wtorek, 9 lutego 2016

ZIMA NASZEJ GORYCZY - John Steinbeck [recenzja]


Tytuł oryginału: The Winter of Our Discontent
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 338
Gatunek: Powieść społeczno-obyczajowa, literatura współczesna zagraniczna
Moja ocena: 4+/6

"Żegnaj szczęście"


New Bayton jest całkiem ładną miejscowością. Miasteczko rozrzucone jest wokół kompleksu wód śródlądowych zasilanych przez fale morskie. Posiada port, który osłania przybrzeżna wyspa. Nie jest to miejsce zbytnio zaludnione i wielkomiejskie. Istnieje tylko kilka okazałych domów byłych wielorybników. Większość to małe i schludne budynki otoczone pięknymi starymi drzewami. Kiedyś prosperowało bardzo dobrze i było mocno rozwinięte, dzięki połowom wielorybów i sprzedaży oleju wielorybiego. Jednakże trwało to tylko do czasu, kiedy pojawiły się inne, bardziej potrzebne zasoby niż ten olej. Przez to miasteczko wpadło w pewną stagnację i tak trwa do dziś, trawione przez choroby i pewnego rodzaju rozpacz.

W New Bayton żyje Ethan Allen Hawley, jego żona Mary, córka Ellen i syn Allen. Ethan jest sprzedawcą w sklepie pewnego Włocha, Pana Marullo, i bardzo cierpi z tego powodu, ponieważ sam był kiedyś jednym z najbogatszych i najważniejszych mieszkańców miasteczka i nie potrafi o tym zapomnieć. Na domiar złego jego żona Mary ciągle mu o tym przypomina, bo z tęsknotą wspomina piękne czasy, kiedy było ich na wszystko stać. Jednak pewnego dnia odwiedza ich przyjaciółka wróżbitka, Margie Young-Hunt, która rozkłada karty dla Ethana i przepowiada mu pomyślną i bogatą przyszłość. To sprawia, że dumny Ethan postanawia odmienić swój los i dążyć do polepszenia warunków życia swoich i swojej rodziny.


"Jaką cudowną rzeczą jest kobieta! Podziwiam to, co one robią, nawet jeżeli nie rozumiem dlaczego."*


Tytuł książki nawiązuje do kroniki Szekspira, a dokładnie do dwóch pierwszych linii "Ryszarda III". Nie czytałem tej sztuki, więc ciężko jest mi się wypowiedzieć, czy tylko te dwa wersy miały jakiś wpływ na napisanie tej książki, czy cała kronika. Sam Steinbeck też o tym nie wspomina. Ale wyraźnie czuć ducha Szekspira w tej książce. Ponadto jego bohater często cytuje wielkie mowy narodu amerykańskiego (polityków, doradców, dowódców, żołnierzy, byłych prezydentów), których jest naprawdę sporo i wiele z nich jest wartościowych. Jednakże używane przez Ethana mają one często charakter moralizatorski i momentami są nieco irytujące. 


"Człowiek może się przyzwyczaić do wszystkiego. Do mordowania czy grzebania, czy nawet dokonywania egzekucji; dyby i kleszcze muszą być po prostu zajęciem, kiedy się do nich przywyknie."**


Generalnie rzecz biorąc fabuła książki opiera się na tym, że młody, inteligentny człowiek, szczerze i oddanie kochający swoją żonę i rodzinę jest bardzo ponury i przygnębiony przez to, że musi pracować u kogoś, kto jest w dodatku makarończykiem (jak nazywa włochów), zamiast zarabiać własnym biznesem. Przeżywa wewnętrzne rozterki, oddala się od ludzi, żeby pobyć samemu, miewa wahania humoru, które często przejawiają się w słownych żartach wprost ociekających ironią i sarkazem, często mocno kąśliwych. W jego życiu pojawia się kilka osób, które mają dla niego znaczenie i próbuje szukać u nich wsparcia. Danny, jego dawny przyjaciel z dzieciństwa, który jest pijakiem z wyboru i nie lubi jak mu się to wytyka, dlatego coraz bardziej się odwraca od Ethana, i Margie, przyjaciółka jego żony, wróżbitka i uwodzicielka, która boi się samotności i przebywa z różnymi mężczyznami. I tak czytamy o Ethanie i innych mieszkańcach, którym nie wiedzie się najlepiej.


"Kiedy spotyka się dwoje ludzi, każde z nich zostaje odmienione przez to drugie, i mamy dwie nowe osoby."***


Pełno jest tutaj różnych aforyzmów i sentencji, i nie sposób nie zauważyć, że wiele z nich dotyczy płci przeciwnej. Steinbeck chyba chciał oddać jakiegoś rodzaju hołd kobietom, bo jego główny bohater bardzo często słodko i przyjemnie się o nich wyraża. Zwłaszcza o swojej żonie Mary i przyjaciółce Margie. Ale mimo takich słodkości nie jest to książka pozytywna. To taka pigułka goryczy, która przedstawia pewnego rodzaju degenerację bohaterów książki i ogólnie społeczeństwa amerykańskiego. Widać tutaj upadek prawości, moralności i pewnych ideałów. Przedstawiony problem alkoholizmu też nie wydaje się być problemem społecznym, a bardziej receptą na przetrwanie. Krytyka literacka ostro przyjęła tę książkę Steinbecka, bo jest ona inna niż reszta jego pozycji. Ciężka, bardziej chłodno napisana i z tym drażniącym dydaktyzmem, o czym wspominałem wyżej. Ale ciągle jest to ten sam autor, którego świetnie się czyta.


"Moje kochanie mruczało przez sen ze swoim archaicznym uśmiechem na ustach, i był w niej ten  dodatkowy blask ukojenia i satysfakcji, który ma po miłości - jakieś spokojne spełnienie."****


Pisałem wam ostatnio recenzując Zagubiony autobus, że zamierzam przeczytać całą twórczość Steinbecka, a jak już to zrobię to będę czytał od nowa, drugi raz, trzeci i kolejne, jeśli tylko życie pozwoli. Ta książka mnie tylko w tym przekonaniu utrzymuje. Ja po prostu kocham literaturę tego pisarza. Jest dogłębna, rozmiękczająca, nienachalnie przypomina o najważniejszych cnotach i wartościach życiowych, pobudza intelektualnie i skłania do refleksji i przemyśleń. Jeżeli istnieje takie coś jak niebo i Steinbeck tam przebywa, a mi również pisane jest tam trafić, to mam nadzieję go tam spotkać i osobiście mu to powiedzieć. Czytajcie jego książki, kochani. Naprawdę warto.

*John Steinbeck, Zima naszej goryczy, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2015, s. 93.
**ibid., s. 141.
***ibid., s. 74.
**ibid., s.108

Po raz kolejny serdecznie dziękuję za książkę wydawnictwu Prószyński i S-ka. :)



38 komentarzy:

  1. Tak, tę książkę zostawię sobie jednak na później, na bardziej sprzyjające okoliczności. Ponura aura za oknem nie zachęca do zanurzania się w taką przygnębiającą atmosferę, tchnącą rozpaczą i degeneracją...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teksty Ethana mnie nie raz rozbawiły, takie żarty stroił ironiczno-sarkastyczne. Ale ogólnie książka jest taka jak jej nazwa i też polecam Ci ją na inny okres czasu. :) Różni się ta książka od poprzednich Steinbecka, sama zobaczysz sobie kiedyś. ;)

      Usuń
  2. Zachęcasz i zachęcasz do Steinbecka, ale to chyba jednak nie moje klimaty, przynajmniej obecnie. Za to doszły dzisiaj do mnie najnowsze Artefakty i aż się pośliniłam otwierając przesyłkę:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytasz w ogól obyczajówek?

      Pośliniłaś się aż? No to pięknie. :D Ja się tak ślinię podczas popołudniowej drzemki, leci mi z pyska jak Pershingowi z 13 posterunku. :D Czekam na recenzje. ;)

      Usuń
    2. Kiedyś czytałam sporo, teraz mam awersję podobną jak w przypadku kryminałów.

      Drzemać nie lubię, to się poślinię przynajmniej przy książkach :P Ale mam problem, bo na raz pojawiły się Brunner i Priest, a Gaiman i Kossakowska zasilili Kindle'a. Co wybrać? Jak żyć?

      Usuń
    3. Rozumiem. Nic na siłę. :)

      Ja też rzadko to robię, a jak już to 20-30 minut wystarczy i jestem zregenerowany. :) Jak żyć? Nie śpij, czytaj. :P

      Usuń
    4. Po takiej drzemce w dzień, snułabym się kolejnych 40 godzin jak zombie :)

      Usuń
    5. Serio? Tylko tyle Ci wystarczy? :) Mi wystarczy, żeby nie zasnąć przed 00:00, ale żeby nie spać aż tyle to nie. :) Dla mnie to bardzo dobra regeneracja taka krótka drzemka, bo jak wracam do domu zmęczony po pracy i siłce, i zjem, to mi się zaczynają oczy zamykać, nawet jak strzelę mocną kawę. :)

      Usuń
    6. No właśnie ja jestem tak dziwnie skonstruowana, że często padam na nos przed 23 (zwykle wstaję między 5 a 6, więc wyczuwam pewien z tym związek...), ale wystarczy mi się rozespać choć trochę w ciągu dnia, to jestem nie do życia przez długich kilkanaście kolejnych godzin... A kawę uwielbiam, pijam po 4 filiżanki dziennie, ale cholerstwo w ogóle mnie nie budzi, sięgam tylko ze względu na smak :)

      Usuń
    7. To masz podobny zegar jak ja. Tylko godzinkę się różni, bo ja chodzę spać o 12, a wstaję 6:30. I powiem Ci, że najlepiej się tak czuje. Jak pośpię w weekend dłużej to ja wcale lepiej nie funkcjonuję. Także dobrze Cię rozumiem, o czym piszesz. Z tym że ja takie drzemki powinienem w ciągu dnia robić, a szkoda mi czasu.

      Też uwielbiam i też piję 3-4. A jakbym mógł to wypijałbym i ze dwa dzbanki. Herbatę już tak nie. Ale kawa to jet ambrozja. Niegdyś potrafiłem sporo fajek przy kawie wypalić.

      Usuń
    8. Coraz więcej podobieństw Bracie ;)

      Co do kawy miałam kiedyś taki okres, że piłam po 6 filiżanek, ale chodziłam nakręcona jak po kontakcie z gniazdkiem, więc w końcu zmusiłam się do ograniczeń ;) A herbatę pijam tylko ziołową/zieloną, a czarną z miodkiem i cytryną, gdy mnie dopadnie choróbsko ;)

      Usuń
    9. Zauważyłem, siostro, zauważyłem. :)

      Ale to sypaną tylko czy rozpuszczalną? Albo i tak, i tak? Ja kiedyś sporo piłem Maxwell House 3w1, bo mi szalenie smakowały. I Zawsze co piątek chodziłem do takiego kiosku kupić gazetę i kilka kaw. Się babka zawsze śmiała, czemu ja od razu całego opakowania nie kupię. :) Kopiko z brązowym cukrem też niezłe. Ale tak naprawdę to taka chemia, że lepiej sobie rozpuszczalną z mlekiem i słodzikiem zrobić. :) Ja osobiście pije czarne. A herbat jednak większy wachlarz. Mamy taką herbaciarnie, gdzie bardzo lubię chodzić i kupuję różne herbaty, zielone, czerwone, yerba mate, roiboos, białe, czarne. Świetne są roibooski. :)

      Usuń
    10. W zależności od fazy rzucam się albo na rozpuszczalną, albo na sypaną, teraz jestem na ciągu rozpuszczalnej :) ALe tylko z cukrem i mlekiem, innej nie tykam.

      Uwielbiam takie herbaciarnie! Czerwone i zielone herbaty z różnymi dodatkami też :) biała, choć niby najszlachetniejsza, jakoś mi nie podchodzi, a yerba jest za gorzka :( (nigdy nie słodzę herbat, z wyjątkiem wspomnianego miodu)

      Usuń
    11. To ja na ogół jestem wyważony i piję 2 sypane i 2 rozpuszczalne. :D A piłaś może Jacobs Milicano albo Nescafe Intenso? To takie połączenie rozpuszczalnej z sypaną. Bardzo mi smakuje, zwłaszcza Milicano, którą w tej nawet chwili piję. :)

      U nas są dwie takie. Jedna herbaciarnia, gdzie wchodzisz i kupujesz do domu, i pełno tego jest, zapachy takie, że można się rozłożyć. :) A druga to herbaciarnia, gdzie siadasz na otelu lub po turecku na poduchach i zamawiasz przygotowaną do picia. Szyszę też możesz skombinować, albo kawę. Fajny klimacik tam jest. :) A o yerbę mi chodziło mieszankę, nie czyściocha, który wykręca ryja w każdą stronę. :D Spróbuj sobie kiedyś Yerba Mate z trawą cytrynową. ;)

      Usuń
    12. Jeszcze nie piłam, ale wypróbuję:)

      Usuń
    13. Tu masz linka jak coś :)
      http://allegro.pl/yerba-mate-green-lemon-z-trawa-cytrynowa-50g-i5091342336.html

      Usuń
  3. Steinbecka mam na swojej liście pod tytułem "kiedyś należałyby przeczytać", ale wiadomo jak to jest... Mam jednak nadzieję, że uda się jeszcze w tym roku :P
    No i nawiązania do Shakespeare'a! Ryszard III mnie prześladuje, bo przeczytałam kroniki od Ryszarda II do Henryka V, a później - gdy miałam zamiar dopaść jedną z lepszych części cyklu - akurat było wypożyczone! Chyba skończy się na tym, że kupię własny egzemplarz, bo się nie doczekam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam nadzieję, że zbyt długo on na tej liście nie będzie. :) Steinbeck jest świetny, pod warunkiem, że lubi się powieści społeczno-obyczajowe.
      Ja Szekspira czytałem tylko w szkole, sam nigdy nie sięgnąłem od siebie.

      Usuń
    2. Też mam taką nadzieję! A na co dzień tego gatunku nie czytam, raczej, że tak powiem, od święta, więc jak już się za coś brać, to sprawdzonego ;)
      No wiesz! Ja tam bardzo lubię - owszem, może nie jest to lekka lektura, ale ile wnosi! I ten humor ♡

      Usuń
    3. To musisz sama sprawdzić. Ja Steinbecka już znam bardzo dobrze. :)

      Usuń
  4. Mam w planach jak nieco luźniej będzie z nowościami, aby poszukać w bibliotece Steinbecka. Już którąś recenzją kusisz i trzeba w końcu powiedzieć TAK temu autorowi :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam na swoim koncie dwie pozycje Steinbecka: "Myszy i ludzie" oraz "Pastwiska niebieskie". Wiem, że jeszcze wrócę do tej twórczości, coś do niej przyciąga. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Pastwisk" jeszcze nie czytałem. Dobre to? :) Masz rację, ciągnie do niej. Może to ten błogi spokój, który wypływa z tych tekstów? Pozdrówy ;)

      Usuń
    2. Może nie tak dobre jak "Myszy i ludzie", ale bardzo symboliczne. To opowiadania, a nie powieść. Każde z nich dotyczy pastwisk, które są niejako wyobrażeniem o krainie dobrobytu.

      Usuń
    3. Opowiadań Steinbecka nie czytałem. W ogóle opowiadań obyczajowych nie znam. Jedynie horror, sf lub fantasy. A i tak ciężko mnie zachwycić krótką formą. Ciekawe jak w takiej formie wypada Steinbeck. :)

      Usuń
  6. Ładnie napisałeś o tej książce i również gratuluję doboru cytatów. Powiem Ci szczerze, że ja się takich książek jednak trochę boję, bo i bez nich mam wystarczająco dużo powodów do myślenia. Takich poważniejszych. I nie powiem, że mnie ta ksiązka nie zaintrygowała, ale na razie sobie odpuszczę. Jak poczuję potrzebę sięgnięcia po coś głębszego, to może spróbuję.
    Jak zacząłeś pisać o tym bohaterze, w sensie jego sytuację opisałeś, to się wkurzyłam. Ale nie na Ciebie, na bohatera, bo kurczę, ma w zasadzie wszystko, pracę, rodzinę i i tak jest nieszczęśliwy. Podejrzewam, że w trakcie lektury zweryfikowałabym swoje zdanie, ale na razie trochę tak to wygląda. A z drugiej strony piszesz, że to się wpisuje w obraz zdegenerowanego społęczeństwa, więc stwierdzam, że jednak nie wszytsko jest takie czarno białe. Widzisz, ile ja myślę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Jag. :) Bać się nie trzeba, bo to nie jest nic skomplikowane, chyba że właśnie o tę prostotę Ci chodzi, że zwykła proza życia może Cię wynudzić. W takim wypadku może Ci przyjdzie czas na takie książki w innym wieku albo po prostu za jakiś czas. Ja uwielbiam tego Steinbecka, bo ja autentycznie czuje się wyluzowany, bo gdzieś te moje problemy codzienne odchodzą na bok i mogę się czuć jakbym autentycznie siedział na werandzie na bujanym fotelu, a Steinbeck siedział koło mnie, pykał fajkę i opowiadał. To niesamowite jak książka, zwykłe papier pomazany literkami może człowieka tak ruszyć.
      Bo tak jest, ma niemal wszystko, a jest nieszczęśliwy, bo to jakiś rodzaj też dumy mu się uruchamia. Ale ten poziom degeneracji to w jego przypadku dotyczy nie tyle moralności, co ideałów właśnie. On dostaje tam pewną niemoralną propozycję odnośnie zarobku, której nie chce przyjąć, bo to nie wg jego zasad, ale ze strony na stronę zaczyna o tym rozmyślać. :) Widzę, widzę, i jak z samej recenzji dochodzisz do takiej konkluzji to tym bardziej sama książka by to powodowała. :)

      Usuń
    2. Może się z ciekawości kiedyś szarpnę, szczególnie, że bohater ma dylematy moralne, ale coś czuję, że męczyłabym się przy czytaniu. Głównie z racji sytuacji głównego bohatera. Ale zaintrygowana jestem...
      To znaczy, że książka jest narpawdę świetna, jeżeli da się zapomnieć o codzienności. Magia czytania ;)
      Podejrzewam, że właśnie z racji prostoty tej książki nie do końca mnie do niej ciągnie, a z drugiej strony chciałabym jednoznacznie się ustosunkować do tego Ethana (dopiero dotarło jego imię do mojej świadomości. Bardzo rzadko zwracam uwagę na imiona, co jest dziwne. O ile nie są jakieś mega dziwne, to nie mają dla mnie za bardzo znaczenia. Może być Ethan, może być Thomas, może być Adam, może być Młotek, a ja i tak to pominę przy czytaniu...)

      Usuń
    3. Pisałem ogólnie o książkach Steinbecka, że potrafią wpłynąć na to, że się zapomina o codzienności. Ta jest taka bardziej cięższa, jak pisałem. Dlatego może niekoniecznie bym ją na początek przygody ze Steinbeckiem polecał. Ale myślę, że "Myszy i ludzie" albo "Ulica nadbrzeżna" byłyby na początek idealne. :)

      Usuń
    4. Oki, zapamiętam.
      Zrobię mały offtopic - mignęło mi w komentarzach na górze, że ślinisz się w czasie drzemki. Cieszę się, że nie jestem z tym sama :P

      Moim wyrywającym mnie z rzeczywistości pisarzem jest Martin i Tolkien ;) Chociaż tego Beowulfa na razie lekko odpuściłam...

      Usuń
    5. Hehehe, nie zawsze się ślinię. Ale jak już to zawsze mi się wtedy najlepiej śpi. :P Ja nie wiem, czy to się produkuje jakiś hormon wtedy, który na to wpływa czy jak. Musiałbym o tym poczytać. :P

      TOlkien też, ogólnie fantasy i powieści historyczne wyciągają z rzeczywistości. :) A Beowulf ciężkawy.

      Usuń
    6. No, ciężkawy, ale zmierzam szczęśliwie do końca. Ogólnie gdyby sam poemat (pisany jak nie poemat, co mnie zastanawia, bo na przykład Upadek Króla Artura jest w wersach zapisany) był bardziej przystępny, to i opracowanie by się lepiej czytało. A tak to raczej traktuję jako ciekawostkę.

      Usuń
  7. Bardzo zachęcasz tym Steinbeckiem, serioo! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję w końcu doprowadzić do tego, że się skusisz. :)

      Usuń
    2. No ja też mam nadzieję, że sama się skuszę... Ale teraz męczę Sparksa ;)

      Usuń