poniedziałek, 7 września 2015

ULICA NADBRZEŻNA. CUDOWNY CZWARTEK - John Steinbeck [recenzja]

Tytuł oryginału: Cannery Row. Sweet Thursday
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 580
Gatunek: Powieść społeczno-obyczajowa, literatura współczesna zagraniczna
Moja ocena: 5/6









Pamiętacie może miasteczko Monterey z Tortilli Flat  Johna Steinbecka? Niektórzy z was na pewno tak, a Ci którzy o nim nie słyszeli, będą mieli okazję to zmienić sięgając po tę książkę. Autor zdecydował ponownie zabrać swojego czytelnika do tego miasteczka i to dwa razy, bo w tym konkretnym wydaniu wydawnictwo Prószyński i s-ka zamieściło dwie nowele, których fabuła umiejscowiona została właśnie tam.

Akcja Ulicy Nadbrzeżnej rozgrywa się w ubogiej portowej dzielnicy Monterey, która zyski czerpie głównie z połowu sardynek i dzięki fabryce konserw. Tytułowa Nadbrzeżna to spokojna i nieco magiczna ulica, gdzie włóczędzy siedzą na pordzewiałych rurach, dziewczyny wygrzewają się na słońcu, przypływają statki z połowów i od czasu do czasu słychać syreny fabryczne. To tutaj znajduje się jedyny sklepik chińskiego sprzedawcy, Lee Chonga, u którego można dostać wszystko, Laboratorium Biologiczne pewnego Doktora, który pomoże zwalczyć niemal wszystkie choroby i dolegliwości oraz miejscowy burdel Dory Floyd, który ona sama nazwała "Restauracją Pod Niedźwiedzią Flagą", i który jest wysoce moralnym, dostojnym, staromodnym i czystym domem rozrywki, gdzie nie ma mowy o bójkach, wulgaryzmach i pijaństwie. Mieszka tutaj także pewien malarz, Henri, budujący od 7 lat swoją żaglówkę, pomimo wyraźnego lęku przed wodą (i chyba dlatego ciągle nie umie jej skończyć), oraz nieudacznicy i wykolejeńcy życiowi - Mack, Hazel, Eddie, Hughie i Jones - zamieszkujący "Pałacyk" (były magazyn Mączki Rybnej wynajmowany im przez Chonga).

Fabuła noweli jest prosta. Najpierw autor opisuje i przybliża nam tytułową ulicę Nadbrzeżną i jej mieszkańców, a potem opiera się na pomyśle Mack, który razem ze swoją ferajną chce zrobić coś miłego dla Doktora (najważniejszej postaci w książce, która jest filantropem, osobą bardzo uczynną i pomocną, i o dobrym sercu). Decydują się na zorganizowanie imprezy na jego cześć, angażując w to resztę społeczeństwa z Nadbrzeżnej, co jednak nie do końca wychodzi im po myśli, ale mimo wszystko dalej próbują swych siły, żeby sprawić przyjemność Doktorowi.

Cudowny czwartek przenosi nas również do tego samego miejsca, ale kilka lat później, tuż po II wojnie światowej. Poznany nam już wcześniej Doktor powraca po odbyciu służby wojskowej do Monterey na Nadbrzeżną i zastaje tam wiele zmian. Niektórych osób już nie ma, umarły albo wyniosły się w inny miejsce, a niektóre zmieniły się kompletnie nie do poznania. Nie ma już Lee Chonga, a sklep po nim przejął meksykanin - Józef i Maria Rivas. Dora nie żyje i po jej śmierci "Restauracje Pod Niedźwiedzią Flagą" zaczęła prowadzić jej siostra, Flora. Natomiast Henri wreszcie skończył swoją łódź, ale zdecydował się ją sprzedać i wyjechać. Jednakże "Pałacyk" istnieje dalej i mieszkańcy też są prawie Ci sami: Mack, Hazel i reszta towarzystwa.

Doktor po powrocie próbuje przyzwyczaić się do zmian jakie zastał i odbudować swoje laboratorium, które zaniedbane przestało funkcjonować, a kiedyś było źródłem jego zysku. Flora bardzo dobrze prowadzi "Niedźwiedzią Flagę". Józef i Maria chytrze i cwaniacko utrzymuje swój sklepik. A Mack i ferajna w dalszym ciągu żyją z szelmostwa i krętactwa i ciągle chcą uczynić coś dobrego dla Doktora. W mieście pojawiła się jeszcze jedna nowa i ważna postać. Suzy od początku wprowadza nieco zamieszania do społeczeństwa z Nadbrzeżnej i do samego końca będzie wokół niej pełno szumu. Najwięcej jej jednak będzie koło Doktora i zawróci mu ostro w głowie.

"Jak można schwytać żywcem poemat, smród i ogłuszający hałas, feerię świateł, manię i sen?"*

W Ulicy Nadbrzeżnej. Cudownym czwartku autor skupia się na rozważaniach nad naturą człowieka, sensem jego życia, samospełnieniem, przemyśleniami nad minionymi chwilami i nad wykorzystaniem czasu, który jeszcze pozostał, pokazuje jak ważne są relacje społeczne (miłość i przyjaźń przede wszystkim) i dbanie jeden o drugiego, pomaga dostrzec najważniejsze i proste wartości w życiu każdego człowieka, odzyskać wiarę we własne umiejętności i czerpać z życia pełnymi garściami wykorzystując każdą nadarzającą się okazję, aby uczynić je lepszym, ciekawszym, wartościowszym.

Steinbeck moi drodzy ma taki styl, że pisze bardzo prosto o zwyczajnych rzeczach, o ludzkich problemach i pragnieniach, o środowisku, które ich otacza, o wykonywanych zawodach, o relacjach społecznych i o wszystkim innym, co jest nam bardzo dobrze znane z innych książek (a często i z naszej codzienności rzeczywistości), a jednak czyta się to jak coś nadzwyczajnego. Steinbeck, jak mało kto, potrafi tak ciekawie opisać zwykłą szarą ulicę, czy sklepik z wyłożonymi na półkach towarami. On zdoła nawet z prostytutki zrobić osobę dostojną, szanowaną i bardzo ważną w społeczeństwie. Nie jest wyalienowana. Nie jest sponiewierana i wyszydzana. Jest jednym z mieszkańców. Jest człowiekiem. Każda z jego książek jest taka. Fabuła prosta, ale przesłania wartościowe i postaci wyraziste i ujmujące. I czyta się się świetnie. I chce się po Steinbecka sięgać częściej, jak się już go pozna i dotrze do czytającego. Serdecznie polecam Wam tego autora, bo naprawdę warto się z nim zapoznać.

*John Steinbeck, Ulica Nadbrzeżna. Cudowny Czwartek, Wydawnictwo Prószyński i s-ka, Warszawa 2012, s.11.

8 komentarzy:

  1. Spodobał mi się klimat tej książki i zdecydowanie muszę rozejrzeć się za tym autorem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klimat małomiasteczkowy, portowy, spokojne miasteczko, gdzie normalnie małe rzeczy tam są cholernie ważne. Naprawdę prosta książka, ale czyta się kapitalnie. I najlepiej tak do niej podejść, bez oczekiwań na WOW!

      Usuń
    2. Czytałem Cormaca McCarthy'ego Suttree i bardzo spodobał mi się tamten klimat. A Twój opis sugeruje podobne wrażenia jakie miałem z lektury książki Cormaca :)

      Usuń
    3. Tak, w zasadzie można powiedzieć, że Cormac i John bardzo zbliżeni są do siebie. Obaj piszą świetnie. Tyle że Cormac pisze bardziej brutalnie, nie oszczędzając swoich bohaterów i używaj oszczędnie środków wyrazu (zwłaszcza w Drodze). Steinbeck zaś pisze prosto, ale bardziej przyjemnie. U niego życie jest ciężkie, wymagające, ale bez użalania się, cieszenie się obecną chwilą i wykorzystywanie możliwości. Ale sceneria u obu jest taka sama. Także jak spodobał Ci się McCarthy to jestem niemal pewien, że spodoba Ci się Steinbeck. :)

      Usuń
    4. Wiedziałem, że założenie bloga i czytanie innych blogów nie wyjdzie mi na zdrowie :P Lista do przeczytania rośnie mi już w skali logarytmicznej :D
      Nie no żartuje :) W każdym razie na pewno odwiedzę bibliotekę i poszukam książek Steinbecka i Cormaca bo jego czytałem raptem kilka książek :)

      Usuń
    5. Steinbeck i McCarthy mają to do siebie, że nawet jeśli ta fabuła niekoniecznie jest jakaś odkrywcza, oryginalna czy zajmująca, to jednak czytanie tego Ci się podoba. Cholera, ciężko mi to wyjaśnić, ale np. taką "Drogą" i "Krwawym południkiem" Cormaca byłem bardzo wkręcony i czytałem bez tchu, a już ze "Strażnikiem Sadu" czy "Dziecię Bożym" tak nie było, ale mimo wszystko uważam te książki za dobre, przykładne, warte poznania, bo to wartościowa literatura.

      Usuń
  2. Brzmi bardzo obiecująco, jak "wpadnę" gdzieś na tę książkę to z pewnością przeczytam.
    Pozdrawiam Justyna z książkomiłościmoja.blogspot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ci proponuję sięgnąć po jakąkolwiek książkę Steinbecka, na którą wpadniesz. ;)

      Usuń