wtorek, 10 września 2019

LEGION: WIELE ŻYWOTÓW STEPHENA LEEDSA - Brandon Sanderson [recenzja]

Tytuł oryginału: Legion: The Many Lives of Stephen Leeds
Cykl: Legion (tom: 1-3)
Wydawnictwo: Mag
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Liczba stron: 305
Gatunek: Science fiction, fantasy
Moja ocena: 4/6 

"Życie z halucynacjami"

Brandon Sanderson jest zdecydowanie jednym z najpłodniejszych i najbardziej znanych pisarzy fantasy na całym świecie. Nie ma chyba osoby, która uważa się za fana gatunku i nigdy nie miała jakiejkolwiek styczności z tym autorem. Nie ma praktycznie takiej możliwości, bo to jeden z tych pisarzy, których się kojarzy, nawet jeśli się nic nie czytało. Efektem jest oczywiście ta liczba książek spod jego pióra, która już na ten moment jest bardzo pokaźna, a ciągle przecież rośnie. Autor zdecydowanie kojarzony z oryginalnymi i ciekawymi pomysłami przede wszystkim kreacji światów i różnych niesamowitych mocy magicznych, a także porywających historii i to przeważnie dość obszernych treścią. Rzadko kiedy jego książka ma poniżej pięciuset stron, chociaż zdarzyło mu się napisać zbiór opowiadań i serię komiksową. Legion to jeden z tych niewielu przypadków, kiedy zamiast obszernej powieści mamy stosunkowo krótkie opowiadanie. Jednakże jednocześnie jest to na ten moment jedyne opowiadanie autora, które doczekało się kontynuacji. Ostatecznie zdecydował się zrobić z tego zamknięty w pełni mini cykl i wydać pod nazwą Legion: Wiele żywotów Stephena Leedsa. Książka miała kilkanaście dni temu premierę także w Polsce. 

Stephen Leeds, bardziej znany jako Legion, to człowiek o bardzo wyjątkowym umyśle i zdolnościach psychicznych, które pozwalają mu tworzyć wyobrażone postaci. Dla świata są to halucynacje, jednak on sam nazywa je aspektami. Aspekty pomagają mu opanowywać dowolną umiejętność, zawód czy dziedzinę, jeśli tylko wymaga tego Stephen i przywoła odpowiednią postać. Gdziekolwiek by się nie udał, zawsze towarzyszy mu jakaś drużyna, która w każdej chwili potrafi pomóc - udzielić jakichś rad, zinterpretować daną kwestię lub cokolwiek wyjaśnić. Ale nie dzieje się to za darmo. Aspekty wymagają też od Leedsa czegoś dla siebie, co nie raz powoduje, że spełniając ich wyobrażone zachcianki w realnym świecie ludzie postrzegają go jako szaleńca. 

Książka Legion: Wiele żywotów Stephena Leedsa to właściwie zbiór trzech opowiadań mniej więcej po sto stron. Odpowiednio każde opowiada inną historię, chociaż wzajemnie się uzupełniają i łączą. Stephen ogólnie rzecz biorąc jest nieformalnym detektywem, który co jakiś czas decyduje się pomóc ludziom w różnych sytuacjach i tym samym zarobić na utrzymanie siebie i domu, w którym przetrzymuje wszystkie swoje aspekty. I tak każde opowiadanie przedstawia jakąś sprawę, którą postanowił przyjąć i rozwiązać.

W pierwszej historii pod tytułem "Legion" otrzymuje do rozwiązania sprawę dotyczącą wyjątkowego aparatu fotograficznego, który potrafi robić zdjęcia z przeszłości. Wymyślił i stworzył go jeden naukowiec zatrudniony w wielkiej korporacji, która umożliwiła mu przeprowadzenie odpowiednich badań i zrealizować ten cel, udzielając wszelkich dostępnych środków, ale z zastrzeżeniem, że aparat będzie wykorzystywany po ich myśli. Jednakże naukowiec postanowił ukraść aparat i zniknąć, a Leeds ma za zadanie odnaleźć go i jego wynalazek.

Opowiadanie drugie, "Pod skórą", zaczyna się w momencie, kiedy stary koreański biznesmen zwraca się do Leedsa z ofertą. Proponuje mu pewien procent udziałów, który zapewni mu wiele milionów zysków i ustawi do końca życia. Ale żeby te udziały miały wartość potrzebne są pewne informacje, które trzeba zdobyć. Problem w tym, że zapisane są jako mega dane umieszczone w... ludzkim DNA i to nieżyjącego człowieka, którego zwłoki zostały skradzione, a Legion musi je po prostu odzyskać. 

"Kłamstwa patrzącego" to trzecie i ostatnie opowiadanie. Zaczyna się od dwóch początkowo niezwiązanych ze sobą wydarzeń: zniknięcia jednego z jego aspektów o imieniu Armando i nieoczekiwanego zwrócenia się do Leedsa o pomoc ze strony Sandry, jego utraconej miłości i jedynej osoby, która potrafiła mu pomóc w miarę normalnie żyć ze swoimi halucynacjami. Ostatecznie okazuje się, że obie sprawy łączą się ze sobą i doprowadzają głównego bohatera do złowrogiej firmy, która specjalizuje się w zaawansowanej technologii i ma szczególne metody więzienia ludzi.

Brandon Sanderson po raz kolejny mnie zadziwił i dalej utwierdzam się w przekonaniu, że jest to autor, który ma niewyobrażalną i niewyczerpalną wyobraźnię. Jego pomysł na tworzenie przez bohatera w swojej głowie różnych wyimaginowanych postaci, które pozwalają mu nauczyć się błyskawicznie wszystkiego i poradzić sobie w każdej sytuacji jest naprawdę świetny. Musi się porozumieć z jakimkolwiek obcokrajowcem, ale nie potrafi go zrozumieć i wymówić jakiegokolwiek słowa? Proszę bardzo, tworzy aspekta, który uczy i tłumaczy wszystko Leedsowi na odpowiedni język, a nawet on sam już potem potrafi się wysławiać w dowolnym języku. Potrzebuje dowiedzieć się czegokolwiek o danym wynalazku czy teorii, ale nie miał z tym jakiejkolwiek styczności? Czemu nie, pojawia się odpowiedni aspekt naukowiec i już wszystko staje się jasne. 

Od początku byłem bardzo zainteresowany jak wygląda życie Stephena Leedsa i co tu się będzie działo, bo zapowiadało się naprawdę ciekawie. Jednak po przeczytaniu całości jestem nieco skonfudowany, bo uważam, że świetny pomysł na postać i jej zdolności utonął w dość przeciętnych według mnie historiach. Wyobrażałem sobie, że będzie to fantasy bardziej w jego stylu, nie tylko pod względem mocy, ale też i świata. Że nie będzie to nasz świat, tylko inny, wyobrażony i dziać się będą na nim jeszcze inne niezwykłe rzeczy. Faktem jest, że aparat robiący zdjęcia przeszłości czy dane zapisane w ludzkim DNA nie należą do czegoś, co możemy uznać za mało niezwykłe, ale to bardziej w stylu naukowym. To nie jest fantasy, tylko bardziej takie powiedzmy przygodowe science fiction z drobnymi elementami fantasy. Wszystkie opowiadania mają powiązanie z niezwykłymi zdolnościami bohatera, który musi je wykorzystywać, żeby potrafić rozwiązać daną sprawę i ma to jakiś sens, ale no po prostu nie zagrało to w moim przypadku. Nie mogę powiedzieć, że to przeciętna pozycja, na którą szkoda czasu i szybko się o niej zapomni, bo na pewno nie zapomnę o bohaterze i jego wyjątkowych zdolnościach, ale niestety na ten moment uważam ją za najsłabszą w dorobku autora, bo miałem większe oczekiwania, które znacznie bardziej spełniły inne jego książki. 

Czy odradzam Legion: Wiele żywotów Stephena Leedsa innym? Absolutnie nie. To dobra książka i ciągle ten sam Sanderson z niesamowitą wyobraźnią, która zachwyca i uprzyjemnia wolną chwilę na czytanie. Jeśli chcecie nieco odmiany gatunkowej i wolicie więcej science fiction i przygody niż rasowego fantasy to powinniście być zadowoleni.

Za książkę dziękuję księgarni Tania Książka.
Więcej nowości i bestsellerów znajdziecie na stronie księgarni.

25 komentarzy:

  1. O, to chyba najsłabiej oceniony przez Ciebie Sanderson, z tych dotychczas przez Ciebie przeczytanych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. To najsłabszy Sanderson, jakiego czytałem. Jak dla mnie potencjał niewykorzystany, bo pomysł ogólnie świetny.

      Usuń
  2. Podoba mi się ;). Przyznam, że o tej książce Sandersona zaledwie słyszałem, ale opis tego całego pomysłu na Stephena Leedsa, naprawdę mnie zadziwił. Zresztą, nie po raz pierwszy, Sanderson w tym akurat naprawdę jest mistrzem. Na pewno wezmę. Dzięki, bo inaczej pewnie bym olał, nawet jakbym gdzieś natrafił sam z siebie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko ogólnie, że taki zbiór powstałi u nas, bo wydawanie trzech osobnych pozycji to bezsens. JUż i tak wydali to 3 razy, tom 1, tom 1-2, i zbiorcze 1-3. Jak ktoś kupował od początku to przy tym zbiorczym zapewne mógł się wnerwić. :P

      Usuń
  3. Czytałam wersję "skróconą" i zastanawiałam się nad tą, ale ostatecznie zrezygnowałam, bo w mojej ocenie autor tu akurat się "nie popisał". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No gdyby ten bohater był w innym świecie, w powieści jakiejś bardziej złożonej. Niestety nie. Ale nie każda książka musi być naj. ;)

      Usuń
  4. W sumie trochę racji w tym co piszesz jest :) Ja czytałem co prawda tą skróconą wersję i sam motyw mi się strasznie podobał ale fakt, faktem, że fabularnie szału niestety nie ma. Ja chyba muszę się w końcu zabrać za Rozjemcę a potem ABŚ, bo Sanderson to jednak jest kozak, a ostatnio coś ciężko mi idzie z czytaniem. Wczoraj znalazłem chwilę, żeby przeczytać nowe opowiadanie Wegnera i to jest niesamowite jak nasz rodak trzyma poziom w obrębie tego swojego uniwersum, kolejny dobry kawałek literatury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda czasu na Rozjemcę, to słaba książka jest.

      Usuń
    2. Myślę, że wcale nie szkoda, ale akurat od Sandersona to prędzej bym się brał za ABŚ lub Z mgły zrodzonych. NAwet za Elantris. Rozjemca może być na potem. Ogólnie książka dobra, ale nie tak bardzo jak wspomniane.

      Usuń
    3. Hah poza Rozjemcą od Sandersona zostało mi tylko ABŚ ;) Resztę (poza młodzieżówkami) przeczytałem.

      Usuń
    4. Stary, co jest dobrego w Rozjemcy ? Pewno powiesz magia. OK, magia, jak to u Sandersona, jest inna ale to nie jest element dominujący w tej powieści. Plus Krew nocy i Vasher czyli wątki poboczne. Reszta? Świat do bólu przeciętny, jedno standardowe miasto z typowym podziałem na dzielnice. Dwójka głównych bohaterów to nędza straszna. Młoda dorosła, która z marszu ogarnia rzeczy i król-bóg, który ma przeszło pół wieku ale umysł dziecka lat 5. Fabuła? Babole tam są okropne, żeby za dużo nie spoilować powiem tylko o pewnej księżniczce, która buja się po mieście, organizuje akcje sabotażowe i zamach. I nikt nic nie widzi? Serio? Na deser mamy wodolejstwo Sandersona level master czyli "głośne przemyślenia bohaterów", sytuacja zbytnio się nie zmienia ale przemyślenia idą od nowa. Rozjemca byłby, może, dobrą książką gdyby przyciąć go do objętości takiej jak Dusza Cesarza, naprostować głupoty fabularne, dołożyć choć troszkę wiarygodności bohaterom. Ale jeśli mówimy o książce na blisko 700 stron to tak, będę się upierał, że to strata czasu.

      Usuń
    5. Ja już nie pamiętam tak tego Rozjemcy, ale na pewno nie jest to czołówka Sandersona. Dla mnie naj jest Mistborn, potem ABŚ, Elantris i Dusza, Mistborn 2, Rozjemca, komiks i na końcu Legion.

      Usuń
    6. Ja pamiętam bo książka zrobiła mi krzywdę ;)) Na nieszczęście zanim to czytałem byłem na spotkaniu z Sandersonem i mam nawet to crapiszcze z autografem ;))
      Ja zaczynałem od Drogi królów i, przyznam szczerze, mocno mnie wciągnęło. Choć z perspektywy czasu może też wyżej postawiłbym pierwszego Mistborna. Ale tylko pierwszy tom bo reszta kojarzy mi się tylko z wiecznie stękającą o miłości Vin ;)) Niestety, o czym może już Ci wspomniałem, po Dawcy przysięgi skreśliłem Sandersona z listy moich ulubionych autorów.

      Usuń
    7. Gardzisz? Ja bym chciał mega podpis. Mam na karcie od Ciebie, za co jestem ciągle wdzięczny. Ale jednak spotkanie to spotkanie + autograf na książce ulubionej. To jest zawsze piękne.
      I może dlatego, że z najwyższej półki, potem sięgając po inne, słabsze, tak Ci się porobiło, bo ja właśnie tak tam uważam, że najlepszy jest Mistborn, a ABŚ na drugim miejscu. I też właśnie do tego mojego przekonania przysłużył się "Dawca", bo po tomie 1 i 2 chyba jednak ABŚ wskoczyło na tę chwilę na miejsce 1.

      Usuń
    8. Ja tak sobie pomyślałem w sumie, że u Sandersona robi się taki problem, że włączyła mu się 'masówka', która może - a raczej na pewno - odbije mu się czkawką. Bo w istocie to jest naprawdę dobry pisarz i ma wiele świetnych pomysłów, ale zbyt szybko je kończy, bo zbyt dużo pisze w międzyczasie innych. I to jest taka podobna reguła jak u naszego Mroza. Ja tam Sandersona będę czytał na pewno dalej sporo, ale no też już zauważam pewne schematy, które do pewnego momentu są okej, a potem zaczyna się to już robić zbyt znane i przewidywalne.

      Usuń
  5. Czytałem poprzednią wersję ale to było w czasie kiedy sporo Lema przetrawiałem więc cóż... nie zapamiętałem żeby Legion był czymś godnym uwagi ;)))
    Aha, kiedyś oglądałem taki film Identity. który bazował na podobnym pomyśle. Nie pamiętam czy był bardzo dobry ale skoro tylu ludziom się idea podoba to może ktoś zobaczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, ten pomysł fajny, ale potencjał niewykorzystany. Można było zrobić z tym Leedsem coś lepszego. A porównywanie Lema z Sandersonem jest bez sensu. To jakbyś porównywał Dukaja z Wegnerem. Sanderson z dotychczasowych napisał tylko jedne sf, właśnie ten Legion, a to i tak nie jest jakieś sf w pełnej krasie.

      Usuń
    2. Jeśli chodzi o ścisłość to jest jeszcze to YA, które wydaje Zysk i "Idealny stan" Więc, jak najbardziej, pcha się synek w sf. A to, że nie ma sensu porównywać ? Przecież dokładnie to napisałem ;))

      Usuń
    3. "Idealnego..." nie czytałem, ale też się wiele nie spodziewam po takiej cieniutkiej książce. Zresztą w przypadku opowiadań to wiele nie powiesz. Niby zbiór był dobry, ale Sanderson to powieść przede wszystkim.

      Usuń
  6. Utwierdzam się w przekonaniu, że Legion mogę sobie darować. Chyba wszyscy są zgodni, że to najsłabszy Sanderson - a mój romans z autorem jest dość specyficzny, bo choć uwielbiam jego wizje, światy i systemy magiczne, to nie uważam, żeby miał jakiś szczególnie dobry styl. Chyba ten tytuł odpuszczę tym bardziej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak masz jeszcze inne od Sandersona do ewentualnego przeczytania to proponuję bardziej tamte. Zwłaszcza jeśli nie zamierzasz czytać każdego Sandersona.

      Usuń
  7. Nie wiedziałam, że autor napisał taką ksiąkę. Dotychczas przeczytałam "Z mgły zrodzonego", który bardzo mi soę podobał, jak również " Studnię Wstąpienia", jaka mocno mnie znudziła. Podobają mi się też jego książki o Alcatrazie, ale przez "Drogę Królów" nie potrafiłam przebrnąć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Studnia" nieco gorsza od tomu 1, ale nie rezygnuj z tej serii, bo trzeci tom też bardzo dobry. :)

      Usuń
  8. Brzmi i tak sto razy lepiej niż nieco wkurzający serial.

    OdpowiedzUsuń