niedziela, 21 czerwca 2015

OPOWIEŚCI Z MEEKHAŃSKIEGO POGRANICZA: WSCHÓD - ZACHÓD - Robert M. Wegner [recenzja]

Cykl: Opowieści z meekhańskiego pogranicza (tom: 2)
Wydawnictwo: Powergraph
Liczba stron: 681
Gatunek: Fantasy
Moja ocena:  5/6









Robert M. Wegner stał się w ostatnich latach jednym z najpopularniejszych polskich pisarzy fantastyki w naszym kraju. Jest dwukrotnym laureatem Sfinka i trzykrotnie otrzymał nagrodę im. Janusza A. Zajdla. Jako drugi w historii  (po Jarosławie Grzędowiczu,) otrzymał oba Zajdle w jednym roku - za opowiadanie i powieść. Doczekał się nawet osobnej strony o jego świecie, którą można zobaczyć pod adresem: meekhan.com. Nie bez powodu otrzymał te najważniejsze nagrody i wyróżnienia, bo pisze naprawdę rewelacyjnie i wprowadził wiele zamieszania na polskim rynku fantastyki, zyskując sobie dzięki temu, w stosunkowo niewielkim czasie, wielu fanów, którzy ze zniecierpliwieniem oczekują kolejnych jego książek. Sam jestem jednym z tych, którzy zachwycili się piórem Wegnera, a wystarczyło sięgnąć zaledwie po jedną książkę - Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe, i opowiadanie -  Każdy dostanie swoją kozę. Od kilku ładnych miesięcy chodził za mną tom drugi i kolejne 8 opowieści z meekhańskiego pogranicza, aż w końcu uległem i sięgnąłem, i oto co mnie zastało:

Wschód to kraina równin i stepów, gdzie polityka polega na żelazie, krwi i tajemnicy. Tutaj ludzie żyją jak chcą i załatwiają problemy jak chcą. W porównaniu do Północy, którą odgradzają góry, i Południa, które odgradza pustynia, ta część świata jest całkowicie otwarta, co wiąże się ze swobodnym napływem wielu koczowników i wędrowców, a także niestety bandytów i wrogich plemion, które czekają, by w dogodnym momencie najechać tę krainę. Porządku i ładu pilnuje czaardan Pierwszej Armii Konnej generała Genno Laskolnyka. Najważniejszą postacią jest jednak Kailean-an-Alewan, młoda kobieta, będąca jednym z jeźdźców w armii Laskolnyka, która potrafi władać Mocą, polegającą na pętaniu dusz.

Zachód to z kolei miejsce, gdzie akcja dzieje się w mieście, porcie, podziemiach lub na przedmieściach, a jego głównym bohaterem jest Altsin Awendeh - honorowy złodziej i oszust, który chwyta się różnych zajęć. Bywa marynarzem, wiejski parobkiem, pomocnikiem kowala, sztukmistrzem, dzwonnikiem świątynnym czy nawet skrybą. Sporo profesji, ale najważniejsze są jego spryt, cięty język, honor i umiejętność zręcznego posługiwania się bronią białą, co powoduje, że niejednokrotnie staje się narzędziem wymierzającym sprawiedliwość i rozstrzygającym zwycięstwo w jakiejś bitwie. Zachód to szereg spisków, pół spisków, zawirowań i sieci powiązań. Nie raz trzeba działać szybko i intuicyjnie, bo nie ma czasu na chłodne kalkulacje.

Obie te krainy są całkowicie różne od siebie, inne narody, języki, wierzenia, kultury i charakterystyczne postaci. Mi osobiście bardziej przypadły do gustu opowiadania ze Wschodu, gdzie akcja toczy się na otwartej przestrzeni, armie są ciągle w ruchu, przemieszczając się konno (często miałem skojarzenia z Rohirrimami Tolkiena) i walcząc z wrogimi plemionami, które często przewyższają liczebnie armię Laskolnyka, toteż musi on często kierować się sprytem i umiejętnościami taktycznymi, które nabył w niezliczonej liczbie wojen i bitew, jakie przeżył. Jednakże oba te regiony zostały świetnie dopracowane i ciężko doszukać się jakichś niedociągnięć, czy uchybień, podobnie jak w poprzednim tomie.

Pisarstwo Wegnera uznawane jest za epickie i ja się z tym zgadzam, bo to widać w wielu momentach na kartach jego książek. Wykreował on świat, który jest złożony i interesujący, postaci są z krwi i kości i bardzo charakterystyczne, sporo jest emocjonujących bitew i potyczek, i pisze w takim stylu, że z przyjemnością zagłębia się w jego opowieści. Ze spokojem już mogę przyznać, że dołącza do grona moich ulubionych pisarzy, o których chętnie będę mówił, a jeszcze chętniej po nich sięgał. I z równym spokojem mogę polecić jego książki każdemu fanowi fantasy, który oczekuje pozycji z tego gatunku na najwyższym poziomie emocjonalnym i rozrywkowym, bo Robert M. Wegner mu to na pewno zapewni. ;)

22 komentarze:

  1. A u mnie ciągle leżą i kurza sie książki Wegnera. Kiedys mialem taka manie, ze kupowalem więcej niz bylem w stanie przeczytac. Teraz staram sie przede wszystkim przeczytac wszystko co mam a dopiero pozniej kupowac "na bieżąco". Dlatego Wegnera zostawiłem sobie na wakacje a skoro mowisz, ze dolaczyl on do grona Twoich ulubionych pisarzy to tym bardziej musze go "od kurzyc" i poznac:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, sam jeszcze do niedawna miałem podobną manie, więc bardzo dobrze Cię rozumiem, i mówiąc szczerze nie miałbym nic przeciwko temu, żeby do tego wrócić, ale nadszedł czas, kiedy finanse trzeba było przeznaczyć na inne, ważniejsze cele. Liczę jednak, że przyjdzie czas, kiedy będę mógł znowu spokojnie kupić po 5-10 książek miesięcznie. :) Wracając do Wegnera, moim zdaniem, nie ustępuje on poziomem znanym współczesnym zagranicznym pisarzom fantastyki, jak Williams, Rowling, czy Erikson. W zasadzie to mocno mi się kojarzy z Eriksonem, bo styl i świat są cholernie podobne. I jestem mega zadowolony, że polski pisarz prezentuje taki poziom. Bardzo bym chciał, żeby zrobił się popularny za granicą, jak Sapkowski. Życzę mu tego. A Tobie, jeśli lubisz epickie fantasy, polecam ze spokojem. ;)

      Usuń
    2. Oj lubie :). Czytałeś może kiedyś cos Gemmella? Bo ja aktualnie skończyłem Sage Drenajow i ksiazki sa warte uwagi tylko trudno dostepne. Jedynie biblioteki bo tylko dwa tomy wznowiono. Mam z ta Saga maly problem bo kazdy tom wydaje sie miec liniowa fabułę, kazda ksiazka jest do siebie podobna. No i wlasnie pomimo tego, ze wszystko jest takie "powtarzalne" to mi sie cholernie podobaly te ksiazki :). To sa powiesci z gatunku heroic fantasy. Mało ludzi je zna i nawet nie mam z kim skonfrontowac swoich wrazen:D

      Usuń
    3. Niestety, nie. Gemmela kojarzę i tytuły jego książek też, ale tylko z zasłyszenia i poczytania gdzieś tam recenzji i opinii. Bardzo chciałem jednego czasu dorwać i przeczytać jego "cykl trojański" i "Opowieści greckie", bo ja cholernie lubię takie klimaty antyczne - zarówno w typowym wydaniu (mitologie, legendy itp.) , jak nowszym, gdzie autorzy wykorzystują po prostu w swoich książkach bohaterów, miejsca czy potworki - ale niestety było to niemożliwe do skompletowania. O sadze Drenajów też słyszałem, ale już mniej mnie interesowała, bo też nie była chyba w całości u nas wydana, czy wydawali w innej kolejności, coś takiego było.

      Usuń
  2. Cykl Trojanski przeczytałem i bylem pod duzym wrazeniem. Teraz znajac cala Sage Drenajow i Trylogie o Troi to moge stwierdzic, ze trylogia lepsza. A co do chronologii Sagi to sam autor strasznie mieszal. Potrafil napisac jeden tom aby w nastepnym przejsc o 100 lat a w kolejnym cofnac sie o 500. Dlatego tez lepiej czytac wedlug wewnetrznej chronologii cyklu. Ja tez lubie mitologie, kiedys zlapalem Perciego Jacksona i nie spodziewalem sie, ze mi sie tak spodoba literatura mlodziezowa:D. Tak pozytywnie mnie zaskoczyl, ze nawet recenzje napisalem i przeczytalem caly cykl. Jesli szukasz lekkiej i przyjemnej ksiazki to jest Percy jest odpowiedni. Tylko nie oglądaj filmu bo jest beznadziejny i moze zniechęcić:). Reżyser dos swobodnie podszedl do fabuly:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzę właśnie ten zabieg ze skakaniem w czasie, i chyba też był to jeden z elementów, który mnie zainteresował, ale nie jestem pewien. Jeśli chodzi o coś aktualniejszego na motywach mitologii to ja, jak już się dało zauważyć we wcześniejszych tomach, czekam z niecierpliwością na "Ilion" i "Olimp" Simmonsa traktujących o walce trojańskiej a le w jego, Simmonsa, stylu, A podobno to kawal porządnego czytadła. Zobaczymy. Na tę chwilę nie przypominam sobie żadnej innej książki, na której przeczytanie czekałbym 4-5 lat, a tak właśnie jest w przypadku Simmonsa. A Mag ciągle przesuwa premierę - oby już ostatni raz!
      Mnie za bardzo Percy nie interesuje, bo średnio pochodzę do młodzieżówek fantasy. Już bardziej sf mi się podobają albo klasyki - Władcy much - Goldinga, Wielki marsz i To - Kinga, cykl Endera - Carda, Jakiś potwór tu nadchodzi - Bradbury'ego, Ocean na końcu drogi - Gaimana - te dwie ostatnie pozycje to wyjątkowo fantasy, ale to rzadkość. Czytałem Pottera pierwszą część, co uważam za dobrą książkę, ale mimo wszystko nie przekonała mnie na tyle bym sięgnął od razu po kolejne z wielką radością. Przeczytam całość na pewno, bo uważam, że muszę to znać, ale mi się nie spieszy. Także jak widać wolę jednak fantasy z bardziej dorosłymi bohaterami albo przynajmniej napisane tak, by było o dzieciach, ale po męsku, a nie po dziecięcemu. ;)

      Usuń
  3. Ilion i Olimp sa po prostu genialne. Czytalem dawno temu i tez czekam az sie pojawi wydanie Maga bo nie mam tych ksiazek w swojej bibliotece a nie wyobrazam sobie ich nie miec. Od dawna mam ochote jeszcze raz je przeczytac. Jezeli jeszcze ich nie czytałeś to Ci zazdroszczę bo to kawał dobrej lektury i sam chcialbym przezyc to samo co przy pierwszym czytaniu. Mam jednak nadzieje, ze jak bede czytal juz to nowe wydanie tak na spokojnie to znajde nie jeden "smaczek", ktory przeoczylem. Nie wiesz moze, czy bedzie to wydanir w ramach "Artefaktow" czy po prostu "od tak" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podkręcaj mnie jeszcze bardziej, a to dopiero w sierpniu będzie. :) Wydanie jak Hyperiony w poprzedniej wersji z obwolutą, czyli podobnie jak Diuna. ;)

      Usuń
    2. To też fajnie będzie się prezentować na półce :)

      Usuń
    3. Ano. Ja ogółem jak tak patrzę na kolekcję swoją to najlepiej się prezentuje ta fantastyka właśnie. Na jednej półce Simmons, Stephenson,Dick, Watts, (te hyperionowe), potem Dukaj w twardej, UW, Artefakty, i 90% to książki Maga. :)

      Usuń
    4. No to musisz jeszcze kiedyś dokupić do tego Diunę i będzie idealnie! Naprawde duże wrażenie robią na mnie Artefakty Maga.Widać, że wykonali kawał roboty nie tylko pod względem zdobycia praw do świetnych książek ale i również pod względem graficznym i wykonania stoją na wysokim poziomie. Chociaż muszę przyznać, że cwaniak zrobili mi psikusa bo widziałem, że każda ksiązka z Artefaktów ma swój numer. I jak tu nie kupić całości i nie miec jej w odpowiedniej kolejności na półce:D?

      Usuń
    5. Mam pierwszą część Diuny, ale jakby postawić tak całość no to zgodzę się z Tobą, że ideał. :)
      Za oprawę graficzna odpowiada Dark Crayon, drugi po Darku Kocurku, polski grafik, którego projekty są dla mnie kapitalne. Ale ja akurat wszystkich Artefaktów nie będę kupował. Tego pierwszego Gibsona nie mam i nie zamierzam mieć, Hyperiony drugi raz mi niepotrzebne, i kolejne wznowienia, które już mam. Te numerki są chwytem, i wielu na to narzeka, a ja się śmieję. :P Ale jest jeszcze inny myk, który może też zdenerwować - AM wspominał na forum, że zamierzają wydać takie pakiety do kupienia, w których wydają jakieś zbiory i będzie to jedyna opcja pozyskania tych zbiorów, nie będzie można osobno. Czyli jak chcesz dostać towar C, to musisz kupić go w pakiecie A+B+C, bo inaczej kupisz sobie tylko A albo B.
      A propos Wegnera, widzę, że ma zajebiste noty ta najnowsza książka. On podobno cykl chce rozciągnąć do 10 tomów. Jak każdy miałby trzymać taki poziom, jaki znam, to może być najlepszy cykl ever. :)

      Usuń
  4. Pomysł z tymi pakietami może pogrążyć wydawnictwo i zniechęcić czytelników. Dość ryzykowny chwyt. Muszę się jakoś spiąć i zacząć czytać tego Wegnera. Mam trzy pierwsze tomy i powiedziałem sobie, że najpierw je przeczytam a potem kupię ten najnowszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może nie? Jak ktoś chce kupić całą kolekcję Artefaktów albo większość to i tak kupi. Jak ktoś nie lubi zbiorów albo po prostu nie interesuje go ta seria toi tak nie kupi. Ale zostawmy takie rozważania na potem. ;)
      Jasne, czytaj. Ja mam póki co dwa zbiory i opowiadanie za sobą, i jest świetnie. Aż ciekaw jestem jak Robert wyszedł w powieści, ale za tę się jeszcze nie zabieram. Musi odczekać swoje, aż się zatęskni za meekhanem. :)

      Usuń
  5. Kurczę, chyba sobie tytuł zapiszę. co do fantastyki, jestem bardzo wybredna, ale na tę książkę mam ochotę:) nie znałam tego pisarza - i na dodatek polski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Fenko. :) Też jestem wybredny, ale czytam sporo, i znacznie większy jest u mnie stopień wyrozumiałości do tego gatunku, niż do innych, bo fantasy należy do moich ulubionych, więc wybaczam wiele. Ale u Wegnera jest naprawdę mało rzeczy, do których można się przyczepić. W moim przypadku jest to kwestia fabuły, albo mi się podoba opowiadanie, bo jest ciekawe, albo nie, ale nigdy nie sposób zarzucić niedopracowania, czy jakichś zgrzytów. I pisze, cholera, jak nie polak. Gdyby mi dać książkę bez okładki, po prostu masz i czytaj, to powiedziałbym, że to jakiś zagraniczny autor, np. Erikson. Nic z tego, to Robert M. Wegner. ;)

      Usuń
  6. Nie znam tej serii, ale wcale mnie to nie dziwi, gdyż na co dzień wolę czytać inne gatunki literacki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam żadnej książki Wegnera O_o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest błąd, który musisz koniecznie naprawić, jeśli lubisz fantasy. :)

      Usuń
  8. Jakoś nie koniecznie mam w tej chwili ochotę na fantastykę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, jak będziesz miała, to pamiętaj o Wegnerze. :)

      Usuń