niedziela, 8 maja 2022

POŁAWIACZ - John Langan [recenzja]

Tytuł oryginału: The Fisherman
Wydawnictwo: Vesper
Tłumaczenie: Tomasz Chyrzyński
Liczba stron: 339
Gatunek: Horror, weird fiction
Moja ocena: 6/6

"Historia radzenia sobie ze stratą"

John Langan to kolejny pisarz, którego bym nie poznał, gdyby nie wydawnictwo Vesper. W Polsce niemal zupełnie nieznany amerykański autor dwóch powieści, opowiadań i esejów, który na co dzień wykłada literaturę grozy i uczy kreatywnego pisania. Jest magistrem filozofii i mieszka z żoną i dwoma synami w Nowym Jorku. Był finalistą International Horror Guild Award, a jedna z jego książek otrzymała Bram Stoker Award. Tą książką jest Poławiacz, którego miałem najwyższą przyjemność przeczytać i muszę napisać o niej kilka zdań. 

Abraham Samuelson to mężczyzna w średnim wieku, który stracił żonę chorującą od kilku lat na raka. Nie mogąc pogodzić się ze stratą, szuka zajęcia, żeby o tym nie myśleć. Tą nową pasją okazuje się wędkarstwo, dzięki któremu poznaje lepiej kolegę z pracy, Dana, który również stracił swoich bliskich. Wspólnie szukają nowych wyzwań i łowisk, aż pewnego dnia w jednym z przydrożnych barów poznają lokalnego znawcę historii, który opowiada im o miejscu owianym złą sławą, gdzie płynie pewien strumyk i pojawia się tajemnicza postać znana jako Poławiacz. Przyjaciele razem postanawiają wybrać się na ryby w to miejsce. Wkrótce staną twarzą w twarz ze wszystkim, co stracili, i przekonają się jaką przyjdzie im zapłacić cenę za to, żeby to odzyskać.

Poławiacz to jedna z tych książek, które chcemy przeczytać jak najszybciej, żeby dowiedzieć się jak się skończy, a jednocześnie nie chcemy skończyć czytać, żeby móc ciągle cieszyć się jej niesamowitością. Już od początku jesteśmy zarzuceniu dość smutnym i przygnębiającym wątkiem, kiedy główny bohater opowiada nam w jakim momencie zachorowała jego żona i jak wspólnie żyli, ciesząc się każdą chwilą aż do nieuchronnej śmierci ukochanej (straszne!). Melancholia i dramat wprost uderzają w czytelnika w tym momencie, a to dopiero początek, bo to powieść przejmująca do bólu. 

Wkrótce Abe poznaje Dana, kolegę z pracy, z którym nie miał wiele wspólnego, dopóki żył szczęśliwie z żoną i dwóją synów bliźniaków. Ale kiedy Dan w drastycznych okolicznościach stracił całą trójkę wszystko się zmieniło. Wspólnie z Abem odnaleźli nić porozumienia, którą okazało się wędkarstwo. Nowa pasja jest jednak jak chwilowe zbawienie, które wkrótce doprowadzi do zatracenia, a to wszystko przez pewne miejsce. Złe miejsce. Bardzo, bardzo złe miejsce, które daje złudną nadzieję odzyskania tego, co utracone, a potem zabiera ci wszystko co masz, łącznie ze zmysłami.

W Poławiaczu właściwie mamy dwie historie, które rozgrywają się w dwóch różnych czasach, ale przenikają się wzajemnie. Pierwsza dotyczy właśnie Abe'a i Dana. Druga zaś opowiada, co strasznego wydarzyło się  wiele lat temu w górach Catskill nad potokiem (strumykiem) Holendra w miejscu zwanym 'Der Platz des Fischers', do którego zmierzają właśnie obaj przyjaciele. Taka trochę szkatułkowość, która powoduje że powieść dzieli się na trzy części, gdzie pierwsza i trzecia to teraźniejsze losy Dana i Abe'a, a środkowa przedstawia mroczną przeszłość strasznego miejsca.

Jakie jest główne przesłanie tej powieść? Opowiada nam po prostu o bolesnej stracie jednego członka rodziny. O domniemanym/możliwym życiu po śmierci. Jak wygląda? Co może po nim być? Czy martwi powracają, a jeśli tak to czy są na pewno źli, czy po prostu całkiem odmienni? Jeśli powracają to dlaczego? Czy można odzyskać ukochaną żonę/męża/ojca/matkę, a jeśli tak to jaką przyjdzie zapłacić za to cenę? 

Za Poławiacza Langan otrzymał Brama Stokera całkiem zasłużenie. To głęboko emocjonalna intymna historia, dramatyczna, melancholijna, przejmująca, psychodeliczna i bardzo straszna. Bardzo też przy tym weird, ale o tym trzeba się przekonać samemu dlaczego. Czytelnicy bardziej uważni i świadomi wyczują w niej echa powieści Lovecratfa, Poego i Melville'a i myślę, że to jest wystarczająca zachęta, żeby ją przeczytać. W środku atmosferę podsycają mroczne ilustracje niezawodnego Macieja Kamudy, który jest także autorem okładki, nad którą zachwycam się odkąd ją ujrzałem. W tej książce nie ma minusów, które mógłbym wynotować. 

Poławiacz to jeden z najlepszych horrorów jakie czytałem. Odpowiednio mroczny i przerażający, surrealistyczny, przejmujący, wybitny, bardzo emocjonalny, dający wiele powodów do myślenia, ale i zadowolenia z lektury. Nie pozwoli mi o sobie zapomnieć na długo. Niesamowita historia. Najwyższa rekomendacja z mojej strony, żeby przeczytać tę książkę.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Vesper!


4 komentarze:

  1. "Melancholia i dramat wprost uderzają w czytelnika w tym momencie, a to dopiero początek, bo to powieść przejmująca do bólu."

    Tym jednym zdaniem utwierdziłeś mnie w wyborze "Poławiacza". Książka już czeka na półce - tak czy inaczej bym przeczytała - ale zdecydowanie wzmogłeś mój apetyt. I jeszcze Lovecraft i Poe... "Poławiacz" właśnie idzie wyżej w mojej kolejce czytelniczej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to. Ale w sumie nie wyobrażam sobie, żebyś mogła tę książkę pominąć, mimo mojej zachęty. Ja Ci zresztą pisałem na LC priv, że musisz to przeczytać. W sumie nie wiem po co. Chyba podjarany byłem za bardzo. :P
      Ta, i ducha Moby Dicka też sporo. Ale to zobaczysz sama. Książka z mocną szansą na wysokie top 2022 jak dla mnie.

      Usuń
  2. Namówiłes waćpan ;)
    Miałem ją na uwadze, ale tak delikatnie, bez wielkiego przekonania, Raczej myślałem o niej jako o kolejnej opowieści z przejmującym bólem istnienia. Jakich wiele w tym temacie. Takie egzystencjalne rozkminy wielbię, a jeśli są podane w pysznym językowym sosie i doprawione szczyptą grozy to biere ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak lubisz wybitniejszą grozę to powinno się spodobać. ;)

      Usuń