poniedziałek, 23 lipca 2018

TAJEMNA HISTORIA - Donna Tartt [recenzja]

Tytuł oryginału: The Secret History
Wydawnictwo: Znak
Tłumaczenie: Jerzy Kozłowski
Liczba stron: 608
Gatunek: Literatura współczesna zagraniczna, dramat obyczajowy
Moja ocena: 5/6








Richard Papen, narrator i główny bohater, mieszka i wychowuje się w Kalifornii. Kiedy kończy szkołę średnią postanawia opuścić nudne miasto i przenosi się do Nowej Anglii, żeby rozpocząć naukę w ekskluzywnym college'u w Hampden. Dołącza tam do elitarnej grupy inteligentnych i specyficznych studentów filologii klasycznej prowadzonej przez charyzmatycznego i nietuzinkowego wykładowcę, Juliana Morrowa. Nauka pod jego dowództwem nie ma w sobie nic z monotonii i prowadzi bardzo wąskie grono studentów, do którego wstęp mają tylko nieliczni z lubością nabywający wiedzę o Starożytnej Grecji, posługujący się mało znanymi językami, wieloma metaforami oraz sentencjami literackimi. Zachowują się i żyją jak artyści. Ale oprócz nauki piją, ćpają, uprawiają niezobowiązujący seks i... mają zbrodnię na swoim sumieniu. Zabili swojego przyjaciela - Bunny'ego. Czemu to zrobili, w jakich okolicznościach i czy poniosą konsekwencje? Tego dowiemy się z opowieści Richarda Papena.

Autorka bardzo popularnego i nagrodzonego Pulitzerem „Szczygła” była mi dotąd nieznana z autopsji, poza jedynie świadomością jej sławy, prestiżowej nagrody i uznania oraz licznych pozytywnych opinii wśród czytelników, które niewątpliwie zachęciły mnie, żeby pisarkę i jej twórczość sprawdzić.  Miałem zacząć od Pulitzera, ale uznałem, że to, co najlepsze, zostawię sobie na koniec, i zacząłem od debiutanckiej „Tajemnej Historii”, która stała się również niezwykle popularna, bo sprzedana w milionowych nakładach, przetłumaczona na trzydzieści języków i uznana za jedną z najważniejszych powieści końca XX wieku. Bez wątpienia debiut marzenie, ale po przeczytaniu trzeba przyznać, że całkiem słusznie.

„Wcześniej podobała mi się myśl, że popełniony przez nas czyn mocniej nas ze sobą związał; nie byliśmy zwykłymi przyjaciółmi, lecz przyjaciółmi ‘do grobowej deski’”* 

Powieść Tarrt zaczyna się od początku z przytupem od intrygującego wstępu, gdzie główny bohater przyznaje się do uczestnictwa w morderstwie swojego bliskiego kolegi i bez skrupułów zamierza opowiedzieć, jak do tego doszło, budząc tym samym spore zainteresowanie. Takie rozpoczęcie nasuwa przy okazji na myśl, że czytelnik będzie miał do czynienia z kryminałem, ale nie do końca tak jest. Książka ma co prawda pewien element detektywistyczny i jest pełna napięcia, ale w istocie bardziej przypomina współczesną grecką tragedię opowiadającą o karze, odkupieniu, artyzmie, sztuce, złych wyborach, moralności, uzależnieniach, zmarnowanym życiu, błędach młodości i konsekwencjach krwawego czynu. 

Bohaterowie to dwudziestolatkowie, czyli młodzi ludzie jeszcze nie w pełni ukształtowani, ale tym samym kapitalnie wykreowani przez autorkę. Każdy z nich jest inny, wielowymiarowy, specyficzny. Należąc do elitarnej grupy sami czują się inni, wyjątkowi, w wielu przypadkach traktujący pozostałych z manią wyższości, chociaż to oni bardziej przypominają outsiderów z bogatszych sfer. Wydaje się, że tylko w swoim wąskim, intelektualnym gronie czują i rozumieją się najlepiej, co może jeszcze podsyca fakt, że mają równie specyficznego i kontrowersyjnego opiekuna. Julian Morrow - cudowny mówca, oszałamiający erudycją i barwą języka, zmiękczający i wzniosły, magiczny i zajmujący. Czytanie jego intelektualnych wywodów to była poezja, która przyprawiała mnie momentami o zawroty głowy z jednoczesnym zachwytem tym językiem. Szkoda tylko, że ta postać pojawia się jednie przez niewielką część książki. Ale na pewno utkwi mi na długo w pamięci. Tylko irytowały mnie niejednokrotnie pojawiające się zwroty łacińskie i greckie, a czasem też francuskie i włoskie, które nie były w ogóle przetłumaczone i nie miałem pojęcia, co mówią i mają na myśli Morrow i inne osoby je wypowiadające. Nie znając tych języków i nie mając w zasięgu urządzenia ze słownikiem można się zdenerwować, bo to uciążliwe. Zdecydowanie tłumacz się w tym przypadku nie popisał...

„Nie ma nic złego w umiłowaniu piękna. Ale piękno – jeśli nie połączone z czymś głębszym – jest zawsze powierzchowne”** 

Do czasu zbrodni poznajemy nieco bliżej głównych bohaterów i otoczenie, w którym żyją, co trwa może przez jakieś 100-150 stron. Po morderstwie powieść nabiera innego charakteru, bo śledzimy losy tych pięciu młodych studentów jak też te ich napiętnowane zbrodnią życie będzie teraz wyglądało. Czy uda im się funkcjonować normalnie? Czy potrafią zachować sekret dla siebie? Czy dopadnie ich wymiar sprawiedliwości? Czy ktoś z nich sam pęknie, posypie się i pójdzie na policję przyznając się do zbrodni? Czy może zdecyduje się wrobić pozostałych? Psychologia postaci i świetnie budowane napięcie to dwie najmocniejsze strony tej powieści, co jest zauważalne już od początku. Ale nie jest to powieść dla osób szukających oszałamiającego tempa i wielu akcji. Dla niektórych czytelników będzie pewnie zwyczajnie nudna i nie zdołają przez nią przebrnąć, bo momentami to zwyczajna proza życia. 

"Tajemna historia" to po prostu powieść świetnie dopracowana, z perfekcyjnie wykreowanymi postaciami, wciągająca, pełna napięcia i bardzo wiarygodna. To wysmakowana proza, intelektualna uczta napisana pięknym językiem, pełnym kwiecistych metafor i złotych myśli, którymi czytelnik może się zachwycać i nad nimi rozmyślać. Po takim debiucie nie mogę się już doczekać jak sięgnę po "Szczygła".

*Donna Tartt, Tajemna Historia, wyd. Znak, Kraków 2015, s. 504.
**Tamże, s. 561

12 komentarzy:

  1. Zdecydowanie jedna z najpiękniejszych, i najbardziej wyrafinowanych powieści jakie przeczytałam w całym swoim życiu. Majstersztyk, bardzo cieszę, że Tobie również się podobała. Po "Szczygła" Tartt też planuję sięgnąć, liczę że będzie równie znakomity.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu zabrałem się za coś z współczesnej, bo jak Ci kiedyś wspominałem mam trochę zaległości. Shantaram, Małe życie, Szczygieł, Atlas zbuntowany, Na wschód od Edenu - to tak z głowy i część z tego jeszcze koniecznie muszę w tym roku łyknąć.

      Usuń
  2. "Tajemna historia" wiele razy przewinęła mi się przed oczami, ale dopiero teraz tak naprawdę czytam, o czym to jest. :) I tak, jak gdzieś tam mi się ćmiło, że chciałabym to przeczytać i zobaczyć, skąd te zachwyty, tak teraz jestem przekonana, że chcę przeczytać... tylko kiedy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojnę i pokój grubaśną łyknęłaś, to i Tajemną łykniesz, jak będzie trochę tego czasu. ;)

      Usuń
    2. Wojnę i pokój łyknęłam dopiero w połowie, a druga połówka teraz do mnie leci. :P

      Usuń
    3. No ale 800 stron było. Tutaj jest 600. :) A widziałem ten drugi tom. Sam to łyknę, może jeszcze w tym roku. Tyle cegieł literatury pięknej mam do ogarnięcia, że nie wiem kiedy to też zrobię.

      Usuń
  3. Nie wiem czemu ale się nie spodziewałem, że sięgniesz po tą książkę :P. Mam ją w domu bo akurat żona dla siebie kupiła tylko, że jak ją zapytałem o opinię to stwierdziła, że sama nie wie czy ta książka jest świetna czy beznadziejna :D. Nie potrafię ogarnąć takiej ambiwalencji :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu? Ja przecież takiej literatury też czytam sporo. Steinbek, Irving, Roth i inni. :) Ale bo to tak może być, dla tych, którzy doceniają najmniejsze detale to będzie świetna pod każdym względem, dla tych co ogół i fabułę licząc na porywającą akcję to będzie nuda. Raczej nie ma stanu pośredniego.

      Usuń
  4. O Tartt mnóstwo się nasłuchałam na youtube, głównie dlatego, że ten tytuł swego czasu był mocno promowany. Ogółem jestem zachęcona do Tajemnej historii, ale też nie chcę się za bardzo nakręcać, żeby dać się zaskoczyć. Podoba mi się motyw, że tak powiem, "inetlektualnego klimatu", który autorka zawarła w powieści jak piszesz i ciekawi mnie postać tego Juliana Morrowa. Sprawdzę sobie Tajemną na pewno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko szkoda, że go tam mało było. Myślałem, że trochę więcej.

      Usuń
  5. Oj, to mi się może spodobać. :D
    Ale szkoda, że nie przetłumaczyli słów/zdań w obcych językach. To strasznie mnie irytuje w książkach, bo urywa mi się kontekst wypowiedzi. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może, może. :)
      Tak, mnie to zawsze irytuje w książkach, jakby tłumacze z góry zakładali, że można sobie taki urywek przetłumaczyć samemu albo się zna. Bo nie wiem w jakim innym wypadku tak by było.

      Usuń