poniedziałek, 13 maja 2019

DOM NA WYRĘBACH - Stefan Darda [recenzja]

Cykl: Dom na wyrębach, tom: 1
Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 330
Gatunek: Powieść grozy, horror
Moja ocena: 3+/6









W końcu nadszedł ten moment, ta chwila, kiedy sięgnąłem po autora okrzykniętego polskim Stephenem Kingiem horroru. Długo się zbierałem i mi nie szło, ale osobiste spotkanie z autorem na ostatnich Śląskich Targach Książki przyspieszyło ten moment. (Co prawda były one ponad pół roku temu, ale książka bez tego mogłaby czekać znacznie dłużej :P). Stefan Darda znany jest polskiemu czytelnikowi z książek grozy i fantastyki, a zadebiutował jedenaście lat temu horrorem osadzonym w polskich realiach sięgających połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Był to Dom na wyrębach, który to właśnie ze sobą zabrałem na spotkanie z autorem, aby uzyskać autograf, a kilka dni temu zdecydowałem się w końcu przeczytać tę książkę. 

Marek Leśniewski to rozwodnik i doktor dotychczas wykładający prawo na uniwersytecie we Wrocławiu. Po rozstaniu z byłą żoną postanowił wrócić w rodzinne strony, żeby zmienić otoczenie i przyjąć się do pracy w Lublinie. Zawsze marzył mu się swój własny dom gdzieś w zacisznym miejscu. Okazjonalnie udało mu się kupić dom w Wyrębach. Czeka go trochę pracy, jeśli chce wygodnie mieszkać, bo dom jest do remontu. Ale to nie największy problem bohatera. Problem może stanowić Jaszczuk, czyli jedyny sąsiad w okolicy, który od początku napawa niechęcią do Leśniewskiego i najchętniej by się go pozbył. Z uciążliwymi sąsiadami da się żyć, jeśli się potrafi ich odpowiednio ignorować. Tylko że za Jaszczukiem ciągnie się mroczna przeszłość. Kiedyś był podejrzany o morderstwo, którego mu co prawda nie udowodniono, ale...

Ze wstępu autora dowiedzieć się można, że inspiracją do napisania tej książki była historia opowiedziana mu przez jakiegoś starszego człowieka lata temu w nocy przy kieliszku wódki. Jednak tytułowe Wyręby i postaci z książki nie mają żadnego realnego podłoża, bo zostały całkowicie wymyślone. Domniemać można, że autor, podobnie jak jego bohater, też miał lub ma podobne marzenie o samotnym domku w zaciszu i spokoju, stąd pomysł na takie tło. I w zasadzie te tło i klimat są największymi atutami tej powieści. 

Książka ma trzy rozdziały i zanim dojdziemy do jej meritum, czyli straszenia, mamy przed sobą część pierwszą liczącą sto stron. I to jest takie dość długawe wprowadzenie, bardziej w formie społeczno-obyczajowej z elementami (niewielkimi elementami) grozy. Przeprowadzka, remont, osiedzenie. Nic nadzwyczajnego, ale czytało mi się osobiście bardzo dobrze, dlatego że super klimat oazy spokoju mi się udzielił. Mam taką nadzieję samemu kiedyś nabyć domek na takim spokojnym odludziu (może nie aż takim, jak bohatera, ale gdzie ludzi jest zdecydowanie mniej niż przyrody), gdzie można w pełni wypocząć słuchając odgłosów natury, palącego się drwa w kominku czy wdychaniu swojskich zapachów, które bardziej pobudzają organizm niż niszczące nas spaliny i inne syfy w miejskim powietrzu. To było fajne i klimacik mi się udzielił. Ale poza tym niestety nic mnie więcej nie ruszyło.


Narracja pierwszoosobowa pozwala poznać głównego bohatera i to, co go otacza. Dom, Wyręby, naturę i pobliskie miejsca, które odwiedza. Ale same kreacje postaci, poza głównym, nie są specjalnie rozbudowane. I nie ma ich też zbyt wiele, na palcach ręki zliczyć. Chociaż ta liczba raczej nieistotna. Bardziej charakterystyka, a ta nie wyróżnia żadnej postaci ponad setki innych, które poznać można w książkach. Po prostu zwykli ludzie, zwykły bohater. Żaden typ do naśladowania, a nawet współczucia. Z przymrużeniem oka patrzę zawsze na wszelkie wielkie slogany odwołujące się do innych wielkich pisarzy czy ich książek, które mają zachęcić czytelnika do sięgnięcia po tę przyrównywaną książkę czy autora. Powiem wprost. Darda to nie King, a jego horror nijak się ma do książek mistrza grozy. Nie ten klimat, nie ten styl i przede wszystkim nie ten poziom. Książka jest według mnie bliższa lżejszym horrorom w stylu tych od Grahama Mastertona czy Jamesa Herberta. Może w późniejszych tomach czy książkach polski pisarz bardziej się wyrobił, ale nie wydaje mi się, żeby zbliżył się poziomem chociaż trochę do Stephena Kinga. To po prostu inny świat.

Prawdę mówiąc nie ma wiele grozy w tej powieści grozy. A przynajmniej nie takiej, jaką mógłby oczekiwać fan tego gatunku. Osobiście nie zaskoczyło mnie tutaj nic, ba, nawet mnie nie smyrnęło pojawienie się jakiejś nieludzkiej postaci, szelest, trzask, huczenie i tego typu rzeczy mające wywoływać grozę. Jak na debiut nie można powiedzieć, że jest to książka zła, bo jest całkiem niezła. Ale żeby określić ją jako dobra lub bardzo dobra to musiałbym wymazać chyba z głowy wszelkie inne horrory przeczytane przeze mnie wcześniej. Dom na Wyrębach nie zaskakuje, nie porusza, nie wyróżnia się na tle innych (chyba że weźmiemy pod uwagę tylko ten domek na odludziu i samotniczy klimat, ale to w innych powieściach też było) i nie straszy, jak powinien dobry horror. Osobiście uważam, że książka nadaje się jedynie dla osób, które nie miały za dużo styczności z powieścią grozy, a chcą coś zacząć czytać. Dla osób, które lubią horrory, a nie mają nic lepszego (czytaj straszniejszego), bądź dla czytelników, którzy lubią i chcą wspierać rodzimych autorów. Nie ukrywam, że miałem nadzieję na otrzymanie czegoś więcej i nie dostając tego raczej prędko po kolejną powieść Stefana Dardy nie sięgnę. A szkoda, bo początek był obiecujący i przyjemny.

13 komentarzy:

  1. Tym razem się nie skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie twórczość Dardy jest szalenie przereklamowana. Nie wiem, kto jako pierwszy zaczął pisać, że to polski King, ale to absolutna nieprawda, bo jak słusznie zauważyłeś, nie ten styl, nie ten poziom budowania napięcia i powiązań między wątkami. Dla mnie powieści Dardy są trudne do przebrnięcia właśnie ze względu na styl pisania. W "Domu na wyrębach" denerwowało mnie wyliczanie, co bohater zrobił, gdzie poszedł, co wypił. Tak w koło macieju przez całą książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, powiem Ci, że tyle spoko, że po dobrym wstępie całkiem dobrze mi się to czytało. Nie wynudziłem się, bo to zbyt krótkie i szybko zleciało. Ale to serio taka książka jak się nie ma nic lepszego. A ja znalazłbym na swojej półce kilkaset ponad. ;)

      Usuń
    2. No właśnie, czasem mam wrażenie, że polskich autorów grozy jest tak niewielu, że jak już się ktoś pojawi (albo zostanie wypromowany) to takie typowe średniaki urastają do rangi super powieści.

      Usuń
    3. No chyba tak. Ja z polskiej grozy to osobiście nie kojarzę nikogo tak dobrego, żeby mnie serio przekonał. Są te Ćwieki, Dardy itp. ale mnie to nie przekonuje.

      Usuń
  3. Po Twojej recenzji nie mam kompletnie ochoty sięgnąć po Dardę, mimo że ten tom czeka już długo na półce :/, chociaż wiele osób ma pozytywne opinie.

    OdpowiedzUsuń
  4. O, to mogę sobie odpuścić? :) Spoko, będzie okazja do sięgnięcia po coś lepszego z tego gatunku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kolejne części albo inne książki są od autora lepsze, tego nie wiem. Mnie w każdym razie póki co nie ciągnie. ;)

      Usuń
    2. Czaję, szkoda, że taki niedosyt został :|

      Usuń
    3. Zdarza się. Ale nie żałuję, że to przeczytałem. Nie przekreślam go definitywnie, bo to debiut. Ale wiem już jak pisze Darda i na pewno całkowicie stylu na przestrzeni lat nie zmienił, więc to po prostu może być taka lekka literatura do poczytania kiedyś tam.

      Usuń
  5. Nie czytało mi się dobrze tej książki. Męczyła mnie monotonna narracja, męczyło opisywanie, jak to bohater wypił piwo, zamknął okno itd. Nie uważam, by autorowi udało się stworzyć klimat grozy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy potrafią pisać o prozaicznych rzeczach typu picie piwa bardzo dobrze, że nie razi w oczy. Wszak to w końcu ludzie przede wszystkim są w książkach, więc i ludzkie zachowania mają. ;) Ale u Dardy no tak jak piszesz. ;)

      Usuń