niedziela, 22 maja 2016

KRÓLOWIE DARY - Ken Liu [recenzja]



Tytuł oryginału: The Grace of Kings
Cykl: Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu (tom: 1)
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 589
Gatunek: Fantasy
Moja ocena: 6/6

"Mlecz i chryzantema"

Ta książka namieszała mi w głowie jeszcze zanim po nią sięgnąłem. Od dobrych kilku tygodni, przed jej pojawieniem się, na forach i portalach fantastyki szumnie pisało się o Królach Dary i nerwowym wyczekiwaniu na tą pozycję. Po jej wydaniu emocje były jeszcze bardziej spotęgowane, co widać było gołym okiem w każdej pojawiającej się recenzji, komentarzu czy opinii. Każda z nich wychwalała te fantasy. Zwykle nie sięgam po pozycje, które wchodzą w skład nieukończonego jeszcze cyklu, dopóki nie pojawi się ostatni tom, bo muszę mieć pewność, że jak pierwszy tom mnie zachwyci, to nie będę musiał czekać w nieskończoność na pojawienie się kolejnych, aż do ostatniego. Zapewniany jednak o tym, że Królowie Dary mogą być traktowane jako jeden tom, i pomny bardzo wychwalanych opinii, także wśród znajomych blogerów, ugiąłem się i zabrałem za czytanie...i ani trochę nie żałuję!

Ken Liu to pisarz science fiction i fantasy, prawnik i programista chińskiego pochodzenia, który mieszka ze swoją rodziną niedaleko Bostonu. Jest również tłumaczem licznych dzieł literackich przełożonych z chińskiego na angielski. W środowisku literackim znany jest najbardziej z opowiadań science fiction, dzięki którym otrzymał prestiżowe nagrody Hugo, Nebula i World Fantasy. Królowie Dary to jego debiutancka powieść i pierwsza część cyklu Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu.

"Nigdy nie uważaj się za lepszego od innych. 
To cecha człowieka o prawdziwie otwartym umyśle."*

Réon, król jednej z Siedmiu Wysp Dary, powodowany chęcią zjednoczenia skłóconych ze sobą królestw tyryjskich pod jedną władzą i przetopienia wszystkich mieczy w pługi, toczył wiele długich i krwawych wojen ze wszystkimi królami, żeby osiągnąć swój plan. Ostatecznie udało mu się podbić wszystkie królestwa i ogłosić się cesarzem Mapidéré, jedynym władcą Wysp Dary. Poświęcał jednak zbyt mało uwagi ważnym sprawom administracyjnym, budowaniu instytucji i zacieśnianiu więzi między dawnymi królestwami, bo niemal cały swój czas przeznaczał na tworzenie mało skutecznych projektów inżynierskich. Coraz bardziej narastające niezadowolenie wśród ludności doprowadziło do pojawienia się jawnego buntu i sprzeciwienia wobec władzy cesarza.

Królestwa i wyspy Dary
Na czele buntu stanęło dwóch mężczyzn: Kuni Garu, pijak stroniący od pracy, cwaniaczek i czarujący krętacz, i Mata Zyndu, samotnik i genialny wojownik o gorącym temperamencie. Na początku każdy nich z osobna wystąpił przeciwko cesarzowi, ale gdy tylko ich drogi się zeszły, stali się największymi przyjaciół i braćmi, których wzajemny upór i walka z tym samym wrogiem, doprowadziły do jego ostatecznego pokonania. Niestety zwieńczenie tego zwycięstwa powoduje, że w głowach Kuniego i Maty pojawiają się różne wizje tworzenia nowego świata, które są całkowicie sprzeczne i rozdzierają bardzo dobre relacje ich obu. Czy nowy świat po pokonaniu cesarza będzie teraz lepszy? Czy rządy Kuniego Maty doprowadzą do nowych podziałów i kolejnych wojen? Czy może jednak dojdą do kompromisu i utworzoną jedno idealne królestwo?

Nie dziwię się tego wyczekiwania, wysokim ocenom i pochwalnym recenzjom wśród krytyków, oficjalnych recenzentów i ogólnie czytelników. Ta książka z pewnością będzie jedną z najlepszych pozycji fantasy w tym roku i zajmie wysokie miejsce także wśród ogółu bestsellerów tegorocznej literatury. Dla mnie samo czytanie azjatyckiego fantasy jest już czymś oryginalny, z czym na co dzień raczej się nie spotykam. Inna mowa, inna kultura, inny świat ogółem. Najczęściej sięgam po pozycje pisarzy amerykańskich albo tych z Europy, więc nie powinno to dziwić, ale jednak zwraca się na to uwagę. Czytałem co prawda dwie rewelacyjne książki przepełnione duchem orientu, czyli najbardziej popularnego "Shoguna" Jamesa Clavella i "Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta" popularnego ostatnio Davida Mitchella, ale to były dwie powieści przygodowe, a fantasy azjatyckie to mój debiut.

"To nie talenty decydują o tym, w jakich warunkach żyje człowiek, lecz miejsce, gdzie
postanowi je wykorzystać."**

Od początku do końca widać jak dużo autor włożył pracy w tworzenie tej książki. Pojawienie się mapki świata, słowniczka niektórych wyrazów i listy postaci nie są może czymś nowym, ale bardzo rzadko się spotykam, aby autor poświęcił chociażby mały podrozdział każdemu miastu na mapie, królestwu i postaci, żeby przybliżyć je czytelnikowi. A zrobił to bardzo pieczołowicie i świetnie przedstawił każdą składową tego świata, o którym po przeczytaniu wiemy wszystko, co byśmy chcieli.

Charakterystycznymi dla tej książki uczynił wszelkie przepowiednie, ziołolecznictwo i bogatą symbolikę. Nie bez powodu umieściłem w tytule dwie nazwy bardzo dobrze znanych nam roślin. Mlecz i chryzantema to dwie rośliny o bogatym zastosowaniu i znaczeniu. W książce wykorzystywane są w ziołolecznictwie, ale wykorzystując ich charakterystykę autor także przypisał obie te rośliny do dwóch głównych postaci, dla których są one niejako symbolami i odzwierciedleniem niektórych cech obu bohaterów. Ważna jest też polityka, pojawia się pełno strategii, konfabulacji, spisków i intryg. Fabuła jest zatem bardzo bogata, wielowątkowa i pełna zwrotów akcji, dzięki czemu czyta się ją z wielkim zainteresowaniem i przyjemnością.

Ładne zdobienie kartek książki w postaci dmuchawców
Same postaci przedstawione zostały również bardzo dobrze. Pełnokrwiste, myślące, przechodzące wewnętrzne metamorfozy, rozterki i wahania emocjonalne. Najbardziej podobał mi się chyba Mata Zyndu, dwu i półmetrowy heroiczny wojownik o podwójnych źrenicach, niepokonany na polu walki, samotnik pełen podejrzliwości i nieufności wobec wszystkich dookoła. Ale Kuni Garu był też nieprzeciętną postacią, którą się lubi i chętnie czyta o jego losach. Pojawiają się także bogowie. Ile królestw, tyle bóstw. Również każde z nich inne i w fabule pojawiają się w specyficznych momentach, nadając jej pewnej tajemniczości i oryginalności.

Nie byłbym sobą, gdybym nie napisał jeszcze kilka słów na temat wydania, które od razu rzuca się w oczy. Twarda okładka, ładna grafika Sama Webera, która ją ozdabia, odpowiednia czcionka, marginesy i interlinia, dobry gładki papier. Jednak to, co mi się najbardziej podoba, to mapka na początku książki i lista najważniejszych postaci na jej końcu, które zostały umieszczone w formie wyklejki, czyli tej części łączącej trzon książki z wewnętrzną stroną okładki. Do tego są też ozdobniki na kartkach w formie graficznej dmuchawców, które mają symboliczne znaczenie, o czym już pisałem. Pojawiają się przez całą książkę w formie pauz oddzielających akcje między poszczególnymi wydarzeniami. Za tłumaczenie zaś odpowiada Agnieszka Brodzik (redaktor naczelna serwisu CarpeNoctem, promującego na bardzo wysokim poziomie polską i zagraniczną literaturę grozy), która wykonała kawał porządnej roboty, bo językowo tekst jest bez zgrzytów. Całościowo zatem wygląda ta pozycja naprawdę ładnie i zachwyci niejednego czytelnika estetę, który lubi mieć w ręce i na półce porządnie wydane książki.

"Żadna ryba nie może żyć w idealnie czystej wodzie."***

Ken Liu udowadnia, że fantasy może być czymś więcej niż tylko pożywką dla mózgu potęgującą eskapizm w najwyższym możliwym stopniu. Ta książka pokazuje, że ambitne fantasy leży w możliwościach ambitnych i odważnych pisarzy, którzy nie boją się podejmować ważnych tematów i eksperymentować z gatunkiem fantasy. Przekonał mnie o tym 2 lata temu China Miéville swoim Dworcem Perdido. Przekonał teraz Ken Liu.  To jedna z takich książek, które zabierasz na wakacje i zapominasz o urokach miejsca, w które się wybrałeś. Myślami i duchem przebywasz w opowieści autora plastycznie przedstawiającego świat, gdzie toczy się jego historia i zapominasz o całej reszcie. Królowie Dary to taka książka, po przeczytaniu której czytelnik sobie myśli, że jakby mógł przypisać sobie jedną z wybranych książek to chciałby stworzyć właśnie takie dzieło, z którego byłby w pełni dumny. Chyle czoła, panie Liu. I czekam na kolejną część!


*Ken Liu, Królowie Dary, Wyd. Sine Qua Non, Kraków 2016, s.55
**tamże, s. 126.
***tamże, s. 160.


Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu:
1. Królowie Dary


Za otrzymaną książkę serdecznie dziękuję  Wydawnictwu Sine Qua Non.


Przeczytana pozycja bierze udział w wyzwaniu: "Czytam opasłe tomiska".

28 komentarzy:

  1. Ciekawe postaci, symbolika, powiew orientu, wciągająca narracja... Hmm... czuję się bardzo zachęcona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuj się, czuj. Spodoba Ci się. :)

      Usuń
  2. Dobrze, że dałeś się namówić :D Ja mam czasu przeczytania tej książki ochotę na kolejne tak dobre fantasy, które nie tylko zapewni wspaniałą rozrywkę, ale będzie również wywoływało szereg przemyśleń u czytelnika. Tak powinno się to robić! I to nie prawda, że w fantasy już wszystko było i nic ciekawego nie można stworzyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Nie wszystko zostało powiedziane. A ja się cieszę, że uległem, bo "Królowie" to dla mnie jakby zamknięta historia, która nie wymaga drugiego tomu, więc spokojnie mozna poczekać na kolejne. :)

      Usuń
  3. Lubię jak książka jest dopracowana pod każdym względem. Fabuła brzmi zachęcająco. Po Twojej recenzji wydaje mi się, że autor podszedł dość nowatorsko do tematu, ale może to przez wzgląd na jego pochodzenie i inną kulturę od naszej. Tym bardziej książka musi być ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowatorsko może nie, może ja po prostu nie zetknąłem się z tego typu fantasy. Ale bez wątpienia książka ma to coś, co sprawia, że nie jest to klasyczne fantasy.

      Usuń
    2. W każdym razie brzmi intrygująco :)

      Usuń
  4. "Królowie dary" chciałam przeczytać już po recenzji Łukasza, Ty tylko podsycasz apetyt. Jak tylko skończę PLO, " Z mgły zrodzonego" za którego w końcu planuję się zabrać, to przeczytam Liu...w tym roku może zdążę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdążysz. Poczekamy na recenzję. :)

      Usuń
  5. Noooo... Pozwolę sobie dalej nie komentować. Użyję tylko zwrotu: "A nie mówiłem" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe. Sam się przekonasz. :) Bardzo dobra książka. Cieszę się, że się ugiąłem i sięgnąłem, bo ten tom faktycznie można traktować jako osobny, bo dalsze losy bohaterów mogą, ale nie muszą być kontynuowane. :)

      Usuń
  6. Uu. Wysoko. No to teraz już wiem, że kiedyś przeczytam. Może kupię na targach w Krakowie :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Łukasz kusił, a teraz po twojej recenzji mam ochotę rzucić wszystko i lecieć do najbliższej księgarni :D. Jednak wiesz, że nie za bardzo lubię zaczynać serie, które jeszcze nie zostały ukończone przez pisarza, a myślę że tak się stanie dopiero za rok, bo wszystko trochę trwa :). W każdym bądź razie Ken Liu na pewno zagości u mnie na półce, tylko jeszcze nie wiem kiedy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz tak jak ja. Ale ja się skusiłem po tym, jak łukasz mnie zapewnił, że ta książka nie kończy się otwartym zakończeniem. Nie ma, że musi być kontynuacja. Może się skończyć na tym tomie. I faktycznie tak jest. Nie muszę już teraz sięgać po tom 2, bo się pocę, co dalej.:)

      Usuń
  8. Huehue, ja już mam, ale jeszcze nie czytam. Ostatnio stwierdziłam, że mam jakąś niechęć do sięgania po książkę zaraz po jej premierze. ZNaczy owszem, minął już miesiąć, ale i tak jeszcze jest to "gorąca" książka. WIęc poczekam gdzieś do lipca, sierpnia i wtedy się za Królów zabiorę, teraz i tak nie mam za bardzo ochoty na taką cegłę.
    Musze się czepić, ale spokojnie, nie Ciebie, a cytatu. Chodzi mi o ten pierwszy. Jak dla mnie jest on trcohę bez sensu. Bo uważanie się za lepszego od innych generalnie postrzegane jest jako wada, natomiast jeżeli jest to cechą ludzi o prawdziwie otwartym umyśle (co w moim mniemaniu jest stanem jak najbardziej pożądanym) to... Złe (uważanie się za lepszego) ma doprowadzić do dobrego (posiadania otwartego umysłu) i tego dobrego mamy nie osiągać poprzez robienie złego, tak...? Znaczy owszem, to ma sens, generalnie u mnie, w domyśle funkcjonuje ten cytat jako wskazówka, żeby pozostawać człowiekiem o zamkniętym umyśle, uważającym się za takiego samego, jak inni. Nie wydaje Ci się, że to trochę tak brzmi? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uważanie się za lepszego od innych to pozytywna cecha. W takim kontekście. ;) Tłumacz to nieco przekombinował, ale według mnie wiadomo o co chodzi. Tak zresztą wynikało z kontekstu rozmowy, kiedy ten cytat padł. :)

      Usuń
    2. No dobra, to jak przeczytam i z kontekstem odnajdę w tym sens, to przyznam Ci rację, bez kontekstu cytat mało sensowny jak dla mnie :) Też mi się wydaje, że tłumaczenie mogło trochę wypatrzyć oryginalny przekaz.

      Usuń
    3. To chyb jedyny chochlik tłumaczki, jaki wyłapałem. :)

      Usuń
    4. To i tak jest dobrze, obym i ja mogła powiedziec po przeczytaniu to samo, nawet nie wiem, czy szybciej się za to nie zabiorę.

      Usuń
  9. Ostatnio byłam w trzech księgarniach i w każdej z nich trzymałam tę książkę w rękach, ale niestety w każdej była w cenie okładkowej. A jak widzę taką cenę, to automatycznie włącza się w moim umyśle blokada. Odkładałam ja na półkę z bólem serca. W najbliższe zakupy na nieprzeczytane, jako pierwsza wyląduje w koszyku. Również nie miałam okazji czytać żadnego azjatyckiego fantasy. Moje oczekiwania są wysokie, ale mam nadzieję, że się nie zawiodę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale mnie to nie dziwi, wiesz. Dlatego ja proponuję kupować na nieprzeczytane.pl albo arosie/bonito. Tam masz najtaniej, chociaż domyślam się, że przyjemność kupna książki, którą się trzyma w ręce, jest niewątpliwie lepsza od kupna na internecie. ;) Sam kiedyś nad tym ubolewałem, ale niestety stacjonarne sklepy i księgarnie nie mają szans w walce cenowej z tymi internetowymi.
      I nie, myślę, że się nie zawiedziesz, bo to naprawdę bardzo dobra książka. :)

      Usuń
  10. Mnie z kolei jeden zaufany czytacz fantastyki tę książkę odradzał, wbrew wszystkim pozytywnym opiniom. Wychwalał świat przedstawiony w opozycji do kiepsko przedstawionych postaci i słabo poprowadzonej fabuły – czyli tego, co Ty chwalisz ;) Ale ilu ludzi, tyle opinii, chwalący są w zdecydowanej większości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. A może miał na myśli drugoplanowe. Historię kradną Mata i Kuni, i im nie można się niczego przyczepić. Jest też kilka innych głównych postaci, ale moim zdaniem przedstawione zostały bardzo przyzwoicie. W każdym razie uwierz mi, że jak zaczniesz czytać, to będziesz zadowolony, bo to zdecydowanie ponadprzeciętne fantasy, które nie opiera się na magii i nowych, wymyślonych rasach. :)

      Usuń
    2. Chodziło mu o to, że postaci są świetnie zarysowane w opisach, mają skomplikowane i ciekawe charaktery, ale nie przekłada się to na potwierdzenie w czynach czy dialogach, przez co są papierowe. No ale ja tylko przywołuję inne zdanie, sam nie mogę polemizować :)

      W najbliższym czasie chyba nie sięgnę, mam za dużo zaległości w klasyce fantasy, więc na razie pomijam nowości. Choć udało Ci się tą recenzją zwrócić moją uwagę :D

      Usuń
    3. E, nie, i dialogi i czyny świadczą właśnie o tych metamorfozach, rozterkach i pełno krwistości ogółem. Ale nie ważne. Jeśli się jednak zdecydujesz to sam sprawdzisz. :)

      Usuń
  11. Nie czytałam, ale niesamowicie mnie zachęciłeś do tej pozycji! Uwielbiam dopracowane dzieła i fantasy, które są naprawdę na wyższym poziomie, a po Twojej recenzji wnioskuję, że ta książka właśnie taka jest. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. To fantasy pokazuje ponadto, że nie wszystko jeszcze zostało w nim powiedziane/napisane i można szukać łamania schematów. :)

      Usuń