wtorek, 9 maja 2017

SLADE HOUSE - David Mitchell [recenzja]


 Tytuł oryginału: Slade house
Seria: Uczta Wyobraźni
Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 188
Gatunek: Horror
Ocena: 4+/6

"Fantasmagoryczna rezydencja"

Na ulicy Slade Alley, w wąskim zaułku niedaleko angielskiego pubu The Fox and Hounds, widać dziurę w ścianie, gdzie po jej przekroczeniu znajduje się tajemnicza rezydencja Slade House. Drzwi do jej wnętrza otwierają się raz na dziewięć lat, w ściśle określonym czasie. Rezydencja należy do tajemniczego rodzeństwa Grayer, które w niepowtarzalny sposób nęci i zaprasza do odwiedzenia ich w fantastycznym Slade House, gdzie wszystko wydaje się być cudowne i niesamowite, i nie chce się za nic w świecie opuszczać tego miejsca. Ale kto raz wejdzie do tajemniczego domu, ten już wyjść nie potrafi. Co takiego się skrywa za murami Slade House? Czemu tak trudno je opuścić? Czy rzeczywiście nie ma sposobu, żeby się stamtąd wydostać? A może jest, ale wykraczający poza ludzkie pojęcie?

Czwarty już  raz przyszło mi się zmierzyć z twórczością Davida Mitchella, który jest jednym z najbardziej wyjątkowych autorów, jakich znam. Nie da się dosłownie opisać stylu i warsztatu, jakim operuje, bo to trzeba sprawdzić samemu. Wystarczy powiedzieć, że każda przygoda z jego twórczością to coś nowego, niepowtarzalnego i ożywczego dla umysłu. Można się o tym przekonać czytając same tylko wypowiedzi różnych czytelników, żeby zorientować się, że jest to bez wątpienia autor bardzo oryginalny, nietuzinkowy i wyrafinowany. Autor, który czaruje przede wszystkim formą i warsztatem, który jest bardzo dobry. Historie jego książek są niczym piórko wędrujące wraz z letnim wietrzykiem, który je niesie w niesamowite miejsca pozwalając czytelnikowi przeżyć fantastyczną podróż emocjonalno-duchową. Proza brytyjskiego pisarza jest lekka, ale piękna, delikatna i poetycka, nawet jeśli przedstawiona w formie horroru, jak w przypadku tej powieści, co jest swego rodzaju nowością, bo z tym gatunkiem u autora jeszcze się nie spotkałem. Nie mniej jednak w niespełna dwustu stronicowej książce chłonie się każdą stronę i każdy wers, napisany soczystą prozą tego pisarza.

"Slade House" jest powieścią złożoną z pięciu historii różnych postaci, które łączy tytułowa rezydencja i nieprawdopodobne wydarzenia, jakie w niej zachodzą i jakich postaci te są świadkami. Opisywanie tych historii nawet w skrócie zdradziłoby zbyt wiele i zepsułoby całą zabawę i urok, bo książka, jak wspomniałem, liczy sobie niespełna dwieście stron, a losy jej postaci trzeba przeczytać w odpowiedniej kolejności, zgodnie z zapisem, bo nie są to osobne opowiadania. Warto jednak wspomnieć, że każda z postaci, która zawita w Slade House, jest zupełnie inną osobowością, którą motywuję inne cele i na którą dom oddziałuje w różny sposób, więc nie da się przewidzieć, co się wydarzy, a zaciekawienie czytelnika rośnie dzięki temu ze strony na stronę coraz bardziej. Autor wplata też chętnie w fabułę nawiązania do świata pop-kultury, co jest chyba swego rodzaju hołdem, bo można natchnąć się  na wiele odniesień do twórczości pisarskiej, filmowej czy muzycznej jak na przykład Władcy Pierścieni, Odysei kosmicznej, Egzorcysty, Hotelu California, Archiwum X, Star Wars, twórczości Stephena Kinga, Arthura Conana Doyle'a, Herberta George'a Wellsa i kilku innych.

Książka napisana jest w formie powieści grozy i tę grozę faktycznie w niej czuć. Każdorazowemu odwiedzeniu rezydencji, oprócz ekscytacji, towarzyszy również niepokój i lęk przed tym, co niesamowite i niepojmowalne przez ludzki umysł, który rejestruje wiele nieprawdopodobnych zjawisk w tym domu, przed problemem w odróżnieniu, co jest rzeczywiste, a co wydaje się być złudne i przed utrudnionym wydostaniem się z domu. Nadnaturalne zjawiska zostają wyjaśnione w bardzo ciekawy sposób angażując w to okultyzm i czarną magię. Nietypowa forma przedstawienia domu i niecnych działań rodzeństwa wywołują bezradność i autentyczny lęk przed tym, co nieznane. Nie często zdarza się, żeby współczesny horror został napisany w tak ciekawy i nieszablonowy sposób. Ostatnio mogliśmy się o tym przekonać w ceglastej książce Danielewskiego "Dom z liści"  wydanej w zeszłym roku, ale autor "Atlasu chmur"  udowadnia, że wcale nie trzeba aż tylu stron, żeby stworzyć świetną, ciekawą i niepokojącą powieść grozy.

"Slade House" to horror w wykonaniu bardzo nietuzinkowym, jak cała nietuzinkowa twórczość autora, który pokazuje, że nadal można w tym gatunku pokazać coś nowego, a przy tym zaciekawić, przestraszyć i wywołać wiele emocji. Proza Davida Mitchella to danie wykwintne, lektura dla koneserów, uczta dla wyobraźni.


Za udostępnienie mi tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mag. :)

14 komentarzy:

  1. Ja po horrory sięgam rzadko, ale ta książka jakoś mnie wyjątkowo interesuje. Mitchella jeszcze nie czytałam, ale zabiorę się za niego jak mi wpadnie w łapki - niekoniecznie za Slade house w pierwszej kolejności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest rasowy horror. Spróbuj. :)

      Usuń
  2. Jak możesz dawać taki spojler już w pierwszej linijce!? :P A i chyba zapomniałeś o ocenie :)

    Pod całą Twoją recenzją się podpisuje. Niesamowita książka, która stopniowo ujawnia swoje znaczenie, a powiązanie z Czasomierzami jeszcze dodaje jej smaczku. Ciekawe, czy MAG wyda coś jeszcze w tym roku, czy dopiero później. Czytałem kiedyś Konstelacje z biblioteki i świetna, taka na poły autobiograficzna książka Mitchella :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pierwszym zdaniu? Przecież to na okładce też można przeczytać.

      No właśnie z tymi czasomierzami było coś w ostatniej historii. To o to chodziło? Ja zrozumiałem, że to jakaś organizacja jest.

      Usuń
    2. "Wampiry dusz" chodziło mi o tę pierwszą linijkę :)

      Tak, była wspomniana organizacja, która występowała w Czasomierzach. Więcej w tej chwili Ci nie powiem, musiałbym sobie odświeżyć poprzednią książkę Mitchella, ale zapewne powiązań pomiędzy nimi jest jeszcze więcej :)

      Usuń
    3. A ja myślę, że nikt, kto nie czytał, nie zwróci większej uwagi na to, bo mało osób patrzy na tytuły recek. Ja zresztą daje je tylko z uwagi na konieczność dodawania ich przy wstawianiu recek na księgarnie typu Empik, Matras czy biblionetka. Normalnie jak pisze recke kupionej przeze mnie książki to nie daję tytułu.

      Spoko. Czasomierze mnie jednak jakoś póki co nie kręcą. ALe na pewno po to sięgnę.

      Usuń
    4. Jednak trochę spoilerujesz tymi wampirami :) Tak troszeczkę ;)
      A tak w ogóle to spalam się z zazdrości za Atlas chmur w wydaniu UW, nie do zdobycia już teraz!

      Usuń
    5. To jaki tytuł? Podpowiedz coś. Dom dusz pasuje? :P
      No, rarytas. Ale ja za to nie mam Welinu i Ślepowidzenia (chociaż to akurat mnie nie boli, bo kupiłem z obwolutą razem z Echopraksją).

      Usuń
    6. O to, to dom dusz dobry jest :D

      Usuń
    7. I tak dałem inny. :)

      Usuń
    8. Taki trochę sztuczny, ale już niech będzie. :)

      Usuń
  3. Lubię czasem sięgnąć po horror, dlatego będę pamiętać o "Slade house". :)
    Pozdrawiam,
    Alice z https://ourbooksourlive.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć po raz pierwszy - zdaje się. :)
      Jak lubisz to sprawdź, to nie jest taki klasyczny horror.

      Usuń