ledwo co się ukazała, więc skorzystałem i zabrałem się za czytanie, zaciekawiony co to będzie.

Uciekając przed przytłaczającą stratą i miażdżącą niesprawiedliwością, Katie samotnie osiada w kamiennym domu nieco przypominającym fortecę na wyspie zwanej Jakubową Drabiną. Niegdyś ta wschodząca gwiazda świata sztuki, teraz znajduje ukojenie w otaczających ją ciszy i spokoju oraz w swoim malarstwie.

Katie żyje spokojnie do czasu, aż dowiaduje się, że na sąsiadującej wyspie kryje się tajemniczy rządowy ośrodek badawczy. Niedługo potem dwóch agentów przybywa na Jakubową Drabinę w poszukiwaniu kogoś – lub czegoś – czego nie chcą zidentyfikować. Chociaż nad tymi ludźmi wisi groza, nadchodzi nieskończenie większe zagrożenie, tak dziwne, że nawet zwierzęta na wyspie są w stanie najwyższego alarmu. Katie już wkrótce stanie w obliczu epickiej i przerażającej bitwy z tajemniczym wrogiem, którego nikt tak naprawdę nie zna...

Ta licząca niespełna czterysta stron książka złożona jest z dziewięciu większych działów i około dziewięćdziesięciu podrozdziałów, co powoduje, że czyta się szalenie szybko i perfekcyjnie nadaje się jako lekkie i przyjemne czytadło dla urozmaicenia wolnego czasu na wakacjach (np. na plaży), kiedy często nie jesteśmy w stanie skupić się na książce dłużej, bo jesteśmy wyrywani do innych zajęć.

Koontz jest bardzo dobry w opisywaniu postaci i miejsc akcji, i tutaj po raz kolejny udowadnia, że jest w formie. Stworzył ciekawą codzienną odskocznie w postaci samozamieszkalnej wyspy, gdzie żyje równie ciekawa główna bohaterka w ciszy i spokoju, i wszystko to co ją otacza w zasięgu ręki i wzroku.  Uważaj jednak pomysł na tę książkę na wyeksploatowany w tym gatunku, a zarazem mało znaczący dzisiaj dla wprawionego czytelnika, który szuka nowych doznań. Kiedyś tą książkę czytałoby się z pewnością ze znacznie większymi wypiekami, toteż może dlatego lepiej nadaje się dla nowych czytelników.  No i do tego uważam niektóre fragmenty, będące odskocznią od głównej osi fabularnej, za nieco bezsensowne i nic nie wnoszące do tej historii, i w sumie zastanawiam się po co one w ogóle tam były? Może kiedyś się dowiem. 

Podsumowując, Dom na krańcu świata nie jest niczym odkrywczym dla stałego czytelnika Deana Koontza i horrorów, ale jest na tyle dobrze napisana, żeby urozmaicić wolny czas bez nudy i obaw, że nie dotrwa się do końca książki, bo szybko się ją czyta. Dla nowych czytelników zaś uważam, że to pozycja idealna na start zapoznania się z autorem. Jeśli ta książka Wam podejdzie to macie przed sobą mnóstwo innych od Koontza, za które możecie się zabrać w dalszej kolejności. 

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Albatros!

1 komentarz:

  1. Jeszcze nie miałam okazji do sięgnięcia po książki tego autora, ale myślę, że wszystko przede mną.

    OdpowiedzUsuń