niedziela, 20 września 2015

ILION - Dan Simmons [recenzja]


Tytuł oryginału: Ilium
Cykl: Ilion/Olimp (tom: 1)
Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 740
Gatunek: Science fiction
Moja ocena: 5+/6


 "Wojna trojańska w nowej odsłonie"


Dan Simmons to jeden z najpopularniejszych współczesnych amerykańskich pisarzy fantastyki, któremu sławę przyniósł czteroczęściowy cykl Hyperion. Nie zalicza się jednak do grona autorów, którzy ściśle trzymają się jednego nurtu literackiego. W swoim dorobku ma również horrory, kryminały i powieści historyczne. Stworzył też pewien cykl, który powinien przypaść do gustu fanom mitologii i space opery. Cykl, na którego wznowienie osobiście czekałem kilka lat, aż w końcu nadeszła ta chwila, i miałem okazję go sprawdzić. Czy było warto tyle czekać?

Akcja tej powieści podzielona została na trzy części. W pierwszej poznajemy losy Thomasa Hockenberry'ego, który po śmierci, pod koniec XX wieku, został wskrzeszony przez bogów olimpijskich, aby śledzić i zdawać im relacje z przebiegu oblężenia Troi. Thomas jest naukowcem i scholiastą (specjalistą od dziejów starożytnej Grecji), który zna bardzo dobrze "Iliadę" Homera i wie dokładnie, co się wydarzy w przeciągu tych 9 lat oblężenia. Szczególnym powodzeniem cieszy się w oczach bogini Afrodyty, która zleca mu zadanie zabicia bogini mądrości - Ateny. Thomas otrzymuje od niej hełm Hadesa, który zapewnia mu niewidzialność, sam zaś posiada morfującą bransoletę, która pozwala mu zmieniać postać w dowolną jaką chce, i teleportacyjny medalion, przenoszący go do każdego miejsca, do którego chciałby się udać. Plan Afrodyty nie odpowiada jednak Thomasowi, który wie, że zmieni tym sposobem przebieg wojny i może to być tragiczne w skutkach. Postanawia się sprzeciwić i stanąć przeciwko bogom.

Równolegle do wydarzeń odbywających się w Troi widzimy wydarzenia na opustoszałej Ziemi, gdzie swój żywot wiodą dawni ludzie - społeczeństwo oparte na nanotechnologii. Społeczeństwo ograniczone do zaledwie miliona mieszkańców, gdzie każdy z ludzi może żyć dokładnie 100 lat (w razie wypadku nadwyrężającego zdrowie lub przedwczesnej śmierci, przenoszeni są do konserwatorni, gdzie zostają zregenerowani lub wskrzeszeni, by móc dożyć tego wieku), żeby potem przenieść się do świata postludzi, odpowiedzialnych za ich istnienie i formę egzystowania. Nie posiadają żadnej wiedzy o historii Ziemi i o swoim pochodzeniu, a na dodatek są analfabetami. Wszystko robią za nich serwitory (roboty), a przed zagrożeniami chronią wojniksy - tajemnicze dwunożne stworzenia, które nie pochodzą z Ziemi. Oni sami oddają się jedynie wszelakim formom rozrywki i przemieszczają teleportując się przy pomocy faksowęzłów. Harman to jedyny człowiek na Ziemi, który potrafi czytać i jest ciekawy świata. Na skutek niektórych wydarzeń postanawia odnaleźć pewien statek kosmiczny, który mu wiele wyjaśni. Wyrusza w podróż z przyjaciółmi (Adą, Daemanem i Hannah) i napotykają na swojej drodze Savi,  jedynego prawdziwego człowieka dawnego typu, który posiada rozległą wiedzę na temat Zapomnianej Ery, postludzi i współczesnego świata. Savi dzieli się częścią posiadanej wiedzy i razem z nimi rusza w podróż, która od tej pory nabiera nieoczekiwanych kształtów.

Na koniec śledzimy losy czterech morawców, autonomicznych i rozumnych organizmów biomechanicznych, które zostały wysłane przez ludzi z Zapomnianej Ery na Marsa, aby zbadać pewne anomalia, które są wielkim zagrożeniem dla całego Układu Słonecznego. W trakcie ich kosmicznej podróży zostają zaatakowani przez tajemniczego osobnika, który doprowadza do zniszczenia ich statku i śmierci części załogi. Pozostała część statku rozbija się na Marsie. Przeżyli tylko Mahnmut (badacz głębinowy mórz Europy, kapitan batyskafu "Mroczna Dama" i wielki znawca sonetów Szekspira) i Orphu z Io (przypominający kształtem ogromnego, ważącego 8 ton kraba, który został stworzony do funkcjonowania na największych głębokościach i jest wielkim znawcą dzieł Prousta). Mimo iż statek i część załogi zginęła, ich misja trwa nadal. Muszą dostać się na wulkan Olympus Mons i zamontować tam urządzenie, które ma ocalić Układ Słoneczny i cały wszechświat. Nie wiadomo tylko, co dokładnie ma zrobić te urządzenie i jakie przeciwności napotkają na swej drodze do Olympus Mons, z którymi będą musieli się zmierzyć.

Dan Simmons to jeden z niewielu autorów, jakich znam, którzy potrafią kreować fabułę, światy i postaci z takim rozmachem, oryginalnością i nieprzewidywalnością. Przedstawione przeze mnie powyżej trzy wątki to jedynie zarys fabuły, który składa się ze znacznie większej ilości elementów, których nie sposób jest tutaj wszystkich opisać. Wszystkie one tworzą ostatecznie pewną układankę, która gdzieś tam na koniec nabiera pełnych kształtów i wiele się wyjaśnia. Zanim jednak dojdzie do połączenia się tych elementów przyjdzie czytelnikowi przeżyć przygody, o jakich mu się nawet nie śniło. Przygody, których finału nie sposób odgadnąć i przewidzieć. I wierzcie mi, nawet jeślibyście próbowali silić się na odgadnięcie tego, co się wydarzy potem, uda wam się odgadnąć może zaledwie zarys, bo całą resztą Simmons was na pewno zaskoczy.

Główną oś fabularną Ilionu stanowi wojna trojańska, którą autor opiera w znacznej mierze na dziele Homera. Czym jednak byłaby książka Simmonsa, jeśli w pełni pokrywałaby się z czymś, co już znamy? Autor wykorzystuje antycznych bohaterów, bogów i pewne wydarzenia, żeby ostatecznie stworzyć wojnę trojańską przeprowadzoną na nowo, po swojemu. Wykorzystuje do tego podróże w czasie (teleport, faksowęzły), sztuczne inteligencje (serwitory, roboty), organizmy biomechaniczne (morawce), ogółem nowoczesne technologie i naukę. Poznamy Marsa z innej strony, nowe tajemnicze stworzenia (wojniksy, emzetele, kalibany), nowe bóstwa, awatary samoświadomej logosfery i biosfery Ziemi.Wszystko to jeszcze momentami nawiązuje do niektórych elementów znanych nam z popkultury i powiązane jest z dziełami Prousta i Szekspira, które autor bardzo zręcznie i szalenie oryginalnie wprowadził jako część składową tej fabuły.

Ilion, moi drodzy, to krótko mówiąc książka tak złożona i oryginalna, że nie sposób przedstawić jej kunsztu, w pełnym świetle, osobie, która jej nie czytała. Można ją rozłożyć na czynniki pierwsze i o nich gadać,gadać i gadać, a potem złożyć na powrót w całość i znowu o tym gadać, gadać, gadać. A i tak znajdzie się jeszcze coś, o czym można było powiedzieć, a się tego nie zrobiło. Jest to niezwykła mieszanina drobnych elementów, które tworzą jedną wielką i jeszcze bardziej niezwykłą całość, której czytanie sprawia ogromną radość i daje niesamowicie dużą satysfakcję. Opłacało mi się czekać tyle lat, aby móc ją w końcu otrzymać i przeczytać. Teraz pozostaje tylko z niecierpliwością poczekać na wydanie części drugiej, czyli Olimpu, i mieć nadzieję, że Wydawnictwo Mag zrobi to jak najprędzej. ;)

Serdeczne podziękowania Wydawnictwu Mag za podesłanie mi tej książki. ;)

19 komentarzy:

  1. Ciągle przewija mi się gdzieś ten tytuł wśród nowości, gdy przeglądam i nawet przez chwilę rozważałam kupno. Na razie sobie daruję, odłożę na przyszłość nieokreśloną z adnotacją, że jeżeli się zdecyduję, to na pewno tego nie pożałuję ;) Nazwisko autora kojarzę, gdzieś mi się tam co rusz przemyka i tak właśnie sądziłam, że chyba warto po niego sięgnąć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wnioskuję, że na co dzień, z fantastyki czytasz jednak fantasy, a nie sf. :) Jeśli tak, to proponuję Ci sprawdzić "Terror" tego autora - jedna z najlepszych książek, jakie w życiu czytałem. Kapitalna jest.A to nie sf, a powieść historyczna + horror.

      Usuń
    2. O Terrorze słyszłam i ciągle ktoś go cholera zachwala. Więc już wiem, czemu tak często mi się nawija to nazwisko ;)
      Dobrze wnioskujesz.

      Usuń
    3. To "Terror" myślę, że przypadnie Ci do gustu bardziej. "Terror" to przygoda oparta na faktycznych wydarzeniach, przy tym mnogość świetnych - złych i dobrych - postaci, mroźny arktyczny klimat, mitologia Eskimosów, trud, głód, walka o przetrwanie, narracja i specyficzne marynistyczne słownictwo. To wszystko, co przemawia na ogromny plus całej książki. I jeszcze ten element grozy, który jest elementem fantastycznym (w sensie niekoniecznie realnym w naszym świecie) i przyprawia o gęsią skórkę, tworząc świetny klimat. Nie żebym Cię kusił, ale niedawno to wznowili. ;)

      Usuń
  2. Cena dość przeraża Illionu, ale Simmonsa mam w planach. Zarówno ten cykl jak i Hyperiona. Pewnie w przyszłym roku dopiero znajdę czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem? Pięć dych raptem - za taką książkę to nie dziwi. :P Swego czasu "Lód" Dukaja zakupiłem za trochę ponad 60 zł, chociaż ten bydlak ma 1044 strony...

      Usuń
    2. Ceny moim zdaniem są adekwatne do wydania. Zresztą to jest celowo zawyżane, bo tak naprawdę nigdy nie kupisz za okładkowe 60-70 tylko 40-45 na bonito, arosie itp.

      Usuń
    3. Ja wiem wiem ;) Ale ogólnie lekko się zdziwiłem ceną 69 na okładce :)

      Usuń
    4. W sumie wszystkie te książki wydane przez Maga w formule Hyperiona są w takiej cenie. Readme Stephensona to było chyba nawet za 79 było. :)

      Usuń
  3. Zabrzmi to bardzo banalnie i trywialnie, ale chyba tylko tyle mogę rzec - przekonałeś mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie interesuje mnie jak to brzmi, interesuje mnie, że przekonałem. :) Sięgniesz, nie pożałujesz. Jestem pewien. ;)

      Usuń
  4. Powieść mam w planach, ale wcześniej Hyperion, który czeka na półce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hyperion stawiam na równi z Ilionem. Obie świetne. Zdecydowanie warto je sprawdzić. :)

      Usuń
  5. O to mam co podrzucić mężowi :) Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mówiłem, że z pewnością Ci się spodoba :D. Olimp jest równie dobry ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa, tylko w najlepszym momencie się kończy... Przypuszczałem już tak około 30 stron przed końcem, że tak będzie, bo u Simmonsa tak Wielka Wojna nie mogłaby trwać a 5 stronach. Ale poczekam cierpliwie. A "Ilion" to ja z pewnością przeczytam jeszcze. :)

      Usuń
  7. Tak, jak Simmons już coś pisze to pisze z prawdziwym rozmachem i bez ograniczeń gabarytowych. Przed lekturą "Ilionu" poznałam kilka książek tego autora i już wtedy utrzymywałam, że to absolutny mistrz science fiction, fantasy i horroru, a "Ilion" tylko mnie w tym przekonaniu utwierdził. Uniwersum, które Simmons stworzył na kartach tej powieści jest tak zjawiskowe i niepowtarzalne, że aż trudno przyjąć do wiadomości, że ktoś może posiadać taką wyobraźnię, a doskonały styl autora dodatkowo potęguje wrażenia z lektury.
    Dołączam się do Twojej rekomendacji i bardzo dziękuję za recenzję, na którą jak wiesz czekałam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ilion wydaje mi się najbardziej rozbudowany z tych wszystkich książek, jeśli każdą brać pod uwagę z osobna, a nie jako cykl (np. Hyperion). W żadnej nie przypominam sobie tak rozbitej na kilka części fabuły, która koniec końców jest bardzo złożono, bo te części się ze sobą łączą. I te pomysły. Powiem Ci, że pomysł z emzetelami i ich śmiercią był cudny, i z pewnością potrafi wzruszyć. Wojniksy też super. Bardzo dobra kreacja Kalibana (mega łamaniec językowy musiał przyprawić tłumacza o problemy). Ale te bóstwa wydają mi się trochę przekombinowane. Zobaczymy, czy mam rację, w przyszłym tomie.
      Dziękuję również. Ja to tak w zasadzie w skrócie, Ty znacznie bardziej przybliżyłaś tę książkę i bardziej składnie. Ale oboje się zgadzamy, że warto po tę książkę sięgnąć. A dla fanów fantastyki to konieczność jak Hyperiony. :)

      Usuń