niedziela, 7 sierpnia 2016

OPOWIEŚCI Z MEEKHAŃSKIEGO POGRANICZA: NIEBO ZE STALI - Robert M. Wegner [recenzja]

Cykl: Opowieści z meekhańskiego pogranicza (tom: 3)
Wydawnictwo: Powergraph
Liczba stron: 684
Gatunek: Fantasy
Moja ocena:  5+/6









Robert M. Wegner to obecnie jeden z najpopularniejszych i najlepszych polskich pisarzy fantasy. Odkąd debiutował rewelacyjnym zbiorem opowiadań Opowieści z meekhańskiego pogranicza: Północ - Południe jego popularność i liczba fanów ciągle rosną. Przekłada się to również na liczbę nagród, które otrzymuje przy niemal każdym nowo napisanym tekście. Wiele osób miało jednak małe obawy, kiedy autor postanowił przerzucić się z rewelacyjnych opowiadań ze świata Meekhanu na pełnokrwistą powieść, osadzoną również w tamtej rzeczywistości. Pierwsze recenzje rozwiały wszelkie niepokojące wątpliwości, a po czasie Niebo ze stali zostało uhonorowane Zajdlem, Sfinksem i Srebrnym Wyróżnieniem nagrody im. Jerzego Żuławskiego. W końcu i ja zdecydowałem się sięgnąć po tę powieść. I po przewróceniu ostatniej kartki zadałem sobie pytanie: czemu, cholera, tak późno?

Losy Szóstej Kompanii Górskiej Straży pod wodzą Kennetha-lyw-Darawyta toczą się dalej. Niezwyciężona dotąd grupa meekhańskiego porucznika otrzymuje arcytrudne zadanie do wykonania. Musi przeprowadzić karawanę i wozacką armię składającą się z kilkudziesięciu tysięcy ludzi przez ciężkie dla podróżnych tereny górskie aż do odległych wyżyn, które mają dać Wozakom upragnioną wolność. Ale żeby ją uzyskać muszą najpierw stoczyć wojnę o swoje dawne tereny, które teraz zajmowane są przez liczne armie Se-kohlandczyków.

W międzyczasie Kailean i jej przyjaciółka Daghena, dwie wolne dziewczyny służące w czaardanie wielkiego generała Genno Laskolnyka, otrzymują misję, która dotyczy dziwnych i tajemniczych morderstw na terenach imperium meekhańskiego. Muszą dostać się do zamku hrabiego przebrane za księżniczkę i jej służkę, gdzie mają uzyskać kilka odpowiedzi na temat tajemniczych morderstw. 

Robert M. Wegner pisze od pierwszego tomu tak kapitalnie, że aż trudno mi było uwierzyć, że jest to proza naszego rodzimego autora. Gdyby mi dano wcześniej do przeczytania jego książkę, bez znajomości nazwiska na okładce, to z pewnością stwierdziłbym, że to dzieło jakiegoś zagranicznego pisarza, najpewniej pochodzącego z zachodu. Utworzony fantastyczny świat pełen wielu narodów i plemion, języków, wierzeń, kultur, specyficznych postaci z krwi i kości, pełen przygód i niesamowitej akcji, przedstawione w epickim stylu i z wielkim rozmachem. 

Niebo ze stali to jego pierwsza powieść i jednocześnie dowód na to, że autor jest szalenie utalentowany, bo potrafi pisać i rewelacyjne opowiadania, i rewelacyjnie powieści. A to bardzo rzadko się zdarza. Od początku widać, że ma wszystko bardzo dobrze przemyślane. Świat poukładany, bohaterowie z określonymi celami, mnóstwo przekonywujących i ciekawych opowieści i historii do przedstawienia. W tej książce w zasadzie wszystko opiera się na wojnie między Wozakami i Se-kohlandczykami, która wisi w powietrzu od samego początku. Będzie zatem żelazo i stal, krew i śmierć, zabójcza i szaleńca furia, podstępy i taktyki wojenne, pełno pojedynków i bitewnego szału. Pojawi się w tym wszystkim kilka postaci znanych nam z wcześniejszych dwóch tomów opowiadań, a są to między innymi wspomniany już wcześniej porucznik Kenneth-lyw-Darawyt i jego Szósta Kompania, generał Genno Laskolnyk i czaardan Pierwszej Armii Konnej, czy młode i bardzo utalentowane Kailean-an-Alewan i Daghena.

Niebem ze stali autor po raz kolejny udowadnia, że jest kapitalnym pisarzem w pełni zasługującym na przyznawane mu nagrody i liczne pochwały wśród recenzentów i krytyków literackich. Pisze zajmująco i ciekawie, przedstawia swój świat i bohaterów barwnie i przekonująco, dostarcza mnóstwa frajdy i rozrywki z licznych przygód, i dodaje do tego specyficzny styl i poczucie humoru. Jestem pewien, że niemal każdy, kto sięgnie po jego prozę będzie zadowolony. Nie ważne, czy fan fantasy, czy nie. Polecam wszystkim!


"Dobrzy ludzie zabijają dobrych ludzi.
Nie tak wygląda świat w opowieściach bardów."


*Robert M. Wegner, Niebo ze stali, Wyd. Powergraph, Warszawa 2013, s. 487

Opowieści z meekhańskiego pogranicza:
1. Północ - Południe
1.5 Każy dostanie swoją kozę
2. Wschód - Zachód
3. Niebo ze stali

42 komentarze:

  1. Mam w planach tego autora, tylko czasu zaleźć nie mogę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, naprawdę. Pisze kapitalnie.

      Usuń
  2. Za Wegnera też się zabiorę, w bibliotece jest, więc prędzej czy później do mnie trafi. Super, że mamy takich zdolnych autorów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest kapitalny. A uzdolniony wysoko ponadprzeciętnie. Dla mnie z polaków w sf rządzi Dukaj, a w fantasy Wegner. I nie wydaje mi się, abym szybko te zdanie zmienił. :)

      Usuń
  3. Boję się czytać Twojego bloga, bo ilekroć widzę słowa "jeden z najlepszych pisarzy" obok nazwiska, które pierwszy raz widzę na oczy, chowam się ze wstydu! Zwłaszcza gdy towarzyszy temu taka wysoka ocena. :D
    Co tu dużo mówić, kolejny pisarz do nadrobienia. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wegner jest wart każdego czasu. Jak się zawiedziesz to możesz mnie przeklinać. Ale będziesz zadowolona. :)

      Usuń
  4. Kilkakrotnie przymierzałem się do zapoznania się ze światem Meekhanu, tylko jakoś zawsze było nie po drodze. Autora poznałem ze świetnego opowiadania postapokaliptycznego umieszczonego w zbiorze "Nowe idzie", które pozamiatało i było zdecydowanie w czołówce opowieści ze wspomnianej książki.
    Zobaczymy, trzeba kiedyś spróbować... zwłaszcza, że wydają na twardo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdziłem w bibliotece i jest całość. Spróbuję za jakiś czas, jak tylko znajdę coś wolnego...

      Usuń
    2. Wegner jest bardzo zbliżony stylem do Eriksona. Nawet nazwa cykl nasuwa na myśl podobieństwa. Koleś jest wart uwagi, uwierz mi na słowo. Moim zdaniem to najbardziej utalentowany i konkretny pisarz fantasy w naszym kraju. Ja mało czytam naszej literatury fantastycznej, bo czuć, że to jest polskie. Wegnera jakbym Ci dał do ręki bez nazwiska to nie powiedziałbyś, że to rodzima literatura. Jak masz w biblio to bierz do ręki Północ - Południe i czytaj. Większy priorytet niż Liu. ;)

      Usuń
    3. Na razie zacząłem "Czasomierze" Mitchella, ale przerwałem w okolicach 130 strony. Czyta się świetnie, ale czasu brak, więc pewnie wrócę we wrześniu - jak zdam poprawki na studiach ;) Chociaż nie... muszę przecież zacząć pracę magisterską pisać :/
      Priorytet ma Liu, bo muszę się dowiedzieć czy kupować kolejne części. Wegner jest cały w bibliotece, więc mogę czytać bez kupowania. A może ściągnę jakieś opowiadanie na komputer i przeczytam z ekranu? Hmmm. Hmm. Hm.

      Usuń
    4. A dobre te "Czasomierze"? Ja to odkładam na potem, bo podobna formuła jak w "Atlasie" i "Widmopisie" na razie mnie nie ciągnie.
      Albo tak. To ściągnij sobie "Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami". W zależności od odbioru będziesz wiedział, czy zaczynać przygodę z Wegnerem, czy nie, bo w tym opowiadaniu zawarte masz wszystko co trzeba, do podjęcia takiej decyzji. ;)

      Usuń
    5. "Czasomierze" są bardzo dobre. Niestety przegrały z kretesem z "Prawem Unii Europejskiej" i podręcznikiem do prawa karnego procesowego ;)

      Zobaczymy jak będzie z Wegnerem. Czytałem zarówno dobre opinie, jak i te o wiele gorsze... więc sam rozumiesz ;) Generalnie poza małymi wyjątkami mam bardzo złe zdanie na temat polskich pisarzy, których uważam za grafomanów i nieuków. W związku z powyższym, gdy czytam, że Wegner "urodził" coś takiego jak poniższe:
      - "spojrzenie czarownika zapłonęło nienawiścią" :D
      - "dla maga jedyną szansą ucieczki była droga jedną ze Ścieżek Mocy" :D
      to mam pewne obawy czy warto ;)

      Usuń
    6. Hehe, w takich mmentach się cieszę, że naukę mam już za sobą. :)

      Zaufaj mi i sprawdź to. Po prostu. ;)

      Usuń
    7. Ciastek, zaufanie zaufaniem, ale jednak takie "kwiatki" jak te wymienione przeze mnie powyżej albo np. taki: "znużony, uśmiechnął się ze znużeniem" nie powinny się znaleźć w tekście. Tak samo jak "wielodniowy bród", który zmył z siebie bohater... To pokazuje, że autor jest grafomanem i w ogóle nie powinien być drukowany, bo kaleczy język. Do tego książka powinna być rozdawana za darmo, bo wydawnictwo nie zasługuje na zapłatę, jeśli nie potrafi zrobić porządnej korekty publikowanego tekstu.
      Niewątpliwie dam autorowi szansę, zwłaszcza że nic mnie to nie będzie kosztować ;) Ale "kwiatki" już zdystansowały mnie od huraoptymizmu na temat Wegnera. Coś czuję, że dobre recenzje są mocno, ale to bardzo mocno przesadzone.

      Co do nauki, to wiesz... nie jest to takie proste, jak ci się wydaje. Człowiek powinien uczyć się całe życie i wykorzystywać zdobytą wiedzę w twórczych procesach. Dawno temu skończyły się czasy, kiedy człowiek raz wyuczony zawód wykonywał aż do emerytury lub śmierci. Świat się globalizuje i zmienia niemal z dnia na dzień i wymaga od mieszkańców ziemi ciągłego przystosowywania się. To samo tyczy się pracowników.
      Widzisz, niestety kiedyś nie chciało mi się uczyć i poszedłem na studia bardziej dla zabawy niż dla możliwości, które dyplom mógłby mi dać. Skończyłem politologię i mogę się mądrować na tematy, o których ty nie masz pojęcia, ale co z tego? Pracodawców nie interesują założenia przedmiotu "Heurystyka i prakseologia w decyzjach politycznych" albo bardziej przyziemne rzeczy, np. autonomia rozumu i jego konsekwencje w filozofii św. Tomasza z Akwinu, racjonalizm nowożytny w ujęciu Kartezjusza czy relatywizm etyczny i metaetyczny :D
      Dlatego też, człowiek w pewnym wieku dojrzewa do myśli, aby coś w życiu zmienić, pójść wyżej... aby nie spędzić całego życia na bezmyślnym powtarzaniu ciągle tych samych mechanicznych czynności. Stąd moja w pełni świadoma decyzja o rozpoczęciu jeszcze jednych studiów. Czy przyniesie to jakąkolwiek zmianę? Nie wiem, ale chciałbym aby tak było. Zrobiłem na razie krok, aby stworzyć sobie taką szansę, a czy ona się pojawi, to już zupełnie inna bajka.

      Usuń
    8. A ja myślę, że będziesz zadowolony. ;)

      No dobra, łapiesz mnie za słówko. O naukę akademicką, na uczelni mi chodziło. Owszem, uczymy się na co dzień, i ja to lubię, jeśli tylko mi do czegoś służy. Na uczelnie bym nie wrócił, bo nie wykorzystałem z niej nabytej wiedzy niemal w ogóle.
      A na jakim stanowisku byś się widział po tych studiach obecnych?

      Usuń
    9. Zaufać ci? Ale że co, "kwiatków" nie ma?
      No nic, zobaczymy, na razie mam nieodparte wrażenie, że grafomania Wegnera zepsuje mi radość z lektury i zdecydowanie obniży jej ocenę. Nawet bardzo dobra książka napisana po grafomańsku sprawia, że po autora nie będę chciał więcej sięgnąć. Najgorsze co może być, to potraktowanie przez pisarza swoich czytelników za kompletnych idiotów. Takich rzeczy nigdy nie wybaczam, m.in. dlatego np. z Kossakowską, Grzędowiczem, Ćwiekiem i paroma innymi "pisarzami" już się nie lubimy i się nigdy więcej nie spotkamy. Podobnie mam z S. Kingiem, choć u niego akurat nie o grafomanię poszło ;) Dla mnie książka jest towarem, za który płacę. Jeśli towar jest wybrakowany lub wykonany w pośpiechu w celu dorobienia się na mojej naiwności, powinienem móc go zwrócić i otrzymać zwrot pieniędzy.
      Jeśli prawdą są "kwiatki", to za swoje polecanki otrzymasz dożywocie ;)

      Widzisz, to ty nie zrozumiałeś ;) Ja również wielu rzeczy nauczyłem się sam - np. kwestii podatkowych, finansowych czy analizy ekonomicznej, bo były mi one potrzebne w wykonywaniu obowiązków zawodowych. Czasami jednak są kompetencje czy prawo do wykonywania określonego zawodu, które możesz uzyskać tylko i wyłącznie na studiach akademickich. Nie da rady inaczej. Aby być lekarzem czy dentystą - musisz skończyć medycynę. Aby projektować mosty czy budynki - musisz skończyć studia inżynierskie. Aby być sędzią czy adwokatem - musisz skończyć studia prawnicze. Life is brutal. Dlatego, chcąc nie chcąc, nie miałem innego wyboru, tylko iść na studia.

      Ja również nie wykorzystałem wiedzy ze studiów, ale jak wspomniałem była to kwestia złego wyboru kierunku, który poza ogólną wiedzą nie daje żadnych kompetencji i zawodu. Zresztą, w ogóle mamy zły system studiów wyższych i głupich maturzystów. Od wielu lat się mówi, że studentów jest za dużo, zwłaszcza tych studiujących kierunki humanistyczne. Dziś byle dresiarz "coś tam" studiuje. Powinno się ograniczać liczbę studiujących, ale na to się niestety nie zanosi, choć może niż demograficzny nieco zmieni sytuację. Na dzień dzisiejszy nasycenie rynku pracy absolwentami jest takie, że mniej obrotny (a przecież wcale nie głupszy) absolwent idzie pracować za 900 złotych do Biedronki czy Carreforura. Mój kumpel od wielu lat jest zdania, że studia są od tego, by spać do późna, pić wódkę, latać za dziewczynami i układać sobie w głowie, a jak kto chce to się może pouczyć, ale to ma w ogólnym rozrachunku marginalne znaczenie. Generalnie można się z tym zgodzić. Znam totalnych opierdalaczy, którzy dziś prowadzą firmy, są szefami banków i robią grubą kasę, a znam piątkowych, świetnie wyedukowanych, którzy dziś zarabiają obsługując wózek widłowy. Zresztą, dlatego szukać - mój kumpel z ławki, który przez sytuację rodzinną studiów nie skończył, zarabia dziś średnio 6000 zł miesięcznie (jako przedstawiciel handlowy), a ja który skończyłem z dobrą średnią pracuję w instytucji państwowej z pensją wiadomo jaką ;)

      Generalnie, gdybym tylko miał więcej umiejętności manualnych, to bym skończył tylko zawodówkę i w dzisiejszych czasach był "kimś". Serio. I nie chodzi tylko o to, że fachowcy wyjechali. Nikt nie jest niezastąpiony, bo zawsze będą potrzebni fachowcy od remontów różnego rodzaju, budownictwa itp. Rozwijający się rynek usług kosztem przemysłu sprawił, że ukończenie szkoły zawodowej, ewentualnie jakaś praktyka i przyuczenie do zawodu, obrotnemu człowiekowi pozwolą na szybkie znalezienie się w gronie nieźle zarabiających. Stolarz, który moim rodzicom robił kuchnię ma tyle zleceń, że staruszek musiał się z nim umawiać na 3 miesiące wcześniej, a i wtedy musiał zdążyć z remontem mieszkania, aby on mógł wejść, bo miał napięty grafik. A wcale nie był jakiś szałowy, ani modny na rynku. Jeden z wielu po prostu.

      Usuń
    10. Poszedłem na studia prawnicze, mając w zamyśle zostanie później adwokatem. Czy to się uda? Nie wiem, wiem tylko że w obecnym miejscu pracy na awans nie mam jakichkolwiek szans. Pracuję rzetelnie od ponad 6 lat, dokształcałem się na podyplomówkach i kursach, sam nauczyłem się analizy ekonomicznej... i kim jestem na pracodawcy? Pierd... śmieciem bez układów, którym można pogardzać twierdząc, że na moje miejsce jest co najmniej tuzin chętnych. A jest tak dlatego, że nie mam żadnych umiejętności czy kwalifikacji poszukiwanych na rynku i faktem jest, że łatwo mnie zastąpić innym pracownikiem. Owszem, zanim by się nowy pracownik wdrożył w moją pracę, to trochę czasu by minęło, ale czym jest czas i koszty dla instytucji publicznej, będącej folwarkiem żarłocznych polityków? Dlatego próbuję coś zmienić, bo nie chcę całe życie zginać karku i być pomagierem jakiegoś przygłupa wybranego przez "wykształcone" społeczeństwo, które nie rozumie jak funkcjonuje państwo i dokonuje wyboru kierując się emocjami albo populizmem pierwszej wody.

      Usuń
    11. Być może i są pojedyncze, ale jakie ma to znaczenie? Od kiedy autorzy są idealni>? Ty popatrz na Cejrowskiego jaki on jest beznadziejny w pisowni, a jak opowiadać potrafi i jego książki są wyśmienite!
      Wymienieni przez Ciebie autorzy nie umywają się do Wegnera. ja jestem mocnego przekonania, że w Polsce w fantastycy rządzą Wegner i Dukaj, ten pierwszy z fantasy, ten drugi sf. I nie zmienię zdania. Zobacz na opinie, zobacz na oceny. Zrób z tym co chcesz. ;)

      No tak, bo to są konkretnie ukierunkowane zawody. Prezesem firmy może zostać wielu, lekarz może zostać tylko człowiek po medycynie. Ale to nic dziwnego chyba? ;) Takie życie. Każdy popełnia błędy, zdając sobie z tego sprawę dopiero potem, ale kto wie czy to nie zaowocuje na przyszłość? Ja żałowałem jakiś czas temu, że zrobiłem technika, że zrobiłem studia, a nic z tego nie mam. Rodzice nie wiedzieli jak mnie ukierunkować, bo studiów nie mieli. Nikt inny Ci nie powie i nie nakieruje. Zresztą też ine czasy są teraz. Ale nadszedł moment przełomowy w moim życiu zawodowym kilka miesięcy temu i widzę w tym wszystkim jakiś sens, że te studia, ten papier i dążenie do rozwoju mają jakiś na to wpływ i pozytywny wydźwięk. Ale generalnie nie chce mi sie o tym pisać. Pozostaje mi tylko życzyć powodzenia w Twoim doskonaleniu się zawodowym i osiągnięciu celów. ;)

      Usuń
    12. Ciastek, ja nie mówię o literówce (bo to się zdarza najlepszym), ale o tym, że dany autor nie umie napisać zdania w sposób poprawny. To drobna, ale subtelna różnica. Stąd moje zdanie o nieukach i grafomanach ;) A z tymi ocenami w recenzjach to bym nie przesadzał. Sam oceniasz książki słabe dając im dobre oceny, patrząc tylko na to, że cię historia wciągnęła i "fajnie się czytało" ;) A to niekoniecznie tylko na tym polega. Zobacz jak oceniają słabizny w necie, a jak dobre, ambitne książki. Ale o tym nie będziemy po raz kolejny gadać ;)
      Śmiem podejrzewać, że większość czytelników nie zwraca uwagi na język jakim operuje autor, tylko leci z akcją do przodu, bo "fajnie się czyta", a żadnej refleksji nad czytanym tekstem nie mają.
      Pamiętam, jak polonistka w szkole średniej dała całej mojej klasie tekst w stylu Sienkiewicza do przeczytania i byłem jedyny w klasie, który dostrzegł, że we fragmencie roi się od błędów rzeczowych, np. "Gerwazy wyciągnął szablę i strzelił" :D Tylko ja zauważyłem, że coś tu nie-halo :D Reszta przeleciała przez tekst i mówiła, że "fajny"... i taka jest pewnie większość obecnych czytelników - bezrefleksyjnie łykających wszystko to, czym ich karmią.

      Cejrowskiego nie lubię, bo to popierdółka i wszędzie gdzie tylko może przemyca bzdurne katolickie banały (jak w programie o jakieś świątyni w Indiach, gdzie oceniał, że Hindusi to w sumie debile bo wierzą w bożka, który przecież nie istnieje, a nie to co my katolicy – gdzie Bóg istnieje, a jego syn oddał życie za nasze grzechy :D debil i baran to mało powiedziane). Generalnie nic z jego utworów literackich nie czytałem, ale czasem oglądam jego programy z wizyt u południowoamerykańskich Indian, o innej tematyce odpuszczam.

      A co skończyłeś i w jakim charakterze pracujesz?

      Usuń
    13. Martinus rzuciłeś nazwiskami autorów z Fabryki Słów, a tam jak wiadomo wydawana jest do bólu pulpowa fantastyka, która adresowana jest do gimnazjalistów. Chociaż Twoje cytaty z Wegnera sprawiają, że i jego nie należy traktować zbyt poważnie.

      A ocenami i "recenzjami" na blogach i lubimyczytać nie należy się sugerować. Wszak wiadomo, że "recenzenci" blogowi to w znacznej mierze kółka wzajemnej adoracji, które nabijają sobie wyświetlenia i liczbę komentarzy (bardzo często w rodzaju "Oh jakie to musi być super") pisząc często pod dyktando wydawców (polecam lekturę artykułu na ten temat w poprzednim numerze "Polityki"). I wystawiają "oceny" zbliżone do maksimum pulpowym gniotom z nic nie znaczącymi stwierdzeniami w stylu: "fajne czytadełko, polecam". Bo szkoda stracić darmowe źródło egzemplarzy reklamowych. Przepraszam - recenzenckich.

      Od wielu lat piszę recenzje (zewnętrzne i wewnętrzne) i stwierdzam, że blogowe wypociny w 95% przypadków są zwykłymi reklamami (często na poziomie wypracowań gimnazjalnych). Ale w sumie jedyny koszt jaki ponoszą wydawnictwa, to wysłania egzemplarza książki. Bo nie spodziewam się, aby więcej niż 5% blogerów książkowych otrzymywało za swoje teksty honoraria. A ja sam nie pamiętam już kiedy napisałem coś bez otrzymania za to zapłaty. Uprzedzając pytanie: nie od wydawcy, a od trzeciego podmiotu, który jest zainteresowany recenzją, a nie reklamą.

      Usuń
    14. Martinus: ekonomię i zarządzanie. A pracuję jako kierownik działu realizacji CC, który sprzedaje usługi sieci Plus.

      Grzegorz: W takim razie odeślij mnie do swoich tekstów. Chętnie poczytam, mimo iż nie widzę u siebie pustych zdań typu "Oh jakie to musi być super" czy że książka jest "fajna". Jeśli takowe widzisz - to mi wskaż gdzie. ;)

      Ja nigdy nie wychodziłem z założenia, nie wychodzę i nie mam zamiaru zarabiać na tym. Nie czuję się profesjonalistą, jestem świadom, że mi do takiego ogromnie daleko i że popełniam sporo błędów językowych. Są lepsi ode mnie, których sam czytam i staram się jak najbardziej zbliżyć poziomem do nich, ale nic nie dzieje się już i szybko. I prawda jest też taka, że ja nie czytam 1-2 książki na miesiąc, żeby móc te 1-2 recenzje pisać dłużej, maksymalnie dopieścić i uczynić w pełni profesjonalnymi. Czytam masowo, bo lubię i piszę w miarę możliwości. To co tutaj u mnie powstaje to ma być tylko jakaś podwalina czy impuls do sięgnięcia po daną książkę, bo uważam, że warto ją masowemu czytelnikowi przeczytać. Jeśli ktoś ostro wydziela sobie czas na czytanie i szuka jedynie perełek to niech pisze na maila, polecę tylko konkretne tytuły.

      Usuń
    15. Z tym, że ja nie pisałem o Tobie ;) Co prawda nie trawię ocen punktowych oraz argumentów w stylu "dobrze się czyta", ale pomijając te dwie kwestie nie uważam Twojego bloga za coś złego (tylko proszę unikaj powtórzeń, bo o to akurat mogę się merytorycznie przyczepić ;)). Inaczej bym nie komentował. Pisałem o szerszym zjawisku (trochę zainspirowany wspomnianym artykułem w "Polityce") w odniesieniu do postu Martinusa. A i chyba sam też się zgodzisz, że mamy obecnie do czynienia z zalewem wielu naprawdę słabych blogów z "recenzjami", które powodują, że trudniej wyłuskać te unikatowe. I to nawet nie jest kwestia wieku autora, bo trafiam ostatnio na strony osób 30+, które nie umieją napisać poprawnie dwóch zdań...

      A moich tekstów nie mogę podesłać z prostego powodu. Są to w 95% przypadków teksty wewnętrzne i nie mam zgody na ich upublicznianie. Co mi w sumie odpowiada.

      Usuń
    16. Powiem Ci, że ja sam używam, ale tak naprawdę chyba dlatego, że mam to wpojone do głowy przez szkołę, ciągłe ocenianie poprzez cyferki i człowiek nie potrafi sobie tego wybić z głowy. Tym bardziej że - jak już wspominałem - dla wielu granica między 4 a 4+ jest niewielka, a dla mnie znaczna, a już w ogóle jeśli oceniam taką samą wartością liczbową dwóch przeciwstawnych autorów, jak na przykład thriller Cobena i obyczajówkę Steinbecka - to że obie oceniam na 4+ nie znaczy że są sobie równe, bo to dwie zupełnie różne półki, że nie powiem o jakichś wartościach.

      W jakim sensie powtórzeń? Wskaż przykład.

      Tak, blogosfera przeżywa tak naprawdę w tym momencie olbrzymi rozrost. I to nie tylko literacko, ale ogólnie. Fakt, że literatury i filmu jest tutaj najwięcej, ale co z tym zrobisz? Nie zabronisz ludziom przecież ich tworzenia, bo dla wielu to jest zabawa i przyjemność - tylko ze strony jednych merytorycznie poprawna, a innych całkowicie pusta. Samego irytuje mnie ciągłe powtarzanie tego samego "och, ach" i używanie pustych słów opierających się na stwierdzeniach "fajna książka", "dobrze się czytało", bo ja tak mogę napisać o 3-4 książkach jak mi się nie chce pisać, ale nie w każdej czy co drugiej. I wkurza mnie też komentowanie przez niektórych, gdzie widzę autentycznie, że człowiek nie czytał tej mojej recenzji, bo ma ją w dupie, albo czytał, ale komentuje bez emocji, byleby zaistnieć i przyciągnąć dla siebie. Omijam takie miejsca, ale całkowicie wyeliminować nie idzie.

      W ogóle nic nie publikujesz oficjalnie?

      Usuń
    17. Problem z ocenami jest też taki, że niektórzy zobaczą "2/10" lub "4+" i nawet nie będą dalej czytać tekstu. Osobiście nauczyłem się omijać wzrokiem wszelkiej maści oceny, bo wiem, że zaburzają one odbiór treści recenzji.

      Powiem wprost, że nie mam czasu na szukanie przykładów, ale zauważyłem, że w swoich tekstach często (chociaż o wiele rzadziej niż rok temu) używasz powtórzeń, tj. w obrębie jednego, dwóch zdań występuje u Ciebie ten sam wyraz. Mam drobnego hopla jeśli chodzi o wychwytywanie tego typu rzeczy więc wbiło mi się to do głowy.

      Widzisz i o tym właśnie m.in. pisałem. Owe pełne zachwytu blogi to moje "ulubione" słupy reklamowe, które nie wyróżniają się niczym: stylem, tematyką, trafnością recenzji. Nie zabraniam nikomu pisać, ale czasem się dziwię, że ludziom nie wstyd publikować rzeczy, które są zwyczajnie grafomańskie. A co do wzmiankowanych komentarzy to wiem dokładnie o czym mówisz, a nawet o kim ;)

      Swoich tekstów recenzyjnych nie zamieszczam publicznie, bo nie ciągnie mnie do tego. Z jednej strony wynika to z faktu, że wolę udzielać się w dyskusjach, a z drugiej - nie mam pomysłu na tego typu działalność. Bo samo wpisanie się w szum informacyjny to byłaby sztuka dla sztuki.

      Usuń
    18. No i ja też coraz częściej myślę, czy tego z recenzji na blogu nie usunąć, a zostawić ocenianie na serwisach typu LC czy biblionetka. W sumie ta ocena wynika z tego wpajania ze szkoły i pewnego przywiązania do liczb, które lubię na co dzień. A jak to połączyć z moją pedantycznością to w sumie obraz jasny, dlaczego zawsze dbam o to, żeby ocena pojawiła się przy każdym tekście. :)

      To Ty tak długo mnie czytasz i do tego jeszcze w pewien sposób analizujesz? No nieźle. Nie mam problemu z wytykaniem błędów, bo wiem że je robię, chociaż ciągle się uczę. Ale Ty mi językowo konkretnie nic nie wytykałeś. A z powtórzeniami to chyba najczęściej odnośnie tytułu i nazwy autora, które jeszcze dodatkowo pogrubiam. :) Sam się wnerwiam na przecinki, bo mam z tym problem, a nie potrafię spamiętać wszystkich zasad.

      Są osoby, które czytają książki tylko recenzenckie i to masowo, a potrafią pisać. Ale widać wyraźnie osoby, które bazują na schemacie i to wali oczach aż razi. I są to osoby bardzo popularne. No cóż. Bywa. Ja lubię bardzo czytać np. Krimifantamania, Tramwaj nr 4, Rybieudka, Poczytalna umysłowo, Okiem Wielkiej Siostry czy pasje i fascynacje mola książkowego. Nie chce mi się wymieniać wszystkich świetnych, bardzo dobrych i dobrych, ale te wymienione to są na pewno takie blogi, gdzie częściej zdarza mi się pomyśleć "kurde, świetnie napisane".

      A to chociaż jakiego typu recenzje, tylko literackie? I jakiej tematyki, gatunku?


      Usuń
  5. To jeszcze przed Tobą "Pamięć wszystkich słów" i podobnie jak mnie dopadnie Cię książkowy kac/smuteczek, że kolejnych części na razie brak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Ale sięgnę po to szybciej niż ostatnio. Myślę, że w tym roku jeszcze. Strasznie mi się podoba, że Wegner ma wyczucie i nie wrzuca wszystkich bohaterów do jednego wora, a rozkłada to na kilka książek. Część bohaterów z "Północy-Wchodu" w "Niebie", część w "Pamięci". Dzięki temu można się skupić na mniejszej ilości, ale konkretnie. Bardzo mi się to podoba. :)

      Usuń
  6. Czytałem ostatni tom dość dawno już i myślę, że jak wyjdzie kolejny tom to z chęcią odświeżę sobie poprzednie cztery :) Może też zakupię je w końcu, ale nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze drugiej powieści nie mam. Ale w październiku pewnie kupię. Albo może sobie zrobię pakę świąteczną z wieloma dobrymi książkami? Zobaczymy. Ogólnie to MAG tyle ceglastych książek do końca roku chce wypuścić, że ciężko będzie wcisnąć coś innego jeszcze. :)

      Usuń
    2. No będzie co czytać teraz od MAGa z nowości - dwa Sandersony, dwa Gaimany, ten 7EW mnie też kusi, więc już jest 5 :D

      Usuń
    3. Dokładnie, a jeszcze do tego Steinbeck, Irving i plany grudniowe. No będzie co czytać, będzie. :)

      Usuń
  7. Na razie mam za sobą pierwszy tom. Był dobry, nawet bardzo - nie wiem czy to nie najlepsze polskie fantasy od kolejnych "Szererów" Kresa...
    Widzę, że Wegner dalej utrzymuje formę. Chyba wypada przesunąć następne części wyżej w kolejce, chociaż i tak jest już w niej spory ścisk... :) Kiedy czytać to wszystko co się chce, kiedy życie nie odpuszcza i co chwilę zabiera czas? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że ja lubię Wegnera szalenie, bo on pisze jak nie Polak. Wiem, że się powtarzam, ale ta epickość, ten rozmach, kultury, świat. Ja wiem, że z czymś podobnym się można spotkać u Grzędowicza lub Sapkowskiego, ale czytając ich widzisz i czujesz, że to polskie. Czytam Wegnera i czuję zagraniczniaka pokroju Eriksona, Williamsa. Nie czytałem Kresa, więc nie mam porównania. Ale myślę, że jak podobał Ci się pierwszy tom opowiadań, to drugi, i następny, czyli ta powieść, też się spodobają.
      Ano to niestety jest problem każdego systematycznie czytającego. Sam mam tak, że czytam i myślę, co będę czytał dalej, bynajmniej nie dlatego, że obecna lektura mnie nudzi. Po prostu wiem, że na przykład szykuje mi się kilka bardzo dobrych/ciekawych pod rząd. :)

      Usuń
    2. Co do Sapkowskiego się akurat nie mogę zgodzić - jak dla mnie pięcioksiąg jest wybitny i jest to jedna z najlepszych polskich (a może nie tylko...) serii fantasy. ;) Grzędowicz zaś wszystko zepsuł finałem. Czwarty tom niestety wyróżnia się in minus w stosunku do reszty.

      Za Williamsa planuję się zabrać, teraz jest akurat promocja na ebooka "Smoczego Tronu", myślę czy się nie skusić. Nęci. ;)

      Usuń
    3. Nie, nie. Źle mnie zrozumiałeś. Chodzi mi o to, że i u Wegnera, i u Sapkowskiego wyraźnie czuć swojskością - polskość, słowiaństwo - wiesz jak, bije to z książki. A u Wegnera ta proza to jakby żywcem z Zachodu ściągnęli. :) Sapkowskiego zresztą mam zamiar od początku zacząć czytać wszystko jeszcze w tym roku. Takie postanowienie na ten rok był, żeby Harry'ego i Wiedźmina zacząć w końcu.

      Wiesz co. Ty mi wyglądasz na człowieka, który lubi rzeczy nieszablonowe, ambitne i mocne. Zacznij sobie tego Williamsa od "Innego świata" - skądinąd ciężej dostępnego, ale na allegro masz w 4paku do kupienia za 130-150 z wysyłką. Jest to najbardziej chyba oryginalny cykl, jaki kiedykolwiek czytałem. Istna perełka. Taki misz-masz gatunkowy fantasy, przygodówki,thrillera, antyku, wojennej - oparte to wszystko na silniku s-f. Najbardziej przybliżając to jakby matrix, gdzie ludzie podpinają się do świata cybernetycznego, gdzie pełno jest innych światów tworzonych przez różne osoby i każdy świat to właśnie inny gatunek literacki. Rzecz rewelacyjna. Fajnie to opisał jeden z użytkowników Gotham Cafe, który mnie do tego przekonał kilka lat temu:
      http://www.gothamcafe.pl/literatura-pozostale/tad-williams/

      Przeczytaj recki i przemyśl. "Smoczy tron" i ogólnie cały ten cykl "Pamieć, smutek i cierń" to bardzo przypomina klasyczne fantasy, zresztą Williams nie kryje, że bazował na Tolkienie i jak się uważniej wczytasz to masz pełno podobnych sytuacji, czy zbliżonych charakterem postaci. Dobry cykl, przyjemnie się czyta, ale do opadu szczęki daleko. ;)

      Usuń
    4. Ciastek, nie przesadzaj ;) Ja to przy Tolkienie się wynudziłem setnie, a przy Williamsie leciałem jak wróżka-księżniczka w czerwcowy poranek ;)

      Usuń
    5. Faktycznie lekkie nieporozumienie, myślałem, że użyłeś słowa "polskie" jako przytyku. ;) Pięcioksiąg przeczytałem niedawno po raz pierwszy w życiu i zostałem kupiony w 100 procentach. Na pewno kiedyś jeszcze do tych powieści wrócę.

      Pomyślę o tym "Innym Świecie" w takim razie. Tylko muszę przyznać, że ostatnio mam tak, że zdecydowanie wolę czytać w formie elektronicznej. Jestem fanem czytników i w pierwszej kolejności szukam właśnie ebooków. Dobrze, że rynek jest całkiem spory, ale mimo wszystko, wciąż wielu pozycji na nim brakuje...

      A co do "SMoczego Tronu" - dobra inspiracja nie jest grzechem, grunt, żeby nie była zbyt nachalna, jak np. w pierwszym tomie sagi Jordana - tam na początku była masa skopiowanych sceny, żywcem przeniesionych z "WP" (później, z tego co pamiętam, poszło to na szczęście w innym kierunku). A o "Smoczym Tronie" słyszałem dobre słowa z jeszcze innego źródła, a skoro trafiłem na fana Williamsa, chciałem się upewnić. ;)

      Usuń
    6. Martinus - mi się czytało dobrze tego Williamsa, ale sam musisz przyznać, że do "Innego świata" to jednak ze 2 poziomy różnicy będzie. ;) Nie będę polemizował na temat tego, czy "WP", czy "PSiC" jest lepsze, bo to kwestia gustu opierająca się na dwóch różnych autorach. A Williamsa lubimy jednak oboje.


      Marek - to w takim razie będzie okazja pogadać jeszcze w miarę na świeżo. Bo ja mam zamiar chociaż te 2 tomy w tym roku łyknąć, bo też nigdy nie czytałem Wiedźmina.

      Nie mam pojęcia jak z dostępnością e-booka. Pewny jestem, że nie ma oficjalnego, więc trzeba by poszukać na necie.

      Dokładnie. Ja też z tym ogólnie problemu nie mam. Tylko chciałem Ci nakreślić jak to mniej więcej wygląda na tle innego cyklu Williamsa. Owszem, może być tak, że to "Pamięć smutek i cierń" Cię zachwyci, a "Inny świat" mniej, ale nie powinieneś żałować przeczytania któregokolwiek. :)
      Martinus jest większym fanem, więc może Ci więcej o nim i jego bibliografii napisać. Nawet autograf ma samemu wyciągnięty od autora, szczęściarz. :)

      Usuń
    7. Sam autograf już miałem, bo mi kiedyś kumpel załatwił. Najważniejsze było spotkanie z nim, rozmowa, zdjęcie i wręczenie mu prezentu ;)

      http://jachu.braciszek.pl/redakcja-tad.htm (tu są szczegóły wraz ze zdjęciami i relacją ze spotkania)

      Usuń
    8. Wiem, pamiętam i czytałem tą relację. :)

      Usuń
  8. Może to ten ogólny hype na Wegnera po Zajdlach, ale wziąłem się za drugi tom opowiadań w końcu. I liczę na równie udaną lekturę co w przypadku pierwszego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to spoko. Jak przeczytasz to chętnie przeczytam opinię. Zobaczymy czy się spodoba. :)

      Usuń