poniedziałek, 4 czerwca 2018

WOJNA ŚWIATÓW - Herbert George Wells [recenzja]

Tytuł oryginału: The War of the Worlds
Wydawnictwo: Vesper
Tłumaczenie: Lesław Haliński
Liczba stron: 213
Gatunek: Science fiction
Moja ocena: 5/6

"Pierwsza inwazja Marsjan"

Wojna światów jest najpopularniejszą i najświetniejszą książką H.G. Wellsa, która powstała jako czwarta w jego dorobku, po wcześniejszym "Wehikule czasu", "Człowieku niewidzialnym" i "Wyspie doktora Moreau". Jest to książka dość ważna, bo jej autor jako pierwszy przedstawił starcie ludzkości z pozaziemską cywilizacją  Po nim to już powstało tysiące wizji innych autorów, które były, są i będą zawsze w pewien mniejszy lub większy sposób się do niej odnosić, bądź będą do niej porównywane. Sam czytałem Wojnę światów  osiem lat temu, kiedy miałem już za sobą inne współcześniejsze dzieła, zarówno literackie, jak i filmowe. Widziałem też nawet słynny film Spielberga z 2005 roku o tym samym tytule, który jest adaptacją tej powieści. Podobała mi się zarówno książka, jak i film - chociaż znacznie się od siebie różnią. Jednakże tamten okres to czas, kiedy mój gust literacki nie był jeszcze tak wyrobiony, żeby móc spojrzeć głębiej na inwazję według Wellsa, podobnie jak wrażliwość na klasykę, która pozwala docenić i wychwycić nieraz tylko detale. Wznowienie tej słynnej powieści przez wydawnictwo Vesper okazało się dla mnie doskonałą okazją, żeby po nią ponownie sięgnąć i skonfrontować się z jej treścią i przesłaniem.

Akcja dzieje się pod koniec XIX wieku w miasteczku Woking w południowej Anglii, gdzie mieszka nieznany z imienia pisarz i filozof (i narrator), który jest świadkiem niesamowitego zjawiska. Na Ziemię spadło coś, co w oczach ludzi wygląda jak dziwny meteoryt. Lada moment okazuje się jednak, że to statek kosmiczny wysłany z Marsa, a jego przybysze, którzy się w nim znajdują, są od początku bardzo wrogo nastawieni. Dobrze uzbrojeni zaczynają atakować używając strumienia gorąca, a potem śmiertelnie trującego czarnego dymu. Z łatwością przełamują każdy opór ze strony artylerii i pojedynczych jednostek i masowo zabijają ludność angielską. Ludzie reagują paniką, uciekają bezładnie gdzie tylko się da szukając jakiejkolwiek pomocy. Wydaje się, że nie ma dla nich żadnej nadziei, a obcy z Marsa wkrótce zaczną zabijać inne narody i w końcu zawładną całą Ziemią.

Książka napisana jest w narracji pierwszoosobowej, gdzie autor jest jednocześnie narratorem i uczestnikiem, który zdaje relacje z inwazji od początku do końca. Widzimy jego oczami przedstawiane nam obrazy chaosu, masowej ucieczki, rozpadu więzi społecznych i obyczajowych. Obce inteligentne byty, nieczułe i chłodno zabijające kolejne masowe jednostki ludzkie używając nowoczesnych technologii nieznanych ludziom. Widzimy bezradność, pogodzenie się z tragicznym losem i nieuniknioną śmiercią, ogłupienie, degenerację, zezwierzęcenie, ale też i objawy heroizmu i wiary w przetrwanie. Wszystko to oddane jest  bardzo realnie w zbiorowych i indywidualnych reakcjach. A nowoczesne technologie nawet wyprzedziły swoje czasy, bo przecież 'strumień gorąca' to nic innego jak dzisiejszy laser, chociaż może nie wykorzystywany w taki sposób w militariach, a 'czarny dym' to trujące gazy bojowe, które kilkanaście lat po napisaniu tej powieści pojawiły się już podczas I wojny światowej. 

Ciekawa rzecz wiąże się jeszcze z tą książką i jej realizmem, która się wydarzyła w ubiegłym wieku. Niejaki Orson Welles, zainspirowany tą powieścią, stworzył słuchowisko radiowe i 30 października 1938 roku przeszedł do historii, jako człowiek, który wpędził w panikę niejednego mieszkańca Ameryki. Bardzo sugestywna narracja Wellesa sprawiła, że wiele osób słuchających uwierzyła, że nadaje on rzeczywisty komunikat z ataku Marsjan na Ziemię. Wywołało to panikę i podobno było nawet wiele zawałów serca. Zapewne skala tego procederu była wyolbrzymiona, bo można wyczytać, że Welles zaszokował całą Amerykę, a w tamtych czasach jednak media nie był takie masowe, ale mimo wszystko trzeba przyznać, że jest to wydarzenie niezwykle ciekawe i niespotykane.

Wydawnictwo Vesper po raz kolejny zadbało o swojego czytelnika i przepięknie wydało wznowienie tej powieści. Twardą okładkę zdobi świetna kolorowa i oldschoolowa grafika, która od razu kojarzy się z dawnymi czasami i klasyką. A w środku znajduje się trzydzieści fantastycznych czarno-białych ilustracji brazylijskiego artysty - Henrique Alvima-Corrêa. Niesamowicie sugestywne, upiorne, bezbłędnie wykorzystujące światło i cień i idealnie nadają całości mrocznego klimatu. I co warte podkreślić, ilustracje te nie poprzedzają wydarzeń, a pojawiają się po nich, co nie jest oczywiste, bo wiele razy już się zetknąłem, że wydawca wstawiał fotki przed tym, co miało się wydarzyć, a więc spoiler był gotowy. Całość powieści liczy sobie dwie księgi składające się z dwudziestu siedmiu krótkich rozdziałów, co w połączeniu z bardzo dobrym współczesnym przekładem Lesława Halińskiego zachowującego archaiczny, lecz nie toporny styl, sprawia, że czyta się ją naprawdę przyjemnie i bardzo szybko. 

Wojna światów to książka, która pomimo upływu lat niemal w ogóle się nie zestarzała. Pierwowzór, dzięki któremu powstało mnóstwo ciekawych dzieł o podobnej tematyce innych  autorów, chociaż często poziomem w ogóle do pięt jej nie dorastające. To powieść ponadczasowa, która wciąż zachwyca i bardzo ciekawie przedstawia inwazję obcej inteligencji na Ziemię oraz wszelkie reakcje i zachowania społeczne. Dzieło legendarne błyskotliwego, utalentowanego i mającego ogromną wyobraźnię człowieka, które musi poznać absolutnie każdy fan fantastyki. Polecam.

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Vesper!

18 komentarzy:

  1. Też już jestem po i właściwie to mogę podpisać się pod każdym słowem. Chyba zrobię kopiuj-wklej do siebie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, rób kopiuj-wklej, ale napisz tam pod spodem by Ciastek :D

      Usuń
    2. Jednak napisałam swoje trzy grosze :D

      Usuń
  2. U mnie książka już w koszyku zakupowym i nie mogę się doczekać, aż wpadnie w moje łapki. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam na opinię. :)

      Usuń
  3. Wojna światów jest świetna i też uważam, że w ogóle się nie zestarzała. A taką Wyspy doktora Moreau ledwo skończyłam, wymęczyła mnie strasznie i uważam, że zestarzała się wyjątkowo brzydko. A autor ten sam przecież.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi się Wyspa też podobała, chociaż chyba najmniej z czeterech przeczytanych przeze mnie od Wellsa. Klimat podobny do "Władcy Much".

      Usuń
  4. Świetna książka, czytałem ją już 3 razy i kiedyś jeszcze na pewno do niej wróce, można powiedzieć, że jestem fanem ;) Jest świetnie napisana i trafia do mnie 100 procentach. Muszę przyznać, że również i o dziwo film mi się podobał, również kilka razy oglądałem i muszę przyznać że zawsze świetnie się na nim bawiłem i również jeszcze do niego wrócę kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też pewnie jeszcze wrócę. Ogólnie to mam dwa wydania, poprzednie miałem w twardej i myślałem, czy się tego nie pozbyć, ale zostawiam przez wgląd na posłowie Lema, bo w tym od Vespera zabrakło jakiegokolwiek - z winy autora tego posłowia.

      Usuń
  5. Chciałabym ją przeczytać, bo lubię klasykę, lubię fantastykę, a i wydanie przepiękne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno w biblio każdym znajdziesz, w antykwariacie zresztą też. No chyba że chcesz od razu full wypas to polecam te wydanie Vespera. :)

      Usuń
  6. Cześć! Niedawno skończyłem czytać i przyznam, że w moim odczuciu ta książka zestarzała się bardzo, choć jej czytanie dostarczyło wiele frajdy. Wydanie od Vesper jest ładne, ale ilustracje trochę burzą ciężki klimat i niwelują atmosferę napięcia przez anachroniczne wizerunki Marsjan. Niemniej jest to klasyka, a klasykę zawsze warto czytać.

    Jeśli masz ochotę poznać inny punkt widzenia na tę powieść to zapraszam:
    http://sfera-dysona.blogspot.com/2018/06/10-herbert-george-wells-wojna-swiatow.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć i witam po raz pierwszy. ;)
      W takim razie odmienne zdanie od mojego. Ale jedno łączy = przyjemność czytania, czyli rzecz najwżaniejsze. ;)
      Zawitam tam pewnie.

      Usuń
  7. Podpisuje się pod całą Twoją recenzję :D
    Pozostaje nam teraz czekać na kolejne książki od Vesperu wydane w podobnym stylu :) W tym roku wydawnictwo szaleje z nowościami, co mnie bardzo cieszy, ponieważ to zwiastuje, że się rozwija i można oczekiwać kolejnych świetnych pozycji z literatury grozy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :)
      W następnej kolejności jest bodaj Moreau. To prawda, że coraz więcej tego i oferta się poszerza o kolejne gatunki, widziałem ostatnio na fejsie, że jakaś podróżnicza od polki ma być. A dzisiaj, że podpisali kontakt na 4 książki debiutantów grozy, co już nie dla mnie. Grabińskiego i Doyle ostatnio nie dla mnie. Wojenne też. Mam nadzieję, że pojawi się wlaśnie ten Wells szybciej. Simmons ma być - oby w tym roku. Zobaczymy. :)

      Usuń
  8. Co czytelnik, to inne zdanie. Ja uważam, że jednak troszeczkę czuć w niej ciężar 120 lat na karku (ma grzbiecie? :D), ale jednocześnie nie na tyle, by w żaden sposób nie była ciekawa. Dla mnie to była przede wszystkim literacka ciekawostka, bo jakby nie było, Wells to początki sci-fi (pierwszy może nie był, bo było kilku przed nim, ale mam wrażenie, że Wells to taka granica). Z klasyką lubię się zapoznawać, więc to też zawsze fajna przygoda literacka. :) Mam zresztą nadzieję, że przyjdzie mi się jeszcze kiedyś zmierzyć z jakąś książką Wellsa. :D
    U mnie dzisiaj też króluje wojna, tak że zapraszam również do siebie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, na grzbiecie chyba. :P A z tym postarzeniem to jasna sprawa, każdy inaczej odbiera. Wiadomo, że kwestie takie jak czarny dym to już pokazały, że się pojawiło, ale czy odbierać to jako przestarzałe? Wells w końcu wyprzedził czasy. :) Ogólnie jednak dla mnie zawsze zdanie na temat czytania jest jedno - jeśli książka w jakikolwiek sposób sprawia Ci przyjemność i jesteś zadowolony(a) to jest największy sukces, nawet jeśli cała reszta narzeka. :)

      Usuń