wtorek, 29 listopada 2016

DOM Z LIŚCI - Mark Z. Danielewski [recenzja]



Tytuł oryginału: House of Leaves
Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 795
Gatunek: Horror
Moja ocena: 5+/6

"Dom grozy"

Johnny Wagabunda to pracownik salonu tatuażu, który dzięki swojemu przyjacielowi wchodzi w posiadanie notatek niejakiego pana Zampanó - tajemniczego, samotnego i niewidomego lokatora w podeszłym wieku, który niedawno zmarł. Jak się okazuje te jego obszerne zapiski przedstawiają historię filmu "Relacja Navidsona", który kilka lat wstecz cieszył się wielkim zainteresowaniem. Dzieło te jest autorstwem fotoreportera Willa Navidsona i przedstawia dom zamieszkiwany przez Navidsona, jego żonę Karen i dwójkę dzieci, Chada i Daisy. Dom  niezwykły, bo posiadający fenomenalne właściwości, które objawiają się jego domownikom pewnego dnia. Pojawiają się w nim drzwi, za którymi kryją się tajemnicze korytarze, które co pewien czas się przekształcają tworząc niezliczone labirynty. Navidson, wbrew woli żony, postanawia wraz z kilkoma kolegami zbadać te niesamowite zjawisko i dociec dokąd prowadzą i skąd się wzięły. Nie mają pojęcia, że czeka ich przerażająca przygoda. 

Zampanó poświęcił ostatnie lata swojego żywota badając ten niesamowity film i historię Navidsonów, tworząc liczne zapiski na ten temat, które całościową stanowią dość obszerny materiał. Johnny Wagabunda studiując te zapiski dopisuje własne notatki na ten temat. Z dnia na dzień poświęca temu coraz więcej czasu, popada wręcz w obsesję tracąc kontakt ze światem zewnętrznym i bliskimi. Po jakimś czasie dopiero spostrzega, że tajemniczy dom Navidsonów wpływa także na jego życie, wywołując w nim dziwne lęki i paranoje.

Czekałem na tą książkę jakieś trzy lata, odkąd pewnego dnia doszukałem się na forum wydawnictwa Mag bardzo interesującej wzmianki na jej temat i kilku fotek, które przedstawiały niezwykłą strukturę tej powieści. Osobiście bardzo lubię nieszablonowe rozwiązania literackie i często chętnie je sprawdzam, więc bezwzględnie postanowiłem, że ją przeczytam, jak tylko się pojawi. Trochę czasu minęło, ale zdecydowanie warto było czekać, bo "Dom z liści" to książka niezwykła i bardzo angażująca czytelnika, a to nieczęsto się zdarza. Przede wszystkim warto zaznaczyć, że poznajemy w niej nie jedną, a dwie przeplatające się historie. Pierwsza i główna jest o wspomnianej rodzinie Navidsona, niezwykłym i budzącym grozę domu oraz nakręconym filmie. Druga przedstawia Wagabundę, jego krótkie historie życiowe, studiowanie zapisków o domu i Navidsonach i ukazywanie coraz bardziej niepokojących i dziwnych zachowań Johnny'ego, które pojawiają się u niego, odkąd zaczął interesować się tym domem i zapiskami na jego temat. Co ciekawe o Wagabundze nie czytamy w rozdziałach, a w obszernych przypisach, które pojawiają się w trakcie czytania "Relacji Navidsona". 

Generalnie na temat samej struktury i wydania "Domu z liści" można by napisać osobną i bardzo, bardzo, bardzo obszerną recenzję. Serio. Cała książka odbiega swoją strukturą od większości  innych, jakie znacie.  Paginacja, układ strony, inne czcionki (raz Times, raz Courier) , przypisy zawierające przytoczone nieistniejące książki czy inne publikacje nieistniejących autorów, przypisy przypisów, które powodują, że czytamy taki odsyłacz przez najbliższe kilka stron, żeby za chwilę wrócić i czytać dalej tam, gdzie pojawił się przypisy, są też przypisy, które odsyłają na koniec książki, a tam czeka na nas ponad 140 stron dodatków. Ponadto w całej książce mamy wiele przekreśleń na czerwono, wiele uciętych tekstów (co ma nadawać realności zapiskom, bo przecież mogło się coś zalać kawą lub atramentem i stać nieczytelne albo po prostu zgubić i ani Wagabunda, ani my nie wiemy, co się działo przez ten moment), a słowo "dom" każdorazowo oznaczone jest kolorem niebieskim.

Zmienia się narracja, pojawia się różne rozłożenie tekstu (autor chcąc przedstawić niezwykłą podróż przez labirynty, gdzie bohaterowie chodzą w różnych kierunkach, i górę, i w dół, specjalnie poczynił zapiski tekstu, które zmuszają nas, czytelników, do odwracania książki do góry nogami albo pod innymi kątami), zmienia się forma - generalnie książka to horror, który może autentycznie wywołać ciary, ale w trakcie czytania, kiedy jesteśmy odsyłani do przypisów albo do zamieszonych na końcu dodatków, przybiera formę epistolarną, drobnych notatek, dziennika, albumu, wywiadów, wierszy czy opracowania naukowego. W gruncie rzeczy to właśnie taka powieść grozy, ale poddana głębokiej i obszernej naukowej analizie, która zahacza o fizykę, matematykę, geologię, architekturę, mitologię, Biblię czy po prostu ważne dzieła literackie (Dantego, Borgesa). Początkowo było trudno się z tym oswoić, bo książka wygina mózg. Dosłownie. Ja osobiście po kilkunastu stronach czułem się jak po butelce wódki. Podchodziłem do lektury całkowicie trzeźwy. A po iluś tam stronach stronach czułem się jak po pół litra wódki później. Skołowany, bełkoczący, zatracając się w szarej rzeczywistości. Na szczęście z biegiem czasu było coraz łatwiej i książka zaczęła wciągać niesamowicie, mimo że momentami te głębokie analizy wywoływały lekki przesyt. Może dlatego najlepiej czytać ją w dłuższych odstępach czasu odpowiednio sobie dawkując. Część tej nieszablonowej i oszałamiającej struktury możecie zobaczyć na fotkach, które kilka dni temu wrzuciłem na profil fejsbukowy mojego bloga. Ale możecie mi uwierzyć, że czegokolwiek bym tam na tych fotkach nie pokazał i nieważne jak dużo na ten temat tutaj napisał, to i tak nie przygotuję was do tej lektury i nie pokaże odpowiedniego obrazu, który zobaczyć możecie tylko sami i gwarantuję. że będziecie zaskoczeni.

"Dom z liści" będzie dla wielu z was jak terra incognita literatury. Ziemią nieodkrytą, niezbadaną, która czeka na eksplorację przez czytelnika. Takich książek jest na świecie niewiele (ja się spotykam z czymś takim po raz pierwszy, chociaż miałem już okazję czytać zróżnicowane strukturalnie i oryginalne książki typu "Atlas chmur" Mitchella  czy "Wszyscy na Zanzibarze" Brunnera) i mógłbym się założyć o swoją wypłatę, że większość z was, która po nią sięgnie, będzie tak, jak i ja doświadczać takiej literatury po raz pierwszy. Jednocześnie też warto zaznaczyć, że jej interpretacja w wielu przypadkach jest i będzie skrajnie inna u czytelników. Czy dobra, czy zła, to już inna sprawa, ale frajda jest niesamowita. Czy jest to książka idealna? Nie wiem. Czy wybitna? Może. Ambitna? Zdecydowanie. Zajmująca? CHOLERA TAK!  

"Dom z liści" to jedna z tych książek perełek, dla których chcemy i możemy zarwać noc. Lektura, dla której musimy poświęcić nawet te kilka minut dziennie, aby chociaż przez chwilę nacieszyć się tekstem. To pozycja, która angażuję czytelnika nie tylko w samo czytanie, ale i w myślenie nad jej przesłaniem, w analizowanie, a także w wyobrażanie sobie czegoś, co zostało narzucone nie przez autora, a przez bohatera ( w tym przypadku przez Wagabundę, który relacjonuje swoje wrażenia i przygody, przemawiając do czytelnika, by wyobraził sobie taką i taką scenę albo dojść do rozwiązania zagadki). To książka, gdzie chcemy dotrzeć jak najszybciej do jej końca, żeby wiedzieć, jaki będzie finał, ale i jednocześnie chcemy, żeby trwała jak najdłużej, żeby móc się nią cieszyć. Na pewno nie jest ona pozycją dla wszystkich. Na pewno nie dla literackich leniuchów. Raczej dla odważny, a nawet rzekłbym, że dla książkowych masochistów, którzy jak się już  na tę książkę zdecydują to przeczytają ją od deski do deski, odkryją głębokie pokłady niesamowitości i zobaczą oraz doświadczą w pełni ten ewenement literacki. Takie osoby będą poharatane, zdewastowane, umysłowo zgwałcone, oszołomione, ale koniec końców cholernie zadowolone. I takim odważnym osobom tę książkę polecam. 

Za tą niesamowicie zakręconą i nieszablonową książkę serdecznie dziękuję  Wydawnictwu Mag.

67 komentarzy:

  1. O tej książce myślę od pewnego czasu ale po prostu mnie przeraża. Widziałem już wcześniej zdjęcia na Twoim facebooku i wygląda to intrygująco ale i w pewien sposób rodzi pytanie: "czy podołam?". Z pewnością duży plus za to, że sprawia jakby samemu się uczestniczyło w wydarzeniach. Z przypisami podobnie było (ale zdecydowanie w łagodniejszej formie) w "Jonathan Strange i Pan Norrel", jak będziesz miał chwilę to polecam Twojej uwadze. Danielewskiego będę chciał przeczytać ale kurcze nie wiem czy znajdę na tyle wolnego czasu aby móc w 100% poświęcić się lekturze..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie myśl, tylko kupuj i czytaj. Już przecież mi i Łukaszowi zawierzyłeś, i się nie przejechałeś. Fakt, książka jest wymagająca, ale jak podejdziesz do niej na chłodno i w pełni skupiony (jak zapewne przy Brunnerze) to podołasz. :)

      Usuń
    2. Co jak co ale na Waszych rekomendacjach zawsze mogę polegać. Z pewnością przeczytam ale najwcześniej po Nowym Roku bo i cena książki nie jest niska a i tak teraz nie miałbym na tyle czasu aby ją spokojnie czytać.

      Usuń
    3. To zerknij na nieprzeczytane.pl Tam jest za 3 dyszki, bo normalnie widzę za 6. Nie zwracałem na to uwagi, bo to mam, póki mi nie napisał kolega poniżej, ile za to dał.

      Usuń
    4. Jak za trzy dyszki? 46,89 zł...

      Usuń
    5. Za cztery, sorry, myślałem dobrze, napisałem źle. ;)

      Usuń
    6. Ufff... A już myślałem, że przegapiłem mega okazję ;-)

      Usuń
    7. Nie, nie przegapiłeś. :)

      Usuń
  2. Wyborna recenzja Ciacho, nie mogę się doczekać lektury

    Gdyby nie (nad)wysoka cena już też byłbym po lekturze, a tak cały czas czekam, aby na "mikołaja" sobie zamówić razem z "Na opak" Onionsa ze słynnej serii Biblioteka Grozy.

    Grot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. ;)

      Nie porównywałem cen tej książki na necie, ale widziałem dzisiaj, że MAG w newsletterze podesłał jakiś świąteczny rabat na wszystkie książki w swojej księgarni.

      Usuń
    2. Zamówiłem za 65 zł. Nie wiem czy dużo czy cholernie dużo :D

      Grot

      Usuń
    3. O, stary, to raczej byłoby te cholernie dużo. Nie chciałbym Cię dobijać, ale ja to widzę za prawie 2 dychy mniej. Ty chyba nie znasz strony nieprzeczytane.pl :
      http://www.nieprzeczytane.pl/Dom-z-lisci,product991665.html

      Usuń
    4. Mistrzu nie znam tej strony, lecz ośmielę się wyrazić przypuszczenie, że na podobną cenę wyjdzie, gdy doliczyć kilkanaście złotych przesyłki, a u mnie za równe 65 zł wyjdzie, gdyż odbiorę za darmo w księgarni bez dodatkowych opłat.

      Grot

      Usuń
    5. Jakbyś chciał paczkomatem za 8 zł wysyłka to łącznie wyszłoby Cię 55 zł. :)

      Usuń
    6. A jak pocztą, to tylko 4.99 zł. Ale przecież ne zamawia się jednek ksiązki, to koszty się rozkładają :D

      seczytam.blogspot.com

      Usuń
    7. Dokładnie. Ja zresztą rzadko kiedy kupuję 1, a jak już to z kilkoma osobami. :)

      Usuń
  3. Moja córka chce ją od Mikołaja dostać, więc pewnie i ja się później załapie. Trochę się boję, że nie podołam☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więcej skupienia i wytrwałości to podołasz. :)

      Usuń
  4. Chyba mnie w końcu skusicie na ten dom. Byłam do niego sceptycznie nastawiona, ale najpierw entuzjazmował się Łukasz, teraz Ty... Źle wpływacie na moją silną wolę nie robienia zakupów :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam zaraz źle :P Z tej książki będziesz bardzo zadowolona i gwarantuję, że na jednym czytaniu się nie skończy! :D

      Usuń
    2. No raczej, że będzie. Każdy nieco bardziej ambitniejszy czytelnik będzie. Chyba że się woli czytać rasowe czytadło albo romansidła i nic ponad to. Ale nasza trója do tej drugiej grupy się nie zalicza. ;)

      Usuń
    3. Bo my mamy doskonały gust :D

      Usuń
  5. Bardzo podoba mi się twoja recenzja, bo aż kipi entuzjazmem :) Co do samej książki to przez Was (Ciebie i Łukasza) mam na nią coraz większą ochotę, choć normalnie to rzadko po takie książki sięgam. Niespecjalnie lubię się bać, a czuję, że ta książka mogłaby wywołać niezłe ciary na plecach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, bo pod wpływem takiego entuzjazmu pisałem, więc dobrze, że Ci się podoba. :)
      I znowu zarzut do mnie i Łukasza, a my się tu staramy wprowadzać radość do waszego czytelniczego życia. :P
      Może wywołać, a i owszem. Jakbym czytał młodszy o jakieś 15 lat to pewnie wrażenia byłyby silniejsze. :)

      Usuń
  6. Fajnie Ci wyszła recenzja i super pomysł, żeby zrobić na niebiesko słowo dom również w recenzji :D
    Gdyby nie milion lektur innych do czytania, to z pewnością przeczytałbym ją jeszcze raz w tym roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. A na pomysł z niebieską czcionką wpadłem w trakcie pisania. :) Ja wrócę do niej na pewno, ale musi minąć trochę czasu. Niech się wszystko poukłada, za rok czy dwa czytanie może być inne. :)

      Usuń
  7. "Dom z liści" to rzecz, która bardzo mocno oddziałuje już po przeczytaniu i po odłożeniu na półkę.
    Ogólnie tą książkę można czytać na 3 sposoby:
    - jak pocisk (olewamy większość przypisów, nie podważamy realności żadnej z narracji, wszystko traktujemy dosłownie, nie śledzimy wątków pobocznych, nie zastanawiamy się nad formą tylko lecimy przez fabułę bez zastanawiania się jak jedna narracja ma się do drugiej). Dobry sposób, przynosi jakąś tam satysfakcję ale nie tak chciał tą książkę zaserwować Danielewski. Tak czytany "Dom z Liści" nie dręczy po przeczytaniu.
    - jak detektyw (szukamy powiązań między narracjami, uzasadniamy jedną narrację drugą, zastanawiamy się co jest realne a co nie, co oznaczają przekreślone fragmenty i kolory, w końcu zastanawiamy się nad dosłownością i alegorycznością pewnych fragmentów). To jest satysfakcja bez porównania większa, książka mruga do nas z półki a my łapiemy się na tym, że nie wszystko co sobie poukładaliśmy w głowie, jest na swoim miejscu i musimy układać na nowo. To już bliższe zamiarom Danielewskiego ale czasem zastanawiam się czy nie chodzi jeszcze o coś więcej.
    - jak Wagabunda (dostajemy świra, wszystkiemu próbujemy nadać znaczenie, nic nie jest w pełni realne ani wymyślone, każdy przypis coś oznacza, dekodujemy szyfry w co bardziej podejrzanych fragmentach, interpretujemy wszystko czego doświadczamy. Tak czytana książka nie jest odłożona na półkę bo nie możemy się od niej uwolnić. Być może to był plan Danielewskiego? Taki sposób czytania odradzam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, no w zasadzie masz rację, co podpiąć można pod to, co wspominałem o interpretacji. W każdym razie ja w większości zachowywałem się jak detektyw, ale momentami włączał mi się Wagabunda. :P

      Usuń
    2. Ja też czytałem jak detektyw chwilami przemieniony w Johna :) Zastanawiam się ile tam na serio jest zaszytych ukrytych wiadomości, kodów itp. Nie wszystkie przypisy są przecież fałszywe, trafiłem raz na polskie nazwisko w przypisie, książka dotycząca, oidp, architektury, wygooglałem, jest! :) Sama historia słynnego zdjęcia jest zerżnięta z rzeczywistości (o czym też jest informacja w przypisie ale z przekłamaniem). Na pewno jest to książka na więcej niż raz.

      Usuń
    3. Nie napisałem, że są fałszywe, po prostu o samych fałszywych wspomniałem i tych długaśnych. :) A te polskie nazwisko w przypisach to jakoś przeoczyłem, bo nie kojarzę. Ja tylko kojarzę kolesia z Gdańska i coś tam jakieś wspomnienia o polakach były jeszcze. :) Dokładnie. To trzeba przeczytać jeszcze raz na spokojnie, wiedząc już jak to wygląda i po drodze wyłapać wszystko to, co jakoś się przeoczyło, nie do końca zrozumiało itp. :)

      Usuń
    4. Były wspomnienia o Polakach, zresztą część tych wierszy (poematów?) Pelikana została napisana dla naszych rodaków ;) Wydaje się, że Mark ma pewien sentyment do Polski i bardzo szkoda, że plan ściągnięcia go na targi, na premierę książki, nie wypalił.
      Niestety nie widzę tego ponownego czytania w najbliższych kilku latach ale kto wie ;)

      Usuń
    5. Miał bodaj dziadka z Polski, o ile dobrze pamiętam. :)

      Usuń
  8. No nie - nie chciałam jej, a teraz już chcę! Winię za to Ciebie. Uwielbiam takie literackie zabawy, które zmuszają do myślenia a przy tym tak strasznie wciągają, że aż można poczuć się jednym z bohaterów. Wyginaniem mózgu zawsze namówisz mnie do lektury :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu nie chciałaś? Bo horror?
      Fotki na fejsie widziałaś? :)

      Usuń
    2. No coś Ty - uwielbiam horrory, zwłaszcza takie, które straszą :) Po prostu nawet nie interesowało mnie, o czym jest ta książka. Dużo osób na nią czekało więc ja, przekornie, stwierdziłam że nie będę się nią interesować. No ale nie wyszło :P
      Tak, widziałam zdjęcia. Zapowiada się niezły mindfuck :D

      Usuń
    3. No to już Cię dalej zachęcać nie trzeba. Ciastek Mistrz. :D

      Usuń
    4. No a jak. Taki jestem. :P

      Usuń
  9. Już sama Twoja recenzja namieszała mi w głowie, a co dopiero ta książka. Sama nie wiem - porównanie do wódki i fakt, że nie jest to powieść dla literackich leniuchów mnie odpychają. Z drugiej strony lubię wyzwania i pomimo tego, że już jakiś czas temu wyzbyłam się przekonania, że żadna wymagająca lektura mi nie straszna to chcę sięgnąć po Dom z liści. Może nie teraz, może dopiero za kilka lat jak bardziej dojrzeję i będzie mi zależało na sięganiu po nieszablonowe dzieła.
    Widziałam fotki na fb i co więcej, będąc w empiku zabrałam się za przeglądanie Domu z liści, trochę się przeraziłam szczerze powiedziawszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no spoko, ja to potrafię namieszać kobietom w głowach. :D A tak serio, to nic w porównaniu do tego, co się dzieje z człowiekiem, który zaczyna czytać i angażować się w tą lekturę. Serio.

      Usuń
    2. Heh, teraz po nocach przez Ciebie nie będę spała :P
      Nie strasz, bo jeszcze to przeczytam, żeby sprawdzić...

      Usuń
    3. To sobie jakieś ziółka zaparz, żeby usnąć. :P

      Usuń
    4. Miałam tak zajechany weekend, że chwilowo nie będę miała problemów ze spaniem :D

      Usuń
    5. No to dobrze. Ja też w ogóle nie mam problemów. Piję mocną kawę o 23, a o 00:00 już zasypiam jak dziecko. :P

      Usuń
    6. Po kawie śpi sie najlepiej, aczkolwiek wściekam sie na siebie, jak mnie po wypiciu składa xD

      Usuń
    7. Walnij sobie Yerba Matę. Po tym spać nie będziesz, bo organizm nie zna tej kofeiny z herbaty - jest inna niż w kawie. :)

      Usuń
    8. Spróbuję kiedyś, jak będzie mi tego trzeba, dziękować :>

      Usuń
  10. Ja tak przelotem tylko. Świetny tekst Ci wyszedł, chyba najlepszy w historii tego bloga. I tak się akurat składa, że dzisiaj nabyłem swój egzemplarz i planuję jeszcze w tym roku przeczytać.

    A jakoś tydzień temu przeczytałem "Czasomierze". Rewelacyjna książka, Mithell to jednak umie snuć opowieści.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam obie powyższe opinie... Zwłaszcza tę o "Czasomierzach" :-)

      Usuń
    2. dampf - siemanko stary. Dawno Cię nie było. :) Nie wiedziałem, że tu zaglądasz. Dzięki za pozytyw. Wbijaj częściej, nie tylko przelotem. :)

      Martinus - dobra, już tak nie podkreślaj. Ja w przeciwieństwie do Ciebie, jak napiszę, że "Czasomierze" przeczytam, to zrobię to prędzej niż za rok, czy dwa. :P

      Usuń
    3. Oj tam, oj tam ;-)

      btw. negocjuję wymianę książek. Może się uda "Dom z liści" zgarnąć :-) Trzymaj kciuki!

      Usuń
    4. Na co chcesz wymienić?

      Usuń
    5. Nie uwierzysz ;) Ale dopóki transakcja nie dojdzie do skutku, to nie zapeszam.

      Usuń
    6. Ale, że coś tańszego, czy coś, co Ci się bardzo spodobało? Bo jeśli to drugie to strzelałbym, że Czasomierze. ;)

      Usuń
    7. Nie trafiłeś ;) Dam znać jak się uda, bo negocjacje w toku.

      Usuń
  11. Nie no, ja to muszę przeczytać. Koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, to czytaj i dziel się wrażeniami. :)

      Usuń
  12. O mAtyldo - jak wspaniale brzmi Twoja recenzja, ta książka, jej opis, jej forma. Ja chcę, ja chcę! Już wiem, o co poproszę Mikołaja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pękam z dumy. Dzięki. :) Jeszcze bardziej będę, jeśli kupisz i też Ci się tak spodoba. :)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, bo naprawdę jestem nakręcona na książkę :)

      Usuń
    3. Hehe. Spoko. Myślę jednak, że się nie zawiedziesz. :)

      Usuń
  13. Bardzo zachęcająca recenzja. Aż ma się ochotę od razu po nią sięgnąć i poczuć to oszołomienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Myślę, że się nie zawiedziesz, jak ulegniesz tej pokusie. Lubisz takie nieszablonowe dzieła, więc pozycja idealna dla Ciebie. :)

      Usuń
  14. Bardzo zachęcasz, do tego skutecznie, bo jak nie miałam tej książki w planach, to teraz bardzo chcę ja przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytasz. Ja wiem, że przeczytasz. :P

      Usuń