niedziela, 7 stycznia 2018

W KRÓLESTWIE LODU:TRAGICZNA WYPRAWA POLARNA USS JEANNETTE - Hampton Sides [recenzja]

Tytuł oryginału: In the Kingdom of Ice
Wydawnictwo: Rebis
Tłumaczenie: Tomasz Hornowski
Liczba stron: 488
Gatunek: Historia
Moja ocena: 5+/6








Biegun północny, czubek, szczyt, apogeum, miejsce gdzie przez pół  roku panuje wieczna noc, a przez drugie pół wieczny dzień, przyciągająca jak magnes atrakcja XIX wieku, którą chcieli poznać uczeni, podróżnicy i przede wszystkim opinia publiczna na całym świecie. O czym mowa? Oczywiście o Arktyce, czyli jednym z niewielu miejsc na Ziemi, które jeszcze w tamtych czasach było bardzo mało znane ludziom, a przez to niesamowicie pożądane. Rzucająca urok kraina, do której docierały kolejne nieudane wyprawy uczonych, marynarzy i podróżników, którzy wyruszali w jej kierunku, żeby uzyskać odpowiedzi na wiele nurtujących pytań o to jak dotrzeć do bieguna północnego, jak on wygląda, jakie nieznane gatunki ryb i zwierząt tam żyją, jakie nieznane cywilizacje czy jakie inne różnorodności natury się tam znajdują? 

Z pomocą w otrzymaniu w końcu odpowiedzi na te pytania miał przyjść George De Long. Niezwykle doświadczony kapitan, ambitny, nieodłącznie spragniony przeżycia czegoś wspaniałego i dokonania ambitnego, porywczy i nieodrodny produkt marynarki wojennej, którego marzeniem była wyprawa na niezbadaną Arktykę, żeby otrzymać awans wyższego stopniem, zyskać chwałę i sławę jednego z pierwszych, którzy odkryją te lodowate krainy bieguna północnego, i otrzymać możność zrobienia czegoś ważnego dla nauki i kraju. Człowiek, który nie cierpiał morskiej hierarchii, polityk i reguł, bo uważał je za nudne, ale gdy dowodził statkiem potrafił z żelazną konsekwencją utrzymywać twardą dyscyplinę narzuconą sobie i swojej załodze, otrzymał taką możliwość, i w 1879 roku wraz z załogą, na pokładzie trójmasztowej barki Jeannette, wypłynęli z San Francisco wśród wiwatujących tłumów i wrzawy w gazetach.

Wyprawa ta od początku była bardzo nagłaśniania i spotykała się z samymi pozytywnymi reakcjami wśród naukowego i marynarskiego środowiska oraz zwykłych obywateli, którzy przepowiadali De Longowi same sukcesy i powodzenie. W takich pozytywnych humorach i żelaznym postanowieniu uczynienia czegoś ważnego, pożytecznego i wielkiego załoga Jeannette wyruszyła z zamiarem zdobycia jednego z ostatnich nie zbadanych miejsc na Ziemi. Niestety czas pokazał, że wyprawa poszła nie po ich myśli, bo statek w końcu dostał się w miażdżący uścisk polarnych lodów, które przyczyniły się do pęknięcia desek kadłuba i zatopienia Jeannette. Wszyscy członkowie załogi musieli opuścić statek i na trzech łódkach oraz z niewielkimi zapasami żywności, sprzętu i broni od tej pory przestali szukać chwały, a zaczęli walczyć o przetrwanie. 

W W królestwie lodu autor postanowił przedstawić historię tej tragicznej wyprawy statku USS Jeannette, którego trzydziestotrzyosobowa  załoga pod dowództwem kapitana George'a De Longa bardzo mocno przyczyniła się do lepszego poznania arktycznej krainy i jej terenów, mimo że nie dotarła tam, gdzie zamierzała. Hampton Sides chciał przypomnieć już tę nieco zapomnianą, ale jakże niezwykle ważną, wyprawę. Książka składa się z prologu - przybliżającego kompletowanie załogi, pozyskiwanie wszelkiego wsparcia i całościowe przygotowania do wyprawy, z pięciu części  - przedstawiających całą podróż, oraz z epilogu, w którym opisywany jest powrót części ocalałej załogi, dalsze poszukiwania zagubionych i reakcje świata na zakończenie tragicznej wyprawy. Autor włożył w napisanie tej książki niesamowicie wielki nakład pracy i materiałów, których spis zamieszczono na końcu. Ponad osiemset przypisów i dziesiątki źródeł książek, czasopism i wszelkich archiwalnych materiałów i publikacji czynią z tej pozycji  wyśmienitą lekturę napisaną z wielką precyzją i w najdrobniejszym szczególe od samego początku do końca.

Byłem zaskoczony sięgając po tę książkę, bo - nie wiedzieć czemu - byłem przekonany, że jest to powieść historyczna. Otóż nie, jest to literatura popularnonaukowa przedstawiona w formie eseju. Jednak w taki sposób jakby była to rzeczywiście powieść historyczna, bo czyta się to jak beletrystykę, naprawdę sprawnie, emocjonalnie i z zainteresowaniem. Jeśli komuś podobał się „Terror” Simmonsa to ta książka z pewnością też się spodoba. Sam Sides wspomina zresztą tutaj o tragedii Erebusa i Terroru. Warto odnotować, że W królestwie lodu nie jest li tylko książka opisująca samą wyprawę i jej przykre konsekwencje, ale także, a właściwie przede wszystkim, przedstawia całą tą fascynację biegunem północnym, Arktyką i warunkami atmosferycznymi związanymi z lodem. Wielu uczonych, badaczy, podróżników, polityków, dziennikarzy, przedsiębiorców, biznesmenów i innych sławnych jegomościów lub zwykłych obywateli z XVII i XVIII wieku uczestniczy w tej książce i przyczynia się do szerzenia wiedzy na temat lodowej krainy. Pojawiają się rzadziej lub częściej,  wnoszą mniej lub więcej, ale każdy z nich dołożył jakąś cegiełkę, bo każdy z nich chciał w tym uczestniczyć.

Gdzieś po drodze można napotkać wszelkie mapki całej tej wędrówki i czarno-białe fotografie na których widać Jeannette, Jamesa Gordona Bennetta (miliardera od początku wspierającego i finansującego tę wyprawę) i samych członków załogi, czyli tych ludzi o  poważnych i zdecydowanych obliczach, którzy zostali wystawieni na taką próbę. Ale nie tylko oni, bo także całe ich rodziny i bliscy. Autor postanowił zagrać jeszcze bardziej na emocjach czytelnika umieszczając tutaj jednostronne (bo jej odbiorca nigdy ich nie otrzymał i nie odczytał) listy Emmmy De Long do swojego mężapoprzedzające rozdziały książki, które niesamowicie wzruszają i chwytają za serca. Już dawno nie poczułem się tak dotknięty i poruszony. Wszelkie wyimaginowane horrory ze swoimi okropieństwami i potworami blakną przy takich rzeczywistych tragicznych historiach ludzkich. 

Arktyka to kraina, która straszy i czaruje. Dzikie pustkowia w czystej, biało-lodowatej postaci,  lodowce, wysokie icebergi wędrujące po morzu, foki wysuwając głowy przez szczeliny w lodzie, wyrzucające fontanny wody wale grenlandzkie.  Z jednej strony niesamowicie piękne, zjawiskowe i poruszające, z drugiej wywołujące nabożny lęk wobec straszliwej potęgi żywiołów. W królestwie lodu kapitalnie przedstawia tę krainę. Ale też straszliwy koszmar, jaki przeżyli członkowie załogi próbujący zbadać jej tereny, co można dosłownie nazwać piekłem na lodzie. Niezwykle poruszająca historia ukazująca wszelkie niebezpieczeństwa i cierpienia załogi USS Jeanntte, która przeżywała je wspólnie, pokazała jak rodzi się bohaterstwo i trwała więź rodzące się z siły ludzkich serc. Ta tragiczna polarna historia nie pozostawi nikogo obojętnym. Polecam serdecznie.

„Poświęcenie jest szlachetniejsze niż łatwość, bezinteresowne życie wieńczy samotna śmierć, a dar cierpienia ubogaca świat”* 

*Hampton Sides, W królestwie lodu..., Wyd. Rebis, Poznań 2016, s. 439

19 komentarzy:

  1. O kurcze, i po co czytałam tę recenzję? Teraz będę musiała dorwać się do tej książki, lubię taką tematykę, a już bardzo długo nic takiego nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, no cóż. To tera trzeba przeczytać. :P

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ja też wiedziałem, jak sam czytałem u Ciebie, gdy wspominałaś o tym "Terrorze". ;)

      Usuń
  3. Jak tylko zobaczyłem ocenę, to utwierdziłem się w przekonaniu, że dobrze zrobiłem, kupując tę książkę kilka miesięcy temu. Na jej lekturę przyjdzie jeszcze czas, ale już się nie mogę jej doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Coraz częściej tematy historyczne poruszane są w taki a nie inny sposób - czyli tak, aby wydawało się, że czytamy beletrystykę. Do większej liczby osób przemówi taki sposób pisania. Chociaż nawet jakby to były czyste historyczne informacje to też bym z chęcią przeczytał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja jednak wolę formę zbeletryzowaną, dlatego uwielbiam książki Cornwella na przykład. Ale jeśli ktoś pisze tak jak ten autor czy jak Artur Szrejter, że ta historyczna nie jest właśnie ani taka beletrystyczna, ani do końca akademicka, to też jest dobrze, bo suchych faktów to ja nie lubię, nie mam głowy do tego.

      Usuń
  5. Myślę, że Arktyka nadal czaruje. Ja sama chętnie ruszyłabym tam na wyprawę. :)
    Książka zaś... Trzeba się za nią rozejrzeć. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym ruszył, jeślibym wiedział, że tam jadę, a potem wracam do siebie. Bo co innego dla mnie zima na co dzień do życia, która mi jest kompletnie niepotrzebna, a co innego wypad w góry poodpoczywać czy jakaś podróż - to wtedy się sam decyduję i jak najbardziej. Na Islandię tez bym bardzo chciał.
      Trzeba, jak się lubi takie mroźne klimaty. ;)

      Usuń
    2. Ja sama ogólnie lubię zimę (choć ostatnio odwykłam ;)) i mieszkanie gdzieś na Alasce, mroźnej Islandii czy północnej Finlandii, Szwecji albo Norwegii absolutnie by mi nie przeszkadzało. :D

      Usuń
    3. Mi tak, bo ja wolę ciepło. Ale jakbyś rzeczywiście mieszkała w którymś z tych miejsc to od czasu do czasu mógłbym wpaść w odwiedziny na bardzo gorącą herbatę lub kawę. ;)

      Usuń
  6. Od dawna mam w planach, podobnie jak i Terror. Tematyka bardzo mi leży, bo i morskie wyprawy i surowy polarny klimat to coś dla mnie, może w końcu w tym roku uda mi się przeczytać. Tak coś czułam, że to kawał solidnej lektury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obie książki są mega solidne i emocjonujące. Cieszę się, że leżą mi na półce. :)

      Usuń
  7. Tylko obie sporo kosztują, więc będę musiała odłożyłć ten plan na jakiś czas. Albo poszukać w bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kosztują, ale patrz na nieprzeczytane.pl Tam są ogólnie taniej, a czasem nawet i jeszcze bardziej przy jakichś przecenach. Na Świat Książki też są ceny dobre, zwłaszcza jak masz salon pod rękę i odbierasz sama.

      Usuń
    2. Ano mam i w sumie zawsze odbieram sama, ale będę filować i może sie trafi jakaś fajna promka :)

      Usuń
  8. Skąd drogi blogerze wiedziałeś w styczniu, że ta książka spodoba się tym, co czytali Terror, skoro Terror przeczytałeś dopiero w kwietniu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugi raz czytałem 'Terror'. Za pierwszym kilka lat wstecz. Pisałem o tym zresztą przy okazji recenzji "Terroru" ;)

      Usuń