czwartek, 29 marca 2018

MAŁŻEŃSTWO WAGI PÓŁŚREDNIEJ - John Irving [recenzja]

Tytuł oryginału: The 158-Pound Marriage
Wydawnictwo: Prószyńsk i S-ka
Tłumaczenie: Julita Wroniak-Mirkowicz
Liczba stron: 271
Gatunek: Literatura współczesna zagraniczna, dramat obyczajowy
Moja ocena: 4/6

"Czworokąt, zdrada i erotomania"

Małżeństwo wagi półśredniej to trzecia powieść znanego i bardzo cenionego amerykańskiego pisarza Johna Irvinga, która została wydana w 1974 roku. Dziewiąta zaś przeczytana przeze mnie, bo autor bardzo szybko zyskał sobie u mnie specjalne względy i dołączył do wąskiego grona ulubionych. Nie mam najmniejszych wahań, kiedy widzę kolejną zapowiedź jego książki, która ma się ukazać niebawem, bo wiem, iż ją przeczytam, chociaż już od jakiegoś czasu jestem świadomy, że wszystko to, co najlepsze, jest już najpewniej za mną. Nie stanowi to jednak większego problemu dla mnie, bo autor pisze jak mało kto i warto się zapoznać z jego powieściami, co też czynię po raz kolejny.

Trzecia książka Amerykanina opowiada historię czworga osób (dwóch małżeństw). Bezimiennego narratora, który jest profesorem uniwersyteckim i mało udanym pisarzem powieści historycznych. Jego żony Uczki, osieroconej podczas niemieckiej okupacji i rosyjskiego oblężenia pod koniec II wojny światowej, którą poznał w Austrii i sprowadził do Ameryki. Severina Wintera, urodzonego w Wiedniu profesora języka niemieckiego i trenera szkolnej grupy zapaśniczej, oraz jego żony Edith, która podobnie jak narrator jest również pisarką. Relacja obu par jest bardzo niecodzienna, bowiem zdecydowali się na wymianę partnerów w celach intymnych, żeby zaspokoić swoje potrzeby nowych doznań seksualnych. Początkowo jest niewinnie, euforycznie i ciekawie, ale czas pokaże, że tzw. "czworokącik" nabierze znacznie bardziej złożonego charakteru, który przyniesie wiele złego i zrodzi ciężkie i skomplikowane sytuacje.

Przez Małżeństwo wagi półśredniej prowadzi nas przede wszystkim narrator, czyli mąż Uczki, który opowiada jak wyglądało życie każdego z nich zanim się wszyscy poznali, pobrali i zdecydowali na osobliwy eksperyment seksualny, jak wyglądał ten ich seks, przyjaźń, kłótnie, jakie kierowały nimi motywy, jakie myśli towarzyszyły podczas stosunków i po nich samych, co to dla nich znaczyło i co zmieniło w ich życiu. Nie opowiada tylko on, bo co jakiś czas oddaje przy tym głos także pozostałej trójce bohaterów. Generalnie jednak książka opowiada o relacjach międzyludzkich i związkach przyczynowo-skutkowych wynikających z potrzeby nowych doświadczeń (głównie seksualnych). 

John Irving nie ogranicza się jednak w tej książce do samego tylko przedstawienia eksperymentalnego aktu seksualnego i jak on wyglądał, ale pokazuje też jak wielki i całkowicie różny może on mieć wpływ na każdego z czwórki bohaterów osobno, jak może zrodzić zdradę, mimo że "czworokąt" był "ustawiony", jakie mogą pojawić związane z tym absurdy, jak może zrodzić się z tego osobliwa nić porozumienia po wymianie partnerów, jaki wpływ może to mieć na ich otoczenie, w tym dzieci czy ogólnie życie codzienne. Od początku w jego twórczości bardzo podoba mi się jak potrafi on pisać o rzeczach skomplikowanych, mało akceptowalnych i kontrowersyjnych w bardzo prosty, ciekawy i łagodny sposób. I w drugą stronę jak z prostych spraw potrafi uczynić absurdalne i przekomiczne sytuacje wywołujące szeroki uśmiech, a często niepohamowany śmiech. Ciężko znaleźć drugiego takiego autora literatury współczesnej, który potrafi pisać z takim dystansem, humorem, uczuciowością i tak ciekawie o ludziach, ich relacjach i codziennych prostych i skomplikowanych sytuacjach. 

Książka jak to zwykle u tego autora posiada kilka charakterystycznych elementów w jego twórczości: akcja osadzona jest częściowo w klimatycznym i sentymentalnym Wiedniu i częściowo w rodzimej Nowej Anglii, pojawia się bohater powieściopisarz, wiele jest kwestii związanych ze sportem zapaśniczym (w tym  też jedna z postaci, która jest byłym zapaśnikiem), porusza lubianą przez Amerykanina tematykę seksu (w różnych sytuacjach czułego, ordynarnego, głębokiego, absurdalnego) czy przewijają się niecodzienne i czasem szalone postaci czy sytuacje (tutaj np. dziewczynka znaleziona we wnętrznościach rozkładającej się krowy, naga matka przechadzająca się w drogich futrach czy kaleka tancerka).

Małżeństwo wagi półśredniej nie jest jednak czołową i najlepszą książką w twórczości autora. Czytelnik niezaznajomiony z jego powieściami, przede wszystkim tymi największymi i najlepszymi, którymi zasłynął i zdobył uznanie wśród krytyków na całym świecie, może dostrzec w tej książce zbyt dużo chaosu, mało ciekawych kwestii (w tym wszędobylskich zapasów czy sentymentalnego ponurego Wiednia) czy dziwnego i absurdalnego układu międzyludzkiego oraz treści przesiąkniętej seksem, które go odrzucą. Zadowoli jednak fanów i miłośników prozy Irvinga, którzy bardzo dobrze znają jego styl, techniki i drugie dno przedstawianych historii, oraz wysmakowanego czytelnika poszukującego wartościowej literatury. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka. :)

4 komentarze:

  1. Z jednej strony wspominasz o tym, że dla kogoś, kto Irvinga nie zna (np. dla mnie) książka może wypaść dosyć dziwnie i niekoniecznie się spodobać, a z drugiej dopiero do tego tytułu czuję się naprawdę zachęcona :) I może to też jest jakieś wyjście, bo jak zaskoczę, to lepsze książki zostaną mi na później :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się podejdzie do tego na chłodno i z elastycznym podejściem to się może spodobać. Chodzi mi o to, żeby być przygotowanym na to, że te dziwności to normalna rzecz u autora i on ma taki styl, ale nie żeby szokować, a żeby pokazać coś istotnego. :)

      Usuń
    2. No spoko, to zapamiętam i sobie chyba w końcu sprawdzę tego Irvinga. Mam niską tolerancję na dziwactwa (w literaturze), ale co poradzić, trzeba testować granice akceptacji :P

      Usuń
    3. Są różne dziwactwa w literaturze, nie wiem czy słusznie jest je uogólniać, bo jedne są głupie, inne twórcze. ;)

      Usuń