piątek, 7 grudnia 2018

STRACH STARY I NOWY - Thomas Arnold [recenzja]

Wydawnictwo: Vectra
Cykl: Legendy Archeonu, tom: 1
Liczba stron: 707
Gatunek: Fantasy, high fantasy
Moja ocena: 4+/6

"Potężne królestwo w obliczu zagłady"

Kiedy lubiany autor, który zasłynął z bardzo dobrych książek w danym gatunku, zabiera się za pisanie czegoś całkowicie odmiennego gatunkowo, to zawsze zachodzi obawa i rodzą się pytania, czy podała wyzwaniu, czy jednak polegnie z kretesem. Wielu już było takich, nawet wielkich pisarzy, którzy próbowali podobnej odmiany, ale efekty niestety były mizerne. Thomas Arnold, okrzyknięty polskim Cobenem za świetne thrillery, które napisał, postanowił także spróbować swych sił, decydując się na całkowicie odmienną ścieżkę pisarską i podejmując napisania literatury z nurtu fantasy. Byłem pełen nadziei, że podoła, ale lekka obawa też się pojawiła, bo nigdy nie wiadomo na pewno. Cóż mogę powiedzieć na wstępie? Nie jest to na pewno najlepszy debiut fantasy, jaki czytałem, ale ogólnie dał radę i wyszło naprawdę dobrze!

Archeon był niegdyś siedzibą pierwszych ludzi stworzonych przez Stwórców. Kiedy jednak pojawili się giganci, olbrzymi i niszczyciele, zapanował strach, chaos i śmierć wśród Archeonów, którzy musieli poddać swe tereny i uciec. Setki lat trwała pożoga i zagłada. Nadszedł czas, że strach uleciał i pierwsi ludzie powrócili, żeby na nowo zająć utracone tereny i nad nimi panować. Niedługo jednak dane im było ponownie cieszy się spokojem, bo pojawiło się kolejne zagrożenie. Bogowie znowu ingerują i pojawia się demoniczna horda, która niszczy, zabija i coraz bardziej rośnie w siłę. Wszystkie królestwa Archeonu muszą się zjednoczyć i stawić wspólnie czoła wielkiego zagrożeniu, żeby ponownie nie zostali zmiażdżeni i wygnani ze swoich terenów. Ale wróg działa coraz szybciej i wygląda na to, że nie chce tylko wypędzić Archeonów, lecz doszczętnie i ostatecznie ich zniszczyć, a zaatakowane królestwa nie potrafią ich powstrzymać. 

Pierwsze, co mi się rzuca na język, jak pomyślę o tej książce, to rozmach, który od razu jest wyczuwalny, a wraz z kolejnymi stronami coraz bardziej widoczny i robi wrażenie. U Arnolda w każdej książce zawsze sporo się dzieje i wszystko fajnie i logicznie się zazębia. Nie inaczej jest tutaj, ale w znacznie większym wymiarze. Początek przypominał mi trochę czytaną niedawno "Zawiść" Gwynne'a, gdzie od początku pojawia się wiele wątków, sporo postaci, dużo różnych miejsc, w które zostajemy rzuceni, oraz co niemiara informacji o nowo wykreowanym świecie. Trochę to z początku chaotyczne i momentami narzuca się na myśl pytanie czy aby wszystko to naprawdę jest potrzebne, a jeśli tak, to czy i tutaj wszystko ostatecznie fajnie i logicznie się zazębi. Jednakże wraz z kolejnymi stronami coraz bardziej rozjaśnia się ogólny obraz tej historii i nie ulega wątpliwości, że autor dobrze się przygotował tworząc nowy cykl, bo oprócz tego, że wymyślił konkretną fabułę pod - zdaję się na przypuszczenia - trylogię, to jednak pozostawił sobie na tyle swobody, że można będzie z tego znacznie więcej wyciągnąć kontynuując fabułę lub rozwijając kilka innych wątków.

Główna oś fabularna tej książki toczy się wokół księcia Aodhana, którego rodzina i królestwo zostały zaatakowane i niemal doszczętnie zniszczone, a on teraz musi uciekać ze swoim wojownikiem-ochroniarzem i szukać sposobów najpierw na przetrwanie, a potem odbudowę i zemstę. Jest to więc część na zasadzie powieści drogi, gdzie obaj bohaterowie przemierzają wiele mil przeżywając przy tym bezlik przygód, bardziej lub mniej niebezpiecznych. Drugi większy wątek, toczący się właściwie równolegle, dotyczy brata króla Gawena, czyli Briona, który od zawsze był zepchnięty w hierarchii władzy, bo należała się ona starszemu i silniejszemu z trzech braci, ale teraz chce on wykorzystać sytuację ingerencji bóstw, która spowodowała zniszczenie i chaos w Archeonie, żeby przejąć władzę, zamiast księcia Aodhana. Oprócz tego jest kilka innych pomniejszych, rozwiniętych nieco bardziej lub mniej, które całościowo lub tylko częściowo zazębiają się z główną fabułą (pewnie te mniej rozwinięte większy wpływ będą miały w kolejnych tomach).

Legendy Archeonu to bez wątpienia fantasy w rodzaju high, czyli świat wykreowany od nowa, rasy, artefakty, magia itp. Na wstępie jest nawet nieco mitologii przybliżającej moment od czego się wszystko zaczęło pojawiać i dziać na tym świecie. Ale chociaż składowe tej książki na to high wskazują wyraźnie, to jednak podczas czytania daje się odczuć, że temu cyklowi bliżej do literatury w stylu Abercrombiego czy Wegnera , gdzie pierwiastki high są bardziej na zasadzie dodatkowej atrakcji do fabuły, aniżeli jej silnym i nierozerwalnym trzonem. Trzon to tutaj stanowi przede wszystkim ciekawa historia i jej bohaterowie, którzy są najważniejsi. Nawet więcej jest o terenach, które zamieszkują. Natomiast rasy, bogowie, artefakty to się przewija gdzieś w tle lub w międzyczasie. Daje to w pewnym sensie autorowi pole do manewru, bo zawsze może te high rozwinąć i nasycić nim fabułę jeszcze bardziej. A potencjał jest w tym spory. Ze wszystkich fantasy najbardziej lubię high za te nowe kreacje wszystkiego. Tutaj mamy chociażby nowe rasy jak turusy, grotołazy, kadawary, karaktusy, pakulany czy awikary. Nie ma o nich wszystkich za wiele informacji, bo czasem pojawiają się zaledwie na chwilę, ale liczę, że autor wróci do części z nich i nieco bardziej rozwinie.

Początkowa spora liczba postaci z czasem się bardziej klaruje. Widać, które jednostki będą ważniejsze, czy też do których będziemy powracać, chociaż nie są pierwszoplanowymi. Nieco słabiej wyszło autorowi z kreacjami postaci, nawet tymi głównymi. Troszkę mogłyby być bardziej wyraziste i ludzkie. Nie wszystkie są. Tłumaczyć to można debiutem i mnogościom wszystkiego na czym trzeba się skupić, żeby było logicznie i ciekawie, wobec czego nie wszystko da się aż tak dobrze dokładnie i wyraźnie przedstawić. Ale wraz z kolejnymi tomami powinno się to poprawić. Za to dobra jest warstwa dialogowa, zwłaszcza pomiędzy księciem Aodhanem i przybocznym Haganem. Dialogi żywsze, wesołe, cyniczne, czasem sprośne i wulgarne. To wyszło też dobrze.

Nie sposób pominąć jeszcze kwestii wydania tej książki, bo zasługuje na kilka pochwalnych słów, zwłaszcza że jest to pierwsze fantasy, jakie wydało wydawnictwo Vectra. Zintegrowana okładka, tasiemka, kremowy papier, odpowiednia czcionka i interlinia, wyklejka wewnętrzna na początku i końcu z mapką Archeonu. Wygląda to naprawdę bardzo ładnie i elegancko. Ciężko uwierzyć, iż wydawnictwo pierwszy raz wydało książkę tego gatunku i od razu zrobiło to tak dobrze. Należy się podziw i uznanie, a książką pęknie sobie już leży wśród innych książek fantasy na mojej półce.

Ogólnie rzecz biorąc, Strach stary i nowy to bardzo udany debiut fantasy autora znanego ze świetnych thrillerów, który ma potencjał na znacznie więcej i jeszcze lepiej, czego myślę się spodziewać w kolejnych tomach. Najważniejsze to ciekawa i wciągająca historia, wykreowany świat i bohaterowie, co wszystko razem zapewnia bardzo przyjemną i udaną lekturę nie pozwalającą się ani przez chwilę nudzić. Książkę Arnolda mogę polecić z lekkim sumieniem każdemu fanowi fantastyki, bo mimo iż nie jest to twór nowatorski, to jednak na tyle oryginalny i ciekawy, że naprawdę może się podobać i warto to sprawdzić. 

Za książkę, z dedykacją i autografem, dziękuję bardzo autorowi, Thomasowi Arnoldowi. ;)


Thomas Arnold

Świat Bibliofila patronuje tej książce:

16 komentarzy:

  1. Jeszcze nie miałam okazji poznać twórczości autora :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Thrillery Jego autorstwa mogę pochłaniać. Fantastyka to niestety nie mój gatunek, więc wątpię, że po nią sięgnę. Może, gdy już wciągnę te z pierwszego gatunku :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś coś Ci podejdzie. Chociaż jeśli czytałaś Martina i nie ciągnie Cię po nim do fantasy to może być z tym ciężko. Wiec może faktycznie lepiej thrillery i kryminały, a już wiesz, że dobrze one autorowi wychodzą. :)

      Usuń
  3. Pewno sobie kupię choć nie wiem kiedy czas znajdę. Nie planują czasem audiobooka ;) ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co nic o tym nie wiadomo. Chyba jeszcze za wcześnie, chociaż Arnold mówił mi, że zainteresowanie tą książkę jest dość spore.

      Usuń
    2. To dobrze bo moment na walkę o czytelników ma dość cięzki (nowy Wegner). Myślę, że obecność na Storytel mogłaby troszkę pomóc.

      Usuń
    3. No tak ta premiera wypadła akurat. Ale obu się w sumie obsuwa zrobiła, bo obie ksiażki miały być wcześniej. Arnolda jakoś w sierpniu już miała być, a Wegnera zdaj się zapowiadali na maj-czerwiec.

      Usuń
  4. Podobne wrażenia jak na razie mam – rozmach, zbalansowany podział na opis świata oraz opis bieżących wydarzeń, ogromny świat świetnie opisany, ale postacie lekko kuleją. :) Ale spoko, pamiętam jak w Anestezji miałem dużo uwag w stosunku do dialogów – były trochę sztywne i sztuczne. Nie minęła jedna książka i dialogi nagle się zrobiły jak najbardziej normalne. :) Postacie w fantasy to nie jest łatwa rzecz, ale wierzę, że Thomas Arnold i z tym sobie poradzi, bo już to udowodnił. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ile on ma pomysłów do tego fantasy to głowa mała. Jak tak z nim porozmawiałem to cykl może się rozrosnąć niesamowicie. Czekam z niecierpliwością na tom 2, bo myślę, żę będzie jeszcze bardziej dopracowany i lepszy.

      Usuń
  5. Wydanie robi wrażenie, książka wygląda niesamowicie. Co do moich wobec niej zamiarów - aktualnie nie plauję jeszcze konkretnie lektury, ale gdzieś z tyłu głowy mam tego Arnolda. To porównanie do Wegnera to mam nadzieję, że nie na wyrost... Jeżeli faktycznie poziomem go przypomina, to mogę tylko być dumna, że się u nas takie księgi pojawiają ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sprawdzę w swoim czasie szczególnie, że wygrałam w konkursie u Łukasza. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałem, szczęściaro. Myślę, że się spodoba. :) Ciekaw jestem wrażeń. Do końca roku przeczytasz?

      Usuń
  7. Witam.

    Ciacho, zastanawiam się nad zakupem. Widzę, że przewijają się nazwiska Gwynne, Abercrombie i Wegner. Możesz bliżej skonkretyzować do stylu jakiego autora jest książce najbliżej. PS: czytałeś może Spiżowy Gniew Gołkowskiego?

    OdpowiedzUsuń