środa, 9 czerwca 2021

PIEŚŃ BOGINI KALI - Dan Simmons [opinia]

Tytuł oryginału: Song of Kali
Wydawnictwo: Vesper
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Liczba stron: 291
Gatunek: Horror
Moja ocena: 4/6








Pieśń bogini Kali to kolejna powieść Dana Simmonsa, mojego ulubionego pisarza, którego literaturę pokochałem właściwie od pierwszej książki, po którą sięgnąłem i przeczytałem, i do dnia dzisiejszego sięgam w ciemno po każdą następną, jaka tylko się pojawi. A chętnych wydawania go nie brakuje w naszym kraju, bo wydawali go już Mag i Zysk, a do tego jakiś czas temu dołączyło niezawodne wydawnictwo Vesper, które standardowo wydaje świetne powieści grozy w zachwycających oko egzemplarzach. I tym razem postanowiło wydać kolejną powieść, która już jakiś czas temu pojawiła się na naszym rynku, lecz niestety dawno się już zakurzyła, więc należało o niej przypomnieć. I bardzo słusznie zresztą.

Simmons to autor, którego nie sposób zaszufladkować, dlatego ceni go wiele osób i bardzo chętnie zawsze o nim rozmawiam, bo ścieżek różnych tematów wychodzących z jego strony może być bardzo sporo. Można rozmawiać o książkach grozy i odnieść się do tego autora. Można mówić o fantastyce naukowej i nie sposób przy tym przytoczyć jego najpopularniejszej serii Hyperionów. Można też o powieściach historycznych, gdzie też swoje kilka groszy 'wsadził' do tej literatury Simmons. Ma bardzo charakterystyczny styl i jak mało który z autorów ma dopracowane te swoje powieści do perfekcji - znaczy się bez żadnych zgrzytów, niepotrzebnych głupot itp.

Pieśń bogini Kali to jego debiut. Książka była już wydana w naszym kraju, ale rozeszła się bez większego echa, bo wtedy jeszcze Simmons nie zagnieździł się tak głęboko w świadomości polskiego czytelnika, co stało się dopiero kilka lat później przy wznowieniu przez wydawnictwo Mag wspomnianej serii Hyperion. Jak przystało na ulubionego pisarza chciałem przeczytać i tę książkę, więc po wznowieniu jej przez Vesper zaraz zamówione.

Pieśń... to horror, który po zapoznaniu się z jego fabułą z blurba przywodzi na myśl lajtowe powieści grozy, takie klasy B, znane z tych wydawanych chociażby kiedyś przez Phantom Press czy Amber, gdzie pojawiali się tacy pisarze jak Graham Masterton, James Herbert czy Guy N. Smith. Mamy bowiem lata 70. XX wieku i głównego bohatera (notabene polskiego pochodzenia) Roberta Luczaka, który wyrusza do Kalkuty wraz z żoną i siedmiomiesięczną córeczką, aby pozyskać prawa do publikacji nowego poematu jednego z najlepszych indyjskich poetów. Problem w tym, że wieść o autorze dawno zaginęła, a niektórzy powiadają, że nawet sam autor nie żyje, więc znalezienie go może być problemem. To jak wielkim ono problemem będzie Luczak przekona się na miejscu, gdzie zdoła się wplątać w intrygę dotyczącą przerażającej bogini Kali i jej czcicieli.

Horror klasyk można powiedzieć - mamy kult, mamy grozę, psychicznych i niebezpiecznych czcicieli, przerażającą boginię, a więc i nieco fantastycznego elementu. Mamy bohatera, który chce za wszelką cenę odkryć tajemnicę. Ale jak to u Simmonsa to nie jest błahy i tandetny horrorek. To powieść, w której opowiada się o miłości, rodzinie, tragedii rodzinnej i próbie radzenia sobie ze stratą. Ciężka, momentami wstrząsająca, klimatyczna i przerażająca. Klimatyczna powieść grozy, która spodoba się z pewnością wielu osobom, które nie szukają tandetny, tylko horrorów wyższych lotów. Nie mam zamiarów dodawać nic więcej. Warto przeczytać. Polecam.

10 komentarzy:

  1. Simmonsa to ja mogę jeść łyżkami, co doskonale wiesz :) Akurat tutaj mamy dopiero jego debiut, ale gdyby każdy debiutował w ten sposób, świat czytelników byłby piękniejszy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest. Fanostwo Simmonsa pełną gębą. Ja uwielbiam go po prostu i tyle. Nawet jak słabo - Zimowe nawiedzenie - to i tak dobrze. Chciałbym sobie odświeżyć Hyperiony, może w tym roku na jesień mi się uda. :) A Vesper tam kolejne plany ma co do Dana, więc jest na co czekać i zacierać ręce. :)

      Usuń
    2. Ja w wakacje planuję właśnie sięgnąć po Zimowe nawiedzenie, stoi na półce i stoi... Szkoda, że słabsze, ale trudno - to Simmons, a u niego podobnie jak z Kingiem - nawet słabsze książki nadal są świetne w zestawieniu z wieloma innymi autorami ;)

      Usuń
    3. Dokładnie. Ja to teraz się zabieram za nowy Wehikuł, potem pierwszy tom monumentalnego cyklu Folleta i jak skończę to już bardzo blisko urlopu będzie, wiec najpewniej zacznę już sobie czytać Sandersona, bo uwielbiam fantasy przez lato. :)

      Usuń
  2. To się ładnie zgraliśmy w czasie:) Przedwczoraj skończyłem Pieśni...tym razem powtórnie wydaną w Polsce i z nowym tłumaczeniem Pana Ochaba, i również mnie wciągnął ten klimat. Myślę sobie, że mamy tutaj znakomity materiał na scenariusz thillera grozy. Coś na miarę Dziecka Rosemary bądź Omena.
    Dobrze było poznać początek kariery Simmonsa, która wyewoluowała w tak fantastyczny sposób.
    Vesper trzyma rękę na pulsie i już nieśmiało zapowiedział na koniec roku kolejną powieść Simmonsa "The Fifth Heart",oraz już w następnym roku "Children of the Night".
    Się doczekać nie mogę.
    Okrutne nadzieje i tęsknoty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to rzeczywiście się zgraliśmy. :) Wiesz co, a ja z kolei myślę, że dzisiaj to się już nie sprawdzi za bardzo na ekranie. Nie sprawdzi się dlatego, że ciężko byłoby zaszokować widza poza może tą sceną z dzieckiem. Ale na film to zdecydowanie za mało. Myślę, że wyszedłby z tego właśnie taki horror klasy B.
      Noo, ambitne te ich plany jak zwykle. Ale jest wielka nadzieja, bo oni większość realizują z tego, co zapowiedzą. Na ogół to tylko obsuwy mają w wydaniu. Ja tam jestem ich wielkim fanem i zwolennikiem i biorę książki z wielką ochotą. Non stop się coś pojawia nowego, a i te stare HPL, Poe, Obcy itp. bardzo chętnie biorę, bo takie wydania miodzio, że trzeba mieć.

      Usuń
  3. Ja ostatnio dojrzewam do literatury grozy i Simmonsa właśnie. Generalnie strachliwa jestem i ilość pozycji z literatury grozy, jakie przeczytałam w życiu, jestem w stanie zliczyć na palcach, ale nazwisko Simmonsa wrzyna mi się coraz mocniej w podświadomość od jakiegoś czasu, więc może się dam namówić w niedługim czasie. Czy myślisz, że "Pieśń..." to będzie dobry pomysł na pierwsze spotkanie z autorem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jest dobrym, bo on nie straszy tak jak mogłabyś pomyśleć, że coś wyskakuje znienacka itp., co jest znane z filmów. Bardziej szokuje i zapiera dech. Nie nastawiaj się na WOW, bo WOW to dostaniesz w "Terrorze". "Pieśń..." jest dobrym horrorem , z wyższej półki, ale też nie najwyższej. Niemniej jednak, jeśli to Ci się spodoba, to potem już bardzo niewielka droga do zachwytu wspomnianym "Terrorem". Ja polecam na start. Daj znać jak Ci się czytało. ;)

      Usuń
  4. Mam tą książkę na oku już od jakiegoś czasu i mam nadzieję, że uda mi się ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń