niedziela, 15 kwietnia 2018

HOBBIT - John R. R. Tolkien [recenzja]

Tytuł oryginału: The Hobbit
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Liczba stron: 300
Gatunek: Fantasy, high fantasy
Moja ocena: 5+/6

"Niezwykła podróż"

Jeden mały, niewinny i mało znaczący na świecie ludek, o imieniu Bilbo, żyje sobie spokojnie w swojej chatce (a właściwie hobbiciej norce), nie narażając się nikomu, aż do czasu, kiedy to niespodziewanie siedząc przed swoim domkiem i ćmiąc fajkę zagaduje przechodnia, dużego ludka, który w rzeczywistości okazuje się wielkim i potężnym czarodziejem. Ów duży ludek, który się nazywa Gandalf, przekonany o dobrym i szczerym sercu małego ludka, postanawia sprawić, by jego życie stało się ciekawsze i na drugi dzień sprowadza mu do domu 13-stu innych małych ludków (które niedługo potem okażą się walecznymi i dostojnymi krasnoludami) z długimi brodami, które goszczą i weselą się u poirytowanego coraz bardziej Bilba, a na koniec oznajmiają mu razem z Gandalfem, że zamierzają razem z nim wyruszyć w daleką podróż, żeby odzyskać krasnoludzki skarb zagarnięty dawno temu przez groźnego i osławionego złą sławą smoka Smauga, którego muszą w tym celu unicestwić. I tak trzynastu krasnoludów razem z czarodziejem Gandalfem i biednym Bilbo Bagginsem wyrusza w długą podróż, która przysporzy im ogromnej ilości niesamowitych i często niebezpiecznych przygód, które zapamiętają na zawsze. :)

Nie jestem do końca pewny, który to już raz przeczytałem Hobbita (chyba trzeci), ale z lektury na lekturę coraz bardziej doceniam i uwielbiam tę piękną i urzekającą historię. Bo czegóż tu nie ma? Świetni i różnorodni bohaterowie, emocjonująca i niezwykle ciekawa przygoda, barwnie przedstawiony świat i perfekcyjny styl autora, które to razem powodują, że tę niewielką objętościowo książkę wręcz pochłania się z wypiekami na twarzy. Czytelnikowi, wędrującemu wraz z bohaterami, przyjdzie się spotkać i/lub zmierzyć z goblinami, wargami, elfami, leśnymi ludźmi, orłami, smokiem. Odwiedzić dom potężnego Beorna, krainę elfów Rivendell, jaskinię goblinów, Dzikie Krainy czy Mroczną Puszczę. Poznać lepiej bohaterów i otaczający ich świat pełen niesamowitych miejsc. Będzie pełno przygód, wesoło, emocjonującą, czasami strasznie, ale zawsze bardzo ciekawie.

Niewiele jest tak urzekających mnie książek, o których bardzo lubię mówić i kolejny raz po nie sięgać. Z "Hobbitem" i "Władca Pierścieni" mam jednak bardzo pozytywne wspomnienia i wielki sentyment, który nie wygaśnie nigdy. Mógłbym mówić o obu tych książkach (i filmach) godzinami, najlepiej przy ognisku i piwie, i jestem bardzo nieobiektywny, bo po prostu prozę Tolkiena i produkcje Jacksona uwielbiam i są dla mnie nie do ruszenia, bo zajmują w moim życiu szczególne miejsce. Jednakże obie książki bardzo dobrze bronią się same i wraz z upływającymi latami nie tracą na wartość jednocześnie zyskując sobie kolejne pokolenia fanów, które bardzo chętnie po nie sięgają i zachęcają innych.

Do ponownej lektury przygód Bilbo Bagginsa, szybciej niż zamierzałem, zachęciło mnie tym razem rewelacyjne wydanie, które niedawno ukazało się ze strony wydawnictwa Zysk i S-ka. Odpowiedni format, a co za tym idzie czcionka, interlinie, marginesy czy papier to rzecz normalna, jednak tutaj liczą się przede wszystkim przepiękne czarno-białe oraz kolorowe ilustracje Alana Lee, które w znacznej mierze umilały lekturę i cieszyły oko swą barwą, pewną kreską i wiernym oddaniem klimatu i przygód, które czytamy. Mnie jak zwykle cieszyły wszelkiego rodzaju mapki i pismo, w tym wypadku runiczne, co też uważam za miły dodatek pozwalający śledzić trasę podróży protagonistów. Nic nie może tak urozmaić ulubionej lektury jak jej świetne wydanie z cieszącymi czytelnika dodatkami. 

Hobbit to zdecydowanie jedno z najważniejszych dzieł w historii fantasy, które musi znać absolutnie każdy fan gatunku i szanujący się czytelnik. Jako pierwsze doświadczenie z tym gatunkiem nadaje się idealnie i nie powinno zawieść nikogo, mimo że jest to powieść będąca od początku w zamyśle jej autora bardziej skierowana do młodszych czytelników. Nie wyobrażam sobie jednak jej pominąć, bo to urzekająca historia i jest świetnym wprowadzeniem do Śródziemia i dalszej części niesamowitych i jeszcze ciekawszych i emocjonujących przygód, o których można przeczytać we "Władcy Pierścieni".  Obie książki serdecznie polecam! 

Za książkę dziękuję księgarni Tania Książka.
Więcej nowości znajdziecie na ich stronie.

40 komentarzy:

  1. Ja zrobiłam błąd, czytając Władcę i potem Hobbita. Muszę ponownie po tego drugiego sięgnąć. A bardziej mam ochotę na Władcę, bo dopiero co byłam w kinie na maratonie reżyserskich wersji całego WP. Cudo <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wysiedziałaś w kinie 11 godzin ;) ?? Nieźle

      Usuń
    2. Na drugiej części przysypiałam, ale bardzo jestem usatysfakcjonowana szczególnie z trzeciej części w wersji reżyserskiej (na tej już nie było mowy o spaniu). Nie widziałam tej oficjalnej i nawet nie chcę, bo reżyserska jest świetna.

      Usuń
    3. Miazga, ja bym miał odciski na dupie i pomieszanie zmysłów. :D Nie potrafię usiedzieć na seansie bez ruszania dłużej niż 2-2,5 h.

      Usuń
    4. Pomiędzy filmami można było odprawiać pielgrzymki do WC. Więc tego, z niewyspania się przewracałam, ale coś tam połaziłam :D Wersja reżyserska trzeciej części mnie zachwyciła (pierwszy raz oglądałam) i w sumie nie chcę znać tej oficjalnej, okrojonej... :D

      Usuń
    5. A co tam było dodatkowego, bo nie pamiętam? Ja też oglądałem jakieś rozszerzone, ale nie wiem czy to z dodatkami, czy z uciętymi scenami.

      Usuń
    6. No nie powiem Ci Ciastek, bo nie widziałam wersji oficjalnej :). Ale reżyserska mi pasowała, należycie wszystko pokazała.

      Usuń
    7. Szacun, serio! Byłem raz na maratonie Matrixa i śmierć Trinity była najdłuższą sceną w dziejach kina ;))) Władcę próbowaliśmy z kumplami ale ekipa zebrała się dość późno bo żony/dzieci/praca i po obejrzeniu pierwszej części i przekalkulowaniu ile jeszcze czasu trzeba rozjechaliśmy się grzecznie do domów ;)) starość nie radość ;)
      I zgoda, reżyserskie wersje są jedynie słuszne.

      Usuń
    8. Ja maratony bardzo lubię, jeszcze mam na nie czas ;) a poza tym zobaczyć Władcę całego na dużym ekranie to też jest coś!

      Usuń
    9. Ja pamięam jak już mi było ciężko wysiedzieć na "Powrocie" w kinie. Teraz to mnie zaintrygowaliście tą reżyserską, bo nie wiem czy to jest film dłuższy, czy szersze dodatki?
      Ogólnie to fajnie było, jak H się pojawił. WP jak był to miałem jakoś 15-16 lat, więc 'innym okiem' na to patrzyłem, ale się zachwyciłem, a H pojawił się 10 lat później, kiedy już byłem dorosły i już takiego zachwytu nie było. Jasne, że ogólnie słabiej nakręcony, ale ciekaw jestem jakbym to oebrał, gdyby pojawiło się to w odwrotnej kolejności. :)

      Usuń
    10. No patrz, a ja nawet nie wiem, czym konkretnie jesteś zaintrygowany. Ale to trwało koło 4 godzin to to ostatnie, więc nie wiem, ale tam po prostu jest więcej scen ponoć (tak słyszałam od kumpeli, która widziała obwie wersje, i np. pojawia się potok czaszek zalewający Aragorna, Legolasa i Gimliego)

      Usuń
    11. Zobaczyłem na swoich dvd, że ja jednak mam wersję rozszerzoną, czyli z dodatkami, a nie reżyserską. Szkoda, że tej rozmowy nie było 2 tygodnie temu, kiedy przez weekend zrobiłem sobie ponowny seans, bo skombinowałbym reżyserką i zobaczł w końcu.

      Usuń
  2. Moja lektura szkolna, która mnie wynudziła i ostatecznie zraziła to fantastyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, że to było lekturą, a ja nic takiego nie kojarzę. W podstawówce to?

      Usuń
    2. Było chyba na liście lektur uzupełniających kiedyś, nie wiem jak teraz. Pewno wyszło jak z Pirxem, rzucono w twarz dzieciakom i uraz na całe życie.

      Usuń
    3. Raczej gimnazjum, ale nie dam głowy. Na pewno nie liceum. Albo podstawówka, albo gimnazjum.

      Usuń
    4. Ja nie kojarzę, a między nami chyba nie ma wielkiej różnicy. Jestem rocznik 88. To nie było jako lektura dodatkowa przypadkiem?

      Usuń
    5. Ja tam się cieszę, że u mnie to nie była lektura i mogłam się nią sama cieszyć :) Jak to jest, że wszystko co się "przerabia" w szkole jakoś osłabia sympatię do książki?

      Usuń
    6. Nie powiem Ci czy dodatkowa. Zbyt dawno temu to było.

      Usuń
    7. Kasia - niekoniecznie. Ja np. lektury wojenne bardzo lubiłem: Medaliony, opowiadania Borowskiego, Inny świat. Zbrodnia i kara też mi się podobała, jeszcze jakieś by się znalazły.

      Usuń
    8. Ja miałam w końcu przesyt wojennych, bo prawie całą czwartą klasę LO takie czytaliśmy. Ale fakt, niektóre były bardzo dobre (i to niezależnie od omawiania) - najmocniej chyba uderzyły we mnie ROzmowy z katem i Inny świat. A z pozostałych epok i lektur dodatkowych to cieszę się, że nam polonistka wprowadziła np. Władcę much :)

      Usuń
    9. Po 'Rozmowy z katem' ja akurat sięgnąłem już po szkole i po maturze, którą miałem o tematyce wojennej. To był taki okres, kiedy właśnie literatury obozowej czytałem sporo. Władcy much nie kojarzę jako lektury, podobnie jak Hobbita czy wspomniane przez Ciebie Rozmowy.

      Usuń
    10. U nas w klasie ROzmowy i Władca były lekturami dodatkowymi :)

      Usuń
    11. No tak kojarzę, bo na podstawę to mi to w ogóle nie pasuje. Chociaz ja to bym wy***bał z podstawowych takie szmatławe "Dziady" na przykład i w ich miejsce dał Rozmowy i Władcę. :D

      Usuń
  3. Uwielbiam Hobbita. :D
    Czytałam go chyba już z pięć razy.
    Zaś to wydanie przepiękne. Choć to wcześniejsze, które posiadam również.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja 3, ale będzie pewnie co najmniej jeszcze raz tyle. Będę miał dzieciaka(ki) to liczę, że to albo HP na początek z fantasy będzie. :D

      Usuń
  4. Czytałam już trzeci raz i jak kiedyś nie podobał mi się Władca, tak myślę, że teraz porwałby mnie bardziej niz Hobbit, więc mam nadzieję, że niedługo go przeczytam :D
    A wydanie fenomenalne <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak WP Cię nie zachwyciło to z H ciężej, chociaż H szczuplejsze i sporo się dzieje. Nie mniej jednak mnie po oglądaniu WP czytanie H (bo oglądałem najpierw filmy, a potem sięgnąłem po Tolkiena) tez za pierwszym razem nie zachwyciło.

      Usuń
  5. Też bym sobie odświeżyła, bo czytałam tylko raz. WP też zresztą :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Klasyka klasyk ;). A to nowe wydanie po prostu bajeczne. Tak samo jak trylogia i silimarillion. Sam sie zastanawiam czy nie zainwestowac i kupic całość bo mam już strasznie wysluzone swoje egzemplaarze:D. Ale to czas pokaże ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie trylogia też już wyszła w tym formacie i wydaniu? Bo nie potrafiłem się doszukać tej informacji. Tam się chyba nie zmieniła grafika okładkowa i ciężko to w księgarni internetowej wyśledzić.

      Usuń
    2. Z tego co wiem to wyszła:). Chyba koło listopada była premiera, na stronie wydawnictwa tak przynajmniej było napisane. Okładki rzeczywiście podobne do wydania chyba od Amberu o ile sie nie mylę. No ale format sie zgadza. Musze sie wybrac do jakiejs księgarni i to ogarnąć na żywo ;)

      Usuń
    3. To co na jesieni wyszło było, niestety, z tłumaczeniem Łozińskiego. Mam na myśli wersję ilustrowaną.

      Usuń
    4. No właśnie Michał mnie też uświadomił. Szlag! Z tymi wydaniami Tolkiena to zawsze jest źle. Uzbierać jednolicie z wydaniem ilustrowanym i najlepszymi tłumaczeniami jest niepodobieństwem.

      Usuń
  7. Ciacho, czy ten Hobbit jest tego samego formatu co ilustrowane wydanie Silmarillionu? Bo raz próbowałem doczytać jak to jest i wychodziło, że Hobbit jest mniejszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może 2 mm wyższy, ale poza tym dokładnie takiego samego. ;)

      Usuń
    2. Aaa to spoko, to dokupię sobie przy okazji, dzięki za info :)

      Usuń
  8. Aaa, kiedyś to było... ;D. A tak poza tym, to lubię hobbita, ale bardziej mi się podobał LOTR. Rozważam lekturę innych pozycji Tolkiena (tylko nie wiem od czego zacząć). Tak na koniec zapraszam do siebie, bo niedawno zacząłem - https://booksbydinosaur.blogspot.com/.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. SIęgnij po Silmarillion. A potem to już resztę wg uznania.

      Usuń