czwartek, 11 lipca 2019

GRA ANIOŁA - Carlos Ruiz Zafón [recenzja]

Tytuł oryginału: El Juego del Ángel
Cykl: Cmentarz Zapomnianych Książek, tom: 2
Wydawnictwo: Muza
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko
Liczba stron: 510
Gatunek: Literatura współczesna zagraniczna, kryminał, realizm magiczny
Moja ocena: 4+/6







Davidowi Martinowi od początku życie nie układa się zbyt dobrze. Matka porzuciła go i męża zaraz po urodzeniu Davida. Ociec we wczesnym dzieciństwie też go opuścił, bo został zabity przez pomyłkę w jednym z zaułków Barcelony. Osierocony Martin sypiał gdzie popadnie do czasu, aż w końcu ktoś się z nad nim zlitował i udzielił miejsca w małej piwniczce, a za chwilę lekką pracę w wydawnictwie, żeby mógł zarobić trochę grosza pomagając. Potem zaczął pisać drobne artykuły, ale zawsze marzyło mu się napisanie własnej książki. Życie Martina nabrało nieco blasku, kiedy jeden z najzamożniejszych obywateli miasta zwrócił na niego uwagę i wyprosił od znajomego z wydawnictwa, żeby ten dał mu szansę wykazać się pisząc własne opowiadanie, które ostatecznie wydawcy się spodobało i ten postanowił podpisać kontrakt na napisanie książki z młodym autorem. Martin szybko odniósł sukces zwracając uwagę wielu czytelników, którym spodobała się jego powieść, z której potem powstała cała kryminalna seria. Ale pewnego dnia zwrócił się do niego tajemniczy nieznajomy, który zaproponował jeszcze lepszą, bajeczną wręcz ofertę. W zamian za napisanie książki zaoferował mnóstwo pieniędzy, które miały polepszyć życie młodego pisarza na wiele lat. Był jednak jeden haczyk. Książka ta miała być napisana w taki sposób, w jaki jeszcze nie było, a na okładce nie miało widnieć nazwisko Davida. Wkrótce jednak okaże się, że istnieje jeszcze jeden mroczny sekret związany z jej napisaniem...

Gra anioła to drugi tom, który należy do cyklu "Cmentarz Zapomnianych Książek", ale od razu informuję, że można obie te książki czytać całkowicie osobno, bo nie zawierają istotnych powiązań, żeby musieć czytać je w kolejności. To, co je wszak łączy, to świat książek oraz bogata retoryka i taka lekkość i płynność słowa. To powoduje, że jest to książka z rodzaju tych, które ‘czytają się same’. Bierzesz do ręki, otwierasz na konkretnej stronie, patrzysz w tekst i zaraz szybko wsiąkasz, bo czytanie jest jakbyś płynął z falą. Świetny stylu autora, który jest rzadkim darem. Taka lekkość pióra jest rewelacyjna. Dialogi inteligentne, ironiczno-sarkastyczne, zabawne. Ale w niektórych przypadkach autor chyba nieco się zagalopował, bo zbyt często wprowadzał postaci tak 'pięknie mówiące', a przecież wiadomo, że nie każdy umie tak górnolotnie się wysławiać. 

Co się tyczy postaci to mam ogólnie średnie mniemanie o nich, bo były dla mnie mniej ciekawe niż w "Cieniu wiatru", gdzie były niektóre bardzo wyróżniające się (np. świetny Torres). Tutaj większość mnie prawdę mówiąc denerwowała. Tchórz i męczący główny bohater Martin, pyskata i wścibska Isabella, niezdecydowana i dziwna Carmena. Jedynie stary pan Sempere przypadł mi do gustu, bo to taki starszy, życzyli człowiek prowadzący księgarnię i w pełni poświęcający życie literaturze. Kocha ją całym sercem i jest oddany - nawet kosztem swojego interesu potrafił rozdawać ludziom książki za darmo, popadając tym samym w coraz większe długi. I to w zasadzie tyle, jeśli o polubiane przeze mnie postaci. Mało.

Gra anioła w dużej mierze opiera się na świecie związanym z książkami, ale nie jest to główny trzon tej powieści. O ile w "Cieniu wiatru" to była  historia dosłownie oparta na świecie książek - które się przewijały na niemal każdej stronie powieści - z romansem i drobną kryminalną intrygą w tle, o tyle w drugim tomie to niemal pełną kontrolę przejmuje kryminalna intryga, a książki gdzieś tam na początku były najważniejsze, ale potem raczej w tle. I do tego dochodzi jeszcze magia, bo Zafón miesza tutaj sobie realistyczne wydarzenia z elementami nadprzyrodzonymi, ale nie za bardzo w formie stricte fantastyki, bliższy byłbym nazwać to realizmem magicznym. I przez to, że ten nadnaturalny element był tak znaczący, oraz te słabe postaci, drugi tom podobał mi się mniej niż pierwszy, bo tamten był w pełni magiczny i urzekający, ale za sprawą książek, a nie elementów nadprzyrodzonych. Jednak ogólnie w drugim tomie nie ma wiele co narzekać, bo było naprawdę dobrze i czytało się szalenie szybko i z ciekawością. 

Książka Zafóna to literatura bardzo ładna i na wyższym poziomie. Historia o pięknej i urzekającej Barcelonie, biedzie i nędzy, magicznej mocy i zapachu książek, wiernych i oddanych przyjaciołach, wykorzystanych i utraconych szansach. niespełnionej miłości i o kilku innych kwestiach, które poznamy zapoznając się z nią. Dla kogo byłaby to książka? Chyba nie ma konkretnej grupy odbiorców, do której byłaby skierowana. To książka dla wszystkich miłośników ładnej i wartościowej literatury, po prostu.

Cmentarz Zapomnianych Książek:
1. Cień wiatru (moja opinia na lubimy czytać)
2. Gra anioła 

12 komentarzy:

  1. To mi przypomina, że nie dokończyłam serii, a Zafona strasznie lubię i w sumie po takim czasie powinnam zacząć ponownie od "Cień wiatru", bo czytałam go w 2005 albo 2006 roku - czyli już prawie wieki temu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak jakoś czytałem tom 1. :P Ostatnio mam jakieś powroty do autorów i/lub serii, które zacząłem i do nich wracam. :)

      Usuń
  2. Powoli dojrzewam do Zafona. Czytałam tylko Marinę i na razie nie udało się sięgnąć po nic innego. ALe chcę to przeczytać, bo moja mama jest fanką i w sumie się zakochała w Barcelonie przez książki Zafona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo klimatyczna seria, i to tak klimatyczna literacko. Ale tego młodzieżowego cyklu raczej nie przeczytam. Tylko ten.

      Usuń
    2. Marina to raczej była taka średniawa. Klimat średni, historia też, ale domyślam się, że Zafona stać na więcej :)

      Usuń
    3. Trudno mi pórwnać, jak nie czytałem. Ale jestem niemal 100% pewien, że w "Cmentarzu..." jest co najmniej level wyżej. ;)

      Usuń
  3. Nie czytałam poprzedniego tomu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest napisana tak przyjemnie, że wielu odbiorców się tu odnajdzie, choć wolę poprzedni tom, bo miał bardziej magiczny klimat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, bardziej klimatyczna ta pierwsza część. Zobaczymy, co z kolejnymi.

      Usuń
  5. Ha, zaskoczyłeś mnie. Tej pozycji to się tutaj nie spodziewałem. No i zastanowię się, czy nie zmienić zdania i jednak nie zajrzeć po to do biblioteki. Bo szczerze mówiąc, patrząc na popularność pana Zafona, podejrzewałem poziom "Zmierzchu", czy książek pana Coelho. Zwłaszcza ostatnie słabo trawię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, niby czemu się nie spodziewałeś? Czytam wiele gatunków. :) Nie czytałem co prawda ani Coelho, ani Meyer, ale wydaje mi się, że to jednak ze dwa poziomy wyżej. ;) Nie sięgam świadomie po tandetę, chyba że to horror (np. Smith), ale to z racji uwielbienia gatunku. :)

      Usuń
    2. A bo ja wiem... Jakoś mi to nie pasowało do tego bloga, ale w sumie recenzja wyszła dość ciekawie :D. Ja przyznam, że czasem świadomie sięgam po tandetę, na przykład wyroby szurów, ale tym się nie zawsze chwałę na blogu :D

      Usuń