sobota, 10 stycznia 2026

KRĄG CZASU - Ken Follet [opinia]

Tytuł oryginału: Cirle of Days
Wydawnictwo: Hi:Story
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Liczba stron: 669
Gatunek: Powieść historyczna
Moja ocena: 4+/6





Ken Follet, podobnie jak Bernard Cornwell, to według mnie kolejny mistrz powieści historycznej i czytam wszystko, co tylko ukaże się na naszym rynku spod jego ręki w tym gatunku. Nie trzeba wiele czekać na jego nowe dzieła, bo raczej pisze systematycznie i mniej więcej co jakieś 2 lata można liczyć na coś nowego. A że jest on przy tym szalenie elastyczny, toteż usadawia fabuły swoich powieści w różnych okresach historycznych. Tym razem skusił się na próbę rekonstrukcji wydarzeń sprzed 2500 roku p.n.e., które miały przyczynić się do powstania jednej z najbardziej tajemniczych budowli - Stonehenge.

Na Wielkiej Równinie żyją sobie spokojnie ludzie w różnych oddalonych od siebie osadach i spotykają się co jakiś czas, najczęściej podczas przesileń letnich, kiedy to odbywa się huczne świętowanie. W jednej z osad żyje sobie młody górnik o imieniu Seft, zajmujący się wydobyciem krzemienia razem z surowym ojcem i dwoma dokuczającymi mu starszymi braćmi. W drugiej osadzie zaś żyje ze swoją rodziną dziewczyna o imieniu Neen, w której to Seft się podkochuje. Ma siostrę Joie, kapłankę, która wierzy w niemożliwe i łączy ją z Seftem ogromna chęć zrobienia czegoś wielkiego. On to chłopak o wielkich umiejętnościach budowniczych, ona zaś wytrwała w swojej wierze i niezłomna, więc razem postanawiają wznieść ogromny pomnik, przy którym można by świętować,  podziwiać go i którego nikt nigdy nie zniszczy. Jednak nie każdy jest przychylny takim planom, które wymagają ogromnej liczby pracy, dni i ludzkich rąk. Nasi bohaterowie będą musieli zmierzyć się z wieloma przeciwnościami, zanim dojdzie do stworzenia czegoś wielkiego.

Próba rekonstrukcji powstania Stonehenge jest moim zdaniem ciekawym zabiegiem i mogło to faktycznie tak wyglądać zważywszy na tamte czasy. Mnóstwo emocji i przeciwności. Począwszy od narzędzi przez środki transportu a kończąc na najważniejszym - ludzkich ograniczeniach. A tych tutaj najwięcej. Czyta się to fajnie, niemniej jednak jest chyba najsłabszą z dotychczas przeczytanych przeze mnie książek Folletta. Akurat nie mam na myśli samego poziomu literackiego, bo ten jest jak zwykle nienagannie wysoki. Najmniej się tu o prostu dzieje, nie ma tak spektakularnie jak np. w Filarach czy Stuleciu. Dużo takiej społeczno-obyczajowej warstwy, w której ludzie sobie po prostu żyją z dnia na dzień, kłócą, biją, pracują i tym podobne. Bardziej wymagającemu czytelnikowi może to być za mało. Fani autora też pewnie będą częściowo podzieleni na tych, którzy czytają i zachwalają wszystko, i na tych, którzy usadowią tę pozycję gdzieś w dolnym rankingu najlepszych książek autora.

Podsumowując, mimo że Krąg czasu to nie jest lektura, którą uważałbym za najlepszą i chętnie chciał do niej jeszcze  kiedyś wrócić to jednak czytało mi się ją całkiem dobrze. Bohaterowie super, ciekawy pomysł, bez żadnych zgrzytów, naturalnie i swojsko. Lektura bez wysiłku, dla odmóżdżenia, wyciszenia, zrelaksowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz