czwartek, 2 listopada 2017

LABIRYNT ŚMIERCI - Philip K. Dick [recenzja]

Tytuł oryginału: A Maze of Death
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 264
Gatunek: Science fiction
Moja ocena: 5/6

"Symulacja społeczeństwa"

Philip K. Dick jest jednym z najpopularniejszych nieżyjących już pisarzy fantastyki naukowej, który bardzo szybko zdobył sobie moje uznanie i status jednego z ulubionych pisarzy. Po książki tego autora sięgam zawsze z ogromną przyjemnością, bo każdorazowo w zamian za to otrzymuję sporą garść fascynujących doznań i emocji wynikających z niesamowitych rozwiązań fabularnych. Autora uznawanego za wizjonera i szalonego geniusza charakteryzuje umiejscawianie swoich postaci w światach postrzeganych na sposób iluzorycznej rzeczywistości, żeby wywołać wśród nich (i samego czytelnika także) dezorientację i pokazać jak będą funkcjonować w miejscu, o którym nie wiedzą do końca, czy to co ich otacza jest prawdziwe, czy jest tylko fikcją. Znany jest również z tego, że w swych książkach lubi podkreślać pierwiastek religijny i zadawać pytania na temat natury Boga i jego egzystencji oraz ingerencji w życie człowieka. Fabularnie przedstawił po raz kolejny obie te kwestie w Labiryncie śmierci, który ostatnio pojawił się na naszym rynku wznowiony przez wydawnictwo Rebis. 

Grupa czternastu zupełnie nieznanych sobie osób zostaje sprowadzona w różnych odstępach czasu do nowo założonej kolonii na planecie Delmak-O. Od początku nie wiedzą w jakim celu się tutaj znaleźli i na czym polegać ma ich zadanie. Dowiedzieć się o tym mają dopiero wtedy, kiedy pojawi się tam ostatni z członków misji. Sprawa jednak się komplikuje, bo dochodzi do awarii systemu, który miał im przekazać niezbędne instrukcje i stanowił jedyny sposób sprowadzenia jakiejkolwiek pomocy. Zauważyli jednak, że często natykają się na małe elektroniczne owady, które jakby ich szpiegowały, i pojawił się tajemniczy budynek, który wywołuje w nich paranoiczne zachowania. Wkrótce dociera do nich, że są poddawani jakiemuś eksperymentowi, a kiedy ginie pierwsze z nich rozpoczyna się psychoza i szalona walka o przetrwanie. 

Labirynt śmierci napisany został w 1968, czyli w okresie, kiedy powstały też najpopularniejsze książki Amerykanina ("Ubik" i "Blade Runner: Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?"), i jest jednym z najmroczniejszych i emocjonujących utworów autora. To pierwsza taka książka, z którą się zetknąłem u tego pisarza, gdzie jest taki dynamizm akcji i pada trup za trupem. Momentami przypomina to mroczny i krwawy thriller, gdzie postaci giną i mordują jak na zawołanie. Sama śmierć w różnej formie nie jest tutaj jednak najważniejsza. Istotniejsze jest to, jak te postaci funkcjonują ze sobą po pojawieniu się na planecie i jak do ich głów wkrada się dziwny chaos wywołujący nieracjonalne i paranoidalne zachowania. Bardzo dobrze ukazuje to zmienna narracja, która jest podobna jak w „Oku na niebie”, czyli widzimy świat oczami różnych postaci i jesteśmy świadkami ich odmiennego i momentami irracjonalnego postępowania. 

Książka jest też bardzo mocno religijna. Pokazuje świat, gdzie Bóg naprawdę istnieje (przedstawiony został w czterech postaciach) i ingeruje w losy świata i postaci. Modlitwy ludzi są przetwarzane i wysyłane tam, gdzie mają dotrzeć, żeby mogły być wysłuchane. A ich postępowanie opiera się na mądrościach czerpanych z księgi Specktowsky'ego (wielkiego XXI-wiecznego komunistycznego teologa). Zawiera ona pobożne sentencje i stanowi trzon nowej religii. Dodatkowo jeszcze autor postanowił przedstawić jeden z problemów społecznych, czyli samotności, która wynika z problemów pokonania barier komunikacyjnych. Tutaj każda z postaci ma swoje marzenia i jest ona zbyt mocno w nich osadzona, co powoduje, że jednostki nie potrafią dobrze funkcjonować jako grupa i już ciężkie ich położenie, w jakim się znaleźli będąc niepewnymi celu pojawienia się na planecie i niemożności sprowadzenia pomocy, zaczyna stawać się krytyczne. 

Zasiadając do lektury polecam jednak odpuścić sobie wstęp Radosława Kota, redaktora serii, który ciekawie i trafnie interpretuje utwór, ale momentami może zbyt mocno go przybliżyć, więc lepiej zostawić to sobie na koniec. Pojawia się tutaj także przedmowa samego Dicka, z której możemy się dowiedzieć, że pośmiertne doznania jednej z postaci występującej w Labiryncie śmierci są adekwatne do jednych z jego doznań po zażyciu LSD, które postanowił wykorzystać, i że książka opiera się na oryginalnych mitach "Pierścienia Nibelungów" Richarda Wagnera, oraz chińskiej księdze przemian "I Ching" (podobnie jak to było w "Człowieku z Wysokiego Zamku").

Labirynt śmierci to kolejna fascynująca lektura tego niesamowitego wizjonera i szalonego geniusza, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Zawsze po odłożeniu książki Philipa K. Dicka jestem bardzo zadowolony i usatysfakcjonowany z przeczytanej lektury, przekazanych mi wizji, rozmyślań i pomysłów, i szeregu emocji, które mi przy tym towarzyszyły. Literatura najwyższych lotów. Polecam serdecznie!

Za książkę dziękuję księgarni Tania Książka.
Więcej nowości znajdziecie na ich stronie.

16 komentarzy:

  1. Dalej mi z autorem nie po drodze, choć już dawno go chwaliłeś i polecałeś. Ale inna sprawa jest taka, że ostatnio dosyć intuicyjnie sięgam po książki i nie narzucam sobie czytania czegoś, do czego mnie nie ciągnie, więc Dick jeszcze trochę poczeka. Ale się doczeka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blade Runner myślę, że by Cię zachwycił. Tam jest bardzo ciekawy motyw ze zwierzętami, szalenie oryginalny.

      Usuń
    2. No wiem, że ogólnie Blade runner jest chwalony i lubiany :)

      Usuń
    3. Na początek może być bardzo dobry dla Ciebie. :)

      Usuń
  2. Mam wrażenie że chyba warto sobie zapisać ten tytuł na liście książek które warto przeczytać w najbliższym czasie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapewne już Cię ludzie pytali, ale zaryzykuję wkurzenie Cię i zapytam - od czegoś byś polecił ponowną przygodę z Dickiem? :P Od "Labiryntu"? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może być od "Labiryntu" jak najbardziej, nadaje się na początek. Poza tym "Ubik" lub "Blade Runner". W zależności od tego, która fabułą nieco bardziej do Ciebie przemówi. ;)

      Usuń
    2. To po prostu dorzucę te trzy sztuki do półki. W sumie to aż się prosi "Blade Runnera" ruszyć.

      Usuń
    3. No właśnie tak sobie myślałem polecić tego "Blade Runnera" z uwagi na obecną obsadę filmową w kinie. Ale ten "BD2" to raczej z elementami (najpewniej samym światem czy też wizją) dickowską, bo ekranizacja tej książki to "BD1" - i tu warto nadmienić, że się różni książka z filmem. Ale spoko byłoby nawet teraz przeczytać, obejrzeć "BD1" i iść do kina na "BD2". Ja za bardzo nie mam czasu na kino, ale na dvd zobaczę zaraz jak się pojawi pewnie.

      Usuń
  4. Nie mogę powiedzieć, że mnie zachęciłeś do przeczytania tej książki, bo planowałem ją przeczytać od razu gdy o niej usłyszałem, niemniej znacznie przyczyniłeś się do tego, kiedy ją przeczytam :D. Miałem w planach sięgnąć jeszcze w tym roku po "Trzy stygmaty Palmera Eldritcha", ale coś mi się wydaje, że może jednak najpierw zabiorę się za "Labirynt śmierci" (choć niczego nie mogę obiecać :P). Wszystko, po prostu wszystko w tej powieści brzmi intrygująco - morderstwa, samotność, patrzenie na wydarzenia z perspektywy wielu postaci oraz religia :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta religia jest w takiej formie jak bardzo lubię. Czyli nie ma nachalnie wpychanych idei i jakiegoś pseudopierdzielenia o tym. Bardziej na zasadzie przedstawienia wizji Boga bardziej bliskiego, bo cielesnego, człowiekowi, żeby mógł mieć z nim styczność. Coś jak w mitologii, że ludzie się obawiali, modlili i w zamian dostawali, a nie rzadko w książkach po prostu pojawiali się Bogowie fizycznie. TO samo tutaj. Mega spodobał mi się ten motyw z modlitwą, która jest przetwarzana (celowo nie napisałem w jaką formę, żeby nie zepsuć) i wysyłana. Ta religia i jej Bóstwo chyba najbardziej mi się podobają ze wszystkich, z jakimi kiedykolwiek się zetknąłem.
      Tej samotności to nie postrzegaj jako wycofanie się z grupy i izolowanie zewnętrzne, że gdzieś tam uciekają od grupy na bok i ich nie ma. To bardziej wycofanie i izolacja na zasadzie, funkcjonuje z wami, bo w grupie siła, ale nie interesują mnie wasze osobiste pobudki, bo dbam o siebie. Tylko że to oddziaływanie planety, a nie osobiste, wewnętrzne reakcje. Ciężko to tak przedstawić bliżej. Sięgnij to się przekonasz.
      Generalnie u Dicka uwielbiam jedno: pisze zwięźle, ale mega konkretnie. Przedstawia proste rzeczy w mega oryginalny sposób łącząc to świetnie z nowoczesnością technologiczną i psychologią. Super. Sięgaj i daj znać, jak się podobało. :)

      Usuń
  5. Nigdy o niej nie słyszałam, jeśli mam być szczera. Albo całkiem wypadła mi z pamięci, co jest dziwne, bo bardzo mi odpowiada i jak tylko spotkam ją w którejś bibliotece, to z pewnością przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super zbiór krótszych opowiadań, Dicka. Wydanie Rebis mistrzostwo. Jednak przekład i nowe tłumaczenie z oryginału gorsze niż we wcześniejszym Wydaniu z Prószyński i S-ka


    Zapraszam do Siebie


    https://stos-kartek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest zbiór, tylko powieść. ;)

      Usuń