czwartek, 3 sierpnia 2017

KASACJA - Remigiusz Mróz [recenzja]

Cykl: Joanna Chyłka (tom: 1)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 494
Gatunek: Thriller prawniczy
Moja ocena: 5/6









Świat adwokatów jest światem wymagającym i ciężkim. Brudny, bezwzględny, niebezpieczny, pełen manipulacji, przekrętów, wielomilionowych machinacji pieniężnych, łapówkarstwa, czasem porwań i innych, zagrażających życiu prawnikom i ich klientom sytuacji. Nie mniej jednak często jest fascynujący i pociągający, jeśli zajrzeć na salę sądową, gdzie niejednokrotnie dzieją się zacięte i niesamowite rozprawy, gierki i ciekawe walki pomiędzy prawnikami oskarżającymi i broniącymi pozwanego przed oblicze sądu. Albo podczas rozmów prawników ze swoimi klientami przed samymi już rozprawami, gdzie również często jesteśmy świadkami przedstawiania przez nich historii, które stawiają ich w ciężkiej sytuacji, a ich prawników w jeszcze gorszej, bo muszą szukać trudnych rozwiązań, żeby obronić swojego klienta. Tego typu thrillery mają swoje oznaczenie gatunkowe i nazywa się je po prostu thrillerami prawniczymi. Do tej pory miałem okazję przeczytać kilka z nich i zawsze były tego samego autora, czyli Johna Grishama, który jak nic jest ojcem tych thrillerów i jest bardzo dobrze znanym na całym świecie amerykański powieściopisarzem, kojarzonym właśnie z tym gatunkiem. Nie ma się co dziwić, bo napisał takich książek pełno i w tym thrillerze zdaje się nie mieć sobie równych, chociaż wielu autorów też korzysta z tej formy dreszczowców. Swoich sił postanowił również spróbować Remigiusz Mróz, który jest ostatnimi czasy jednym z najpopularniejszych polskich pisarzy, i zdecydował się napisać powieść w podobnym charakterze. Wydając swoją "Kasację" dwa lata temu zapoczątkował nowy cykl thrillerów prawniczych w naszym kraju. Do poziomu Grishama jeszcze raczej daleko, ale cykl bardzo dobrze się przyjął i zdaje się, że przysporzył autorowi najwięcej fanów. Sam w końcu postanowiłem sprawdzić tę serię i z całą pewnością mogę stwierdzić, że to najlepsza książka autora, jaką do tej pory czytałem. 

Zaczyna się intrygująco. Piotra Langera, syna znanego biznesmena, odnaleziono w jego mieszkaniu razem ze zmasakrowanymi ciałami dwóch osób, z którymi spędził w zamknięciu aż 10 dni. Zostaje od razu oskarżony o popełnienie morderstw, bo ani przez chwilę nie komunikuje, że mógłby być niewinny. Sprawa trafia do sądu, a obrona Langera zostaje oddana w ręce Joanny Chyłki, bezwzględnej i kontrowersyjnej prawniczce, ze znanej korporacji warszawskiej, która za wszelką cenę będzie chciała obronić swojego klienta. W tym samym czasie do firmy zostaje zatrudniony aplikant Kordian Oryński, który ma pomagać prawnicze i swojej patronce w tej sprawie. Mają przed sobą trudne zadanie, bo Langer nie przyznaje się do winy, nie zaprzecza popełnienia przestępstwa i nie chce w ogóle współpracować. Czy Chyłce i Oryńskiemu uda się wspólnie rozwiązać sprawę i obronić Langera? 

Nie należę do osób, które usilnie chcą i dążą do obniżenia wartości danej książki lub autora, negując (często bardzo agresywnie) poszczególne jej elementy czy danego autora, co jest o tyle dziwne u osób tak postępujących, że tego typu „konstruktywne” krytykanctwo nie znajduje racji bytu w innych czytanych przez tych czytelników książkach autorów, którzy już tak popularni i wychwalani nie są. Mróz jest autorem szalenie popularnym i intrygującym przez liczbę wydawanych przez siebie pozycji i prędkość z jaką pisze, co oczywiście nie zawsze odpowiednio przekłada się na wartość książki. Ale chyba jednak bardziej niektórych boli liczba tych publikacji wydawanych przez autora zdecydowanie zbyt młodego, aby już tyle powieści mieć na swoim koncie w tak młodym wieku. Boli tak bardzo, że zaciekle krytykują nie sięgając wcześniej po jakąkolwiek  jego książkę. Są też tacy czytelnicy, którzy nie sięgną po ani jedną, bo boją się, że stracą czas. Nie rozumiem niestety ani jednych, ani drugich, tym bardziej jeśli autor rzeczywiście pisze dobrze, ale rozmowy na ten temat nie mają sensu, bo jak wyjaśnić ślepemu, że obraz jest ładny, jeśli go nie zobaczy.

Osobiście do prozy Remigiusza Mroza podchodzę z dystansem. Autor, który jest jednym z najpopularniejszych, najczęściej czytanych i mający na koncie tak wiele książek był przeze mnie sprawdzany do tej pory trzykrotnie. Trzykrotnie były to lektury dobre i bardzo przyzwoicie napisane, bez krztyny grafomaństwa. Nie wybitne, nie oszałamiające, ale po prostu dobrze się czytało, i z powodzeniem wypełniały mi przyjemnie czas. I o to przecież chodzi, prawda? Jednak nie dawała mi spokoju ta popularność i wychwalanie. Coś ponad tą zwykłą przyjemność czytania, która jest z mojej strony. Nie byłoby w tym nic takiego, gdyby odbiorcami byli sami tylko przeciętni czytelnicy, którzy czytają dla samej tylko przyjemności. Ale wiele osób wśród moich znajomych, którzy czytają naprawdę dobre, wymagające i wartościowe książki, niejednokrotnie mnie zachęcali też wychwalając autora nie za samą przyjemność czytania. Wiele osób chwalących jest też wśród profesjonalnych krytyków. Skąd się to bierze i czemu mnie nie rusza? Czy ja mam zupełnie inny gust? A może po prostu sprawdzałem do tej pory tylko te przyzwoite? Tym razem sięgnąłem po chyba najczęściej chwaloną pozycję autora i jeśli kiedyś miało odpalić to chyba właśnie tak się stało.

Pierwsze, co mi się rzuca na język po przeczytaniu tej książki, to że była ona cholernie wciągająca. A właściwie nie tyle wciągająca, co KUREWSKO wciągająca, bo do pewnego momentu czytałem tak szybko, że nie kontrolowałem liczby przeczytanych stron, a tu już ponad połowa książki była przeczytana. Do pewnego momentu obstawiałem też  nawet, że wystawię jej 6/6, bo miała wszystko, co potrzeba. Już wstęp "Kasacji" wciąga bez reszty, a to za sprawą nikogo innego jak dwójki bohaterów, a zwłaszcza samej Chyłki . Zawsze podobały mi się w filmach i książkach kobiety z charakterem, jak chociażby Lisbeth Salander z trylogii "Millenium" Larrsona. Oczywiście pod warunkiem, że szło to do pary z inteligencją, a nie pustostanem w głowie, bo tępoty nie znoszę. Joanna Chyłka to jednak postać, z którą bezwzględnie bym się umówił, gdyby istniała. Bardz ostra i i kontrowersyjna pani adwokat, której absolutnie się nie przeszkadza między godziną 8 a 12, bo to jej godziny najintensywniejszej pracy. Atrakcyjna mimo wieku, który oscyluje koło czterdziestki. Inteligentna, zaradna, pewna siebie, o cięty języku, którego używa względem wszystkich, nawet własnego szefa. Posiada bmw x5, które prowadzi jak psychopatka. Czasem irytująca, ale żaden z czytelników na pewno nie potraktuje jej obojętnie. 

Druga postać to Kordian Oryński, młody, początkujący aplikant, który ledwo co się zatrudnił do swojej pierwszej kancelarii, a jako patrona i współpracownika otrzymał kobietę ogień, czyli Chyłkę we własnej osobie, która sprawiła, że jego życie znacznie się zmieniło. Zordon, bo tak go ochrzciła nie mogąc znieść właściwej nazwy aplikanta, ma jednak też odpowiednio silny charakter i mimo że z początku czuje się przytłoczony całą tą sytuacją i kontrowersyjną przełożoną, po jakimś czasie  łapie klimat i zaczyna prawidłowo działać z Chyłką, zachowując się momentami podobnie jak ona i rzucać ciętymi ripostami. Oboje stwarzają podwaliny zgranego i rozumiejącego się duetu, który w przyszłości będzie niewątpliwie zarąbiście skuteczny i jeszcze bardziej ciekawy. 

Postaci to główny plus książki. I nie tylko ich kreacje, ale także dialogi i wiążący się z tym często niezły humor, który wywoływał u mnie, jeśli nie śmiech, to co najmniej szeroki uśmiech. Plusem jest również bardzo ciekawa i intrygująca fabuła i przede wszystkim świat prawniczy, w którym akcja się rozgrywa. Świat na tyle dobrze skonstruowany, że wszelkie machinacje prawnicze, zwroty, łacińskie sentencje, organy sprawiedliwości itepe itede są przekonujące. Zresztą mi to w ogóle wydaje się, że autor najlepiej będzie wypadał właśnie w tej serii thrillerów prawniczych, bo wystarczy zerknąć do jego biografii, żeby przekonać się iż sam spędził wiele lat z prawem i bardzo dobrze czuje temat. Sama książka też sprawa mocno takie wrażenie i porównania do prozy Johna Grishama są tutaj jak najbardziej całkiem słuszne i zrozumiałe. 

Sam termin kasacja, który posłużył za tytuł książki to po prostu odwołanie od orzeczenia sądu niższej instancji, które zostało skierowane do sądu wyższej instancji i stanowi kluczową kwestię w postępowaniu prawnym, jakie toczy się w trakcie książki. Nie będę zdradzał nic więcej, bo to wyjdzie w trakcie lektury, jeśli po nią sięgnięcie. Sam jednak po raz pierwszy miałem do czynienia z tą kwestią i nie miałem pojęcia, że takie odwołanie jest w ogóle możliwe, co mnie zainteresowało. 

Czy dopatruję się tutaj minusów? Ciężko mi się doszukać jakichś większych uchybień, poza tym że w pewnym momencie tempo lekko spadło i poza jednym, może dwoma drobnostkami, które dotyczyły pewnych rozwiązań fabularnych i w mojej subiektywnej opinii mogły być inne, co ostatecznie odrobinę wpłynęło na ogólną ocenę. Ale wspominać o tym nie będę, bo mogę zaspoilerować, a poza tym to własne odczucie, więc niekoniecznie inni czytelnicy też w taki sposób to odbiorą.

Ogólnie rzecz biorąc, "Kasacja" to bardzo dobra powieść, która znajdzie uznanie przede wszystkim wśród osób, które są fanami Johna Grishama, thrillera prawniczego, ciekawych fabuł,świetnych dialogów i humoru oraz kontrowersyjnych i barwnych duetów postaci. Nie trzeba zbyt długo czekać, aby wciągnąć się w lekturę bez reszty,a potem już wszystko dzieje się szybko, lekko i bardzo przyjemnie. Jeżeli cokolwiek z tego do was przemawia to sięgajcie śmiało, bo wątpię że się zawiedziecie. Serdecznie polecam. 

22 komentarze:

  1. Kasacja też mi się podobała. Dobrnęłam w tej serii do trzeciego tomu i czuję, że nie ruszę dalej. Jakoś zaczęła mnie wkurzać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co? Kwestie prawnicze czy Chyłka? :P

      Usuń
  2. No ja początek z Mrozem też miałem raczej słaby ale potem trafiłem na "Wotum nieufności" i też było naprawdę dobrze, więc trzeba będzie i za "Kasację" się zabrać :) Kurczę tyle książek mi ostatnio wpadło na listę do przeczytania, że masakra :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wotum nieufności" też na pewno sprawdzę, bo to mocno mi takim House of Card pachnie, a chyba nawet do tego przyrównywali. Prawda to, czy mocno naciągane?
      "Kasacja" Ci się spodoba. ;) Mi wpadają ciągle, ale już od 2 miesięcy postanowione, że nadrabiam bardziej to, co mam, bo inaczej się z tego nie odgrzebię. :)

      Usuń
    2. Myślę, że w pewnej skali można porównać "Wotum nieufności" do HoC, aczkolwiek pierwsze 2 sezony serialu stały na wyższym poziomie niż książka. Ale nie zmienia to faktu, że tutaj Mróz już pokazał zdecydowanie więcej niż w poprzedniej pozycji, którą od niego pisałem i na pewno w niedalekiej (?) przyszłości sięgnę po "Kasację".

      Usuń
    3. Rozumiem. Sprawdzę to tak, czy siak. Ale ogólnie to myślę, że właśnie te polityczne i prawne książki Mroza będą najlepsze przez to, że sam miał mocną i długą przygodę z tymi dziedzinami, więc jest bardziej obeznany i przekonujący.

      Usuń
  3. "Kasacja" również bardzo przypadła mi do gustu. Później przyszło takie sobie "Zaginięcie". Ogólnie w przypadku tej serii sama się do siebie śmieję, że powinnam czytać tylko książki nieparzyste, bo te w moim odczuciu są dobre, pozostałe raczej mocno średnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To myślisz, że "Rewizja" powinna być teraz bardzo dobra? Sprawdź i daj znać. :)

      Usuń
  4. Popełniłam już wszystkie i w moim odczuciu "Kasacja", "Rewizja", "Inwigilacja" są w porządeczku, a "Zaginięcie" i "Immunitet" raczej średnie. Przy czym "Zaginięcie" chyba jednak najsłabsze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, no to ciekawa teoria, naprawdę. Zweryfikuję w autopsji. Aczkolwiek już chyba nie w tym roku, bo drugiego tomu nie mam, a do końca 2017 są też inne plany. Ale na pewno wrócę do tego, bo duet Chyłka-Zordon przypadł mi do gustu. Lubię takie charaktery z pazurem, nie dla mnie grzeczni i wstydliwi bohaterowie. :)

      Usuń
  5. Meh, a mnie w przypadku Mroza odpycha tylko ta jego wszechobecność. Serio, trochę to może przytłoczyć i pewnie dlatego nadal mam opory przed sięgnęciem choćby po Kasację. Co nie zmienia faktu, że sam thriller prawniczy to ciekawy gatunek, z którym w zasadzie nie miałam jeszcze styczności i kiedyś wypadałoby spróbować, żeby sobie po prostu sprawdzić, czy jestem na to podatna :P Od Mroza prędzej sięgnęłabym po Behawiorystę, może się w dalszej przyszlości zdecyduję i wtedy też sprawdzę tę serię z Chyłką. Może i chwilowo omija mnie kawał dobrej, wciągającej lektury, ale cóż, nie mówię, że nigdy po autora nie sięgnę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wachlarz literacki ma rozpięty dość, więc coś dla siebie znajdziesz raczej. Ale to nie zawsze działa na równym poziomie dobrze. King na przykład potrafi napisać i świetne fantasy, i sf czy dramat, mimo że w thrillerze i obyczajówce się najlepiej czuje. I wszystkie te książki są na wysokim poziomie. U Mroza raczej ten wysoki poziom to będzie - taką mam teorię - w przypadku thrillerów/kryminałów prawniczych, politycznych. Ale może się myślę.

      Usuń
    2. Dlatego też kiedyś się na Mroza może skuszę, ale jakoś do tych jego Kasacji i Rewizji mocno mnie nie ciągnie. A co do gatunku to wiadomo, że nawet jeżeli w kilku autor sie sprawdza, to w jednym tylko będzie znakomity :)

      Usuń
    3. Może Mróz napisze jakieś postapo i Cię jeszcze skusi. Z nim to nic nie wiadomo, co tam jeszcze ma w biurku do wydania. :)

      Usuń
  6. Nie czytałem jeszcze dzieł tego autora, ale może tym razem się skusze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sam Mroza czytałem wyłącznie "Chór zapomnianych głosów" od Genius Creations, bo zwykłem dawać szansę początkującym autorom z tego wydawnictwa. Czytałem niedługo po premierze, pod koniec 2014 roku i obecnie nic już nie pamiętam, a jak sprawdziłem dałem 5/10 w mojej ocenie co zazwyczaj u mnie oznacza książkę przeciętną/poprawną, czyli takie bez tragedii i bez szału.

    Następnych powieści nie tykałem, bo pierwszy kontakt z jego twórczością nie popchnął mnie by to zrobić, a dodatkowo to co głównie pisze czyli kriminały czy jak tutaj wyżej thrillery prawnicze mnie raczej nie interesuje.

    Mogę powiedzieć, że raczej zdania na temat tego jak i co pisze nie mam, bo nie mam podstaw by oceniać po lekturze jednej z kilkunastu pozycji, więc ani nie chwalę ani nie ganię czy wyklinam. Omijam za to wszelkie dyskusje na ten temat i nawet wśród przyjaciół, którzy go czytają nie zabieram głosu.

    Nie podobało mi się jednak zachowanie autora gdy doszło do mnie, że pisał pod pseudonimem, powołując się m.in. na Kinga czy Rowling. Odniosłem wrażenie, że to tylko chęć załapania na modę skandynawskich kryminałów i zwiększenie sprzedaży, a samo ujawnienie na kolejną zwyżkę poprzez sięgnięcie do tych tytułów przez fanów pisarza, którzy wcześniej "autora-anonima" z Wysp Owczych omijali. Dodatkowo pisanie o rzeczywistych miejscach nie znając realiów, też jest przynajmniej niekorzystne.

    Co do całej sytuacji polecam zalinkowany poniżej felieton Kuby Ćwieka.
    http://smakksiazki.pl/remigiusza-mroza-owczy-zaped-czyli-felieton-jakuba-cwieka/

    JYL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie też wrażenia specjalnie "Chór" nie zrobił. Znaczy się, niezła książka, ale tak wiele tam pomysłów wpakował, po części też oklepanych, że taki miszmasz mu wyszedł, niby dobrze, momentami nawet bardzo, ale częściej taka właśnie przeciętność się wkradała. Ja też pamiętam jak przez mgłę, a czytałem w tym roku, ale czasu za stracony raczej nie uważam. Nie nudziłem się, a ambitnej lektury nie oczekiwałem, więc wyszło dobrze.

      Też mnie te dyskusje irytują i staram się nie wnikać, ale czasem muszę dorzucić kilka słów od siebie, w końcu mam swoje zdanie, a nie jak owca ze stada. ;)

      Tak, wiem, czytałem ten felieton Ćwieka, a nawet dwa, bo jeszcze jeden napisał. Ogólnie to tak moim zdaniem Mróz trochę przekoloryzował z tym powoływaniem się na Kinga i Rowling. Może i był zafascynowany tym pomysłem i sam chciał spróbować sił, ale prawda jest też taka, że pisząc tyle, co on, nie da się na jednym nazwisku wydawać 10 książek rocznie, bo żadne wydawnictwo tego nie wytrzyma. Co z tego, że wydaje u kilku, jeśli ciągle jest Mróz, Mróz, Mróz. To wymyślił, że będzie skandynawskie nazwisko, czyli coś nowego, co trafi do sprzedaży, a jak odpali to tym lepiej, bo jeszcze większe zyski. Ciężko to jednoznacznie ocenić, powiem Ci, bo od początku tej akcji pomysł mi się podobał, gdzieś tam potem pojawiło się wahanie, ale ogólnie stwierdzam, że są dwie strony medalu i nie powiem z pełnym przekonaniem, że akcja jest w pełni właściwa lub śmieszna.

      Usuń
  8. O moim stosunku do powieści R. Mroza już rozmawialiśmy, ale co mi szkodzi się trochę powtórzyć ;) Pamiętam, jak zachwyciłam się "Parabellum", gdy autor był jeszcze praktycznie nieznany. Spodobały mi się też "Turkusowe szale", czyli generalnie klimaty II Wojny Światowej, których zazwyczaj unikam. Niezły był również "Chór zapomnianych głosów", chociaż tutaj trochę już było kombinowania. Natomiast nie mogę sięprzekonać, by sięgnąć po jego kryminały. Chyba mam po prostu przesyt, bo wszędzie, gdzie nie spojrzę, tam Mróz i jego książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to właśnie kryminały będą u niego wiodące i najlepsze, tak myślę. Ja "Parabellum" rozważałem od samego początku i bardzo dobrze pamiętam ten okres, kiedy się to pojawiło, a potem nagle z nieznanego zupełnie Mroza zrobił się Człowiek Marketing, a jado dzisiaj tego nie przeczytałem. :P

      Usuń
  9. Moja ukochana seria :) Niecieprliwie czekam na kolejny tom. Z tego co kojarzę ma się ukazać lada tydzień. Cieszę się, że tobie też przypadła do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mróz podobnie jak Puzyńska ciągną te swoje serie kryminalne dość długo. Ostatnio czytałem u Ciebie, że Puzyńska obniżyła loty, ale ogólnie wszystkie ich książki z tych serii z Chyłką i Podgórskim mają wysokie noty. Ciekawe, ile jeszcze przyjdzie nam otrzymać tych książek. :)

      Usuń