niedziela, 8 kwietnia 2018

TERROR - Dan Simmons [recenzja]

Tytuł oryginału: The Terror
Wydawnictwo: Vesper
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Liczba stron: 668+ wklejka z ilustracjami 24 strony
Gatunek: Powieść historyczna, powieść grozy, powieść przygodowa, horror, dramat
Moja ocena: 6/6

"W krainie lodu, magicznych snów i ciągłego strachu"

Drugi już raz zdecydowałem się sięgnąć po jedną z najlepszych książek, które było mi dane w życiu przeczytać, autorstwa jednego z najbardziej utalentowanych, ciekawych i cenionych współczesnych pisarzy literatury science fiction i fantasy. Dan Simmons, który zasłynął z dwóch najsłynniejszych, nagradzanych i wyróżnianych dylogii science fiction o "Hyperionie" i "Endymionie", nie trzyma się jednak ściśle ram fantastyki i pisze także książki odmienne tematycznie i gatunkowo, jak chociażby horrory, kryminały czy powieści historyczne i przygodowe. Niniejszej książce najbliżej tym dwóm ostatnim, ale tak naprawdę stanowi połączenie kilku gatunków i skierowana jest do znacznie szerszego grona odbiorców.

Terror to arktyczna powieść grozy oparta na faktach, opowiadająca o tragicznych losach oficerów i marynarzy statków HMS Erebus i HMS Terror na nieznanych im terenach północnej Kanady. Dwa potężne statki pod dowództwem doświadczonego i słynnego żeglarza, sir Johna Franklina, wyruszyły ku północnym terenom w celu odnalezienia Przejścia Północno-Zachodniego, które mogło nieść możliwość opłynięcia Ameryki Północnej i oszczędzenia przy tym ogromnych odległości przemierzanych drogą morską między Atlantykiem i Pacyfikiem. Aby tego dokonać żeglarze musieli najpierw przygotować się na wiele miesięcy trudów, czyli walki z mrozem, lodem, śniegiem i huraganowymi wiatrami. Zgromadzili potężną załogę i spore zapasy żywności mające wystarczyć na mniej więcej pięć lat, a potem wyruszyli, żeby zmierzyć się z tymi przeciwnościami i osiągnąć swój cel. Ale ich podróż drogą morską nie trwała zbyt długo, bo w końcu natknęli się na ogromną płytę lodową, tzw. pak, w którym już na stałe ugrzęzły oba statki i wszyscy musieli zejść na ląd. To był zaledwie początek ich dramatu, bo niebawem do tego niepowodzenia doszły jeszcze zwątpienie, walka z głodem i chorobami oraz ogromny strach przed Czymś, co zaczęło ich atakować niosąc śmierć i nieustannie czekało na to, aby dopaść kolejnych żeglarzy.

Na temat tej wyprawy powstało wiele mitów i przypuszczeń, które do dzisiaj nie znajdują stuprocentowego potwierdzenia i chyba nigdy takiego nie będą miały. Po tym jak wieści o marynarzach obu statków zaginęły wyruszyło wiele wypraw ratunkowych, które się nie powiodły, bo żywych ich nie odnaleziono. Przez wiele lat kolejne ekspedycje udawały się, żeby odnaleźć zaginione statki i ustalić przyczynę ich niepowodzenia oraz zniknięcia załogi, co udało się tylko częściowo. Simmons postanowił wykorzystać ten kontrowersyjny, tajemniczy i ciekawy temat czyniąc z niego powieść składającą się prawdziwej podróży i postaci oraz elementów fikcji. Co ciekawe i warte odnotowania już na początku to potrójne znaczenie tytułu tej książki, bowiem 'terror' nie oznacza tutaj tylko nazwy jednego z dwóch statków, ale także atmosfery niepokoju i arktycznych niebezpieczeństw, które czają się wszędzie wokół podróżników, oraz elementu fikcyjnego, czyli tego siejącego strach i śmierć potwora, którego załoganci w końcu sami zaczęli nazywać Terrorem.

Przygoda oparta na faktycznych wydarzeniach, mnogość świetnych - złych i dobrych - postaci ze świetnie nakreśloną psychologią, mroźny arktyczny klimat, mitologia Eskimosów, trud, głód, walka o przetrwanie, narracja i specyficzne marynistyczne słownictwo to wszystko, co przemawia na ogromny plus całej książki. Ciężko jest mi wskazać jakieś minusy tej powieści, bo w moim mniemaniu jest ona idealna. Początkowo można się poczuć troszkę zdezorientowanym, bo autor nie opisuje od razu chronologicznie wydarzeń tylko od raz rzuca czytelnika niemal w sam środek wyprawy, czyli jak już załoga jest długo uwięziona w lodzie, a zaraz potem stosuje retrospekcje wracając do początkowych faz wyprawy. Ale taki stan rzeczy nie utrzymuje się ciągle, bo trwa jakoś mniej więcej dwieście-dwieście pięćdziesiąt stron i potem chronologia już występuje do końca powieści. Taki zabieg ją urozmaica, ponieważ powoduje, że zmienia się także narracja. Raz jest ona w czasie teraźniejszym - przedstawiona w dialogach postaci lub opisywanych przez nich wydarzeniach, które przeżywają. Raz przyjmuje formę dziennika, w którym jej autor opisuje to, co już się wydarzyło. Dzięki temu bardzo dobrze możemy poznać szeroki wachlarz postaci, ich psychologię i wydarzenia widziane ich oczami, i dotyczy zarówno kulturalnej, wykształconej i doświadczonej grupy oficerskiej, jak i zwykłych oraz pospolitych marynarzy, co wypada naprawdę realistycznie i efektywnie. 

Książka na pewno spodoba się osobom, które sięgały po takie tytuły jak "W królestwie lodu" Sidesa, "W samym sercu morza" Philbricka czy "Na wodach północy"  McGuire'a bazujące na podobnych morskich i tragicznych przygodach, utraconym człowieczeństwie, kanibalizmie, odkryciach geograficznych i autentycznych (akurat nie w przypadku McGuire'a) wydarzeniach. Dodatkowo na plus jest jej najnowsze wydanie, które pojawiło się z okoliczności powstania serialu nakręconego przez Ridleya Scotta, który od 5 kwietnia można już oglądać na kanale AMC Polska. Początkowo niepokojem napawała mnie serialowa okładka z postacią na pierwszym planie (to Ciarán Hinds odtwarzający rolę sir Franklina), która była wg mnie paskudna. Ale wydawnictwo Vesper wyszło obronną ręką dobierając odpowiednio matową fakturę okładki z naniesionymi na nią elementami odblaskowymi płatków śniegu, które powodują, że ostatecznie prezentuje się całkiem dobrze i klimatycznie. Samo wydanie wzbogacone jest też o obszerne posłowie dra hab. Grzegorza Rachlewicza z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza (opisującego zarówno tę wyprawę, jak wcześniejsze i późniejsze autentyczne arktyczne podróże) oraz 24-stronicową ikonografię ilustrującą rozległe czasy odkryć polarnych (m. in. mapy, portrety podróżników, ilustracje statków czy artefakty, w tym słynny dzwon z Erebusa wydobyty jesienią 2014 roku). Całość tym samym prezentuje się naprawdę świetnie.

Terror to zatem nie horror (jak jest błędnie określany), a powieść historyczna, przygodowa i grozy z elementami horroru i mitologii eskimoskiej, gdzie Dan Simmons bardzo staranie i sugestywnie przedstawia krainę arktyczną oraz człowieka, który zmaga się z występującymi tam mrozami, lodem, śniegiem, dzikimi zwierzętami i czymś potwornym, co przerasta ludzką wyobraźnię i niesie śmierć. Świetnie oddana mało znana ludziom kultura ludów innuickich z ich obyczajami, wierzeniami i idealnym dostosowaniem tych ludów do tamtejszych warunków pozwala poszerzyć wiedzę na ten temat, a bardzo dobre wznowienie z ilustrowanymi dodatkami oraz esejem jeszcze bardziej urozmaicają tę książkę. Terror to powieść, która mrozi krew w żyłach, przyspiesza akcję serca, przeraża i porusza dogłębnie. Książka, którą z czystym sumieniem mogę polecić każdemu, bo to kawał kapitalnej, wartościowej i emocjonującej lektury, która zapada na bardzo długo w pamięci. 

„Życie ludzkie wypełnia samotność, bieda, podłość, cierpienie i przemijanie”*

*Dan Simmons, Terror, wyd. Vesper, Poznań 2018, str. 617

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Vesper!

27 komentarzy:

  1. Ostatnio właśnie głośno o tej powieści jest dzięki serialowi - nawet wspominali o nim w bodaj Zombie vs. Zwierz. Podobno bardzo fajnie wykonany i klimatyczny, więc zakładam, że książka nie może być gorsza. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest kapitalna. Więcej słów nie potrzeba. ;)

      Usuń
  2. Postanowione! Jutro idę do sklepu i kupuję, bo pozytywne recenzje mnożą się jak króliki na wiosnę (ok, nie wiem, kiedy się mnożą, ale jakoś tak mi się napisało), a Dana Simmonsa uwielbiam za Hyperiona i Drooda. Dodatkowym plusem jest rozmiar książki, bo co jak co, ale takie grubaski czytelnicze to ja lubię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to. Raczej się nie zawiedziesz, zwłaszcza jak już Simmonsa znasz i lubisz cegły. Ja czytałem dłużej niż normalnie, bo ponad tydzień, ale to dlatego, że chciałem trochę przeciągnąć jej czytanie, a i momentami też miałem mniej czasu.

      Usuń
  3. Ja się zdecydowałam już na miękką okładkę. Póki co nie kupuję, bo najpierw i tak chcę przeczytać Upadek Hyperiona. Poza tym Terror lepiej by się czytało w zimie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej, dlatego ja się na koniec jeszcze 'załapałem'. Ale to teraz musiałabyś czekać te 8-9 miesięcy, długo. ;)

      Usuń
    2. Mam podobnie, pierwsze chcę przeczytać Hyperiona później dopiero zajmę się Terrorem. :D

      Usuń
    3. Mówisz Sylwia, że trzeba nadgonić Artefakty? :P

      Ciacho, nie mam jakiegoś parcia że muszę przeczytać tę książkę teraz, więc kto wie, może mi akurat zejdzie te 8-9 miesięcy zanim w końcu się za to wezmę, tym bardziej, że serio chętnie zostawiłabym to na zimę. :P Poza tym szybko zleci. :)

      Usuń
    4. Nawet mi o Artefaktach nie przypominaj, mam takie zaległości...
      A tu ciągle coś innego wyskakuje np. nowy Sanderson. :D

      Usuń
    5. Kirima - spoko, ja też mam tak, że lubię konkretne lektury na konkretne okresy, zresztą już nie raz o tym wspominałem. Na zimę coś, na jesień coś, na lato najczęściej jakieś lekkie (kryminały, thrillery, fantasy, lekkie sf).

      Sylwka - cały wymieniony Simmons świetny, wieć myślę, że i Hyperiony, i Terror się spodoba.

      Usuń
    6. Ja myślałam, że tak nie mam, ale niedawno zdałam sobie sprawę, że mimowolnie dopasowuje lektury do pory roku. Lato to u mnie też czas rzeczy lekkich. Na jesień wolę lektury cięższe i melancholijne i przeciąga się to na zimę. Wiosna... to chyba bardziej podpinałaby się pod opis lata. :)

      Co do Ciebie, to pamiętałam tylko o tym, że na zimę wolisz lektury dłuższe i wymagające, bo nawet mi o tym pisałeś. :)

      Usuń
    7. I zimę, i jesień. Wiosna wczesna też jeszcze ok. Potem jak się już wychodzi na dwór to lepiej lżejsze, ale zdarzają się wyjątki oczywiście.

      Usuń
  4. Rozmawialiśmy już kiedyś o tej książce, z pewnością jeden z tytułów , po które będę chciał sięgnąć w tym roku. A po takiej recenzji nie trzeba mnie jeszcze bardziej zachęcać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodoba Ci się na bank, Michał. :)

      Usuń
  5. Jak widzę najnowsze wydanie, to się cieszę, że nie zdecydowałam się kupić tego w miękkiej oprawie, a już za mną chodziło. Zresztą chciałabym obejrzeć serial, a nie lubię tego robić bez przeczytania książkowego pierwowzoru. Recenzja jeszcze zachęca, choć po Hyperionach nie trzeba mnie przekonywać do Simmonsa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I prawidłowo. Simmonsa warto poznać. Hyperiony, Endymiony, Terror, Ilion, Wydrązony człowiek. Wszystko to świetne. A jeszcze i tak nie czytałem Olimpu czy Drooda, które pewnie też będę polecał, bo nie przewiduje słabych tych książek. A serial to mnie tak nęci, ale czekam do ostatniego odcinka, bo nie dam rady z tygodnia na tydzień cierpliwie oglądać. :)

      Usuń
  6. Od dawna mam w planach. Pewnie w końcu sięgnę, ale poczekam, aż serialowy szum ucichnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poco czekać na cały serial, lepiej od razu brać się za książkę. :P

      Usuń
  7. Chodzi mi o to, że głośno ostatnio o tym Terrorze (wręcz czuję się nim lekko sterroryzowana) i wolę poczekać, aż ten hype na serial i książkę ucichnie. A oglądać i tak nic ostatnio nie oglądam, więc pewnie i tak zacznę od pierwowzoru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak średnio przepadam za oglądaniem nieskończonych seriali, ale że oglądam ich sporo, to te skończone najlepsze w większości za mną. A te nieskończone to nigdy nie wiadomo kiedy skończone będą, a się świetnie zapowiadają i są oceniane, więc sięgam. To taka moja opozycja do działania z literaturą, bo tam to bardzo rzadko sięgam po nieukończone.

      Usuń
  8. UWIELBIAM! Ale to już wiesz :) I też mam zamiar sobie odświeżyć, ale to pewnie mi się uda bliżej wakacji dopiero...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to w ogóle rozbawiło, bo podczas czytania pomyślałem sobie, że w sumie ten 'terror' to do trzech rzeczy się odnosi i sobie wynotowałem, żeby o tym nie zapomnieć przy recenzji. Przy czym po jej napisaniu zerknąłem do Ciebie i patrzę, a Ty masz dokładnie to samo. :D

      Usuń
  9. Początkowo byłem sceptyczny wobec tego wydania, a w zasadzie okładki. Nie lubię filmowych wydań książki, ale Vesper dał sobie z tym radę i te imitacje płatków lodu na okładce robią niesamowity efekt :)
    Nie wiem, czy w tym roku ponownie ją przeczytam, ale kiedyś z pewnością do niej wrócę - świetna historia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Ale ostatecznie wyszło dobrze.
      Dokładnie. Ja drugi raz czytałem i jeszcze zyskała w moich oczach. Jak zresztą i sam Simmons.

      Usuń
  10. Brzmi interesująco :) Zresztą Simmons kupił mnie Hyperionem i mam ochotę sięgnąć też po inne jego książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Simmons świetnie pisze. I jak ktoś tylko lubi taką literaturę to jest bardzo niewielkie prawdopodobieństwo, że nie przypadnie mu do gustu. Świetny pisarz, mój ulubiony, bo łykam wszystko, co u nas się pojawia.

      Usuń