środa, 12 lipca 2017

BLAZE - Stephen King [recenzja]

Tytuł oryginału: Blaze
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 319
Gatunek: Thriller
Moja ocena: 4+/6









Nieuchronnie zbliżam się do momentu, kiedy podchodząc do półki, na której znajduje się moja kolekcja Stephena Kinga, stwierdzę, że mam wszystko i przeczytałem wszystko, i jedyne, co mi pozostało z nowości, to tylko te, które dopiero się pojawią. Do tego czasu albo czekam, albo spragniony prozy mistrza czytam kolejny raz wcześniej już przeczytane - co już zresztą zdarzyło mi się do tej pory kilka razy i pewnie tak czy siak będę robił, ale jednak nowość to nowość. Na szczęście ten moment na chwilę obecną nie nadszedł, bo zostały mi na oko jakieś cztery książki i jeszcze mogę się nacieszyć nieprzeczytanymi. Jedną z nich jest króciutki "Blaze" napisany przez mistrzunia jako Richard Bachman, po którego sięgnąłem tym razem.

Clayton Blaidell junior to olbrzym mający ponad dwa metry wzrostu, sto trzydzieści kilogramów wagi i niesamowitą siłę ciosu. Znajomi, których miał zawsze niewielu, ochrzcili go przez to pseudonimem Blaze. Chłopak zawsze był wyrośnięty, jak na swój wiek, więc mało kto mógł mu zrobić jakąś krzywdę, ale niestety wolno myśli, bo pewnego dnia, kiedy był jeszcze dzieckiem, okrutny ojciec kilka razy nim rzucił, przez co teraz prawdopodobnie myślenie idzie mu nieco ciężej. Incydent ten spowodował też, że Clayton został odebrany ojcu i trafił do domu opieki. Nigdy jednak nie znalazł nowego odpowiedniego domu, w którym wychowano by go na porządnego człowiek, chociaż trafiał do kilku miejsc, więc stał się złym człowiekiem. Blaze żyje z drobnych kradzieży i przestępstw do czasu, aż poznaje błyskotliwego George'a Thomasa Rackley'a, który wymyśla dla nich znacznie bardziej dochodowe rozboje. Głównym celem jest jednak wielka akcja, w której ma dojść do porwania dziecka bogatych rodziców. Niestety przed wykonaniem przestępstwa ginie mózg operacji, czyli George. Blaze nie ma jednak zamiaru rezygnować z porwania i decyduje się go zrealizować. Ale przestępca dochodzi w pewnym momencie do wniosku, że to może był jednak zły pomysł, bo nie wszystko poszło zgodnie z planem i sprawy coraz bardziej się komplikują, a opóźniony w rozwoju Blaze nie do końca wie, czy sobie z nimi poradzi.

„-Kto ty jesteś, Blaze?
Zwiesił głowę i pociągnął nosem, połykając gila.
-Matoł”*

Richard Bachman, autor, za którym kryje się Stephen King, został powołany do życia, kiedy mistrz grozy miał już silną pozycję w wydawnictwie i chciał wrócić do swoich pierwszych powieści, które leżały nieruszone w szufladzie, bo we wczesnych latach jego pisarstwa nie można było sobie pozwolić na wydawanie więcej niż jednej powieści rocznie. Twórczość Bachmana to nieco inna proza, która była bardziej odległa od horroru i niepasująca do Kinga, więc przy okazji doszło do możliwości sprawdzenia się, czy popularność mistrza grozy jest wynikiem czystego przypadku lub szczęścia, czy talentem pisarskim, który będzie zawsze widoczny i doceniany pod jakimkolwiek nazwiskiem by go nie umieścić."Blaze" zostało napisane w latach 1972-73 i wyciągnięte z szuflady dopiero po ponad trzydziestu latach, ponieważ sam autor uznał książkę za „absolutną kupę” i długo wahał się z jej wydaniem. Pojawiła się jednak w 2007 roku, a cały dochód ze sprzedaży tej książki King przeznaczył na konto The Haven Fundation, czyli fundacji założonej dla wspomagania niezależnych autorów, którym się nie poszczęściło w życiu.

"Blaze" to Bachman, jakiego lubię. Z zabawnymi momentami i dialogami wywołującymi uśmiech na twarzy, ale często też brutalny i dramatyczny, a nierzadko i wzruszający, szczególnie na końcu. King przeplata tutaj aktualne wydarzenia dotyczące przygotowań do porwania, samej operacji i jej konsekwencji z wydarzeniami z przeszłości, sięgającymi do czasów wczesnego dzieciństwa Blaze'a, kiedy poznajemy bliżej tą postać. Bohatera silnego, dużego i wolno myślącego w zestawieniu z kolegą o mniejszych gabarytach, ale bardziej błyskotliwym umyśle mieliśmy już okazję poznać. Może się kojarzyć ze słynną bajką "Pinky i Mózg", ale jeszcze bardziej ze znakomitym i najpopularniejszym dziełem Johna Steinbecka "Myszy i ludzie", które jest klasyką literatury amerykańskiej. I zdaje się, że książka Kinga to właśnie niejako ukłon i hołd oddany Steinbeckowi, bo bardzo pod tym względem jest do niej podobna. Ale nie aż tak, jak początkowo myślałem, że będzie, bo tutaj dwaj silnie związani ze sobą mężczyźni są co prawda razem, ale nie dosłownie, bo George w momencie porwania już nie żyje. 

Historia porwania nie jest również niczym odkrywczym, ale mimo wszystko książkę czyta się z przyjemnością i zainteresowaniem, głównie za sprawą głównego bohatera, który jest mówiąc wprost przerośniętym głupolem momentami bawiącym czytelnika swoim zachowaniem i wypowiedziami, a fakt, że jest przestępcą dokonującym nieakceptowalnego społecznie działania zupełnie nie przeszkadza w tym, żeby tą postać polubić. Zwłaszcza, jeśli pozna się jego historię, do której powracamy co jakiś czas śledząc losy Blaze'a, będąc świadkami jego wzlotów i - częściej - upadków oraz niecnych działań. Bohater został świetnie skonstruowany przez autora i można powiedzieć, że tworzy się przy tym nawet pewnego rodzaju więź tej postaci z czytelnikiem, co jest w sumie charakterystyczne u Bachmana. Dzieje się tutaj całkiem sporo, książka obfituje w brutalne i dramatyczne sceny, ale i zabawne momenty, dzięki czemu czyta się ją dobrze i z ciekawością od początku do końca . 

„Dziewczyna, w której się zakochał miała na imię Marjorie Thurlow i chodziła do siódmej klasy w tej samej klasie co on.  Miała żółte włosy, niebieskie oczy i była płaska jak decha”**

Odkładając tą książkę na półkę było mi autentycznie przykro, bo to ostatnia taka pozycja napisana i wydana pod tym pseudonimem, która mi została do przeczytania. I w sumie też jedna z najlepszych. Bezapelacyjnie u Bachmana rządzi dla mnie "Wielki marsz", który jest dla mnie nie tylko Bachmanem Kingiem numer 1, ale też jedną z najlepszych książek, jakie przeczytałem, i którą autentycznie uwielbiam. W następnej kolejności postawiłbym na "Ostatni bastion Barta Dawesa" i właśnie "Blaze". Potem "Uciekinier"  i "Chudszy". A na samym końcu "Regulatorzy" i "Rage".  "Blaze" było wydane, jako ostatnie pod pseudonimem i nie zanosi się, aby było więcej, niestety. Ale King to King, więc niczego nie można być u niego na sto procent pewnym i być może zaskoczy i uszczęśliwi jeszcze swoich fanów w przyszłości, wyciągając z półki coś, co powinno być i będzie wydane pod Richardem Bachmanem. Bardzo bym chciał, żeby tak się stało.

Na koniec krótko podsumowując. "Blaze" to bardzo sprawnie skonstruowana i prosta historia ze świetnie wykreowanym bohaterem, która co prawda nie dorównuje klasykowi Steinbecka, ale jest naprawdę niedaleko za nim i najważniejsze, że bardzo dobrze i przyjemnie się czyta, a przy tym również porusza i wywołuje emocje u czytelnika. Prosta, lekka, przyjemna, ze świetnym zakończeniem. Bachman w najlepszej odsłonie. Polecam.


*Stephen King jako Richard Bachman, Blaze, Wyd. Albatros, Warszawa 2015, s. 18
**tamże, s. 89.

15 komentarzy:

  1. Czytałam dawno temu. Warto byłoby sobie odświeżyć tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mówiłem Ci, że Ci się spodoba :) Ja za Bachmanem nie przepadam. Tak naprawdę on to Wielki marsz a cała reszta mocno z tyłu. Wolę Kinga jako Kinga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, i się spodobało. :) Dla mnie Bachmany są spoko.

      Usuń
  3. Też kocham "Wielki marsz":)Mi pozostały tylko dwie powieści Kinga, których nie czytałam: Joyland i Dallas'63. Nie wiem co zrobię po ich przeczytaniu, dlatego lekturę wciąż odkładam na później:) Podejrzewam jednak, że zacznę od nowa, od najstarszych pozycji, które zatarły się w pamięci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu, to malutko. Ale oczytany ma racę. Dallas to jedna z naj, a jeszcze przed Tobą. :)

      Usuń
  4. nie czytałaś Dallas'63 - szczęściara. chciałbym być na Twoim miejscu i jeszcze raz przeżyć tę cudowną historię, bo niestety za drugim razem to już nie to samo :) A Joyland jest całkiem fajny, choć do Dallas się nawet nie umywa.

    OdpowiedzUsuń
  5. To ja dołączę do zachwyconych - "Dallas'63" to świetna książka, więc dużo dobrego Cię czeka, Gosiu ;).
    "Blaze" z kolei przede mną, jak i większa część książek Kinga ;). Ostatnio jednak nie mam zbyt wielkiej ochoty na jego powieści, więc pewnie sporo czasu minie, zanim poznam "Blaze'a".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. King Ci nie ucieknie. Chociaż jego książki akurat dobre są na wakacje. Zresztą w całym roku dobre. :)

      Usuń
  6. Nie kojarzę, abym czytała, aż muszę sprawdzić w zapiskach. Jeśli nie, to trzeba będzie to nadrobić. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na LC wystarczy sięgnąć. Chyba że nie oceniłaś tam wszystkiego, co przeczytałaś. :)

      Usuń
  7. "Blaze" mam w planach na ten rok, chociaż jakoś mi ostatnio nie po drodze z Kingiem. Szkoda trochę, bo w zeszłym roku często po niego sięgałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się chyba już jakoś zrównaliśmy. Ile Ci brakuje i co, żeby całość mieć za sobą?
      Mi zostało:
      -Danse Macabre
      -Rose Madder
      -Bezsenność
      -Czwarta po północy
      -Mroczna połowa
      -Nocna zmiana
      -Po zachodzie słońca
      -Twarz w tłumie
      -Roślina

      Jednak wyszło więcej, niż myślałem, i napisałem w recenzji. Nie 4, a 9. Nie licząc komiksów. Tak więc jest jeszcze co czytać. Ale mi tam się nie spieszy z tym. Bardziej zależy, żeby wszystko już mieć na półce. A mam prawie wszystko.

      Usuń
    2. To ja mam większe braki:
      - Martwa strefa
      - Podpalaczka
      - Talizman
      - Stukostrachy
      - Bezsenność
      - Czarny dom
      - Roślinka
      - Buick 8
      - Dallas 63
      - Joyland
      - Pan Mercedes
      - Znalezione nie kradzione
      - Koniec warty
      - Czwarta po północy
      - Serca Atlantydów
      - Wszystko jest względne. 14 mrocznych opowieści
      - Po zachodzie słońca
      - Gniew
      - Ostatni bastion Barta Dawesa
      - Uciekinier
      - Blaze
      - Twarz w tłumie

      Za to z Twoich czytałam ROse Madder, Mroczną połowę i Nocną zmianę i wszystkie świetne :)

      Usuń
    3. O, to Ty masz jeszcze czytania a czytania. I z tego masz świetny Dallas i Serca przed sobą, bardzo dobrą Martwą strefę, Talizman i Bartwa Dawesa. A reszta dobra lub przeciętna.
      Ale cieszy mnie, że nie nieprzeczytane przeze mnie oceniasz za bardzo dobre. :)

      Usuń