wtorek, 15 marca 2016

ŚWIAT WEDŁUG GARPA - John Irving [recenzja]


Tytuł oryginału: The World According to Garp
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 646
Gatunek: Czarna komedia, dramat obyczajowy, literatura współczesna zagraniczna
Moja ocena: 5/6


"Szaleństwa, smutki i sztuka S.T. Garpa"


W roku 1944 do szpitala trafia ciężko ranny członek załogi bombowca, szeregowy Garp. Zaczyna się nim opiekować pielęgniarka Jenny Fields, zagorzała feministka, która nie potrzebuje w życiu mężczyzn, żeby być szczęśliwa. Pragnie jednak ze wszystkich sił mieć dziecko, więc w bardzo niecodziennych okolicznościach dochodzi do aktu seksualnego między pielęgniarką Fields a żołnierzem Garpem, który niedługo potem umiera, a na świat przychodzi jego syn - S.T. Garp. Mały Garp wychowuje się bez ojca w szkole z internatem, gdzie pracuje jego matka. Dojrzewa i rozwija się pod jej czujnym okiem. Najpierw zostaje zapaśnikiem. Potem poznaje Helen Holm, miłość swojego życia, z którą się wkrótce pobierze. W międzyczasie zostaje pisarzem, tworzy pierwszą powieść zafascynowany pewnym austriackim pisarzem, potem pisze kolejne, płodzi dzieci, żyje z Helen, romansuje i poznaje świat, który na długo ma zapamiętać tego wyjątkowego człowieka.


Zanim sięgnąłem po Świat według Garpa miałem całkowicie inne wyobrażenie na temat tej książki. Spodziewałem się powieści społeczno-obyczajowej, czegoś relaksującego, urzekającego pięknem opisów i kojącego duszę jak książki Steinbecka, którego sobie bardzo cenię. Książka ta okazała się być jednak inna. Jest tak bardzo specyficzną, oryginalną i wyjątkową powieścią, że nie sposób tego ująć w słowa. No przynajmniej ja nie potrafię tego celnie nazwać czy opisać, bo uważam, że cokolwiek bym tutaj nie napisał, będzie to jedynie mgiełka, a ten cały blask dostrzec można jedynie samemu. Powiedziałbym, że jest to takie połączenie lekkości obyczajowo-społecznych opisów Johna Steinbecka, z dogłębnym i odważnym przedstawieniem problemów moralno-egzystencjalnych jak u Cormaca McCarthy'ego, oraz szczyptą satyrycznego szaleństwa i szokująco-wulgarnych scen, z których znani są Chuck Palahniuk czy Philip Roth. Książka szalona, absurdalna, ironiczna, pokręcona i zabawna, ale jednocześnie też poważna, mądra, wybitna i przedstawiająca istotne problemy społeczne w niecodziennym świetle.


"W świecie według Garpa wieczór mógł być radosny, ale już następny ranek morderczy"*


Powieść Irvinga to czarna komedia, która doprowadza momentami do śmiechu, ale i dramat, który porusza i wywołuje współczucie względem bohaterów, zwłaszcza samego Garpa. Autor świetnie przedstawia obraz człowieka od początku żyjącego w innym świecie, którego dzieciństwo, dojrzewanie i dorosłość nie są takie jak u zwyczajnego człowieka. Irving bardzo zręcznie posługuje się bohaterem i dzięki jego niesłychanym perypetiom, które niemal równie często są zabawne, co tragiczne, porusza wiele ciekawych życiowych kwestii i problemów. Feminizm, tolerancja, samotność, odrzucenie, rozważania na temat śmierci, przeżycia po gwałcie, stosunki towarzysko-seksualne z prostytutką, zaborcza miłość, romans między przyjaciółmi. Przyjrzymy się bliżej pracy pisarza, zapaśnika, pielęgniarki, wydawcy, środowisku transwestytów i feministek, odwiedzimy powojenny Wiedeń będący pod okupacją radziecką, która doprowadziła do stanu krytycznego i powolnego umierania i miasta, i żyjącego tam społeczeństwa. To właśnie Wiedeń i niegdyś żyjący tam, niedoceniany i mało znany pisarz, byli inspiracją do powstania pierwszej książki Garpa.

W życiu bohatera pojawia się też wiele postaci niezwykle ważnych i nieco mniej istotnych. Bez wątpienia  najważniejszą jest matka, Jenny Fields, wulgarna szorstka, samotniczka, dziwaczka, stuprocentowa feministka, ale bardzo kochająca jedynego syna i z pełną troską dba o niego przez całe życie. Żona Helen, zagorzała czytelniczka, dobrze opiekująca się rodziną i domem, skłonna do figlowania i romansów, ale ostatecznie bardzo wierna mężowi. Roberta Muldoon to z kolei transwestytka, która kiedyś była sławnym futbolistą, a potem przeszła przemianę płci i emocjonalno-duchową i trafiła do rodziny Garpa za sprawą jego matki, co początkowo było ciężkie do przyjęcia, ale ostatecznie okazało się, że Roberta to bardzo szczera, oddana i kochająca przyjaciółka całej rodziny, która może na niej polegać. Tak naprawdę postaci jest tutaj dosyć sporo i nie sposób ich wszystkich opisać, bo każda wnosi coś do tej książki i życia głównego bohatera. Autor wykreował bardzo realistycznych i ciekawych bohaterów, którzy są różnorodni i barwni, i to oni dostarczają szereg emocji, tych smutnych i wesołych, pozytywnych i negatywnych.

Świat według Garpa  to najważniejsza i najpopularniejsza książka autora i nietrudno się temu dziwić, bo dzieje się tutaj naprawdę wiele i ciężko wobec niej przejść obojętnie. Podczas czytania w zasadzie przyczepiłbym się do jednego, co mi się nie podobało. Chodzi mi mianowicie o wstawki prozy Garpa (dwa podrozdziały książki), który jest pisarzem tworzącym bardzo poważne i  depresyjne książki. Nie potrafi też przyjąć do siebie ich krytyki, bo uważa je za bardzo dobre i wartościowe. Dwie z tych depresyjnych powieści zostały fragmentarycznie przedstawione w tekście. Przy czym trzeba zaznaczyć, że te fragmenty nie ograniczały się do kilku stron, ale do kilkudziesięciu i mówiąc szczerze troszkę mnie one męczyły, bo interesowały mnie perypetie samego Garpa, a nie jego bohaterów książkowych. Ale dało się przez to na szczęście szybko przebrnąć.  

Osobiście bardzo sobie cenię odważnych autorów, którzy piszą bez skrępowania z pełną powagą i momentami żartobliwie na każdy poważny i niepoważny temat, jaki chcą tylko poruszyć. Dlatego książka Irvinga całkiem szybko przypadła mi do gustu i wiedziałem, że do samego końca będę przezeń zaskakiwany. Czytałem wcześniej opinie o autorze, jakoby pisał obscenicznie i wulgarnie. Ciężko jest mi się odnieść do całości, bo to pierwsza książką, z którą się zapoznałem. Co prawda autor nie szczędzi tutaj w słowach i sprośnych, często szokujących scenach, co może zniesmaczyć. Ale myślę, że dotknie to chyba tylko osoby mocno pruderyjne i z małym dystansem. Mnie osobiście te momenty szaleństwa autora najbardziej bawiły i z uśmiechem na twarzy czytałem niektóre zabawne perypetie Garpa i jego rodziny. I jeśli tak prezentuje się cała twórczość Johna Irvinga to ja ją kupuję! Warto jednak zaznaczyć, że to nie jest głupkowata proza. Autor świetnie potrafi wprowadzić element komediowy, który bawi do łez, żeby zaraz potem zobaczyć, że efekt tej komedii jest bardzo dojmujący, ponieważ przykro się kończy. I naprawdę idzie się tym przejąć. Muszę przyznać przy tym, że autor bardzo zręcznie operuje piórem balansując na krawędzi dobrego smaku. A takie wyczucie posiada bardzo niewielki odsetek pisarzy, więc to się chwali. Ogólne wrażenie zatem bardzo dobre i po zakończeniu książki nie miałem nawet momentu zawahania, żeby chcieć poznać Irvinga więcej. Może nie już, ale myślę, że dojdzie do tego znaczniej szybciej niż się można spodziewać. ;)

*John Irving, Świat według Garpa, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2015, s. 602




Za książkę serdecznie dziękuję  wydawnictwu Prószyński i S-ka. :)

Książka przeczytana w ramach wyzwania: "Czytam opasłe tomiska".

46 komentarzy:

  1. Nie miałam pojęcia, że autor wplata w swoją prozę wiele tekstów, które w jakiś sposób mogą zniesmaczyć. Mnie to nie odstrasza i z chęcią poznam jego twórczość bliżej, myślę, że będzie to dość emocjonalna przygoda. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiele, dwa teksty, dwie części wyraźnie wyznaczone w tej książce, bo to osobne rozdziały. Ale mi się to nie podobało, bo po prostu te fabuły były takie smętne i nudne. Tobie może by to odpowiadało, kwestia gustu. Poza tym polecam Garpa jak szukasz literatury ambitnej i wybitnej, a nader wszystko oryginalnej. ;)

      Usuń
  2. Zaczęłam kiedyś czytać "Regulamin tłoczni win" Irvinga, ale jakoś przerwałam i zbytnio nie mam ochoty wrócić, by skończyć... Nie wiem czemu, może to był zły czas na tego autora ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiąc szczerze, myśląc o potencjalnych czytelnikach tej pozycji, miałem na względzie w pierwszej kolejności właśnie Ciebie, bo tam było nie było są elementy, które Ty lubisz, typowe dla satyry, czyli absurd, ironia, sarkazm, i jeszcze są mega pokręcone perypetie tego Garpa. Nie znam "Regulaminu", żeby porównać, ale Garpa czytało mi się świetnie. :)

      Usuń
    2. O też znam ten okropny Regulamin :/

      Usuń
    3. Taki ciężkostrawny? A może jednak nie? Czytałem wiele dobrych opinii. Sam nie czytałem, ale pewnie spróbuje, jak mi się "Hotel" spodoba. :)

      Usuń
  3. Irvinga czytałam tylko "Zanim cię znajdę" i "Wbrew regułom". Obie dobre, specyficzne i niełatwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak Garp, specyficzny i niełatwy, mimo że wydaje się być momentami głupkowato-żartobliwy. Ja w następnej kolejności myślę o "Hotelu New Hempshire".

      Usuń
  4. Chyba na razie podziękujemy :)

    Buziaczki! ♥
    Zapraszamy do nas :)
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze was do czegoś zachęcę, wypatrujcie dnia i godziny. :* ;)

      Usuń
  5. Też jakoś tak.skojarzył mi się ten autor ze Steinbeckiem, nie wiem czemu, ale i tak do mnie nie przemawia ten tytuł mimo Twoich zachęt. Ale nie mówię nie na.wieczność :) ciekawe zestawienie postaci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irving jest bardzo specyficzny, tego nie da się opisać. Człowiek pisze z jajem, ale bardzo inteligentnie, mądrze i sugestywnie. Nie każdy lubi taką prozę. Czytałem, że ma tyle zwolenników, co przeciwników. Nie ma nic pomiędzy. I ja się temu nie dziwię. Ja jednak mam bliżej do tych zadowolonych. Ciekaw jestem kolejnych jego książek.

      Usuń
    2. Zobaczymy, czy Ci się spodobają, jak na razie z tych tytułów z gatunków przeze mnie nie czytanych bardziej do mnie Steinbeck przemawia.

      Usuń
    3. Steinbeck jest dla mnie nie do ruszenia i znasz moje zdanie na jego temat. :) Irving to inna proza. Myślałem, że podobny jest do Steinbecka, ale nie, i nie wydaje mi się, żeby w innych książkach był. Irving to Czarna komedia. Steinbeck Powieść społeczno-obyczajowa. ;)

      Usuń
  6. Wiem, ze Irving to proza niełatwa, trudna i nie dla wszystkich. Nie czytałam tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To spróbuj. Dla Ciebie to chwila. ;)

      Usuń
  7. Myślałem, że ten autor zdecydowanie nie dla mnie. Po Twojej jednak recenzji muszę go mieć na uwadze - mocno mnie zaintrygował :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, no bardzo specyficzny autor. Pisze tak, że autentycznie piejesz ze śmiechu, a zaraz potem czujesz się wzruszony. Była taka sytuacja, pewien wypadek, normalnie sytuacja absurdalna i komiczna, ale wynik tego wypadku ostatecznie okazał się być tak dojmujący, że nie szło to przeczytać w stylu "zwisa mi to". A Garp to jest jakimś magnesem do takich dziwnych sytuacji. :)

      Usuń
  8. Widzę, że czytnik nie leży bezczynnie na półce :D. Jestem totalnym laikiem jeśli chodzi o ten gatunek. Czarne komedie lubię ale w kinie lub w telewizji :P. W recenzji wspominałeś o Steinbeck'u, którego już kilka osób mi polecało i w końcu pasuje zmierzyć się z jego twórczością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano nie. Wiesz, nauczyłem się dzięki temu urządzonku czytania jednocześnie dwóch książek, dwóch powieści, bo nigdy dotąd tego nie potrafiłem. Albo jedna powieść, albo powieść i poezja/zbiór opowiadań/reportaż. A teraz czytałem HP i Garpa w jednym czasie. Myślę, że to wynika też z faktu, że chce się po prostu trzymać te wygodne urządzenie w ręce i z niego korzystać. :)
      A Steinbecka polecam Ci bardzo. Zacznij sobie od "Myszy i ludzi", cieniutkie, dosłownie na dwa krótkie wieczory, a będziesz wiedział wszystko, a przede wszystkim czy proza Steinbecka jest dla Ciebie, czy nie. ;)

      Usuń
    2. Muszę się powoli przymierzać do zmiany swojego czytnika. Chociaż spisuje się można powiedzieć bez zarzutu, to wydaje mi się, że ekran już nie jest taki jak kiedyś (chodzi o czytelność), bateria już nie trzyma tak długo no i jest trochę zmaltretowany, no ale w końcu mam go już chyba z 5 lub 6 lat, więc to świetny wynik. Teraz trochę mniej przebywam na czytniku również ze względu na ceny ebooków. Wolę kupić papierową wersje za parę złotych więcej. Wiadomo, że kiedyś (zwłaszcza na początku) się troszkę piraciło, ale już z tego wyrosłem :). Na czytniku czytam przede wszystkim klasyki oraz w związku z pracą różne dokumenty, ustawy itp. Wolę go od tabletu ponieważ nie męczy tak oczu, chociaż w moim wypadku tablet wygodniejszy :). Tak właśnie na spokojnie się rozglądam i może w końcu coś wybiorę (ale prędzej ten będzie musiał się totalnie rozsypać :D).

      Steinbecka zachwala również mój kumpel, z którym często pożyczamy sobie książki, więc pewnie w końcu wezmę od niego :).

      Usuń
    3. Ja Ci powiem, że czasem sobie myślę, że przydałaby mi się lampka wbudowana, ale nie żałuję, że nie dopłaciłem, bo szkoda mi było 200 zł dodatkowo za taką pierdółkę, bez której da się żyć. Myślę, że to będzie podobnie jak z telefonem, że za 2-3 lata wymienię i tyle. :)

      Z neta jeszcze nic nie ściągałem, bo mam na dysku sporo nachomikowanych (kupionych bardzo tanio z promocji, darmowych itp, nie z tego serwisu :P) i ze współpracy.

      Bardzo dobry Steinbeck. On pisze tak o amerykańskiej prowincji, że dosłownie to widzisz oczami i czujesz się jakbyś tam był. Dla mnie idealny motyw to czytać Steinbecka na wsi, z widokiem na las, pola, rzeki, w spokoju i ciszy. :)

      Usuń
    4. To idealną scenerię mam u dziadków na wsi za Krakowem :). Nic tylko w lecie trzeba się za to zabrać.

      Usuń
    5. Ja mam nadzieję, że rodzice się zabiorą za ogarnianie działki u nas w rodzinnych stronach pod Częstochową. Bo ja to teraz najbliższe lata mam inne wydatki. Kiedyś oglądaliśmy domki holenderskie, wieloletnie, bardzo fajne rozwiązanie, jak się nie chce budować albo szybko załatwić domek.

      Usuń
  9. Nie znam twórczości Irvinga, ale kiedyś w jakimś konkursie wygrałam książkę tego autora, bodajże ,,W jednaj osobie''. Jeszcze jej co prawda nie czytałam, ale w wolnej chwili zamierzam do niej zajrzeć, aby się przekonać, czy przypadnie mi do gustu czy tez nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam, bo to pierwsza książka jaką przeczytałem, ale na pewno nie ostatnia. :)

      Usuń
  10. Widzę, że pierwszy Irving za Tobą ;) "Świat według Garpa" to niezła mieszanka emocji, nie można obok niej przejść obojętnie, ale przecież o to właśnie chodzi w literaturze ;) Cieszę się, że autor przypadł Ci do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie jest tak, jak piszesz. Albo się tą książką lubi albo nie. nie ma stanu pośredniego. Ale pisze Irving jak wariat, taki ponadprzeciętnie inteligentny. Świetne. Jestem ciekaw kolejnych książek. Następny chyba ten Hotel machnę. :)

      Usuń
    2. Zgadzam się, świetnie pisze :)
      Też mam teraz w planach Hotel :)

      Usuń
    3. A widziałaś zapowiedzi Prósa?
      http://www.proszynski.pl/Modlitwa_za_Owena-p-34687-1-30-.html

      Usuń
    4. A nie, nie widziałam. Trzeba dopisać do listy ;)

      Usuń
    5. Ano. Bardzo dobrze tam piszą o tej książce pod okładką. "Najbardziej niezwykły utwór w dorobku pisarza, łączący elementy powieści inicjacyjnej i surrealistycznej, komedii, rozprawy teologicznej, pamfletu politycznego." Bardzo ciekawe połączenie. Ale najpierw Hotel, potem pomyślimy czy Regulamin czy to. :)

      Usuń
  11. I pierwszy Irving za Tobą, a z tego co widzę, poszło jak z płatka:) "Świat a według Garpa" był również moją pierwszą powieścią autora i od tamtej pory kontynuuję bardzo udaną przygodę z twórczością tego pana. Mam nadzieję, że niebawem będziesz miał okazję znów po niego sięgnąć i że to spotkanie będzie równie udane:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszłoby znacznie szybciej, gdybym nie czytał do spóły z innymi książkami i miał więcej czasu. Ale ogólnie szybciutko się czyta. :) Ile jego książek machnęłaś i która najlepsza? :)

      Usuń
    2. Czas to odwieczny wróg czytelników. Trzeba coś z nim wreszcie zrobić:)
      Przeczytałam 5 książek Irvinga, teraz czytam szóstą. Każda była inna, specyficzna, typowo irvingowa. "Garp" jest chyba na drugim miejscu, a wygrywa "Regulamin tłoczni win". Ta książka jest nietypowa, choć czarny humor i dygresyjność królują w niej, jak w innych powieściach autora. Ale jest przy tym gorzka, bardzo gorzka.

      Usuń
    3. No niestety, trzeba sobie jakoś radzić. Ważne jednak, że się czyta ile się da. Nie ma co smęcić i narzekać. :)
      A czytałaś Hotel New Hempshire albo Modlitwę za Owena?

      Usuń
    4. "Hotel..." czytam właśnie teraz, a "Modlitwę za Owena" mam w planach poznać zaraz po nim. Ach, ten Prószyński i jego odświeżanie autorów :) Czekam jeszcze na kolejnego Steinbecka - po przeczytaniu "Zagubionego autobusu" się zakochałam :)

      Usuń
    5. Steinbeck i King to moja żelazna podstawa od Prósa. Nie miałbym nic przeciwko, żeby Irving do nich dołączył, bo wydawnictwo bardzo ładnie wydaje książki. :)

      Usuń
  12. Uff, czytaliśmy chyba w tym samym czasie, dla mnie też to był pierwszy Irving. Na publikację swojej recenzji na LC muszę jeszcze trochę poczekać ;)

    Moje wyobrażenie o "Garpie" przed lekturą też było zupełnie inne od tego, co zastałem. Cóż... nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Piszesz o połączeniu czarnej komedii i dramatu, o tym, że cenisz autorów, którzy odkładają skrępowanie na półkę i łączą te skrajności bez granic. Ja właściwie też, ale ponieważ niewiele takich powieści czytałem i nie jestem z nimi oswojony, nie wszystko mogę zaakceptować. Czasem jest tak (wspominam o tym w recenzji), że przy próbie połączenia odważnego humoru i najbardziej depresyjnego momentu powieści, który powinien wyciskać łzy, postawienie na obie emocjie eliminuje prawdziwe odczucie którejkolwiek z nich. Wiesz zapewne, o czy mówię: o scenie śmiertelno-członkowej :) Darowanie sobie niektórych absurdów wyszłoby Irvingowi na dobre, bo tam, gdzie oczekiwałby od czytelników powagi, oni faktycznie tak by to odebrali. Oczywiście wtedy to nie byłaby już ta sama obscena, ale przynajmniej nie wywoływałaby momentów konsternacji.
    Ale oczywiście to nie jedyna rzecz, która mi zazgrzytała, generalnie początkowe, powiedzmy, 150 stron nie zapowiadało czegoś, co mogłoby mnie zachwycić, trudno mi było wgryźć się w to specyficzne spojrzenie Irvinga na świat, a absurdy i elementy tragikomedii chwilami zniechęcały. Co koniec końców? Gdy wchodzimy głębiej w rodzinne życie Garpa, gdy już przyjmiemy specyficzne pomysły autora, powieść okazuje się zna-ko-mi-ta! I w rezultacie oceniłem ją naprawdę dobrze, a co dziwniejsze – mam irracjonalną ochotę na więcej, zapewne skuszę się na "Modlitwę za Owena", choć na półce czeka jeszcze na mnie wygrany audiobook "Regulaminu tłoczni win".
    Dziwna powieść, angażująca, niełatwa, ale ostatecznie cholernie satysfakcjonująca. Choć zdecydowanie rozumiem tych, którzy jednak nie przebrną :)
    Film widziałeś? Obejrzałem sobie chyba w dzień skończenia lektury i... naprawdę dobry, jeśli przyjmie się, że wieelu rzeczy po prostu nie dało się w nim pomieścić, czasem nawet dość istotnych postaci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko że ta konsternacja widocznie była zamierzeniem autora, bo inaczej nie przeskakiwałby tak szybko od komedii do dramatu. Moim zdaniem to zamierzone granie na emocjach i sprawdzanie czytelnika jak szybko reaguje na daną sytuację i czy ma dystans do życia. Czy potrafi się jednocześnie śmiać z absurdu i dziwaczności w obliczu tragedii i przeżywać, czy jednak musi wybrać między albo albo. Bardzo istotne jest tutaj balansowanie na krawędzi komizmu i dramatu, nie uważasz? Ani moim zdaniem nie przesadzał, nie nadużywał komedii, ani nie wprowadzał za mocno w stan przygnębienia powodowany perypetiami bohaterów. Szalenie oryginalny i kontrowersyjny autor. Jestem bardzo ciekaw kolejnych jego książek, ale będę sobie je dawkował jak najlepszy trunek, jak Steinbecka, bo chcę wyciągać z takiej literatury jak najwięcej.

      Nie, nie widziałem, bo nie za bardzo mam czas ostatnio na filmy, ale na pewno zobaczę, bo obsada dobra i oceny też widzę dobre. Jeszcze muszę HP obejrzeć. Mam niejako ochotę założyć osobny cykl z recenzjami adaptacji, ale obawiam się tego nieco, że nałożę na siebie zbyt dużo i nie pójdzie mi tak gładko z reckami filmowymi jak książkowymi.

      Usuń
    2. Jasne, wychodziło mu to dobrze, ja musiałem przyjąć tę specyficzną emocjonalną żonglerkę i trochę mi to zajęło. Sama koncepcja ma swoich zwolenników, a Irving operuje nią po mistrzowsku - ale niektóre fabularne wybory mogą spowodować, że część czytelników po prostu książkę odłoży lub będzie się męczyć podczas lektury; i to nie będzie oznaczało, że ci czytelnicy są gorsi, "bo nie rozumieją", albo że pisarz sobie z czymś nie radzi ;) Ten balans, o którym wspominasz, jest bardzo trudny, łatwo przedobrzyć w którąś stronę, a żeby tego nie zrobić, trzeba literackiego kunsztu i wyczucia... Dla mnie Irving prawie w każdym momencie podołał, dla Ciebie w każdym - niewielka różnica, skoro obaj jednak wyszliśmy baardzo zadowoleni i zgadzamy się, że będziemy sięgać dalej z przeświadczeniem, by tak esencjonalną literaturę jednak sobie dawkować ;) Mam nadzieję, że w recenzji trochę lepiej obroniłem swoje racje. A słuchaj: nawet z perspektywy krótkiego czasu po lekturze uważasz, że te powieściowe wstawki Garpa były przeciętne? Nie rozrosły Ci się w świadomości do jakichś lepszych wrażeń? ;)

      Też o tym myślałem, przez kilka miesięcy robiłem nawet małe podsumowania i tam pisałem parę słów o obejrzanych filmach, co i tak czynię po każdym seansie na Filmwebie... ale chyba masz rację - jest duże ryzyko, że gdzieś by się to po drodze rozmyło i któreś recenzje traktowałoby się po macoszemu, a z czasem może nawet na siłę.

      Usuń
    3. Nie twierdzę, że jest to książka idealna, pozbawiona wszelkich wad (nie uwzględniając tych fragmentów), ale jest bez wątpienia pozycją wybitną, dającą powody do głębszych przemyśleń, sprawiającą mega satysfakcję po przeczytaniu i powodującą takie ciche westchnienie "ech, kurde, jak on to napisał", które zawiera w sobie trochę ekscytacji i trochę zazdrości, że sam byś za nic takiego nie stworzył. :)

      Wiesz co, ten drugi fragment bardziej na plus, ale ten pierwszy niemal kompletnie do mnie nie przemawia. Nie przeczytałbym tak napisanej książki. Ale wiesz, to też jest talent autora, że potrafi wpleść jeden tekst w drugi tak, że całkowicie się między sobą różnią, bo ja już się spotkałem z książkami, które zawierał fragmenty książek/artykułów ich bohaterów, a stylowo wyglądało to tak samo. U Irvinga jednak jest znaczna różnica między tekstem właściwym, a tekstem Garpa.

      No właśnie. A ja jeszcze mam tak, że film lubię obejrzeć i o nim pogadać tak na żywo przez chwilkę bardziej chaotycznie, a nie się rozpisywać nie wiadomo ile zachowując poprawność językową i ogólnie ład. I też film jednak składa się w kilku elementów, jak scenariusz, zdjęcia, muzyka a to mimo że tworzy całość to jednak osobne rzeczy. W przypadku literatury mówimy o literaturze, w przypadku filmu mówimy o filmie, muzyce itp. A ja jakoś nie czuję się za pewnie w opisywaniu muzyki czy zdjęć. :)

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. "Pensjonat Grillparzer" był spoko! ;) Oczywiście tak wplecione w fabułę opowieści muszą chwilami nudzić, czasem ma się ochotę je pominąć i wrócić do tego, co najbardziej interesuje, ale jak się człowiek początkowo przemęczy, to potem może nagle stwierdzić, że są naprawdę dobre (tak miałem z 1. rozdziałem trzeciej książki Garpa, tym dość brutalnym opowiadaniem). Zgadzam się, że to majstersztyk warsztatowy i stylizacyjny, te teksty są zupełnie inne niż główna narracja i dodatkowo widać w nich literacki rozwój Garpa :) Dla mnie duża sztuka! (Swoją drogą, aż przypomniało mi się "Ciało" i dwie tamtejsze wstawki z twórczości Gordie'ego - nie były jakoś ultraciekawe, stanowiły raczej mały smaczek i najmniej porywającą część narracji).

      Jeśli już, to właśnie olewać te schematy i elementy, które ograniczają strukturę recenzji filmu, i pisać o wrażeniach, jakby się o nich opowiadało. Myślę, że można przerzucić sposób pisania o książkach na grunt filmowy, pomijając te wszystkie techniczne sprawy lub rzeczy, o których niewspomnienie ześle na Ciebie burzę posądzeń o nierzetelność. Niech zsyła, w oglądaniu filmów i poznawaniu kina przede wszystkim musi być pasja, a o wielu elementach krytyki literackiej też nie wspominamy, mimo że bez wstydu o książkach piszemy ;)

      Usuń
    6. No właśnie nie bardzo. Ale być może ja muszę dojrzeć do tego typu literatury, bo mnie ten fragment wynudził. ;)

      Ja przeważnie oglądam ekranizację po przeczytaniu. Kiedyś bardzo surowo oceniałęm odnotowując najdrobniejszą nieścisłość filmu z książką i się wnerwiałem. Do czasu jak przeczytałem fajną i mądrą wypowiedź Kinga na temat ekranizacji swoich książek i zacząłem film oceniać na zasadzie osobnego dzieła innego człowieka, którego zainspirował konkretny autor. :)

      Usuń